Nowy numer 28/2020 Archiwum

Kaźń Romanowów

Sto lat temu bolszewicy zamordowali cara Mikołaja II i całą jego rodzinę. Dla współczesnych Rosjan jest on najpopularniejszym bohaterem w ich historii. Wielu czci go także jako świętego męczennika. Jakie były konsekwencje masakry w Jekaterynburgu?

Car Mikołaj II nie był dobrym władcą, a dodatkowo przyszło mu rządzić w czasach rewolucyjnych przełomów oraz Wielkiej Wojny. Sprawy nierozwiązane przez stulecia przerosły go i przygniotły, doprowadzając do strasznego końca. Warto jednak odnotować, że w lutym 1903 r. wydał manifest o tolerancji i swobodnej działalności Kościoła katolickiego, co umożliwiło rozwiązanie wielu problemów, m.in. obsadzono 263 parafie w imperium rosyjskim pozbawione dotąd księży. Po rewolucji 1905 r. podpisał ukaz tolerancyjny, pozwalający blisko 230 tys. unitów przejść z prawosławia na obrządek łaciński (wschodni był nadal zakazany). W sprawach polskich, nawet jeśli chciał wykonać gesty wobec Polaków, nie dokonał niczego istotnego. Był zakładnikiem obozu nacjonalistów, stawiających na rusyfikację i rządy twardej ręki. Jednak za jego panowania Rosja przeszła modernizację przemysłową i ustrojową. Zamożność wielu grup, zwłaszcza na wsi, osiągnęła poziom nieznany wcześniej w historii. Nie był władcą „krwawym”, jak nazywali go przeciwnicy, ale słabym i bez wyobraźni, co doprowadziło do rewolucji, która zniszczyła wszystko. Jego rządy, bardzo źle oceniane przez współczesnych, nabrały innego wymiaru z perspektywy długiego trwania bolszewickiej tyranii. Rosyjski Kościół Prawosławny, wynosząc w 2000 r. Mikołaja II i jego rodzinę na ołtarze, podkreślał nie tylko ich męczeństwo, ale także osobistą pobożność oraz hojność. Nade wszystko jednak zwracano uwagę na pokorę, z jaką rodzina carska oczekiwała na śmierć, modląc się za oprawców.

„Baltazar zginął”

Mikołaj II abdykował 2 marca 1917 r. na skutek rewolucji, która 23 lutego wybuchła w Piotrogrodzie. Oddał władzę, aby uniknąć wojny domowej, która i tak wybuchła. Na polecenie Rządu Tymczasowego wraz z żoną Aleksandrą Fiodorowną, córkami Olgą, Tatianą, Marią i Anastazją oraz carewiczem Aleksiejem został umieszczony w areszcie domowym – najpierw w rezydencji w Carskim Siole, później w Tobolsku na Syberii. Ich sytuacja zmieniła się, kiedy władzę w kraju przejęli bolszewicy. W kwietniu zdecydowali o przeniesieniu rodziny carskiej oraz ich lekarza i trojga osób ze służby do Jekaterynburga na Uralu, gdzie wpływy bolszewików były ogromne, co dawało pewność, że więźniowie stamtąd nie uciekną. W maju 1918 r. całą carską rodzinę, lekarza oraz służących umieszczono w skromnej willi z ogrodem inżyniera Mikołaja Ipatiewa. Wcześniej willę zamieniono w więzienie. Posesję otoczono drewnianą palisadą, zamalowano białą farbą wszystkie okna. Carską rodzinę umieszczono na piętrze, pokoje na parterze zajmował pilnujący ich oddział wartowniczy, ok. 75 osób, którym dowodził Jakow (Jankiel) Jurowski, były fotograf i zegarmistrz, fanatyczny czekista.

Ich los dopełnił się w początkach lipca, kiedy do Jekaterynburga zaczęły zbliżać się oddziały „białej” armii admirała Aleksandra Kołczaka. Bolszewicy obawiali się, że car zostanie wykorzystany jako antybolszewicki symbol w wojnie domowej, w której ponosili wówczas dotkliwe porażki. Nie ma jednak dowodów na to, aby car chciał się angażować po stronie „białych”. Po latach okazało się, że „tajna” korespondencja do cara izolowanego w Jekaterynburgu była prowokacją Czeka, bolszewickiej bezpieki, mającą uzasadnić tezę, że istniał spisek „białych”, aby uwolnić cara.

Wspomnienia ludzi, którzy mieli kontakt z carską rodziną w domu Ipatiewa, dowodzą, że narastało wśród nich przeczucie złowrogiego końca. Wspólna modlitwa i lektura Pisma Świętego była dla nich jedynym ukojeniem. Historycy nie mają jednej opinii w sprawie, kto wydał rozkaz zabicia cara. W czasach sowieckich podkreślano, że była to suwerenna decyzja władz miejscowych – czyli Rady Obwodu Uralskiego. Współcześni historycy rosyjscy, a także prof. Richard Pipes, wybitny amerykański sowietolog, zwracają uwagę, że decyzja tej rangi nie mogła być podjęta bez akceptacji wodza rewolucji Lenina. Według niego zapadła ona 2 lipca 1918 r. w Moskwie, podczas posiedzenia Rady Komisarzy Ludowych. Zaraz po niej zaczęły się przygotowania do egzekucji. Jurowski znalazł pod Jekaterynburgiem miejsce, gdzie zamierzano ukryć zwłoki. Przygotowano także ciężarówkę do ich przewiezienia. Na Sołowkach, na wystawie poświęconej rodzinie carskiej, widziałem obraz pod tytułem „Ostatnia modlitwa”. Przedstawia rodzinę carską, klęczącą i modlącą się w wielkim skupieniu przed ikoną. Rzeczywistość była jednak znacznie brutalniejsza.

Car, jego żona i dzieci nie spodziewali się, że to ich ostatnie chwile, kiedy w nocy z 16 na 17 lipca 1918 r. zostali obudzeni i sprowadzeni do pomieszczenia na parterze. Był to pokój o wymiarach 5 na 6 metrów, bez okien, w którym drzwi zaryglowano, aby nie było z niego ucieczki. Około godziny 3 nad ranem sprowadzono do niego jedenaście osób. Chory na hemofilię syn cara Aleksiej nie mógł chodzić, więc ojciec go zniósł, a później posadził na krześle. Jurowski oświadczył im, że zostali skazani na śmierć i wyrok zostanie natychmiast wykonany. Gdy zdumiony car poprosił, aby to powtórzył, Jurowski strzelił do niego. Było to sygnałem do rzezi, jaka za chwilę nastąpiła. Grupa egzekucyjna składała się z sześciu bądź ośmiu ludzi. Znane są nazwiska pięciu z nich. Po wystrzale Jurowskiego wszyscy zaczęli strzelać do zastygłych w przerażeniu ludzi. Pokój wypełnił huk wystrzałów, krzyki mordowanych i morderców. Niektórzy z oprawców także zostali ranni kulami, odbijającymi się od ścian lub od podłogi. Wszystko trwało ponad 20 minut. Umierający car miał powiedzieć do morderców: „Nie wiecie, co czynicie”. Nie wszystkie ofiary zginęły na miejscu. Carówny miały w bieliźnie zaszyte klejnoty, dlatego kule ich nie przebijały. Dobito je bagnetami lub strzałem w głowę.

Na ścianach pokoju mordercy pozostawili kabalistyczne znaki oraz ręcznie zapisany końcowy cytat z ballady Heinricha Heinego „Belsatzar” – „Belsatzar war in selbiger Nacht Von seinen Knechten umgebracht” (Baltazar został tej nocy przez sługi swe zabity). Prawdopodobnie napisał to Jurowski. Przed wojną mieszkał w Niemczech i dobrze znał język. Napis świadczył, że traktował egzekucję jak mord rytualny, kończący całą epokę w historii Rosji, a może i ludzkości. Apokaliptyczną scenerię dopełniały kałuże krwi na podłodze oraz poorane kulami i uderzeniami bagnetów ściany pokoju. Polityczny sens masakry wyjaśniał później Lew (Lejba) Trocki, stwierdzając, że była potrzebna nie tylko dla zastraszenia wrogów, ale i do wstrząśnięcia własnymi szeregami. Chodziło o pokazanie, że przed bolszewikami jest „albo totalne zwycięstwo, albo totalna zagłada”.

Nie zniknęli

Mordercy wywieźli ciała pomordowanych poza Jekaterynburg, do uroczyska Czterech Braci. Tam, szukając klejnotów zaszytych w bieliźnie, obnażono ciała kobiet i sprofanowano je. Następnie wrzucono wszystkich do szybu nieczynnej kopalni rudy żelaza, w miejscu nazywanym Ganina Jama. Jurowski nie był jednak pewny, czy nie zostaną tam odnalezione, dlatego następnego dnia rozkazał je wydobyć i przenieść w inne miejsce – w okolice przysiółka Koptiaki. Tam je pocięto, oblano kwasem i zakopano w płytkiej mogile. Po zdobyciu Jekaterynburga przez wojska admirała Kołczaka – kilka dni po zamordowaniu Romanowów – powołana została specjalna komisja do zbadania okoliczności zbrodni. Śledczym udało się ustalić wiele szczegółów, a także złapać jednego z morderców, ale szczątków ofiar nie odnaleziono. W następnych dniach zamordowano także pozostałych członków rodziny Romanowów, którzy byli w rękach „czerwonych”.

Wszyscy oni mieli zniknąć na zawsze. Tak się jednak nie stało. Nawet w czasach komunizmu wielu Rosjan starało się wyjaśnić okoliczności tej zbrodni. W lipcu 1979 r. grupa geologa Aleksandra Awdonina oraz scenarzysty Gielija Riabowa znalazła pod Swierdłowskiem (tak w czasach sowieckich nazywał się Jekaterynburg) miejsce, w którym znajdowały się niezidentyfikowane szczątki ludzkie. Jednak dopiero w 1991 r. Awdonin poinformował o swym odkryciu władze, które przeprowadziły oficjalną ekshumację szczątków rodziny carskiej. W wykopanym dole znaleziono kości i fragmenty kostne dziewięciu osób, spośród których część zidentyfikowano jako szczątki członków carskiej rodziny. Nie znaleziono jednak szczątków Aleksieja i jego siostry Marii. Zgodnie ze sprawozdaniem Jurowskiego miały być zakopane w innym miejscu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się