GN 32/2018 Archiwum

Europa konsternacji

Ostatnio coraz więcej zdarzeń zmusza nas do przemyślenia naszego zaangażowania w głębszą integrację europejską.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie „małżeństwa” Rumuna i Amerykanina wywołał konsternację w Polsce. Unia Europejska miała nie narzucać rozwiązań obyczajowych. Tymczasem trybunał próbuje robić wyłom w prawie kraju członkowskiego do normalnej definicji małżeństwa.

Nie mniejszą konsternację wywołują propozycje nowego budżetu Unii Europejskiej. Realne staje się coś, o czym byliśmy ostrzegani w momencie wchodzenia do Unii. W miarę bogacenia się naszego kraju i jednoczesnego ubożenia Europy południowej, możemy liczyć na coraz mniej środków europejskich.

Od kilku lat konsternację wywołują próby mieszania się Brukseli w wewnętrzne sprawy Polski. Niektórzy przedstawiciele unijnej biurokracji uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, jak ma wyglądać chociażby wymiar sprawiedliwości w Polsce. W tym wypadku dochodzi nawet do takich kuriozów, jak ingerencja w … wiek emerytalny sędziów.

Do konsternacji z powodu współpracy energetycznej wielu krajów zachodnioeuropejskich z naruszającą zasady współżycia narodów Rosją, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Ale w sukurs łamiącym zasady solidarności krajom przyszła niedawno Komisja Europejska. Komisja nie nałożyła żadnej kary na Gazprom, wykorzystujący swoją monopolistyczną pozycję przeciwko krajom środkowoeuropejskim.

Konsternację chcą chyba wywołać polscy politycy zabiegający o wejście Polski do strefy euro. Włochów, posługujących się euro, niektórzy eurokraci chcieliby nauczać, jak mają właściwie głosować. A chodzi o to, że rządy we Włoszech obejmują ludzie, którym nie podobają się zasady funkcjonowania wspólnej waluty. Zasady, które pozwalają bogacić się Niemcom kosztem innych narodów.

Unia Europejska daje ostatnio dużo powodów do konsternacji. A wszystko wskazuje na to, że jeszcze nieraz będziemy łapać się za głowę. Możemy być świadkami przymusowego osiedlania imigrantów w krajach sobie tego nie życzących. Albo dostosowanie podatków i regulacji do najgorzej rozwijających się państw Europy (jak Francja), aby zmniejszyć konkurencję. Albo wojny gospodarczej wypowiedzianej Ameryce.

Skoro rzeczywistość coraz bardziej zaczyna przypominać czarne wizje eurosceptyków, to czy euroentuzjazm jest jeszcze uzasadniony? Skoro brukselska biurokracja uzurpuje sobie coraz więcej władzy kosztem państw narodowych, to czy możemy jeszcze mówić o naszym wpływie na unijną rzeczywistość? Skoro nasza współpraca gospodarcza z Niemcami rośnie mimo pozostawania poza strefą euro, to musimy do niej należeć? Czy nie powinniśmy w związku z tym przemyśleć naszego zaangażowania w głębszą integrację europejską?

« 1 »
oceń artykuł
  • Bolo
    07.06.2018 22:06
    No proszę, mamy dzisiaj bardzo trafny felieton. W UE powinniśmy być, jak najbardziej. Ale nie za wszelką cenę i nie niezależnie od kosztów. Koszty i cena zaczęły ostatnio drastycznie wzrastać.
    doceń 17
  • bisnetus
    08.06.2018 00:42
    Ja uważam się przez EU i jej biurokrację 100 razy bardziej reprezentowany niż przez nierządy POPiS-u depczące solidarnie 10 przykazań i Konstytucję. Polska nierządem stoi a jedynym, choć słabym gwarantem praw ludzkich Polaków jest dzisiaj EU.
    doceń 15
  • Brodaty Sokrates
    08.06.2018 08:04
    Trump wprowadza jako pierwszy od 1 czerwca karne cła na stal i aluminium z Unii Europejskiej.A pan redaktor odwraca kota ogonem i pisze: "Albo wojny gospodarczej wypowiedzianej Ameryce". Z licznych wad UE nie ma jednej, podlizywać się USA tak jak my to mamy w zwyczaju.USA jest wkurzone bo UE nie chce kupować ziarna z GMO.Ameryka ma ziarna modyfikowanego za dużo i nie ma go komu sprzedać.
    doceń 15
  • Louie
    08.06.2018 10:06
    Wszystko fajnie, ale to poniekąd wynika z fatalizmu w zakresie polskiej polityki zagranicznej - czy było konieczne wstępowanie do UE? Jakie istniały alternatywy? Tak samo z wstąpieniem NATO, czy z byciem "sojusznikiem/przyjacielem" USA czy Izraela - przecież sojusze "bezalternatywne" są bezwartościowe, bo skoro nie istnieje żadna alternatywa wobec wstępowania (i "bycia") w UE czy wobec bycia "nieodstępnym" sojusznikiem USA czy Izraela, oznacza to ni mniej ni więcej, tylko bezsilność i uległość wobec "sojuszników". Ba, już za samo takie stawianie sprawy można doczekać się opinii "trolla putinowskiego", bo przecież "jak nie UE/USA, to niechybnie oznacza, że pchasz nas w ręce Rosji, zdrajco" (nie, nie uważam wcale, żeby Rosja/dogadywanie się z nią było lepszą alternatywą niż wiernopoddańczość wobec USA czy UE). Swoją drogą - to chyba osoby głoszące tezy o tym, że Polska "koniecznie musi" należeć do UE, bo inaczej "polska gospodarka by padła/Polska padłaby w ręce Putina" itd, mają bardzo pogardliwy stosunek do własnej Ojczyzny, skoro traktują jak jakieś państwo upadłe, które nie może funkcjonować bez podmiotów zewnętrznych.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji