Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Co się stało z Brazylią?

Brazylia jest uważana za piłkarską potęgę. Jednak od 16 lat jej reprezentacja udowadnia nieprawdziwość tej tezy.

Kolejny mundial i kolejna klęska. Na rosyjskich boiskach Brazylia doszła zaledwie do ćwierćfinału. Od zdobycia mistrzostwa w 2002 r. brazylijscy piłkarze nie potrafią nawet dojść do finału. To „Canarinhos” zawsze są żelaznymi faworytami do tytułu. Przecież piłkarska reprezentacji Brazylii ma ich na swoim koncie więcej, niż jakikolwiek inny kraj. Z czego wynikają problemy piłkarskiego olbrzyma?

Brazylia posiada szóstą największą populację na świecie i ósmą największą gospodarkę świata. Jeśli weźmiemy pod uwagę brazylijską miłość do piłki, to reprezentacja „kraju kawy” powinna zdobywać jedno mistrzostwo świata po drugim. Ale jednak brazylijska machina piłkarska w XXI wieku wyraźnie się zacięła. Czy - poza względami sportowymi - dają o sobie znać względy społeczne?

Lata 90. to dla Brazylii nie tylko okres popisów Romario czy Ronaldo, ale i zdecydowanych reform ekonomicznych. Dzięki nim (reformom, nie piłkarzom) na początku XXI w. Brazylia zaczęła być uważana za kandydata na przyszłą światową potęgę gospodarczą. Kraj ten stawiano obok takich potentatów jak Indie czy Chiny. Nic więc dziwnego, że w 2004 r. Brazylia została wybrana bez głosowania na organizatora mistrzostw świata w roku 2014.

Jak to się często zdarza, wydarzenia w sporcie wyprzedzają wydarzenia w polityce. Porażki Brazylii na mundialach w Niemczech i RPA podważyły nieco wiarę w reprezentację. I niedługo przed mistrzostwami w 2014 r., stało się coś nieoczekiwanego. Brazylijczycy zamiast z niecierpliwością odliczać czas do rozpoczęcia mundialu na swojej ziemi, zaczęli przeciwko niemu protestować.

Organizacja mundialu w 2014 r. wywołała niestety falę korupcji. Rozjuszyło to Brazylijczyków. Zamiast przepłacać za stadiony, woleliby oni zainwestowania pieniędzy w poprawę jakości służby zdrowia i transportu publicznego. W kraju, który kocha piłkę nożną, mieszkańcy wyszli na ulicę, by nawoływać do rezygnacji z organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej.

Euro 2012 wywołało w Polakach entuzjazm. Mundial 2014 wywołał w Brazylijczykach złość. Mimo, że oba kraje po ciężkich reformach lat 90. weszły na ścieżkę szybkiego wzrostu. Jednak Polska ze swojej ścieżki nie schodzi, a tym czasem Brazylia weszła w okres poważnego kryzysu.

Brazylijski wzrost był w dużym stopniu oparty o koniunkturę na rynku surowców. Ale to nie wyjaśnia wszystkiego. Wydawało się, że brazylijska gospodarka ma mocne podstawy. Eksport był zbilansowany, oparty nie tylko o surowce. Popyt wewnętrzny wzrósł dzięki programom wsparcia dla biedniejszych. System finansowy był stabilny. Mimo to doszło do przegrzania.

Brazylia od dawna jest uważana za „przyszłą potęgę gospodarczą”. I do dzisiaj jest tylko „uważana”, nigdy tą potęgą tak naprawdę się nie stała. Po okresach szybkiego rozwoju przychodzą czasy kryzysu, które wiele rozwojowych osiągnięć niweluje.

Na przeszkodzie do sukcesu gospodarczego Brazylii stoi coś, co przez długie lata było źródłem jej piłkarskich sukcesów. Są nim mianowicie nierówności. Dla biednych Brazylijczyków najlepszą drogą do wybicia jest piłka nożna. Dlatego kraj ten słynie z wielu utalentowanych i zmotywowanych piłkarzy. Reprezentacja ma w czym przebierać. Ale co z tego, skoro równie łatwo jak piłkarzem nie można zostać urzędnikiem czy uczonym.

Brazylijskie społeczeństwo to w niemal równych częściach potomkowie białych imigrantów oraz potomkowie Indian i czarnych niewolników. Ci drudzy żyją na gorszym poziomie, często w fawelach. Bardzo ciężko jest im zdobyć dobre wykształcenie i stabilną pracę. Wielu z nich celuje więc w karierę piłkarza bądź … przestępcy.

Nierówności tworzą wiele problemów. Jednym z nich jest właśnie przestępczość. Brazylia zajmuje niechlubne wysokie miejsca pod względem liczby zabójstw, kradzieży czy narkomanii. Ogromne sumy wydawane na walkę z przestępcami mogłyby zostać wydane na szkoły czy szpitale. Ale nierówności generują problemy nie tylko z przestępczością.

Aby społeczeństwo rozwijało się w miarę stabilnie, musi zachowany być pewien poziom równości i solidarności. W dobie kryzysu biedniejsi muszą mieć pewność, że nie zostaną zostawieni całkowicie na lodzie. Inaczej znaleźliby się w trudnej do zniwelowania i groźnej dla gospodarki apatii. Dziecko z ubogiej rodziny powinno mieć podobne szanse na sukces jak dziecko bogatej rodziny. Inaczej żadne z nich nie będzie miało motywacji do nauki.

Poważną trudnością w niwelowaniu różnic w Brazylii jest głęboko zakorzeniony rasizm. Wielu białych wciąż nie widzi w kolorowych obywatelach równych sobie Brazylijczyków. Wielu kolorowych nie daje rady wyjść ponad poczucie krzywdy ze strony białych. Niechęć i strach w stosunku do współobywateli daje olbrzymią przestrzeń dla rozwoju korupcji i autorytarnych tendencji politycznych.

Piłka nożna od dawna była miejscem spotkania białych i kolorowych. Z sukcesu reprezentacji cieszył się zarówno bogacz z rezydencji schowanej za wysokim płotem, jak i biedak z faweli. W kanarkowej koszulce biegali obok siebie biali i kolorowi. Ale brazylijski patent na reprezentację skopiowali Europejczycy. Piłka nożna na starym kontynencie daje dzisiaj szanse na wyjście z biedy wielu nastolatkom z imigranckich dzielnic.

W reprezentacji Francji, Holandii czy Belgii gra dzisiaj wielu utalentowanych i świetnie zmotywowanych graczy - takich, jak Brazylijczycy z faweli. Zmienia się też światowy futbol. Coraz większe znaczenie ma zgranie zespołu. Reprezentacje odnoszących sukcesy Włoch, Hiszpanii czy Niemiec składają się w większości z graczy grających w rodzimej lidze, często w jednym lub kilku klubach. Znają się więc bardzo dobrze i potrafią stworzyć zgrany kolektyw.

Selekcjonerzy „Canarinhos” muszą zebrać drużynę z rodaków rozsianych po całym świecie, mających mało czasu na stworzenie zgranej grupy. Brazylii nie pomaga słabość rodzimej ligi. Większość dobrych piłkarzy chce jak najszybciej wyemigrować do Europy, gdzie mogą dobrze zarobić. Wielu z nich w dorosłe życie wchodzi już poza rodzinnymi stronami i Brazylia jest dla nich często domem dziadków. To też może, choć nie musi, wpływać na grę w reprezentacji.

Zarówno jeśli chodzi o piłkę, jak i o gospodarkę, Brazylia ma olbrzymi potencjał. W ostatnich latach w obu tych dziedzinach przechodzi jednak kryzys. W sferze gospodarki podejmowane są próby działań naprawczych. Po kolejnej mundialowej porażce takie działania zostaną pewnie podjęte także w obszarze brazylijskiej piłki.

O tego, czy Brazylijczykom w obu tych obszarach starczy determinacji, zależy, czy będziemy znów oglądać Brazylię wysoko w mistrzostwach świata oraz wysoko w rankingach rozwoju gospodarczego.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Dremor
    09.07.2018 15:29
    Warto dodać jeszcze jeden element, a mianowicie religię. Brazylia jest obecnie bardzo mocno "zdobywana" przez protestancki ruch pentekostalistów, którzy robią wszystko, by "zwerbować" piłkarzy. Doprowadza to do ogromnych napięć w drużynie, protestanccy gracze zmuszają swoich kolegów do wspólnej modlitwy, po strzelonym golu manifestują wiarę stosując symbole będące w kontrze do katolicyzmu (np. klęczenie z podniesionymi rękami, albo formowanie "kręgów modlitewnych" w opozycji do znaku krzyża).
    Jest to również przyczyna dla której katolicka większość (choć topniejąca) w Brazylii odwraca się od piłki nożnej, będącej kolejnym polem walki pentekostalistów o rząd dusz.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama