GN 45/2018 Archiwum

Zlecenie na Polskę?

Polska wypadła chyba zbyt przekonująco podczas wysłuchania w Radzie UE. Już następnego dnia wiceszef Komisji Europejskiej, nie czekając na rozstrzygnięcie krajów członkowskich, otrzymał zgodę na przeniesienie sporu z Polską do Trybunału Sprawiedliwości.

Po raz pierwszy w historii miało miejsce wysłuchanie kraju członkowskiego, wobec którego wszczęto procedurę ze słynnego już art. 7 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Był to kolejny etap tej procedury, którą Komisja Europejska uruchomiła przeciwko Polsce z powodu zastrzeżeń wobec reformy sądownictwa i groźby – jej zdaniem – „poważnego naruszenia praworządności”. Etap, o który wnioskowała sama Komisja. Etap, który ma swój ciąg dalszy, tzn. głosowanie w Radzie UE. Dlaczego Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE, postanowił nie czekać na rozstrzygnięcie w Radzie, choć sam wnioskował o wysłuchanie Polski na tym forum?

Wysłuchanie czy przesłuchanie?

Przypomnijmy, że 7 czerwca doszło do spotkania ambasadorów państw członkowskich, którzy mieli przygotowywać spotkanie Rady ds. Ogólnych (w tym formacie spotkają się ministrowie ds. europejskich państw członkowskich). Na tym właśnie spotkaniu przedstawiciele Komisji Europejskiej złożyli wniosek o formalne wysłuchanie Polski w związku z reformą sądownictwa i prowadzoną wobec niej procedurą.

Wszystko, co działo się później, było de facto testowaniem terenu – ponieważ nigdy dotąd żaden kraj członkowski nie był poddany tej procedurze, a i sam traktat mówi o niej nieprecyzyjnie, nie określając szczegółów samego wysłuchania, Komisji zależało na poszerzeniu swojej roli również na tym etapie, jednak wbrew temu, co z art. 7 wynika. A wynika z niego, że etap wysłuchania należy już wyłącznie do Rady UE, nie do Komisji. Mało jednak brakowało, a rola wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa byłaby o wiele większa, „niż ustawa przewiduje”. A to za sprawą… bułgarskiej prezydencji (co pół roku jeden kraj członkowski prowadzi prace Rady, do końca czerwca była to właśnie Bułgaria). Okazało się, że – świadomie lub nie – ustalając szczegóły wysłuchania Polski, bułgarska prezydencja chciała zrobić z tego faktyczne przesłuchanie – nie tylko przez pozostałych członków, ale również kolejny raz przez samego Timmermansa. Według tych propozycji – które jeszcze tydzień przed samym wydarzeniem były przedmiotem dyskusji – Komisja miałaby nie tylko możliwość przedłożenia swoich zastrzeżeń co do praworządności w Polsce, ale także możliwość komentowania wyjaśnień zaprezentowanych przez przedstawiciela polskiego rządu, a nawet podsumowania całej debaty, która odbędzie się w Radzie.

Walka o władzę

Dzięki sprawnej akcji polskiej dyplomacji udało się uzyskać sprzeciw wystarczającej liczby krajów wobec tego projektu. Zgodnie z traktatem wysłuchanie to obszar przeznaczony już wyłącznie dla Rady UE, rola Komisji na tym się kończy. Frans Timmermans jednak już wielokrotnie dawał do zrozumienia, że z tym skończeniem swojej roli nie zamierza się pogodzić. Komisja Europejska od lat zresztą prowadzi walkę, która ma na celu poszerzanie jej kompetencji. Teraz również sprawa przeciwko Polsce ma zostać skierowana do Trybunału Sprawiedliwości. To już grubsza sprawa, bo ewentualny niekorzystny dla Polski wyrok oznacza konieczność jak najszybszego jego zastosowania.

Wydaje się, że ten pośpiech Komisji ma jedno wytłumaczenie: najwidoczniej reprezentujący stronę polską wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański musiał być dość przekonujący dla słuchającej go Rady i Komisja nie ma pewności co do wyniku ewentualnego głosowania. A zgodnie z art. 7 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej Rada może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie zasady praworządności, „stanowiąc większością czterech piątych swych członków”. Możliwe, że z liczenia szabel wychodzi Komisji, iż nie uda się w Radzie zebrać wystarczającej liczby głosów przeciwko Polsce. Brak cierpliwości do rozstrzygnięcia sporu na poziomie Rady UE pokazuje, że Komisja weszła na otwartą ścieżkę wojenną z Polską. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji