GN 31/2020 Archiwum

Portugalczyka goń!

Portugalia jest w zasięgu ręki, Włochy możemy dogonić w ciągu kilku lat – wynika z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Polskie PKB na mieszkańca to dziś 96,7 proc. portugalskiego. Kraje południa Europy przeszły ciężki kryzys i są poważnie zadłużone. Dotyczy to zwłaszcza Grecji, której dług publiczny przekroczył wartość 180 proc. PKB i która przez ok. 8 lat właściwie się nie rozwijała. Dług Włoch wynosi dziś ponad 130 proc., Portugalii – przeszło 120 proc., a Hiszpanii – ok. 100 proc. PKB. Jednak doścignięcie ich PKB jest sukcesem. Według MFW, pod względem wysokości PKB Polska dogoniła Grecję w 2015 r. Po uwzględnieniu mocy nabywczej walut okazywało się, że statystyczny Polak miał o 6 dol. rocznie więcej niż Grek. Ze względu na szybszy wzrost gospodarczy naszego kraju różnica staje się coraz większa. W 2017 r. wyniosła już 1,5 tys. dolarów.

W 2016 r. MFW prognozował że już w 2018 r. Polska dogoni Portugalię. Teraz Fundusz zakłada, że stanie się to w przyszłym roku. W 2017 r. portugalskie PKB na mieszkańca wyniosło 30,2 tys. dolarów. Polskie było niższe o 1 tys. dolarów. Nasz kraj rozwija się jednak szybciej. Portugalczycy są zadowoleni ze wzrostu, który osiągnął najwyższy poziom od 2000 roku. Bank narodowy w Lizbonie wyliczył go na 2,7 proc. (średnia strefy euro to 2,5 proc.). Zdaniem Komisji Europejskiej w tym roku portugalski wzrost osiągnie poziom 2,3 proc., a w przyszłym – 2 procent. W przypadku Polski ma to być jednak – odpowiednio – 4,3 i 3,7 procent.

Osiągnięcie poziomu Włoch może nam zająć mniej niż 10 lat. W tej chwili na jednego mieszkańca Półwyspu Apenińskiego przypada 37,9 tys. dol. rocznie, czyli o 8,7 tys. więcej niż na Polaka. Jednak wzrost gospodarczy Włoch w najbliższych latach szacowany jest na nie więcej niż 1,5 procent. Nie zanosi się też na wprowadzenie reform. Na taki krok zdecydował się natomiast w 2012 r. rząd Hiszpanii. Wzrost ma tam wynieść w tym roku 2,9 procent. Powoli spada też bezrobocie, choć nadal jest najwyższe w Europie – wynosi 16 proc.

Cena sukcesu

Dystans między Polską a bogatszymi państwami Europy maleje nieprzerwanie od blisko 30 lat. To zjawisko bez precedensu w naszej historii. Jak mówi dr Marcin Kędzierski, dyrektor programowy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, w 1989 r. PKB per capita Polski wynosiło 29 proc. średniej europejskiej. Dziś to prawie 70 procent.

– Istnieją szacunki, według których w 1580 r. polskie PKB na mieszkańca wynosiło 70 proc. średniej europejskiej. Dziś znowu tak jest – zauważa ekspert. – To, co traciliśmy przez 400 lat, udało się nadrobić w ciągu niecałych 30. To symbol sukcesu, który Polska osiągnęła.

Jak dodaje Piotr Koryś z Instytutu Sobieskiego i Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, położenie geograficzne działa na naszą korzyść. – Jesteśmy bliżej Niemiec, a czynnikiem, który zdominował rozwój gospodarczy Polski po 1989 r., a zwłaszcza po 2004 r., były niemieckie inwestycje – wyjaśnia ekonomista. – Tania siła robocza, mała odległość i szybko poprawiająca się infrastruktura redukowała ryzyko inwestowania w Polsce. Natomiast w krajach Południa przez to, że od dawna były w UE i przyjęły euro, wzrosły koszty pracy bez wzrostu produktywności. Dlatego np. silniki do mercedesa lepiej produkować w Jaworze niż np. w Porto.

Swoją produkcję przenosili do nas także sami południowcy, czego przykładem są zakłady Fiata w Tychach. Dyrektor generalny koncernu Sergio Marchionne mówił w 2010 r., że jakość produkowanych tam samochodów jest najlepsza ze wszystkich fabryk należących do Fiata.

Nie wszyscy jednak skorzystali z sukcesu. W latach 90. i później dużym problemem było bezrobocie. Współczynnik Giniego, za pomocą którego mierzy się rozwarstwienie społeczne, przez lata był wyższy niż w zachodniej Europie. Poważniejszy spadek (z 35 do 30 przy skali 0–100) nastąpił dopiero po 2013 roku. Także przedsiębiorcy narzekają na to, jak traktuje ich państwo. Jeszcze w 2009 i 2010 r. w prowadzonym przez Bank Światowy rankingu Doing Business, opisującym łatwość prowadzenia interesów, Polska zajmowała 72. miejsce za Rwandą i Mongolią. Do 2016 r. awansowaliśmy o 48 pozycji. Doktor Kędzierski przypomina też, że dla polskich firm bolesne było otwarcie rynków w latach 90. oraz przyjęcie europejskich regulacji. Kraje Zachodu miały na to kilkadziesiąt lat, a my – kilka. Wiele zakładów nie przetrwało wczesnych lat 90. Niektóre nie miały szans w konkurencji z firmami z Zachodu. Jednak za bezcen oddawano także nowoczesne firmy, np. te z branży fizyki medycznej.

Granica możliwości

Jak zaznacza dr Kędzierski, dotychczasowy model rozwoju oparty na zagranicznych inwestycjach i związany z pozbyciem się kapitału technologicznego może już wkrótce spowodować problemy.

– Dziś szybko doganiamy państwa Europy Zachodniej, bazując na niskich kosztach pracy. Może się zatem okazać, że dojdziemy do szklanego sufitu na poziomie 75–80 proc. europejskiej średniej i trudno będzie iść dalej – mówi ekspert Klubu Jagiellońskiego. Gospodarcze relacje z Niemcami polegają na ogół na tym, że polskie firmy są podwykonawcami dla przedsiębiorstw niemieckich. To możliwość zarobku, ale też hamulec rozwoju. W takiej sytuacji siłą rzeczy trudno byłoby prześcignąć gospodarkę Niemiec. Piotr Koryś zauważa jednak, że w strefie gospodarczych wpływów Berlina są nawet kraje rozwinięte ekonomicznie.

– Holandia, Austria czy Dania są silnie zależne od wielkiego sąsiada. My też nie jesteśmy raczej w stanie działać poza tą strefą. Powinniśmy, jak Duńczycy i Holendrzy, dbać o innowacyjność i o to, żeby mieć jak najwięcej swoich firm będących na końcu łańcucha wartości. My jesteśmy zwykle w środku – ani nie wymyślamy produktów, ani nie zamykamy ich w pudełkach, naklejając swoje logo, jak to robi Apple z iPhone’ami – mówi ekonomista.

przykład Rumunii

Według Cezarego Kaźmierczaka ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Polska powinna się dziś wzorować na Rumunii. Ten kraj w ciągu kilku lat przeprowadził reformy zmniejszające podatki. Mali przedsiębiorcy dostali ulgi – większe, jeśli kogoś zatrudniają. Obniżono też stawki VAT i PIT oraz podwyższono kwotę wolną od podatku. Pomimo protestów społecznych koszt ubezpieczeń społecznych przerzucono z pracodawców na pracowników. Rumunia jest dziś najszybciej rozwijającym się krajem UE. Roczny wzrost PKB przekracza niekiedy 8 procent. – Możemy naśladować ten model, to tylko kwestia decyzji politycznej – uważa Cezary Kaźmierczak. – Nie mamy kapitału, nie możemy być konkurencją, jeśli chodzi o technologię i systemy zarządzania, dlatego powinniśmy stworzyć lepsze warunki dla biznesu, niż miałby u siebie.

Marcin Kędzierski zwraca jednak uwagę, że Rumunia jest dziś w nieco innej sytuacji niż Polska. – Rumuni startują z poziomu nieco ponad 30 proc. średniej europejskiej. Na pierwszym etapie łatwiej jest gonić czołówkę, potem jest trudniej. Pokazuje to przykład Czech, które w 2004 r. osiągnęły poziom ok. 80 proc. średniej unijnej i przez dekadę to się nie zmieniło – tłumaczy dr Kędzierski. Jego zdaniem szansą dla Polski jest tzw. czwarta rewolucja przemysłowa. Polska nie mogła wziąć udziału w trzech pierwszych (kolejno: okres maszyn parowych, elektryczności i komputerów), ale ta czwarta, polegająca na zaniku granicy między ludźmi a maszynami, ma miejsce właśnie teraz. – To dla nas jedyna droga, jeśli chcemy odgrywać rolę w światowej gospodarce – przekonuje ekspert.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama