Nowy Numer 25/2019 Archiwum

Mam marzenie

Trwa ósmy rok wojny domowej w Syrii. Kraj opuściło już prawie 6 milionów osób, kolejne uciekają przed bombardowaniami.

PMM prowadzi projekty pomocowe w Syrii, dostarczając leki do Aleppo, Idlib, wschodniej Ghouty oraz wspierając ośrodek ortopedyczny w Termanin przy tureckiej granicy i projekt wyposażania dzieci po amputacjach w elektroniczne protezy. Lokalnym partnerem jest tam organizacja Balsam Mediorg, założona przez syryjskiego lekarza Mansoura al-Atrasha. W lipcu gościł on w Polsce na zaproszenie PMM. – Nasz plan to zapewnienie do końca roku 300 protez kobietom i dzieciom. To najbardziej pokrzywdzone ofiary tej brudnej wojny – mówi. Roczny koszt utrzymania placówki, która zapewniałaby 30 protez miesięcznie, to ok. 2 mln zł. Taką kwotę, w odpowiedzi na projekt Polskiej Misji Medycznej, przekazał Departament Pomocy Humanitarnej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, aby centrum w Termanin, które przez kilka miesięcy borykało się z brakiem funduszy, mogło dalej pomagać potrzebującym. Niezbędne są materiały do produkcji protez, sprzęt medyczny, potrzebny jest personel złożony z lekarzy protetyków i fizjoterapeutów. Od kwietnia br. wykonano tam 57 protez. Na swoją szansę czeka kolejnych 168 osób. Jedną z pierwszych pacjentek była siedmioletnia Reem. W wieku czterech lat przeżyła bombardowanie. Zginęła jej cała 14-osobowa rodzina, a dziewczynka straciła lewą nogę. Najmłodszą pacjentką ośrodka była pięcioletnia Susan. Miała amputowaną nogę z powodu ran postrzałowych. Dzięki protezom z centrum w Termanin obie dziewczynki mogą dziś znowu chodzić.

Matko, nie potrafię ci pomóc

Kryzys w Syrii trwa od 2011 roku. Mansour nie chce mówić o politycznych przyczynach, lecz o dramatycznych skutkach wojny i katastrofalnej sytuacji sektora medycznego. – Mam na myśli szpitale, ośrodki pierwszej pomocy, które były celem nalotów. Więcej niż 100 zostało zniszczonych. W samej Ghoucie w ciągu jednego miesiąca zniszczono ponad 16 miejsc pomocy – przywołuje raporty WHO. Problemem jest niedobór przyrządów medycznych, lekarstw oraz lekarzy. – Wielu z obawy o bezpieczeństwo opuściło Syrię – przyznaje doktor al-Atrash. Dramatyczna jest sytuacja ludności cywilnej. – Jest celem nalotów. Przeciw bezbronnym ludziom używa się wszystkich rodzajów broni. Jest wielu rannych, rany są różnego typu. Wzrasta liczba osób sparaliżowanych. Liczne są przypadki uszkodzenia kręgosłupa. Gdy pracowałem przed wojną, miałem dwa takie przypadki spowodowane wypadkiem samochodowym. Od wybuchu wojny miałem już ponad stu takich pacjentów. Każdy potrzebuje specjalnej opieki – wylicza. Kiedy w 2015 r. zakładał wraz z innym lekarzem Balsam Mediorg, równolegle pracował jako koordynator pomocy humanitarnej na granicy syryjsko-tureckiej. Obecnie koordynuje centrum medyczne w Termanin. Choć jest doktorem chorób wewnętrznych, wojna niejednokrotnie wymuszała, aby był pomocnikiem chirurga. – Ciągle stajesz wobec wyzwań etycznych. Masz krwawiącą osobę. Jest potrzeba amputacji. Ja nie jestem chirurgiem, ale musisz działać, aby ratować. Trzeba pracować prostymi metodami, bo brak instrumentów medycznych. To kolejne utrudnienie – mówi. Wspomina dramatyczne przypadki, a było ich wiele. Opowiada o znajomym, który służył w Białych Hełmach (syryjskie oddziały obrony cywilnej). – Po jednym z nalotów jego matka znalazła się pod ruinami. Próbował ją wydostać, ale nie był w stanie. „Matko, pomogłem tak wielu, a tobie nie potrafię!”. Nie możesz sobie wyobrazić jego cierpienia... – mówi.

– Była kobieta o imieniu Huda. Miała męża, dwoje dzieci. Byli w domu, gdy spadły na nich bomby. Mąż zginął, ona straciła nogę, dzieci ranne. Wyobraź sobie ten przypadek – mówi z przejęciem. – Mąż nie żyje, Huda ma ciężką ranę, nie może wstać, a dzieci potrzebują opieki. Pewni ludzie dobrego serca posłali ją do Turcji. Tam zadzwonili do mnie. Zawieźliśmy ją do szpitala. Rehabilitacja trwała pół roku. Pomogliśmy z domem, dostarczaliśmy jedzenie. Ale co dalej? Kto zatroszczy się o rodzinę? – pyta. Przyznaje, że czasem nie można za wiele zrobić.

Sytuacje nadzwyczajne

– Jak dostarczaliście leki, jak docieraliście do poszkodowanych? – pytam. – Przemytnicy zabierali nas do Ghouty. To byli ludzie współpracujący z reżimem. Jedyny sposób na dostanie się do strefy walk – tłumaczy. Przyznaje, że to wyzwanie etyczne – płacić przemytnikom. – Ale trzeba było pomagać ludziom. Płaciliśmy po 1000 dolarów od osoby, aby się dostać w strefy nalotów – mówi. W 2013 r. zorganizowali pierwszy transport. Dzięki tegorocznej dostawie leków do Ghouty, którą pomogła zorganizować Polska Misja Medyczna, udało się pomóc ponad 1000 osobom. – To dobra liczba. Przede wszystkim kobiety i dzieci – Mansour podkreśla, że to grupa docelowa. Bo najbardziej bezbronni. A oprócz przypadków nagłych, efektów wojny, są też choroby. Często diagnozowanie jest utrudnione przez brak aparatury. – Bywa, że lekarze wykonują zabiegi bez odpowiedniego przygotowania akademickiego, bo wojna uniemożliwiła podniesienie kwalifikacji – dodaje. Osobnej troski wymaga wsparcie kobiet w ciąży. Trzeba wykonać choćby USG, a sprzętu brak. – Są problemy psychologiczne z powodu bombardowań – dodaje. – Pojawiają się wady wrodzone u nowo narodzonych dzieci. Trudno powiedzieć, ile z nich jest obecnie efektem wojny. Takie dzieci potrzebują pomocy w placówkach w Turcji. W Syrii pomoc dla nich jest niemożliwa. Brak kadry i instrumentów diagnostycznych.

Dlaczego pomagasz?

Ma dzieci. Przyznaje, że nie potrafi sobie wyobrazić, gdyby z nimi znalazł się pod ostrzałem. – Wiele rejonów kraju zmieniło się w ruiny. Mam to samo marzenie co wszyscy, każda matka i każdy ojciec. Aby mieć bezpieczny dom dla rodziny. Prosty sen o Syrii... – mówi.

– Dlaczego pomagasz? – pytam.

– Ponieważ jestem Syryj- czykiem, lekarzem, ale przede wszystkim człowiekiem – mó- wi. Ostatnio pomoc otrzymała 7-letnia Maya. Syryjska dziewczynka pochodzi z ubogiej rodziny, mieszkającej w namiocie na wsi. Maya trafiła do Stambułu, gdzie dopasowano jej protezy. Urodziła się ze zdeformowanymi nogami, które, gdy była niemowlęciem, zostały jej amputowane powyżej kolan. Maya nigdy wcześniej nie dostała protez, bo jej rodziny nie było na nie stać. Teraz, dzięki zaangażowaniu doktora Mansoura al-Atrasha, Polskiej Misji Medycznej i tureckiego Czerwonego Półksiężyca, dziewczynka z nadzieją wchodzi w nowe życie.•

Więcej o pomocy na: http://www.pmm.org.pl/pl/

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji