Nowy numer 29/2019 Archiwum

Biało-czerwone zobowiązanie

„Ojczyznę kochać trzeba i szanować,/ nie deptać flagi i nie pluć na godło” – śpiewał przed laty Muniek Staszczyk. Czy coś się w tej sprawie zmieniło?

Czy barwy narodowe i godło mogą być wykorzystywane w dowolny sposób i do każdej formy ekspresji? To pytanie przestało mieć czysto teoretyczny charakter, choćby po ostatnim Marszu Równości w Częstochowie. Jego uczestnicy paradowali z polską flagą, tyle że biały orzeł nie był na czerwonym, ale na tęczowym tle. To oczywiście złamanie prawa, niestety, nie pierwsze i na pewno nie ostatnie. Z polską flagą (i godłem) od dawna wyczynia się przedziwne harce. Symbole narodowe służą do kibicowania, ale są też dźwignią handlu. Wyrażają pozytywne emocje, budują wspólnotę, ale są także używane, by dzielić – poprzez prowokację.

Obowiązek szacunku

Prowokacją posłużyli się dziesięć lat temu goście programu nadanego przez TVN, wsadzając polskie flagi w atrapy psich odchodów. Flagi były miniaturowe, ale wywołały potężny spór – właśnie na temat granic wykorzystywania narodowych symboli. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji za znieważenie flagi nałożyła na TVN 471 tysięcy złotych kary. Stacja się odwoływała, sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego, który pięć lat później wyrok podtrzymał. „Każdy, także stacja telewizyjna, ma prawny i konstytucyjny obowiązek szacunku dla symboli narodowych, w szczególności flagi, a obywatele mają prawo do takiego respektu” – uzasadniał wówczas tę decyzję sędzia Maciej Pacuda.

Czy teraz uczestnicy Marszu Równości również nie dochowali szacunku dla symboli narodowych? Co do tego nie miała wątpliwości cała rzesza użytkowników sieci, którzy już w trakcie tej prowokacji (trudno inaczej nazwać marsz aktywistów LGBT na Jasną Górę podczas 27. pielgrzymki Rodziny Radia Maryja) alarmowali policję o złamaniu prawa. Wywołany do tablicy poczuł się Joachim Brudziński: „Policjanci zareagowali i w tej sprawie będzie zawiadomienie do prokuratury o znieważenie i profanację symboli narodowych” – czytamy we wpisie szefa MSWiA na Twitterze. Minister nie miał wątpliwości, że chodzi tu o „oczywistą kulturową i religijną prowokację środowisk LGBT”.

Przypomnijmy: „Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Barwy i symbole są zatem w Polsce chronione ustawowo, ale zarazem bardzo swobodnie się z nich korzysta, do bardzo różnych celów, nie przejmując się żadnymi ograniczeniami.

Prawo surowe, lecz martwe

Przypadek kary dla TVN jest raczej wyjątkiem niż regułą, dlatego wywołał tak gorącą dyskusję, także wśród prawników. Generalnie pilnować się muszą raczej instytucje mające szeroki zasięg społecznego oddziaływania niż osoby prywatne. Ochrona flagi i godła nie jest też uregulowana spójnymi przepisami w skali międzynarodowej. Co kraj, to obyczaj. Niektórzy mają to zapisane w konstytucji, jak Węgrzy czy Bułgarzy, a np. w Danii wolno nawet spalić flagę, pod warunkiem że jest to flaga duńska, ochronie podlegają natomiast symbole innych narodów. W USA też wolno palić własną flagę, ale mając ku temu powód, jakim może być np. protest przeciw wojnie w Wietnamie. Nie wolno natomiast niszczyć flagi dla zabawy czy kierując się bezmyślną agresją. Jak poważny jest stosunek obywateli USA do gwiaździstego sztandaru, wie każdy użytkownik kultury masowej.

W Polsce prawo nie wnika w motywy złego obchodzenia się z symbolami narodowymi. Z kolei organy ścigania w ogóle niechętnie to prawo egzekwują, raczej istnieje coś w rodzaju umowy społecznej (zapewne wynikającej z doświadczeń ustroju totalitarnego), że w dziedzinie symboliki narodowej wolno wszystko. Ludzie doskonale pamiętają czasy, gdy za publiczne wywieszenie flagi 2 maja groziła grzywna, a za maszerowanie z nią 11 listopada – pałowanie.

– Ja bym nie tłumił tej eksplozji naszych barw w przestrzeni publicznej, to jest forma ekspresji, wzmacniania tożsamości, budowania wspólnoty. Wbrew pozorom Polacy wcale nie mają tak wiele okazji do publicznej manifestacji wspólnych pozytywnych emocji – komentuje Miłosz Lodowski, grafik, twórca wielu kampanii promocyjnych.

„Dumni z tego, co nasze”

Czy podobnie należy traktować masowe wykorzystywanie barw i symboli narodowych w reklamach? To dobrze czy źle, że zagraniczne sieci handlowe reklamują się polskimi flagami i hasłami w rodzaju „Dumni z tego, co nasze”? – Widać, że marketing tożsamościowy zaczyna coś znaczyć, skoro światowi producenci, chcąc coś sprzedać w Polsce, podkreślają „naszość” i tutejszość, nawet jeśli jest to naciągane – zauważa M. Lodowski. Rzeczywiście, miło jest stwierdzić, że dożyliśmy czasów, gdy towary zagraniczne udają polskie, by się lepiej sprzedać. Przez cały PRL i dwie dekady III RP było odwrotnie. Zresztą większość państw wręcz zachęca, by w marketingu wykorzystywać narodowe barwy czy symbole. Kanadyjski liść klonowy czy szwajcarski krzyż są eksponowane niemal na każdym produkcie wywodzącym się z tych krajów. Mundial pokazał, że podobne zjawisko mamy już w Polsce.

– Skoro producenci tak chętnie sięgają po polską flagę, to znaczy, że ona dobrze się kojarzy. Nareszcie osiągnęliśmy taki moment, w którym biało-czerwone barwy napędzają sprzedaż – cieszy się Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. I zarazem martwi się, czy już wkrótce nie pojawi się efekt przesytu, no i czy przy pomocy polskiej narodowej relikwii można faktycznie sprzedawać wszystko.

Andrzej Garapich, występujący w roli arbitra w Komisji Etyki Reklamy, przypomina sobie przypadek pewnego supermarketu, który w swojej kampanii radiowej wykorzystywał motyw „Mazurka Dąbrowskiego”. Gdy zgłoszono skargę do komisji, reklamodawca bronił się, że to… inny mazurek. Faktycznie, kilka nut się różniło. – Arbitrzy mimo to uznali, że nie jest etyczne nawet wykorzystanie melodii łudząco podobnej do polskiego hymnu w celach czysto merkantylnych – mówi A. Garapich.

„Nie pisz po fladze”

Jak w takim razie wyznaczyć granicę, co wolno, a czego nie – w marketingu, w obyczajowych i w politycznych prowokacjach? Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego promowało wiosną akcję „Nie pisz po fladze”. Niby sprawa oczywista, bo chodzi o szacunek dla narodowych barw, a jednak wywołała spore kontrowersje, zwłaszcza wśród kibiców. Wiadomo bowiem, jak wygląda – na przykład – Zakopane czy Wisła podczas konkursów skoków narciarskich. Trudno wtedy znaleźć polską flagę, na której nie dopisano by nazwy miejscowości, z której pochodzą jej właściciele. W tym przypadku akurat nie chodzi o lekceważenie, lecz raczej o dookreślenie tożsamości, dopisanie małej ojczyzny do tej dużej. Szczególne znaczenie ma taka manifestacja przy kibicowaniu naszym sportowcom na wyjeździe. Intencje mogą być jednak interpretowane różnie.

Przekonali się o tym fani polskiej reprezentacji na ostatnim mundialu. FIFA zdecydowała się ukarać PZPN za… naszą flagę rozwieszoną na trybunach stadionu w Moskwie właśnie dlatego, że została ona opatrzona napisem „Zator Polska”. Tu akurat nie o napis poszło, ale o to, że obok białego orła (we właściwej oprawie) na fladze umieszczony został herb sympatycznego małopolskiego miasta, które zresztą było niegdyś stolicą osobnego księstwa. Czujni inkwizytorzy w herbie zobaczyli tzw. mieczyk Chrobrego, a stąd był już tylko krok do stwierdzenia, że flaga zamieniła się w transparent „obraźliwy” oraz „nacechowany politycznie”. Tak doszło do wymierzenia kary.

Kampania społeczna ma oczywiście inne cele niż paragrafy Kodeksu karnego. Podczas akcji „Nie pisz po fladze” chodziło o wyczulenie, pewną wrażliwość, której czasem rzeczywiście brak.

Dorosnąć do symbolu

Problem doskonale zna dyrektor Jan Ołdakowski. Gdy otwierano Muzeum Powstania Warszawskiego, zamarzyła mu się wielka akcja „Wszyscy jesteśmy powstańcami”. Tysiące biało-czerwonych opasek rozdawanych na ulicach Warszawy i zakładanych 1 sierpnia w Godzinie „W”… Weto postawili sami powstańcy, dla których taka opaska była symbolem, jak polski mundur, którego nie mieli, relikwią przechowywaną z pietyzmem za komuny. Do akcji nie doszło.

Potem przyszła sprawa kotwicy, znaku Polski Walczącej. Tu przyjęta została inna strategia. – Uznaliśmy, że jeśli ktoś się posługuje jakimś symbolem, to znaczy, że uznaje go za ważny. Każdy ma prawo posługiwać się znakiem Polski Walczącej, natomiast chcemy, by wszyscy wiedzieli, jakie są z nim związane znaczenia i zobowiązania. To tak jak ze znakiem ryby umieszczanym na samochodzie. Kto go czyni, bierze odpowiedzialność np. za to, że inaczej będzie wyrażał emocje towarzyszące kryzysowym sytuacjom na drodze. Nie zwymyśla innego kierowcy, nie zajedzie mu drogi, bo już się w konkretny sposób określił znakiem ryby. Mam nadzieję, że tak będzie z innymi symbolami, że ludzie wiedzą, co biorą na siebie, prezentując się w ten, a nie inny sposób – wyjaśnia Jan Ołdakowski.

W 2013 roku radiowa Trójka zorganizowała akcję „Orzeł może”, nad którą honorowy patronat objął sam Bronisław Komorowski. „Zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka – nadętego pesymisty, smutasa, który wszystko ma wszystkim za złe” – mówiła Magda Jethon, dyrektor Trójki. Symbolem tamtej akcji było karykaturalnie przetworzone godło i orzeł z czekolady. Chyba jednak lepiej, gdy symbole narodowe są punktem odniesienia, zobowiązaniem i pewną deklaracją, do której trzeba dorosnąć, a nie służą do „rozprawiania się ze stereotypami”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • słowojezusa
    19.07.2018 01:13
    Trzeba naprawdę złej, uprzedzonej, nienawistnej woli, by w dumnym, grzecznym niesieniu trochę przerobionego, ale jednak godła, widzieć prowokację, a nie ekspresję patriotyzmu. Zwłaszcza jeśli ten patriotyzm łączy się z ściśle określoną grupą społeczną, a nie próbuje się manifestować, że "skoro jesteśmy inni, to już nie musimy się uważać za Polaków".
    Myślę, że piękne jest właśnie to, że choć oni są inni, to nie rezygnują ze swojej polskości i gorąco chcą być postrzegani, jako część tego Narodu. Jezus nie psioczył na Samarytan, ani Rzymian, jeśli ci tylko chcieli mieć z nim coś wspólnego. Nigdy nie powiedział "skoro ktoś jest inny, to chcąc za mną pójść, będzie was prowokował". Czemu więc ktokolwiek miałby mieć prawo od odmawiania im takiej wersji patriotyzmu, z jaką się identyfikują?
    doceń 3
  • Jacek
    22.07.2018 08:52
    Panie redaktorze, czy paradowanie z białym orłem nie na czerwonym ale czarnym tle to również "oczywiście złamanie prawa, niestety, nie pierwsze i nie ostatnie"? No chyba, że prawo rozumiemy według wyobrażenia marszałka seniora Morawieckiego
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji