Nowy numer 3/2021 Archiwum

Brzęczek po śladach Nawałki

Imponujący dorobek na boisku, naturalne cechy przywódcze, ale też nikłe doświadczenie i brak sukcesów w portfolio. Wybór Jerzego Brzęczka na selekcjonera polskiej reprezentacji to bardzo odważna decyzja.

Mówiło się o Cesare Prandellim, Giannim De Biasim, a nawet Stanisławie Czerczesowie. Wśród polskich nazwisk wymieniano m.in. Marcina Brosza i Czesława Michniewicza. Tymczasem tak samo jak pięć lat temu przy wyborze Adama Nawałki prezes Zbigniew Boniek zaskoczył opinię publiczną niespodziewanym ruchem. Nominując nowego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, PZPN próbuje powtórzyć strategię, która przyniosła sukces poprzednim razem – stawia na polskiego szkoleniowca z piękną karierą piłkarską, o osobowości lidera, ale jeszcze bez wielkich osiągnięć na ławce trenerskiej, co gwarantuje pracowitość i ambicję. Jednak po nieudanych mistrzostwach świata, wyraźnych błędach Nawałki i utracie kontroli nad drużyną wątpliwości wokół Jerzego Brzęczka jest bardzo dużo. Czy uda się powtórka z historii? Jakie są mocne strony nowego selekcjonera, a co budzi największe obawy?

Papież na boisku

Na pewno nikt nie zarzuci Brzęczkowi braku doświadczenia i autorytetu zdobytego na boisku. W najwyższych klasach rozgrywkowych grał blisko 20 lat i rozegrał ponad 600 meczów. Sekretem długowieczności i braku poważnych kontuzji był sportowy tryb życia i indywidualna współpraca ze specjalistami od przygotowania fizycznego. Na początku lat 90. w polskiej lidze był pod tym względem ewenementem. Można mu zarzucić, że za granicą nie grał w najmocniejszych ligach, lecz tylko w Austrii oraz Izraelu. Jednak z drugiej strony zawsze występował tam w podstawowym składzie, często pełniąc funkcję kapitana. Z Tirolem Innsbruck został dwukrotnym mistrzem kraju. Spotkał tam ważne postaci współczesnej piłki, szatnię dzielił z obecnym selekcjonerem Rosji Stanisławem Czerczesowem, a trenerem był wtedy Joachim Löw, dziś prowadzący niemiecką kadrę. Na ostatnie lata kariery Brzęczek wrócił do polskiej ligi. Gdziekolwiek grał, niezależnie od tego, jak trudne charaktery spotykał w szatni, zawsze zdobywał szacunek profesjonalizmem i oddaniem dla drużyny. Zdobył żartobliwy, ale odzwierciedlający respekt pseudonim „papież”.

Największy sukces w reprezentacji odniósł na samym początku kariery – był kapitanem srebrnych medalistów igrzysk olimpijskich z Barcelony w 1992 roku. Po latach koledzy z drużyny wspominali, że Brzęczek zaganiał ich do wczesnego chodzenia spać, lecz potrafił także postawić się porywczemu Januszowi Wójcikowi i wywalczyć nagrody (samochody Polonez) dla wszystkich zawodników, także tych, którzy spędzili turniej na ławce rezerwowych.

Kariera w dorosłej reprezentacji nie przyniosła żadnych sukcesów. Zaliczył 42 występy, strzelił 4 bramki. Najważniejszą rolę odegrał pod koniec lat 90., znowu u Janusza Wójcika. Zdaniem krytyków najbardziej zostanie zapamiętany z nieudolnej pogoni przez pół boiska za Szwedem Frederikiem Ljungbergiem, gdy w 1999 roku przegraliśmy u siebie ze Skandynawami, grzebiąc nadzieje na awans na Euro 2000.

Postawić na młodych

Brzęczek nie może się jeszcze pochwalić bogatą karierą trenerską. Prowadził tylko 4 kluby: Raków Częstochowa, Lechię Gdańsk, GKS Katowice i Wisłę Płock, ale za to przejmuje posadę selekcjonera, będąc na fali – w przeszłości różnie z tym bywało, nominacje Andrzeja Strejlaua w latach 90. i Franciszka Smudy przed Euro 2012 były spóźnione o kilka lat. Brzęczek ma za sobą bardzo dobry okres w Płocku, zajął 5. miejsce (drugi najlepszy wynik w historii klubu), do ostatniej kolejki bił się o puchary, a Wisła grała ładną dla oka, ofensywną piłkę.

Nowy selekcjoner szczególnie zaimponował w zeszłym sezonie pod dwoma względami. Po pierwsze, uporządkował sytuację w bardzo trudnej, podzielonej szatni. Brzęczek rok temu objął posadę… na tydzień przed startem ekstraklasy. Poprzedni szkoleniowiec Marcin Kaczmarek odszedł pod presją grupy zawodników Wisły. W tej pełnej napięcia atmosferze jeszcze raz zadziałał autorytet „papieża” połączony z koncyliacyjnym usposobieniem. Po drugie, Brzęczek udowodnił, że ma dobrą rękę do młodych zawodników, nie boi się na nich stawiać i mądrze kieruje ich rozwojem. To szczególnie ważne w kontekście kadry, gdzie wkrótce trzeba będzie zastąpić Piszczka, Błaszczykowskiego, a może również Glika. W zeszłym sezonie Brzęczek wypromował Arkadiusza Recę, sprzedanego latem do włoskiej Atalanty Bergamo za rekordowe w historii klubu 4 mln euro. Rozkwitł też talent pomocnika Damiana Szymańskiego (poważnie zainteresowany jest nim Spartak Moskwa), ustabilizował formę obrońca Igor Łasicki, który kiedyś nie przebił się w Napoli. Wszyscy mają po 23 lata i nowy selekcjoner zapewne wypróbuje ich w pierwszych meczach towarzyskich.

Ucieczka z Katowic

Młodość i świeże spojrzenie mogą być atutami, ale zdaniem wielu krytyków Brzęczek jest jeszcze zbyt mało doświadczony jak na tak ważną posadę. Jak wyliczył magazyn „Weszło”, ostatnim szkoleniowcem reprezentacji z równie krótkim stażem na ławce był Zbigniew Boniek, którego misja w 2002 r. zakończyła się klęską i zaprzepaszczeniem już na starcie eliminacji awansu do Euro 2004. Najpoważniejszy kryzys, z jakim Brzęczek mierzył się w trenerskiej karierze, przyniósł spektakularną porażkę. W sezonie 2016/2017 walczył o awans do ekstraklasy z GKS Katowice. Długo utrzymywał się na czele tabeli, lecz na ostatniej prostej drużynę dopadł kryzys, czego kulminacją była przegrana u siebie z ligowym outsiderem z Kluczborka. Piłkarze w niewytłumaczalny sposób roztrwonili dwubramkowe prowadzenie, kibice chcieli sami wymierzyć im karę. W atmosferze ogólnego chaosu Brzęczek natychmiast podał się do dymisji i opuścił drużynę na dwie kolejki przed końcem. Z kolei w Lechii Gdańsk po dobrym pierwszym sezonie w drugim wystartował w kiepskim stylu, nie potrafił wyciągnąć drużyny z marazmu i podziękowano mu już w siódmej kolejce. W narodowej kadrze na pewno stanie przed jeszcze poważniejszymi wyzwaniami, a presja będzie nieporównywalna z żadną inną trenerską posadą w Polsce.

Zdobędzie szacunek?

Dyskusyjne jest, czy były kapitan olimpijskiej srebrnej drużyny z Barcelony pasuje charakterem do przezwyciężenia kryzysu trapiącego naszą reprezentację. Wbrew uładzonemu wizerunkowi znanemu z pezetpeenowskiego portalu „Łączy nas piłka” ostatnie miesiące, a szczególnie mundial pokazały, że kadra to trudna do prowadzenia grupa. Nie brakuje w niej podziałów, piłkarzy sprawiających kłopoty dyscyplinarne i mających problem z wybujałym ego. Być może lepiej sprawdziłby się trener z twardszą ręką. W pesymistycznym wariancie wydarzeń Brzęczek napotka problemy ze zbudowaniem autorytetu. Młodsi piłkarze z zachodnich lig nie pamiętają go z boiska, wiedzą tylko, że prowadził wyłącznie przeciętne drużyny polskiej ligi.

Wyzwaniem pozostaje kwestia opaski kapitańskiej. Robert Lewandowski znalazł się w ogniu krytyki za sposób pełnienia tej funkcji. Do prasy przedostały się plotki, jakoby za mało integrował się z drużyną. Sam piłkarz niezręcznie dolał oliwy do ognia na ostatniej konferencji prasowej w Rosji, gdy sprawiał wrażenie, że kwestionuje umiejętności kolegów, i obwiniał wszystkich poza sobą.

Adam Nawałka na początku kadencji mianował Lewandowskiego kapitanem kosztem Jakuba Błaszczykowskiego. Ta kwestia też będzie czujnie obserwowana przez media. Jerzy Brzęczek jest bratem matki Błaszczykowskiego zamordowanej przez męża na oczach 11-letniego syna. W tych tragicznych chwilach obecny selekcjoner pomógł Kubie przezwyciężyć traumę, przekonał do postawienia w życiu na futbol, a potem mądrze pokierował jego dalszą karierą. Ale Błaszczykowski ma już 32 lata, ostatnie sezony naznaczone kontuzjami i coraz mniejszą liczbą rozegranych meczów, na mundial przyjechał bez formy. W wywiadach jednak podkreśla, że dopóki gra w piłkę, nie ogłosi zakończenia reprezentacyjnej kariery. Jeżeli więc Kuba nie wróci do dobrej gry, Brzęczek będzie musiał mądrze rozwiązać sytuację. W przeciwnym razie narazi się na oskarżenia o powoływanie „po znajomości”.

Teoretycznie nowy selekcjoner ma jeszcze dużo czasu do gry o najwyższą stawkę. Eliminacje do Euro 2020 ruszają dopiero wiosną przyszłego roku. Ale Brzęczek zostanie od razu rzucony na głęboką wodę, we wrześniu bowiem ruszają nowe rozgrywki – Liga Narodów UEFA. To turniej o niskiej randze (de facto mecze towarzyskie w lepszym medialnym opakowaniu), ale w grupie gramy z bardzo trudnymi przeciwnikami – Włochami i Portugalią. Wysokie porażki mogą już na wstępie zepsuć atmosferę w drużynie i zwiększyć presję na trenera.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama