GN 31/2020 Archiwum

Real wygrał Ligę Mistrzów po niecodziennych golach

Real Madryt wygrał z FC Liverpool 3:1 w finale Ligi Mistrzów w Kijowie. W ten sposób po raz trzeci z rzędu zdobył Puchar Europy. Po brutalnym faulu Ramosa boisko musiał opuścić lider Liverpoolu Mohamed Salah. Dwa fatalne błędy popełnił bramkarz angielskiej drużyny Loris Karius.

Moment zwrotny w tym spotkaniu miał miejsce w 31 min. Z boiska musiał zejść kontuzjowany lider drużyny z Liverpoolu Mohamed Salah. Egipcjanin upadł na murawę wraz z Sergio Ramosem, który w bardzo niebezpieczny sposób obejmował jego ramię. Wschodząca gwiazda światowego futbolu próbowała walczyć z bólem, ale ostatecznie - ze łzami w oczach - opuściła plac gry.

A szkoda, bo przez pierwsze pół godziny gracze Liverpoolu prezentowali się bardzo efektownie. Mieli dobre okazje do strzelenia gola, zwłaszcza w sytuacji, gdy w ciągu paru sekund zdołali oddać dwa potężne strzały z pola karnego Realu. Uderzenie Salaha zostało zablokowane, a bombę Alexandra-Arnolda obronił Navas.

Po zejściu Salaha zawodnicy Kloppa przygaśli. Ruszył za to Real. Najgroźniej wyglądała akcja, w której Ronaldo strzelił mocno głową. Karius instynktownie obronił, ale po dobitce Benzemy piłka znalazła się w siatce. Go jednak nie został uznany, gdyż  Portugalczyk znajdował się na spalonym.

Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że także Real stracił w pierwszej połowie jednego ze swych graczy. Boisko opuścił kontuzjowany prawy obrońca Dani Carvajal. Niewątpliwie jednak nie była to strata tak wielka, jak ta, którą kilka minut wcześniej poniósł Liverpool.

W 51 min. padł kuriozalny gol dla Realu. Bramkarz Liverpoolu wyrzucał piłkę ręką i trafił w nogę wysuniętą przez Benzemę. Piłka odbiła się niej i wtoczyła do siatki.

Cztery minuty później Liverpool wyrównał. Po rzucie rożnym dla The Reds główkował Lovren. Navas pewnie złapałby piłkę bez większego trudu, ale jak spod ziemi wyrósł przed nim Mane, który strącił ją i umieścił w ten sposób w siatce.

Real odpowiedział w 64 min. Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Bale strzelił przepiękną przewrotką dokładnie w prawy górny róg bezradnego w tej sytuacji Kariusa.

Jeszcze jednego gola Bale strzelił 83 min. W niezbyt groźnej - wydawałoby się - sytuacji strzelił z dystansu. Karius próbował łapać piłkę, ale ta po jego rękawicach wpadła do bramki.

Był też Ronaldo sam na sam z bramkarzem Liverpoolu (strzelił ponad poprzeczką), był słupek po strzale Mane i poprzeczka po uderzeniu Isco, ale licznik goli na stadionie w Kijowie zatrzymał się na trzech po stronie podopiecznych Zinedine'a Zidane'a i jednej po stronie piłkarzy Juergena Kloppa.

Reprezentacja Polska powinna zwrócić uwagę na Mane. To piłkarz Senegalu, z którym nasi zagrają wkrótce na mundialu w Rosji. Jest niezwykle szybki. Jest dla Liverpoolu tym, czym dla Borussii Dortmund był Aubameyang.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama