Nowy numer 3/2021 Archiwum

Potrzeba cierpliwości

Dr Łukasz Adamski, historyk zajmujący się dziejami Europy Wschodniej oraz ekspert ds. ukraińskich i rosyjskich, opowiada, jak strona ukraińska obchodziła 75. rocznicę rzezi na Wołyniu.

Andrzej Grajewski: Prezydenci obu krajów obchodzili rocznicę odrębnie, chociaż wcześniej starali się być razem. Zauważyłem, że strona ukraińska upamiętnia przede wszystkim swoje ofiary. Tego wcześniej nie było.

Łukasz Adamski: Rzeczywiście, po raz pierwszy Ukraina tak wyraźnie obchodziła rocznicę rzezi wołyńskiej, nie jako upamiętnienie mordów przede wszystkim na Polakach, ale jako rocznicę mordów także na Ukraińcach. Władze państwowe, a więc prezydent Petro Poroszenko oraz wicepremier Pawło Rozenko oraz oczywiście czołowy apologeta UPA, prezes ukraińskiego IPN Wołodymyr Wjatrowycz, brali udział zarówno w uroczystościach na Wołyniu, jak i w Sahryniu na Lubelszczyźnie. Podkreślano, że w tamtym czasie masowo ginęli Ukraińcy, a próba dzielenia ofiar na polskie i ukraińskie, na „dobre” czy „złe”, jest rzeczą niedopuszczalną. Tak więc główny przekaz strony ukraińskiej był następujący: nasi też ginęli. Zaznaczano zarazem, że Ukraińcy i Polacy muszą sobie wzajemnie wybaczyć i razem współpracować.

Czy wykonany został ze strony ukraińskiej jakiś gest pod adresem polskich ofiar rzezi?

Taki gest został wykonany dwa lata temu, gdy prezydent Poroszenko przyklęknął przed pomnikiem Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Warszawie. Teraz podobnego nie dostrzegłem. Cała wizyta prezydenta Poroszenki w Sahryniu służyła podkreśleniu, że Ukraińcy także ginęli, chociaż odbywało się to w zupełnie innym miejscu – na Lubelszczyźnie, i w innym czasie – w marcu 1944 r. W tym sensie wizyta w Sahryniu z okazji 75. rocznicy kulminacji zbrodni wołyńskiej była próbą odwrócenia uwagi opinii publicznej od tego, że mordy na Ukraińcach były reakcją na czystkę etniczną zorganizowaną przez UPA przeciw Polakom. Praktycznie we wszystkich ukraińskich stacjach telewizyjnych informacja o tej rocznicy była następująca: Polska i Ukraina obchodzą 75. rocznicę „tragedii wołyńskiej”, później były wypowiedzi historyków, że w Sahryniu oddział AK wymordował ukraińską wieś, bez wspominania, że było to osiem miesięcy później. Wreszcie relacjonowano wizytę prezydenta Poroszenki na Wołyniu, gdzie był w wiosce spacyfikowanej podobno przez AK. Na koniec pokazywano migawki z wizyty prezydenta Dudy w Łucku, wybierając z jego przemówienia głównie te fragmenty, w których mówił o potrzebie wspierania Ukrainy przeciwko agresji Rosji. Tylko w jednym z materiałów stacji Inter, posądzanej o prorosyjskość, zwrócono uwagę, że akcja w Sahryniu była odwetem za „antypolską operację” UPA na Wołyniu.

Prezydent Poroszenko składał kwiaty pod pomnikiem w Sahryniu, gdzie wypisane są nazwiska ofiar. Prezydent Duda składał wieniec w szczerym polu na Wołyniu, gdyż nie wiadomo, gdzie leżą ofiary. To pokazuje, jak głęboka jest między Polską a Ukrainą dysproporcja w upamiętnieniu swych ofiar.

Oczywiście ma pan rację. Z okazji tej rocznicy zaproszono mnie do popularnej ukraińskiej stacji radiowo-telewizyjnej Radio Swoboda. Mówiłem tam, że złożenie przez prezydenta Dudę wieńca w szczerym polu podkreśla, że większość polskich ofiar rzezi wołyńskiej nie doczekała się do dzisiaj normalnego pochówku. Ukraina poprzez zakaz ekshumacji nadal to uniemożliwia. Dziennikarz prowadzący rozmowę był tym bardzo zdziwiony. Zaraz po mojej wypowiedzi połączył się z wicepremierem Rozenką, któremu zadał pytanie o ekshumacje. Odpowiedź była mętna, więc jeszcze raz musiałem podkreślić, że zakaz w tej sprawie nadal obowiązuje.

Wicepremier Rozenko 6 lipca był we wsi Rudka Kozińska, gdzie miała miejsce pacyfikacja wioski ukraińskiej przez niemiecką policję. Jaki był cel tych uroczystości?

Podobne obchody odbyły się dwa dni wcześniej w wiosce Tuliczów, a w kwietniu we wsi Krasny Sad, choć w obu przypadkach bez udziału polityków wysokiego szczebla. W tych miejscach wiosną i latem 1943 r., zdaniem ukraińskich historyków, opierających się głównie na dokumentach OUN-UPA, miały miejsce pacyfikacje ukraińskich wiosek przez oddziały niemieckiej policji.

Co to ma wspólnego z banderowską rzezią na Wołyniu?

W niemieckiej policji obok Niemców, volksdeutschów, byli także Polacy. Ich zaciąg przeprowadzono po tym, jak Ukraińcy, służący dotąd w tej formacji, zbiegli w marcu 1943 r. do lasów, zasilając szeregi oddziałów UPA. Obecnie strona ukraińska stara się przedstawić działanie niemieckiej policji jako element walk polsko-ukraińskich. Jest to manipulacja, bo pacyfikacje ukraińskich wiosek przez niemiecką policję miały różnorakie przyczyny, a konspiracyjne organy polskiego państwa nie miały z tym nic wspólnego. Powstaje wrażenie, że organizowanie w tych miejscach państwowych obchodów ma przede wszystkim służyć zrównoważeniu w przestrzeni medialnej informacji na temat rzezi wołyńskiej, a uczczenie pamięci pomordowanych mieszkańców tych wiosek jest celem ubocznym.

W czasie tych uroczystości mówiono, że Ukraińców zamordowała niemiecka policja czy Polacy?

Polacy służący w niemieckiej policji. Jednocześnie podkreślano, że jest to element konfliktu polsko-ukraińskiego. To próba wykreowania swoistego anty-Wołynia, zwłaszcza że w ukraińskiej przestrzeni medialnej liczby ukraińskich ofiar rzezi wołyńskiej są często powiększane o ofiary niemieckich pacyfikacji, aby w ten sposób „bilansować” ofiary akcji UPA. Podobnie postąpił Gorbaczow. Pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia wiedział, że musi Polakom przekazać prawdę o zbrodni katyńskiej. Nakazał więc nagłośnienie sprawy jeńców wojennych z wojny 1920 r. Było to przedstawione jako anty-Katyń i miało równoważyć prawdę o zbrodni katyńskiej. Rosjanie tej metody używają często do dziś. Nie chciałbym przez to zaprzeczać, że na Wołyniu nie mieliśmy do czynienia z akcjami odwetowymi, przeprowadzanymi przez polskie samoobrony, ale skala zabójstw była nieporównywalna do tego, co robiły jednostki OUN-UPA. Ponadto trzeba inaczej ocenić pod względem moralnym ludobójstwo na rozkaz najwyższego kierownictwa UPA, a inaczej zbrodnie w afekcie i wbrew rozkazom państwa polskiego.

Zauważył Pan na Ukrainie głosy odmienne, różniące się od tonu oficjalnej propagandy?

Takie głosy także pojawiają się w przestrzeni publicznej, chociaż nie jest to mainstream. Są to przede wszystkim głosy poważnych przedstawicieli środowisk naukowych, którzy jasno podnoszą kwestię odpowiedzialności UPA za zbrodnie na Polakach. Wskazują także na niebezpieczeństwo nadmiernej etnicznej nacjonalizacji ukraińskiej narracji historycznej. Drugą kategorią są niezależni blogerzy i część dziennikarzy. Natomiast ukraińscy intelektualiści zasadniczo wydają się mniej chętni do przypominania o zbrodniach UPA na Polakach niż kilka lat temu. Po części dlatego, że w kraju pod wpływem wojny z Rosją panuje atmosfera egzaltowanego patriotyzmu. Dodam, że te środowiska źle przyjęły sejmową uchwałę o Wołyniu sprzed dwóch lat i poprawki do naszej ustawy o IPN. W każdym razie sytuacja nie jest jednowymiarowa. Jednak najważniejsi politycy – i chyba także większość dziennikarzy – są psychologicznie podatni na przyjmowanie stanowiska, które prezentuje szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wjatrowycz – że zbrodnie były symetryczne, stanowiły element „wojny polsko-ukraińskiej” i nie można mówić o ludobójstwie bądź czystce etnicznej.

Co należy zrobić, aby kolejna okrągła rocznica rzezi wołyńskiej wyglądała inaczej aniżeli w tym roku?

Moim zdaniem nie ma co się łudzić, że będzie to łatwa i szybka droga. Kluczowe jest zmienienie wyobrażeń ukraińskiej opinii publicznej o roli Polski w historii Ukrainy oraz przekonanie elity intelektualnej i politycznej sąsiedniego narodu, że potępienie nie tyle radykalnych ukraińskich nacjonalistów, ile metod, które stosowali, jest elementem ukraińskiej racji stanu. Że w Europie nie relatywizuje się ludobójstw. Teraz Ukraińcy boją się, że przyznanie się do udziału UPA w ludobójstwie na Polakach może wręcz zdelegitymizować ukraińskie dążenia niepodległościowe, a z pewnością będzie użyteczne dla rosyjskiej propagandy. A politycy widzą, że część ukraińskiej opinii publicznej po prostu uważa, że żaden kraj nie ma bohaterów bez skazy, a partyzanci UPA walczyli przeciwko „okupantom”, czyli także Polakom. I z tymi wyborcami się liczą. Niektórzy z kolei boją się przedstawiać inną wizję historii, aby nie zostało to ocenione jako defekt ich postawy patriotycznej. Tak więc jest to cały kompleks różnych uwarunkowań. Tego nie da się łatwo zmienić. Państwo polskie powinno więc w znacznie większym stopniu, aniżeli czyniło to dotychczas, zaangażować się w promowanie polskiej historii, ale także nauki historii jako takiej. Przydałaby się prezentacja dobrego warsztatu i metodologii, np. poprzez działalność Polskiego Instytutu Historycznego w Kijowie, którego ciągle nie ma. Warto zintensyfikować programy stypendialne czy opracować razem z ukraińskimi instytucjami materiały metodyczne do nauczania historii. One mogłyby pokazywać różne punkty widzenia, ale zarazem wskazywałyby na niebezpieczeństwa związane z opieraniem badań historycznych na wartościach nacjonalistycznych. Jednocześnie potrzeba nam cierpliwego dialogu, także z umiarkowanymi nacjonalistami. Jeśli angażuje się ich do wspólnej rozmowy, są mniej szkodliwi aniżeli wówczas, kiedy całkowicie się ich pomija. Z polskiej zaś strony pomogłaby zmiana ustawy o IPN, skąd powinny zostać usunięte artykuły, które mają wymowę antyukraińską. Sąsiedni historycy, zapewne niesłusznie, obawiają się, że pod rządami obecnej ustawy próba pokazywania innej historii UPA skończy się pociągnięciem do odpowiedzialności karnej. Z drugiej strony dobrze byłoby, aby z ukraińskiej ustawy zniknęły paragrafy grożące sankcjami historykom krytycznie oceniającym UPA. Wreszcie zaś trzeba sobie uświadomić, że im więcej będzie w Polsce relatywizowania zbrodni popełnianych na Ukraińcach, choćby akcji „Wisła”, tym bardziej oddali się perspektywa zmiany stosunku Ukrainy do rzezi wołyńskiej. •

Dr Łukasz Adamski

Historyk Europy Wschodniej, wicedyrektor Centrum Dialogu i Porozumienia Polsko- Rosyjskiego. Był sprawozdawcą misji OBWE na Ukrainie w 2014 r.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama