GN 45/2018 Archiwum

Papierek lakmusowy

Jak w ulu. Na niektóre rekolekcje zapisy trwają… 5 minut, bo potem nie ma już miejsc. Do końca roku nie można zmieścić żadnej większej ekipy, bo grafik jest szczelnie wypełniony. Wspólnota za wspólnotą. Proszę, nie rozśmieszajcie mnie opowieściami o martwym Kościele nad Wisłą.

Góra Świętej Anny (408 m n.p.m.) jest najwyższym wzniesieniem grzbietu Chełma na Wyżynie Śląskiej. Ale nie o tym będzie ten tekst… Na wzgórzu dookoła sanktuarium rozsianych jest 40 kalwaryjnych kaplic. Ale tekst również nie będzie o tym… Pod koniec maja 1921 r. to miejsce było świadkiem krwawych walk pomiędzy śląskimi powstańcami a batalionem Freikorpsu „Oberland” z Bawarii, ale poza tą notką nie wspomnę o tych starciach ani słowem. To będzie tekst o kondycji Kościoła nad Wisłą.

Świadomie wybrałem kolosa – największy dom rekolekcyjny w kraju, by pokazać skalę zjawiska. Spróbujcie tu zarezerwować dla większej ekipy miejsce na rekolekcje do końca roku. Nie macie szans. To się nazywa „martwy Kościół”...

Duszpasterski ping-pong

Mogłem wybrać jeden z setek mniejszych domów rekolekcyjnych, ale wówczas spotkałbym się z zarzutem, że szczelne wypełnienie grafiku ośrodka na sto kilkadziesiąt miejsc nie jest problemem. Ruszyłem na Opolszczyznę. Do Babci. Wprawdzie nie mojej, tylko Pana Jezusa, ale ponieważ On sam nazwał mnie bratem, uznaję, że to nasza wspólna „oma”. Mijamy dywany maków i chabrów. Zawsze razem. Zawsze obok siebie. Podobnie jak dwujęzyczne nazwy miejscowości. Dolna – Dollna, Góra Świętej Anny – Sankt Annaberg. ​Wchodzę do potężnego gmachu, mijając napis: „Jeszcze nie jadłeś tak smacznie jak w Domu Pielgrzyma”. Nie ma dzikich tłumów, to środek tygodnia. Ale i tak dom zajęty jest przez polską młodzież (zielona szkoła) i wycieczkę z Niemiec. Największe tłumy oblegają Świętą Annę w czasie odpustów. Na Podwyższenie Krzyża Świętego wzgórze szturmuje 10 tys. pątników.

– Gdy przyjechaliśmy tu ze wspólnotą na weekend Alpha, było nas… 870 osób. Przejęliśmy ten ośrodek – śmieje się Franek Kucharczak. – Animatorzy nocowali nawet w pobliskim schronisku młodzieżowym, ponieważ w domu rekolekcyjnym jest „jedynie” 750 łóżek. To pokazuje skalę zjawiska, jakim są kursy Alpha. I wielki głód Boga, który jest w ludziach…

Często czytam o kryzysie w polskim Kościele. O tym, że nic się w nim nie dzieje, panuje nuda, a człowiek, jak inżynier Mamoń, ma ochotę wyjść z kina. Spróbujcie to powiedzieć bratu Dominikowi Grochli, wikariuszowi domu. Mieszka tu od 12 lat. Właściwy człowiek na właściwym miejscu – można o nim powiedzieć. Zna to miejsce na wylot. Każdy zakamarek. Nie gubi się w potężnym gąszczu kluczy (niektóre z nich mają gigantyczne rozmiary). Rozmawiamy w pokoju będącym tutejszym centrum dowodzenia.

Jaki jest Kościół w Polsce? Co go ożywia? Wystarczy zerknąć na „spis lokatorów” domu pielgrzyma. Widać tu jak na dłoni różnorodność Kościoła. – Stefan Mitas z Gliwic co roku organizuje letnie rekolekcje „Jezus żyje” – opowiada brat Dominik. – Ta inicjatywa rozrosła się do tego stopnia, że dziś odbywają się aż cztery turnusy i wszystkie są wypełnione. Ten dom cały „chodzi” – śmieje się brat Dominik. – Dorośli modlą się, śpiewają. Ooo, a tu, za drzwiami, dzieci grają w ping-ponga. Nie przeszkadza mi to. Na „Annie” widać, jak wielkie znaczenie w dzisiejszym Kościele mają wspólnoty. Widać też wielką tęsknotę ludzi za doświadczeniem Bożej miłości. Ileż ja świadectw tu słyszałem!

Jak się masz, kochanie?

– Kiedyś po weekendzie Alpha, gdy grupa już wyjeżdżała, jeden mężczyzna przyniósł mi kule – opowiada franciszkanin. – „Już nie będą mi potrzebne” –powiedział. – „Proszę zobaczyć, zostałem uzdrowiony. Miałem problemy z biodrem, nie potrafiłem się poruszać bez kul. Od wczoraj ich nie potrzebuję”. Przyjeżdżał tu jeszcze potem kilka razy. Widziałem wielokrotnie, jak Bóg dotyka tu ludzi, zmienia ich serca. W przeróżny, często przedziwny sposób. Najdziwniejsze świadectwo? Kiedyś organizowaliśmy tu nasze franciszkańskie rekolekcje. W tym samym czasie w wielkiej auli trwał weekend Alpha. Były andrzejki, więc na naszym spotkaniu zorganizowaliśmy zabawę. Na Alphę przyjechała pewna kobieta. „Za godzinę północ, a ja jeszcze nie byłam w kaplicy” – pomyślała. Ruszyła się z miejsca, gdy nagle usłyszała odgłosy zabawy. Puszczono akurat piosenkę: „Jak się masz, kochanie, jak się masz. Powiedz mi, kiedy znowu cię zobaczę”. Kobieta przystanęła z wrażenia. Był to dla niej, jak wspominała w świadectwie, punkt zwrotny rekolekcji. „Kiedy znowu cię zobaczę?” – te słowa były dla niej wołaniem Bożego serca. Jak widać, niezbadane są Jego drogi – wybucha śmiechem brat Dominik.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • tomaszl
    30.07.2018 09:07
    No tak, puste kościoły, brak powołań, co więcej kompletny brak przełożenia wyznawanej wiary na życie codzienne w Polsce.
    Ale przecież tyle grup, tyle kursów. No to gdzie są ci, co tak licznie tam jeżdżą? Gdzie te pokolenia młodych wychowywanych i formowanych w róznych grupach?
    Gdzie ci młodzi, nad kórymi taki zachwyt, bo byli dwa lata temu w Krakowie, bo są co roku w Lednicy?
  • M.
    30.07.2018 15:06
    Piękny tekst i jak zwykle żałuję, że zajrzałam do komentarzy. Naprawdę nawet tutaj nie można żyć bez hejtu?

    Od moderatora
    Pousuwałem to i owo. Dzięki za zwrócenie uwagi.
    doceń 5
  • Piotr
    01.08.2018 15:47
    Tomasz ma racje
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji