Nowy numer 37/2018 Archiwum

Na głębię!

– Czasem wydaje nam się, że kiedy Izraelici dotarli do Ziemi Obiecanej, oznaczało to pełen sukces. Nieprawda, oni musieli o nią walczyć! – mówi o. Tomasz Maniura OMI. Na Festiwalu Życia zachęca młodych, by na drodze wiary nie bali się podejmować kolejnych wyzwań.

Zaspani wychodzą ze swoich namiotów i powoli zmierzają w stronę innego, znacznie większego, z którego dobiega muzyka. Ponad 2 tys. m kw. ma ten namiot przywieziony aż z Belgii, właściwie sporych rozmiarów hala, w której odbywają się najważniejsze wydarzenia Festiwalu Życia. Rozmach imponuje. Do Kokotka przyjechało w tym roku ok. 800 młodych osób. Ale misjonarze oblaci, którzy we współpracy z pięcioma diecezjami tę imprezę zorganizowali, są gotowi, by przyjąć znacznie więcej. Tak to już jest, kiedy wypływa się na głębię.

Szczypta szaleństwa

Kokotek to peryferyjna dzielnica Lublińca, w której od dziesięciu lat ma swoją siedzibę Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA. Trzon wspólnoty stanowi dziś ok. 300 młodych z oblackich parafii w całej Polsce, ale wszystko zaczęło się od kilku osób z Katowic, które spotykały się na modlitwie i miały w sobie wielkie pragnienie ewangelizacji. Z tego pragnienia zrodziły się przedstawienia teatralne, zespoły muzyczne, szalone wyprawy rowerowe – do Jerozolimy, Maroka czy na Syberię. NINIWA pączkowała, stworzyła struktury i ramy formacyjne w postaci pokaźnego „Podręcznika Niniwity” – modelowych wręcz materiałów dla współczesnego młodzieżowego duszpasterstwa.

Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie wizja i szczypta Bożego szaleństwa założyciela NINIWY – o. Tomasza Maniury. To on nieustannie zaraża młodych swoją radością, bezpretensjonalnym stylem bycia i odwagą w podejmowaniu nowych wyzwań. Kiedy dotychczasowy ośrodek przy oblackiej parafii w Kokotku powoli przestawał mieścić coraz liczniej przybywającą młodzież, o. Tomek nie bał się przejąć terenu dawnego hotelu Silesiana. A było to – dodajmy – przedsięwzięcie bardzo ryzykowne. W czasach PRL-u Silesiana była wprawdzie prężnym ośrodkiem wypoczynkowym, ale w ostatnich dziesięcioleciach popadła w totalną ruinę. Teraz nie tylko odzyskuje dawny blask, ale staje się nowoczesnym centrum duszpasterskim. Najpierw pojawiła się tu restauracja, z pięknym widokiem na staw Posmyk, dzięki której udało się zebrać fundusze na kolejne prace. Powstała sala konferencyjna, uporządkowany został teren nad stawem. Na remont czeka jeszcze część hotelowa.

Nie jestem sama

Po co to wszystko? Żeby mogli tu przyjeżdżać młodzi ludzie. Już w trakcie festiwalu w nieodrestaurowanym jeszcze hotelu zamieszkało ok. 120 wolontariuszy zaangażowanych w organizację imprezy. Pozostałych kilka setek uczestników zajęło pole namiotowe usytuowane kilkaset metrów dalej. I tak zapuszczone do niedawna miejsce zaczęło nagle tętnić życiem. Nikt już chyba nie ma wątpliwości, że warto było zainwestować w młodych.

– Jestem tu, bo chcę doświadczyć miłości Pana Boga przez ludzi, którzy są tutaj ze mną – mówi Klementyna Palińska, osiemnastolatka z Katowic. – Ci ludzie dają mi wsparcie, pokazują, że nie jestem w tym wszystkim sama. Wśród moich rówieśników, w szkole, rzadko spotykam ludzi wierzących. A tutaj jesteśmy taką mocną, dużą ekipą tych, którzy wierzą i chcą spędzać czas z Jezusem. Przyjechałam, żeby czerpać z konferencji i z tego bycia razem. Potrzebuję takiej normalności, prostoty, bo w ten sposób można najlepiej dotrzeć do serca. Nie chodzi o wzniosłe słowa, tylko o to, żeby odnieść tę wiarę do życia.

– Do młodych trzeba mówić tak naturalnie, jak to tylko jest możliwe – potwierdza tę intuicję o. Tomek. – Nie są tu konieczne żadne wyszukane formy czy jakiś sztuczny patos. Oni potrzebują od nas przede wszystkim obecności. Wielu z nich wydaje się zniechęconych życiem, są samotni, porzuceni przez dorosłych, którzy nie mają dla nich czasu. A tu doświadczają życia w Bogu, ale i we wspólnocie. To jest piękny moment, kiedy podczas spotkań i rozmów dzielą się swoim życiem. Chcemy im nie tylko coś dać, ale też wydobyć z nich to, co dobre. Dlatego też tacy, a nie inni goście festiwalu: Janek Mela, który po wypadku mógłby być zniechęcony życiem, a dziękuje Bogu, albo Ania Golędzinowska, która wiele zła doświadczyła, otarła się o brud show-biznesu, a dziś daje świadectwo ocalenia z piekła.

Dla ciała i ducha

Wiatr porusza konarami drzew lublinieckich lasów i delikatnie marszczy taflę stawu Posmyk. W białym namiocie postawionym na brzegu trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Nieustannie. Tuż obok, w przenośnym konfesjonale, na wolnym powietrzu czeka spowiednik. Ławkę przy niniwowym sklepie spożywczym obsiadła grupka dziewczyn i sióstr zakonnych. Z dolatujących do uszu melodyjnie brzmiących strzępków fraz wnioskuję, że odmawiają Różaniec. Tymczasem na tarasie przy restauracji przysiadł z gitarą Robert Friedrich „Litza” i zakłada struny przed wieczornym koncertem Luxtorpedy. W innym miejscu pewnie otoczyłby go już tłum fanów, ale tutaj jego obecność nie wzbudza sensacji. Jest czas popołudniowych warsztatów, więc każdy wyrusza do swoich zajęć.

Spacerujemy po festiwalowych terenach, rozrzuconych po całym Kokotku, i przyglądamy się różnorodnym aktywnościom, którym oddają się teraz młodzi. Zatrzymujemy się dłużej przy warsztatach bębniarskich, bo liczba bębnów z różnych stron świata, które zgromadził w jednym miejscu instruktor Andrzej Kozacki, imponuje. – Kto jest za Afryką, a kto za rytmem serca? – pyta prowadzący. Serce wygrywa w głosowaniu, więc młodzi uczą się teraz nabijać prosty, zapadający w pamięć rytm.

Tymczasem pozostali uczestnicy festiwalu też nie narzekają na brak zajęć. Jedni oglądają film w sali konferencyjnej, inni na polu namiotowym słuchają koncertu zespołu Tukej albo grają w speed-ball, jeszcze inni dwa kilometry dalej, na terenie starego ośrodka, uczą się śpiewu liturgicznego, rozgrywają mecz piłki nożnej albo trenują crossfit. Gdy wracamy stamtąd skrótem przez las, słyszymy już ostre dźwięki rozgrzewającej się Luxtorpedy. Tuż obok wielkiego namiotu, gdzie odbędzie się koncert, trwa właśnie nauka żonglowania. Naprawdę, na Festiwalu Życia nie sposób się nudzić. – Staramy się, by w naszym programie była równowaga między duchem a ciałem – mówi Krzysztof Zieliński, rzecznik i menedżer Oblackiego Centrum Młodzieży NINIWA, prawa ręka ojca Tomka. – Na przykład dzisiaj po południu mamy nabożeństwo, dlatego wieczorem będzie można poskakać na koncercie.

Nie spocząć na kanapie

Program tegorocznego festiwalu skoncentrowany został wokół czytań z Księgi Jozuego, a poszczególne dni – wokół sakramentów: chrztu, bierzmowania, Eucharystii i pokuty. – Księga Jozuego należy wprawdzie do Starego Testamentu, ale zapowiada rzeczywistość Kościoła i sakramentów – wyjaśnia o. Maniura. – Jest bardzo obrazowa i myślę, że trochę niedoceniona. Czasem wydaje nam się, że kiedy Izraelici dotarli do Ziemi Obiecanej, oznaczało to pełen sukces. Nieprawda, oni musieli o nią walczyć! To dla nas ważne wskazanie, żeby nie popaść w samozadowolenie, nie spocząć na kanapie, o której mówił papież Franciszek.

Właśnie dlatego w festiwalowych materiałach sporo miejsca organizatorzy poświęcili możliwościom dalszego formowania się. Zapraszają nie tylko na oblackie wyprawy, imprezy i rekolekcje, ale przedstawiają też propozycje, które czekają na uczestników w ich macierzystych diecezjach. Zachęcają, by wziąć udział w pielgrzymkach i dołączyć do konkretnych wspólnot. Tematowi wspólnoty poświęcony też został przedostatni dzień Festiwalu Życia, uwieńczony koncertem chóru TGD w centrum Lublińca.

Dziś jednak jesteśmy dopiero u progu imprezy, rozważamy temat chrztu. – Jesteśmy tutaj, bo w momencie chrztu Bóg zamieszkał w naszym życiu – mówił rano podczas konferencji, przerywanej rapowymi wstawkami, ks. Kuba Bartczak. – Mamy to znamię, którego nikt z nas nie jest w stanie zetrzeć.

Nad brzegiem stawu Posmyk osiemset młodych osób uczestniczy teraz w nabożeństwie wód Jordanu. „Nie bój się, wypłyń na głębię, jest przy tobie Chrystus” – słowa piosenki nabierają w tym miejscu szczególnej mocy. Kapłani stoją w albach po kolana w wodzie i delikatnie polewają wodą każdego z uczestników, przypominając w ten symboliczny sposób o ich chrzcie. Do każdego zwracają się po imieniu, każdy słyszy, że jest umiłowanym synem lub umiłowaną córką Boga. Z taką świadomością łatwiej wypływać na głębię.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji