GN 45/2018 Archiwum

Pradawny punkt widzenia

Skamieniałość to w naszej wyobraźni na ogół odcisk czegoś twardego, jak pancerz czy szkielet. Ale zdarzają się wyjątki.

Całe szczęście, że te wyjątki się zdarzają. Bo inaczej niewiele wiedzielibyśmy o tzw. tkankach miękkich, które niezwykle łatwo ulegają rozkładowi. Im starsze pozostałości, tym mniej wyjątków – niestety. Taki na przykład mamut wyciągnięty z wiecznej syberyjskiej zmarzliny. Wiemy dziś nawet, co zjadł na ostatnią w swym życiu kolację. Znamy też insekty, które utkwiły w jurajskim bursztynie, i dziś wiadomo jaki kolor miały ich skrzydła. Wszystko to jednak nic w porównaniu z niedawnym odkryciem z północnego wybrzeża Grenlandii, dokonanym przez grupę dr. Jakoba Vinthera, paleontologa z Uniwersytetu w Bristolu, a opisanym w „Nature Communications”. Nikomu nie przyszłoby z pewnością na myśl, że da się odnaleźć w jakiejkolwiek normalnej skamieniałości pozostałości tkanki nerwowej. Jak bowiem poucza przysłowie, ryba psuje się od głowy. Czyli w istocie od mózgu. I dotyczy to każdego unerwionego zwierzęcia. Dlatego trudno było uwierzyć, że w owej tkance nerwowej da się dostrzec i rozróżnić, a następnie zbadać i opisać oczy owej skamieniałości. Gdy dodamy, że stworzenie odkryte pierwotnie w 1993 roku i nazwane Kerygmachela kierkegaardi grasowało u grenlandzkich wybrzeży pół miliarda lat temu i miało ok. 6 do 25 centymetrów, oczy zaś wielkości ok. milimetra, wiadomość ta dosłownie zapiera dech w piersiach. Kerygmachela miała 11 par odnóży, obłe, posegmentowane ciało i rozszczepiony ogon oraz jedną parę równie rozszczepionych czułków na mikroskopijnej głowie.

Podręczniki do wymiany

Według dr. Vinthera można ją nazwać ogniwem pośrednim dla rozwoju największej grupy żyjących obecnie zwierząt, czyli stawonogów. Tutaj znajdujemy skorupiaki (np. raka), owady i pajęczaki. Bliskimi, choć znacznie prymitywniejszymi żyjącymi dziś na świecie kuzynami są dla tej grupy niesporczaki (to te śmieszne „robale” na nóżkach jak szczoteczki, które przeżyją katastrofę nuklearną) oraz tropikalne pazurnice zwane niegdyś pratchawcami. Te reliktowe stworzenia lądowe, żywe skamieniałości, pamiętają czasy Kerygmacheli, która była z kolei organizmem morskim. Kerygmachela podważa dotychczasowe hipotezy ewolucjonistów, dlatego że jej mózg jest znacznie prymitywniejszy, niż sądzono, że być powinien. Wszystkie bowiem stworzenia, które wyewoluowały ze wspólnego dla nich i Kerygmacheli przodka, mają mózgi złożone z trzech części. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że nasz ludzki mózg też jest tak zbudowany. Uważano zatem, że już ów przodek musiał takowy mieć. Okazuje się jednak, że Kerygmachela obdarzona jest mózgiem jednoczęściowym. Z kolei co do narządu wzroku Kerygmachela również wysyła podręczniki ewolucjonizmu do lamusa. Sądzono bowiem do czasu obecnego odkrycia, że złożone oczy owadów to twór całkiem nowy, wynikły z przekształcenia jednej z par owadzich odnóży, tak by być organem światłoczułym i zdolnym do generowania przez mózg obrazów. Jednak grenlandzka skamieniałość ma mikroskopijne oczy podwójne, czyli już złożone. Nie da się wykluczyć, że i one były w stanie generować w mózgu jakieś szczątkowe obrazy, a nie tylko odróżniać światło i mrok.

Najpierw oczy, potem mózg?

Wzrok to zmysł niezbędny dla większości zwierząt. Już wiele jednokomórkowych pierwotniaków ma plamkę oczną, która pozwala im „widzieć” światło. Zwierzęta żyjące w permanentnej ciemności (głębia oceaniczna, środowiska podziemne) nie widzą, mają one jednak na ogół oczy szczątkowe, gdyż wyewoluowały z dobrze widzących przodków. W istocie wszystkie zwierzęta posiadają – choćby w formie szczątkowej – molekularne instrumentarium pozwalające odróżniać światło od ciemności. Wzrok ewoluował wielokrotnie. I tak, choć oko ośmiornicy jest z pozoru i zewnętrznie bardzo podobne do oka ludzkiego, to ewolucyjnie ma więcej wspólnego z oczami stawonogów. Dzięki paleontologom z Bristolu wiemy dziś, jak wyglądały oczy, gdy fauna wchodziła w swą erę rozwoju i podboju świata.

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, właściwie wydaje się logiczniejsze, że rozwój zmysłów poprzedza rozwój mózgu, czyli koordynatora odzmysłowych doznań. Tak bowiem dzieje się też, gdy my, ludzie, jako niemowlęta uczymy się widzieć, słyszeć, dotykać i czuć. Jakie to szczęście, że ciągle daje się odkopać skamieliny, które pomagają naszemu mózgowi logicznie ogarniać pradawną rzeczywistość.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji