Nowy numer 38/2018 Archiwum

Szczęśliwy awanturnik

O doświadczeniu wiary w łagrach opowiada abp Sigitas Tamkevičius – więzień polityczny w czasach sowieckich.

Andrzej Grajewski, Marcin Przeciszewski (KAI): W Wilnie podczas swej pielgrzymki papież Franciszek ma odwiedzić m.in. byłą siedzibę sowieckich służb bezpieczeństwa KGB. Co Ksiądz Arcybiskup myśli o tym punkcie papieskiej wizyty jako były więzień łagrów?

Abp Sigitas Tamkevičius: Znając papieża Franciszka, wiem, że w swym nauczaniu czy podczas wizyt w innych krajach koncentruje się na ludziach najsłabszych i zranionych. W dawnym budynku KGB jest obecnie Muzeum Ofiar Ludobójstwa, ale także Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy, zajmujące się badaniem przejawów zbrodni przeciwko ludzkości, prześladowań w czasie sowieckiej i nazistowskiej okupacji. Upamiętnia ono tysiące ofiar totalitarnych systemów. Papież pragnie oddać im hołd i dlatego wybrał to miejsce.

Ksiądz Arcybiskup był tam więziony i przesłuchiwany?

Zostałem aresztowany w 1983 r. i trafiłem tam do jednoosobowej celi. Papież zwiedzi budynek i między innymi miejsce mojego uwięzienia. Postaram się mu towarzyszyć.

W marcu 1972 r. ukazało się pierwsze od czasów powojennej partyzantki podziemne katolickie czasopismo, które stało się najważniejszym organem antykomunistycznego ruchu obywatelskiego w Republice Litewskiej „Kronika Kościoła katolickiego na Litwie”. Twórcą i jednym z redaktorów tego pisma był Ksiądz Arcybiskup. Jakie znaczenie miała „Kronika” w czasach sowieckich i jak była kolportowana?

W czasach prześladowań Kościoła w Związku Sowieckim, w tym na Litwie, świat prawie nic o tym nie wiedział. Rzeczywistość zakrywała zasłona ciemności. Kryminaliści zawsze chcą pozostawać w ukryciu i boją się światła, aby ich zbrodnie nie wyszły na jaw. Dlatego głównym celem „Kroniki” było informowanie o tym, co faktycznie dzieje się na Litwie. Udawało się nam szmuglować ją na Zachód, a tam, m.in. dzięki Radiu Watykańskiemu, mogliśmy informować opinię publiczną o tym, co się u nas dzieje. To dodawało ludziom odwagi i nadziei.

W Polsce w czasach komunistycznych mieliśmy wiele podziemnych wydawnictw, w które zaangażowanych było mnóstwo ludzi, ale sytuacja była bez porównania łatwiejsza od tego, co działo się na Litwie. Jak przy tak totalnej kontroli udawało się wam wydawać i rozpowszechniać „Kronikę”?

Miałem wokół siebie odważnych, zdeterminowanych ludzi świeckich, księży i siostry zakonne, dzięki którym mogliśmy to robić. Kiedy mnie aresztowano, jeden z przesłuchujących mnie kagebistów nazwał mnie „szczęśliwym awanturnikiem”. Kiedy zapytałem dlaczego „awanturnikiem”, odpowiedział: „Doskonale wiesz, co robiłeś”. A dlaczego „szczęśliwym” – zapytałem. Odpowiedział: „Dlatego, że twoi współpracownicy, kiedy byli przesłuchiwani, zaprzeczali wszystkim stawianym tobie zarzutom”. Wniosek z tego wypływa taki, że wśród moich współpracowników KGB nie miało żadnego agenta. W czasie procesu nie mogli mi udowodnić, że byłem redaktorem „Kroniki”. Jedynym dowodem przeciwko mnie były dokumenty wydawane przez Komitet Obrony Praw Ludzi Wierzących na Litwie, pod którymi widniały m.in. moje podpisy. Te dokumenty rozpowszechniano poza zasięgiem cenzury. Kiedy już byłem w łagrze, w Permie na Uralu, przyjechał do mnie śledczy. A skoro byłem już po wyroku, więc on w rozmowie, którą nazwał „towarzyską”, zapytał: „No teraz, tak między nami, powiedz, kto był naprawdę redaktorem »Kroniki«?”. Odpowiedziałem mu: „Skoro redaktor został aresztowany i skazany, to »Kronika« chyba już nie wychodzi?”. Odpowiedział: „Nie, wychodzi nadal”.

Sześć lat spędził Ksiądz Arcybiskup w łagrach. Jak przeżył Ksiądz Arcybiskup ten ciężki czas, co było najbardziej uciążliwe dla kapłana?

Łagier jest łagrem i takim zawsze pozostanie dla normalnego człowieka pozbawionego wolności. Jest to przede wszystkim samotność i oddalenie tysiące kilometrów od rodziny i przyjaciół. Jednak dla mnie jako księdza nie była to jakaś ekstremalna sytuacja, ponieważ mogłem potajemnie odprawiać Msze św. oraz miałem przy sobie Pismo Święte. Myślę, że to najbardziej mi pomagało.

Posiadanie Pisma Świętego nie było zakazane?

Posiadanie Nowego Testamentu nie było zabronione. Kiedy mnie aresztowano, główny śledczy zapytał, jakie rzeczy chcę zatrzymać przy sobie. Odpowiedziałem, że Pismo Święte, różaniec i modlitewnik. Dodałem, że jeśli otrzymam pozwolenie na posiadanie tych rzeczy, to zobowiązuje mnie to do wdzięczności. Zgodził się na Pismo Święte i modlitewnik, różaniec – jak powiedział – miałem sobie zrobić z chleba. Ich taktyka była taka, że wydawali pozwolenia więzionym kapłanom na posiadanie Pisma Świętego, żeby Zachód nie dowiedział się, że prześladowania są aż tak silne, że duchownym nie pozwalają nawet na to.

Jak odnosili się do Księdza Arcybiskupa inni więźniowie?

Relacje ze współwięźniami były dobre, ponieważ był to łagier dla więźniów politycznych. Kryminalistów było niewielu i byli wykorzystywani do pilnowania nas. Byli na ogół prowokatorami bądź agentami. Zdarzało się, że więźniowie prosili mnie, abym ich ochrzcił. Przekazywałem im przy tej okazji podstawy nauczania Kościoła.

Czy po wyborze Jana Pawła II na papieża Ksiądz Arcybiskup odczuł jakiś nowy wiatr, jeśli chodzi o politykę wschodnią Watykanu?

Po wyborze Jana Pawła II dość szybko poczuliśmy nowy wiatr. Przecież Jan Paweł II już podczas swej pierwszej pielgrzymki do Meksyku powiedział, że będzie głosem Kościoła milczącego. Zaraz po jego wyborze stworzyliśmy Komitet Obrony Praw Ludzi Wierzących na Litwie.

To była Wasza odpowiedź?

Dokładnie tak.

Jaka była reakcja na Litwie na powstanie Solidarności? Czy odbieraliście to jako znak, że coś zmienia się w ramach całego systemu?

Odbieraliśmy to przede wszystkim jako nową nadzieję. Z wielkim niepokojem przyjęliśmy stan wojenny, wprowadzony przez gen. Jaruzelskiego. Ale widać było wówczas, że system ten pęka i już długo nie potrwa, a stan wojenny w Polsce był dla nas na to jednym z dowodów.

Kiedy Ksiądz Arcybiskup siedział w łagrach w latach 80., czy pomyślał, że kiedyś zostanie biskupem w niepodległej Litwie?

Nie. Nigdy o tym nie marzyłem. Chociaż kiedy w 1987 r. przebywałem w łagrze w Republice Mordowii, to myśli o tym, że system sowiecki musi upaść, coraz częściej zaczynały świtać mi w głowie. Nawet z perspektywy łagru widzieliśmy, że imperium sowieckie już długo nie wytrzyma. Rok później, w 1988 r., na Litwie powstał Sąjūdis, z Vytautasem Landsbergisem na czele. Dowiedziałem się o tym na Syberii, na zesłaniu, które musiałem odbywać już po wyjściu z łagru. Jeden z kagebistów powiedział mi, że tu, na Syberii, wystarczy miejsca dla wszystkich jego członków. Ale znienacka w październiku 1988 r. zostałem zwolniony z zesłania, choć nie prosiłem o to.

Czy można powiedzieć, że kiedy Ksiądz Arcybiskup wrócił na Litwę w 1988 r., był to już inny kraj niż ten, który Księdza wsadził do więzienia?

W 1983 r. byłem wywożony w konwoju pod eskortą żołnierzy z kałasznikowami i z psami, a kiedy wracałem w końcu 1988 r., to spotkałem na ulicy ludzi z trójkolorową flagą litewską, symbolem niepodległej Litwy. I żadna milicja ich już nie aresztowała ani tych flag im nie odebrała.

Wiemy, że przebywając w łagrze, Ksiądz Arcybiskup przygotowywał wino mszalne z rodzynek, które dostawał w paczkach wysyłanych z seminarium…

Mieliśmy w łagrze prawo otrzymać w ciągu roku 5 kg artykułów spożywczych. Wśród dozwolonych były także suszone owoce. Moi przyjaciele wiedzieli, co jest mi potrzebne jako księdzu. Jeśli przysłali mi kilogram rodzynek, wystarczało to na cały rok do produkcji wina. Fermentowałem rodzynki w małej butelce, którą przechowywałem pod materacem, i w ten sposób powstawało wino. Któregoś razu znalazł to strażnik, powąchał, stwierdził, że to pachnie jak wino, i wtedy mi skonfiskowali.

A w jaki sposób Ksiądz Arcybiskup zdobywał hostie?

W łagrze był taki mały sklepik, w którym można było kupić oblaty, okrągłe wafle ze zboża. Przyjaciele przysyłali mi też niekonsekrowane hostie, ale tych więzienna cenzura nie przepuszczała. Kiedy mnie wypuszczano, oddano mi wszystkie skonfiskowane hostie. Kiedy więc dotarłem na zesłanie na Syberię, to bez trudu mogłem ich używać do odprawiania Mszy św. Nawet więc w tym, że zabierano mi hostie, był jakiś palec Boży.

Ile czasu Ksiądz Arcybiskup siedział w słynnym łagrze dla dysydentów w Permie?

Pięć lat, dokładnie w trzech tamtejszych obozach. A potem rok w łagrze nr 385 w Mordowii.

Był taki moment, w którym Ksiądz Arcybiskup obawiał się, że nie wytrzyma?

Nie, nie pamiętam takiej chwili.

Czy w łagrze obecność Boga odczuwał Ksiądz Arcybiskup bardziej niż na wolności?

Kiedy byłem na 30-dniowych rekolekcjach ignacjańskich, zaraz po wstąpieniu do jezuitów, bardzo silnie odczuwałem obecność Boga. Na Syberii przeżyłem coś podobnego. Pamiętam, jak wieczorami po zakończeniu pracy więźniowie oglądali telewizję, a ja chodziłem po łagrze, między barakami, i odmawiałem Różaniec. Wtedy odczuwałem bardzo bliską obecność Boga.

Znane są dokumenty, które potwierdzają, że w okresie sowieckim agentura istniała wewnątrz Kościoła. Czy Kościół katolicki na Litwie uporał się już z tym problemem, z kapłanami, którzy współpracowali z KGB?

Na Litwie przeprowadzono lustrację, ale w sposób mało dokładny i mało skuteczny. Ograniczyło się to do obowiązku przyznania się do kolaboracji przez tych, którzy to robili. Towarzyszyło temu zapewnienie, że jeśli dana osoba się przyzna, to nie będą z tego faktu wyciągane wnioski ani nie będzie to publikowane. Wtedy już byłem biskupem i od księży z mojej diecezji wymagałem, aby zgłaszali się do tej państwowej komisji lustracyjnej.

Dużo ich się zgłosiło?

Komisja nas o tym nie informowała, nawet przybliżonej liczby kapłanów nam nie podano. Moja opinia na temat współpracy wśród duchownych jest taka, że wśród zwerbowanych przez KGB księży można było wyróżnić dwie postawy. Jedni faktycznie współpracowali. Ale większa część duchownych, którzy mieli kontakty z KGB i zostali zakwalifikowani jako tajni współpracownicy faktycznie nie współpracowała, bądź współpracowała mało skutecznie. Nawet w notatkach KGB charakteryzowano ich jako nieaktywnych bądź mało przydatnych. Wielu z nich nie przychodziło na spotkania i odłożono ich niejako do „rezerwy”. Ci księża w pewnym momencie zgodzili się na współpracę, ale potem starali się jej unikać. W większości wypadków nie wynikało z tego jakieś wielkie zło.•

Abp Sigitas Tamkevičius SJ

emerytowany metropolita Kowna. Przez 6 lat pracował jako ksiądz diecezjalny, a później tajnie wstąpił do zakonu jezuitów. W listopadzie 1978 r. był współzałożycielem Katolickiego Komitetu Obrony Praw Wierzących. Aresztowany w 1983 r., otrzymał karę 6 lat łagrów i 4 lata zesłania. Zwolniony w 1988 r. wrócił do pracy duszpasterskiej. W 1996 r. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem kowieńskim.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji