Nowy numer 38/2018 Archiwum

Bez satysfakcji po Stonesach

Mick Jagger okazał się jednak muzykiem, a nie maskotką do bicia… cudzej władzy. Bono z U2 może się uczyć od starszego kolegi.

Miał być apel ze sceny w obronie sądownictwa w Polsce - wyszło inteligentne i dyskretne: to nie moja rola, ja tu tylko śpiewam. Nie wiem, jakim cudem niektóre media krótkie zdanie wokalisty lidera The Rolling Stones odczytały jako „pozytywną odpowiedź na prośbę Lecha Wałęsy”. Mick Jagger powiedział po polsku: „Jestem za stary, żeby być sędzią, ale jestem dość młody, żeby śpiewać”. Jeśli ktoś nie widzi w tym wyraźnego, z klasą, powiedzenia „szanuję pana, ale to naprawdę nie moja robota”, tylko jakiekolwiek poparcie dla sporu toczącego się w Polsce, to jestem pełen podziwu. Ba, nawet zagraniczne agencje doszukały się w wypowiedzi Jaggera mocnego apelu: „Mick Jagger dołączył do chóru krytyków, którzy uważają, że zmiany w sądownictwie są sprzeczne z demokratycznymi standardami”, napisał bez obciachu Reuters.

Jagger zachował się z klasą, z której strony by nie patrzeć na jego wypowiedź: mógł przecież apel Lecha Wałęsy zignorować i żadną aluzją nie nawiązać do jego listu, mógł też pójść w ślady swojego młodszego kolegi, Bono z U2, który ma wyjątkowe parcie na naprawianie świata bez głębszej orientacji w zawiłościach tematów, które porusza, i grzmieć ze sceny o totalitarnej władzy w Polsce.

To tak naprawdę dużo szerszy problem. Artysta wierzący, że jest wyrocznią ludzkości, to zjawisko nie tylko dość powszechne i śmieszne. To jednocześnie przypadek groźniejszy niż polityk wierzący w swój artystyczny geniusz. Gdy znakomity na scenie artysta w polityce okazuje się infantylnym quasi-prorokiem, to rozczarowanie boli bardziej niż gdyby wybitny polityk na scenie okazał się kiepskim artystą. Od tego pierwszego lud zazwyczaj kupuje wszystko, drugi najwyżej straci elektorat. „Kiedy znani rockmani – a ja jestem jednym z nich – wypowiadają się na tematy polityczne, wpadam w lekką nerwowość. Kiedy muzycy otwierają usta nie po to, żeby śpiewać, sprawdzam, czy mam jeszcze portfel w kieszeni” – mówił Bono na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1999 roku. Niestety, ten sam Bono stał się dyżurnym komentatorem w sprawach bardziej skomplikowanych niż kołyszące refreny najlepszych kawałków.

Lech Wałęsa, najwyraźniej rozczarowany „wycofanym” zdaniem Jaggera, zapowiedział już, że broni nie złoży i postara się nakłonić do bardziej wyrazistej wypowiedzi… tym razem Rogera Watersa. W rozmowie z Radiem ZET zastrzegł jednak, że „tym razem go sprawdzi”: „Muszę sprawdzić, czy on sympatyzował z nami i czy brał jakikolwiek udział w pomocy nam w tym trudnym czasie. Jeśli tak, to oczywiście to zrobię”. „To”, czyli napisze list do byłego wokalisty Pink Floyd. Cóż, Mick Jagger postawił wysoko poprzeczkę: okazał się jednak artystą i rockmanem, a nie dyżurną maskotką do bicia… cudzej władzy.

« 1 »
oceń artykuł
  • Louie
    10.07.2018 08:59
    Pomijając kwestie natury wizerunkowo-marketingowej (bo z tej perspektywy faktycznie, cokolwiek powie osoba popularna w jakiejś dziedzinie, odbija się potem szerokim echem w mediach) - kiepsko to świadczy o rzekomo "poważnych" politykach opozycji, którzy ekscytują się każdą krytyczną wypowiedzią (nieważne, przez kogo wypowiadaną), traktując ją jako potwierdzenie głoszonej wszędzie gdzie się da tezy o "pełzającym" autorytaryzmie/zamachu na demokrację/whatever. Coś jak swego czasu z casusem (prawdopodobnie spreparowanego) "dziecięcego listu" do ówcześnie urzędującego jako prezydent Baracka Obamy, w którym autorka prosiła o delegalizację broni i... legalizację małżeństw homoseksualnych. Nawet gdyby był faktycznie napisany przez jakieś dziecko (prawdopodobnie mocno zindoktrynowane przez swoich rodziców), to jakim jest argumentem za konkretnymi zmianami w legislacji?
    doceń 11
  • Dremor
    10.07.2018 14:21
    Widać redaktor nie zrozumiał z czego wynika taka wypowiedź Jaggera. On jest Brytyjczykiem, w UK sędziowie Sądu Najwyższego wybierani są dożywotnio, więc nie istnieje tam coś takiego jak "za stary na sędziego". Dla muzyka wychowanego na anglosaskim systemie prawnym w głowie się nie mieści, że można odsunąć sędziego od orzekania ze względu na wiek.
    doceń 13
  • na marginesie
    10.07.2018 17:16
    Zadziwiająca była reakcja publiczności. Artysta wypowiedział 3 zdania w dłuższych odstępach czasu, po drugim "jestem za stary by być sędzią" zamiast żenującej ciszy rozległo się pełne aplauzu wycie. Odczytali to jako aluzję i szpilkę wbitą władzy? Kim są ci ludzie i co złego zrobiła im ta władza? Chcą oglądać jak Sąd Najwyższy pozostawia na stanowisku "roztargnionego" sędziego ze stacji benzynowej? A może tego w TeWałEnie nie pokazano? Mamy problem. Duży problem. Do tego lokalne gazety pod obcym panowaniem. W jednej z nich, od lat czytanej w moim regionie jako "mniej partyjnej" za komuny i piszącej o tym co się za naszymi oknami dzieje, Naczelny na święto flagi 2 maja rzucił tekstem, że jego elitarne "towarzystwo" wiesza sobie Flagę w... dużym pokoju a nie za oknem, bo się WSTYDZĄ ZA POLSKĘ ! Byłby to ostatni numer tej gazety, który wziąłem do ręki, gdyby nie to, że innej takiej - NIE MA. W końcu człowiek musi coś wiedzieć co się w jego mieście i regionie święci, by nie być zaskoczonym z dnia na dzień coraz lepszymi pomysłami lokalnych aparatczyków. Gdyby tę rolę przejął np. Gość Niedzielny... Może nawet tych dziennikarzy, którzy w "politykę" się nie bawią... Poddaję pod rozwagę i liczę na jakieś kroki w tym kierunku. Bo jak na razie sprawy toczą się naprawdę w niedobrą stronę.
  • velario
    12.07.2018 01:55
    "Zwolennicy „dobrej zmiany” też postanowili, że sprawy nie przemilczą. „Mick Jagger potwierdza zasadność ustawy w kwestii wieku sędziów” – napisał w sieci jeden z posłów partii rządzącej. A przychylne dobrej zmianie medium obwieściło: „Wielkie fiasko Wałęsy! Jagger ucina: Jestem za stary, żeby być sędzią”.
    Da się? Oczywiście, że się da! Rzeczywiście, jeśli wypreparujemy słowa wokalisty The Rolling Stones z zawartej w nich ironii, wydawać się może, że 74-letni muzyk po prostu stwierdza fakt, że nie mógłby w Polsce być sędzią. Ale cóż, nie od dziś wiadomo, że zwolennicy „dobrej zmiany” nie cierpią niejednoznaczności. Świat dzielą na przyjaciół i wrogów. Polityka to dla nich wojna o wszystko. Nie ma w niej miejsca na żadne ironie ani półsłówka. A jeśli już jest miejsce na śmiech to tylko zabarwione iście niemiecką lekkością żarciska Jana Pietrzaka czy Marcina Wolskiego. I oczywiście z opozycji targowicy albo sprzedajnych polityków PO.
    W sieci modne jest słowo „zaorać”, jak synonim ośmieszenia przeciwnika. „Dobra zmiana” jak widać chciała zaorać Jaggera i Wałęsę. Sęk w tym, że zaorała się sama." (więcej: http://www.rp.pl/Komentarze/180709435-Szuldrzynski-Dobra-zmiana-chciala-zaorac-Stonesow-zaorala-sie-sama.html)
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji