Nowy numer 46/2018 Archiwum

W kleszczach kleszcza

Jakoś nie pamiętam z dzieciństwa kleszczy. Chyba po raz pierwszy usłyszałem o nich dopiero jako osoba dorosła. A przecież biegałem na bosaka w wysokich trawach, chodziłem na długie spacery po lesie, spałem pod namiotem. I nigdy nie miałem kleszcza. Dzisiaj to jedna z tych historii, w które trudno uwierzyć.

Czy rzeczywiście dzisiaj kleszczy jest więcej niż kiedyś? Dane statystyczne jasno pokazują, że o złudzeniu nie ma mowy. W 2015 r. w Polsce zarejestrowano około 15 tys. przypadków zachorowań na boreliozę, wywołaną przez ukąszenie kleszcza. Dziesięć lat wcześniej takich przypadków było nieco ponad 4 tys. W zeszłym roku było ich ponad 20 tys. Szacuje się, że w 2100 r. kleszcze zarażą boreliozą około 50 tys. Polaków. Skąd ten wzrost? Wielu naukowców wskazuje na zmiany klimatyczne. Coraz mniej mroźne zimy, coraz dłuższe lata z coraz mniejszą ilością opadów. Już dzisiaj choroby zakaźne przenoszone przez kleszcze, komary, muchy, ale także szczury czy myszy – w skrócie: choroby przenoszone przez inne żywe organizmy – stanowią kilkanaście procent wszystkich schorzeń zakaźnych.

Ukąszeń przez kleszcze jest wielokrotnie więcej niż zachorowań na boreliozę. Ocenia się, że krętki boreliozy ma od 15 do 20 proc. kleszczy. Nawet jeśli ukąsi osobnik, który jest nosicielem bakterii, nie jest pewne, że przekaże chorobę. Choć zdania lekarzy są tutaj podzielone. Wielu twierdzi, że kleszcz musi być wbity w skórę przez co najmniej 12 godzin, żeby mógł zarazić. Bakterie, które wywołują boreliozę, znajdują się w ślinie pajęczaka, którą wpuszcza on do rany. Śliny jest więcej, gdy wbity kleszcz jest podrażniany. Gdy więc zauważymy kleszcza, trzeba go sprawnym ruchem usunąć. Gdy się to nie uda albo od ukąszenia minęło zbyt wiele czasu, o tym, że do zakażenia doszło, świadczy tzw. rumień wędrujący (pojawia się od tygodnia do trzech tygodni po ukąszeniu). To dość charakterystyczna zmiana na skórze – czyli przebarwiona na czerwono i z czasem rozszerzająca się „obrączka”, która w środku jest blada. Charakterystyczny jest nie tylko wygląd tej zmiany, ale także fakt, że w przeciwieństwie do wielu innych ukąszeń nie swędzi ona ani nie piecze. W zasadzie pojawienie się rumienia oznacza zainfekowanie boreliozą. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest szybka wizyta u lekarza i kuracja antybiotykami (może trwać od 14 do 30 dni).

Bardzo groźna choroba

Rumień utrzymuje się na skórze przez kilka tygodni, ale jego zniknięcie absolutnie nie oznacza, że organizm poradził sobie z chorobą. Gdy pojawia się choć cień podejrzenia, że mogło dojść do ukąszenia przez kleszcza, że na skórze rzeczywiście pojawia się rumień, trzeba działać zdecydowanie. Szybko wdrożona kuracja antybiotykowa jest w zasadzie w stu procentach skuteczna. Ale zignorowanie pierwszych objawów może mieć katastrofalne skutki. Borelioza jest chorobą wieloukładową, czyli atakuje cały organizm, a konsekwencje działania bakterii rozciągają się na wiele lat.

Na początku chory gorączkuje, jest osłabiony i boli go głowa. W zasadzie czuje się tak, jak gdyby miał grypę. Po kolejnych miesiącach dochodzi zapalenie stawów, a czasami zapalenie mięśnia sercowego i opon mózgowo-rdzeniowych. Nawet po kilku latach może dochodzić do zapalenia skóry, przewlekłego zapalenia stawów i poważnych powikłań neurologicznych, np. zapalenia nerwów. Zapalenie stawów i jego bolesne konsekwencje pojawiają się pod postacią regularnych ataków. Zwykle dotyczą one jednego z dużych stawów (kolanowego, łokciowego albo skokowego). Bakterie uszkadzają układ nerwowy przez uszkodzenia samych neuronów. Wytwarzają toksyny, które w dłuższej perspektywie powodują zaburzenia pamięci, bezsenność, stany lękowe, porażenie nerwu twarzowego czy drętwienie kończyn i języka. Gdy borelioza nie jest leczona przez wiele lat, może doprowadzić do trwałego uszkodzenia układu nerwowego i narządu ruchu. Choć nie do końca wiadomo, dlaczego niektóre objawy boreliozy utrzymują się nawet kilka miesięcy po zakończonej sukcesem terapii. Uważa się, że to przeciągające się skutki uszkodzeń układu nerwowego i immunologicznego.

Jak się zabezpieczyć?

Kleszcza najłatwiej złapać w wysokiej trawie, krzakach i zaroślach. Ale kleszcz może też spaść z drzewa. Wyczuwa swoją ofiarę nawet z kilkudziesięciu metrów. Tak, wyczuwa, bo kleszcze nie widzą tak, jak widzimy my. One wyczuwają ofiarę, reagując na podwyższoną temperaturę, zapach potu i wydychany dwutlenek węgla. Kleszcze wyczuwają go, choć dla nas jest on gazem bezbarwnym i bezzapachowym. Aż 80 proc. przypadków boreliozy występuje w czerwcu i lipcu, choć kleszcze żerują w naszych warunkach klimatycznych od początku maja do końca listopada.

Niedawno przeprowadzone w Polsce badania wykazały ciekawą zależność – kleszczy jest więcej tam, gdzie jest więcej dzikich zwierząt. Z szacunków wynika, że prawdopodobieństwo spotkania kleszcza na ścieżkach, którymi w lesie poruszają się dzikie zwierzęta, jest kilkukrotnie wyższe niż w wysokich trawach czy zaroślach. Trochę przeczy to intuicji, ale jest logiczne. Kleszcze żywią się krwią dzikich zwierząt. Tak naprawdę bakterie boreliozy rozwijają się w ciałach zwierząt, kleszcze je tylko przenoszą.

Jakie wnioski płyną z badań naukowców z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu? Aby uniknąć złapania kleszcza, idąc przez las, lepiej przedzierać się przez krzaki, zarośla i wysokie trawy niż korzystać ze ścieżek wydeptanych przez zwierzęta. Nie powinno się też w lesie siadać na zwalonych pniach drzew, bo to miejsca, w których bytują nimfy, młodociane, mniejsze od główki od szpilki formy kleszczy. Niezależnie od tego, gdzie się chodzi – w lesie czy parku, wybierając się na spacer, warto założyć spodnie z długimi nogawkami i koszulę z długimi rękawami. Wchodząc do lasu, warto mieć pełne buty (nie sandały), a nogawki spodni wsadzić do skarpetek. Dobrze mieć na głowie chustkę albo kapelusz. Po powrocie z wycieczki należy wziąć prysznic i gąbką umyć całe ciało, a odzież wytrzepać na wolnym powietrzu. Gdy ubranie jest jasne, łatwiej widać na nim kleszcze. Dla pajęczaków kolor nie ma znaczenia, ale nam może ułatwić dostrzeżenie zagrożenia. Mimo tych środków ostrożności dobrze jest stosować preparaty odstraszające kleszcze, np. w aerozolu.

Te wszystkie sposoby są skuteczne, ale żaden nie daje stuprocentowej gwarancji, że kleszcza nie złapiemy. Dlatego po spacerze czy pracy w ogrodzie dobrze jest dokładnie sprawdzić całe ciało. Kleszcze często wgryzają się w miejscach, których temperatura jest nieco wyższa, a naskórek cieńszy i wilgotny. Stąd szczególnie dokładnie warto sprawdzić pachy, pachwiny, skórę za uszami, na granicy włosów, między palcami czy w zgięciach łokci i kolan. Kleszcz nie wgryza się od razu, gdy tylko znajdzie się na skórze, ale potrzebuje do tego trochę czasu. Po ciele może wędrować nawet godzinę, zanim znajdzie odpowiednie miejsce. Gdy na skórze znajdzie się kleszcza, który jeszcze nie zdążył się wbić, wystarczy go strzepnąć. Gdy jednak pajęczak już wgryzł się w skórę, trzeba go sprawnie usunąć. Co ciekawe, wkłucie się kleszcza jest w zasadzie niewyczuwalne, mimo że wbija się on dość głęboko. A to dlatego, że pajęczak cały czas znieczula miejsce swojego żerowania. Reakcja zapalna, którą często czujemy jako swędzenie, wystąpi z opóźnieniem. Niezauważony kleszcz może żerować nawet kilka dni, znacząco zwiększając swój rozmiar.

Jak go wyjąć?

Jest wiele teorii, jak usuwać kleszcza wbitego w skórę. Smarowanie go olejem (to miałoby spowodować, że nie będzie mógł oddychać i sam się odczepi), benzyną albo spirytusem jest błędem. Takie postępowanie zwiększa prawdopodobieństwo zarażenia (o ile kleszcz był nosicielem bakterii albo wirusów), bo zatruwany pajęczak zwraca do krwiobiegu ofiary swoją treść żołądkową. Kleszcza trzeba złapać pęsetą przy samej skórze i wzdłuż osi wkłucia po prostu wyrwać. Miejsce, w którym nastąpiło ukąszenie, trzeba dokładnie przetrzeć spirytusem albo innym środkiem dezynfekującym. Głowa kleszcza, nawet jeżeli był on nosicielem bakterii boreliozy czy wirusa zapalenia opon mózgowych (w Polsce to rzadkość), sama w sobie nie stanowi zagrożenia. Stąd nieprawdą jest twierdzenie, że gdy przy wyciąganiu część zwierzęcia zostanie w ranie, oznacza to pewną infekcję. Wirusy zapalenia mózgu dostają się do krwi człowieka od razu po ukąszeniu, ale bakterie boreliozy – dopiero po kilkudziesięciu godzinach, stąd wyciągnięcie kleszcza w pierwszej dobie po ukłuciu zasadniczo zmniejsza prawdopodobieństwo infekcji.

Liczba ukąszeń kleszczy (a co za tym idzie – zachorowań na boreliozę) jest większa w tych regionach, w których jest więcej terenów zalesionych. Stąd ryzyko jest większe w województwach wschodniej Polski i na południu kraju, w górach. Najwięcej zachorowań od wielu już lat pojawia się w północno-wschodniej Polsce, m.in. na Mazurach. Tutaj też istnieje ryzyko zarażenia się odkleszczowym zapaleniem opon mózgowych. Na tę chorobę można się zaszczepić, co zalecają niektórzy lekarze przed wyjazdem na Mazury. Na boreliozę nie ma na razie skutecznej szczepionki. Skuteczne jest unikanie ukąszenia, a gdy ono nastąpi, dokładna obserwacja ciała i – jeżeli pojawiają się grypowe objawy albo charakterystyczny rumień – niezwłoczna wizyta u lekarza.•

Skąd u kleszcza borelioza?

Kleszcz nie jest „magazynem” krętków boreliozy. Są nim dzikie zwierzęta, na których kleszcze żerują. Mowa nie tylko o ssakach, ale też ptakach i gadach. Dorosłe osobniki pajęczaków żerują raczej na większych ssakach, a larwy kleszczy i niedojrzałe postaci, czyli nimfy, na ptakach i gadach (choć także gryzoniach). Rezerwuarem bakterii boreliozy jest kilkaset gatunków dziko żyjących zwierząt, a wśród nich: jelenie, sarny, wilki, ale także nornice. Bakterie boreliozy nie zarażają kleszcza, znajdują się jednak w jego ślinie. Co gorsza, kolejne pokolenia kleszczy stają się nosicielami bakterii boreliozy i wirusów zapalenia mózgu, nawet gdy nigdy nie żerowały na zwierzęciu – nosicielu. Przekazują im je rodzice. Na świecie jest około 850 różnych gatunków kleszczy. W Polsce mamy 20, choć najwięcej jest kleszczy pospolitych, łąkowych i tych z gatunku obrzeżków gołębich. Te trzy są najgroźniejsze. Kleszcze to bardzo odporne stworzenia. Mogą przeżyć bez jedzenia nawet kilka lat.

« 1 »
oceń artykuł
  • bb
    12.08.2018 16:50
    Borelioza to choroba istniejąca od zawsze, tyle że rozpoznawana dopiero od niedawna, W. Burgdorfer odkrył jej sprawcę, krętka Borrelia burgdorferi dopiero w roku 1982 w Ameryce. Od nazwy miasta gdzie zaobserwowano liczne przypadki choroby nosi ona tam nazwę "choroby z Lyme" lub Lyme Disease, i pod taką głównie nazwą trzeba jej szukać w literaturze zagranicznej, jeśli kogoś temat interesuje. Wiedza na temat tej bakterii i choroby, do dziś bynajmniej niekompletna, powoli toruje sobie drogę do świadomości i lekarzy, i pacjentów. Do Polski dotarła rzecz jasna ze sporym opóźnieniem, wiązano ją początkowo tylko z osobami narażonymi zawodowo, podczas gdy każdy z nas może "to" bez problemu złapać w swoim własnym ogródku czy parku w środku miasta. Niewielu lekarzy miało okazję nawet widzieć przebieg długo nieleczonej choroby, więc i rozpoznanie jest sprawą niezwykle trudną. Rumień wędrujący występuje tylko u około połowy zakażonych. Testy serologiczne nie na każdym etapie są skuteczne, dając często wyniki fałszywie ujemne. Wtedy zaczyna się wędrówka pacjenta z objawami po wszystkich możliwych specjalistach, na psychiatrze kończąc, bo prędzej podejrzewa się u chorego hipochondrię. Co do leczenia wciąż istnieją różne "szkoły", to co prezentuje artykuł to wersja "oficjalna" prezentowana przez IDSA. Zapewne skuteczna w razie wczesnego rozpoznania zakażenia, o co jednak bywa bardzo... trudno. Krótkie leczenie antybiotykami nie uwzględnia też długo trwającego cyklu życiowego i występowania różnych postaci bakterii jak choćby cysty, wskutek czego ich wyeliminowanie jest bardzo utrudnione. Druga szkoła, wg. ILADS zakłada długotrwałe leczenie różnymi zestawami antybiotyków działających na różne formy bakterii - co często także nie gwarantuje 100 proc. powodzenia w leczeniu. Krętki kolonizują tkanki o słabym ukrwieniu, do których dostęp antybiotyków w odpowiednim stężeniu jest bardzo utrudniony. Często, zależnie od odmiany bakterii (jest ich kilka), choroba przybiera postać neuroboreliozy, prowadzącą wskutek zapalenia mikroskopijnych naczyń mózgowych do niedokrwienia i początkowo zaburzeń funkcjonalnych, a dalej i organicznych uszkodzeń pewnych obszarów mózgu, widocznych w MR czy CT. Efektem bywa niepełnosprawność, wózek inwalidzki, paraliż i... Podsumowując, nie mamy tu do czynienia z chorobą lekką, przyjemną i łatwą w leczenia, co mogłyby sugerować artykuły wciąż na nowo "odkrywające" ten temat. Lepiej sobie uświadomić że ukąszenie kleszcza oznacza dla nas zawsze PROBLEM, niepewność i że może się zdarzyć, teraz czy za spory kawał czasu - WSZYSTKO.
    doceń 2
  • 1965
    12.08.2018 16:59
    A ja się pytam gdzie są owady, którymi huczały łąki jakieś 30-40 lat temu, gdzie ptaszki miejskie? Pamiętam je i wiem, że zniknęły, zostały jakieś żałosne resztki. Smutek patrzeć na miejskie skwerki gdzie kwiatki i kwiatuszki polne niemo krzyczą otwarte na darmo bo przylecieć nic nie ma co. Pamiętam tabuny błonkówek, skorki, bierdronki i co trochę motyl i mrowisko. Gdzie motyle, ja się pytam..., nawet pająki łąkowe wyzdychały, więc co ma zeżreć te kleszcze?! Resztki nie dają rady. Może to wina środków 'ochrony' roślin a nie 'ocieplenia'?
    doceń 1
  • REFLEKSJA
    12.08.2018 20:59
    W lipcowym numerze "Wiedzy i Życie" głównym tematem była borelioza. Wreszcie eksperci amerykańscy przyznali, ze na obecnym etapie borelioza jest nieuleczalna, można ją jedynie "podleczyć"... Terapie trzema antybiotykami naraz itp. okazały się kompletnie nieskuteczne... Walka trwa, ale na razie jest 1:0 dla krętka...
    doceń 0
  • Magda
    13.08.2018 07:28
    Byłam u lekarza z dzieckiem które 4 tyg. Po ukąszeniu kleszcza miało objawy grypopobobne ale pani doktor stwierdziła że to wirus... Bez rozwijania tematu. No nic. Badania o tak są odpłatne więc dla spokoju je zrobię...
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji