Nowy numer 31/2020 Archiwum

Młodość patrzy w oczy

Podobno harcerz może przeprowadzać staruszkę przez ulicę tylko wtedy, gdy ona tego chce. A co ma robić z osobami bezdomnymi?

Harcerki kilku trójmiejskich drużyn. Rozgadane i wesołe. Mają po siedemnaście, osiemnaście lat. Uczą się w liceach, niedługo matura i studia. Wiele zajęć, spraw, planów, pomysłów. Od jakiegoś czasu wolne chwile poświęcają również na pomoc osobom bezdomnym i… patrzą im w oczy. Podobno taka praca daje im więcej, niż same mogą ofiarować podopiecznym, często wielokrotnie od nich starszym. Projekt „Spójrz mi w oczy” powstał w ramach olimpiady projektów społecznych „Zwolnieni z teorii”. Dziewczyny swój projekt wymyśliły od A do Z. Chociaż tak naprawdę to on się sam wymyślił.

– Wracałyśmy z biwaku. Miałyśmy dużo jedzenia. Nie chciałyśmy, by się zmarnowało, pomyślałyśmy, że może warto zrobić kanapki i poczęstować nimi potrzebujących – opowiadają. Nie tylko odczuły wtedy satysfakcję, że nakarmiły głodnych, ale zauważyły także wielką potrzebę rozmowy. Osoby bezdomne chciały być zauważone i wysłuchane. Powstał więc projekt, który działa od września. A od stycznia harcerki opisują swoich podopiecznych na blogu. By także czytelnicy, choć wirtualnie, mogli spojrzeć ludziom w oczy.

Nie daj się bidzie…

Na Monciaku, czyli sopockiej ul. Bohaterów Monte Cassino, majowe tłumy. Turyści rozsiadają się w knajpach, idą na plażę. Kalejdoskop kolorów, głosów, zapachów z restauracji. Sopot tętni życiem. I tylko ktoś niemal przy wejściu na molo śpi na ławce, zwinięty w kłębek jak zmęczony kot. Dobrze, że mężczyzny nie przeganiają, dobrze, że strażnicy albo nie widzą, albo jeszcze nie zauważyli.

Nie wiadomo, czy dziewczyny go znają. Ale to możliwe. Coraz więcej bezdomnych osób Trójmiasta na ich widok macha na powitanie.

Dziewczyny opowiadają nam o sobie. Katarzyna Połomska: III LO w Gdyni, 39 Gdyńska DH „Konstelacja”. Hanna Renke: to samo liceum, dwie drużyny harcerskie: 9 Gdańska DH „Gniazdo” i 18 GDW „Wataha”, gra na skrzypcach, humanistka. Karolina Potrzebska: 39 Gdyńska DH „Konstelacja”, uczy się też w gdyńskiej „trójce”. Hannah Calvo: kocha biologię, chce zostać lekarzem. Jest przyboczną w 17 GDH „Łąka”.

Mówią o sobie, ale… łatwo im nie idzie. Najpierw wolą opowiedzieć o ludziach, których poznają i którzy im otwierają oczy. Na świat, na życiowe zakręty i trudne historie.

Chociażby historia pana Rysia. „Jak co tydzień i w ten wtorek, od razu po zakończonych lekcjach, pobiegłyśmy do franciszkanów, aby pomóc wydawać posiłki bezdomnym. Od pierwszego momentu wydawało mi się, że to spotkanie będzie wyjątkowe. Tego dnia było dużo więcej rąk do pracy niż zazwyczaj. Przygotowaliśmy też prawdziwe pyszności dla bezdomnych. Na stołach zagościła »wykwintna« sałatka, kanapki z szynką i łososiem. Tym razem chętnych do jedzenia przyszło dużo więcej osób niż zwykle. Po posiłku zaprosiłyśmy bezdomnych do rozmowy, jednak nikt się nie kwapił do przedstawienia nam swojej historii. Kiedy już straciłyśmy nadzieję na szansę bliższego poznania kolejnej osoby, przysiadłyśmy się do starszego pana, który jako jeden z ostatnich kończył swoje kanapeczki. Pana Rysia nie trzeba było długo namawiać do zwierzeń”…

– Pan Ryszard pochodzi z Krakowa, tam się uczył, nawet studiował, pracował. Założył rodzinę – opowiada Hanna Renke. A Kasia, Karolina i Hannah przytakują, dopowiadają. – I tak mu się w życiu źle potoczyło, że stracił wszystko: mieszkanie, rodzinę. Skończył na ulicy. Takich historii słyszymy wiele…

Ale oddajmy głos panu Rysiowi. Głos, który harcerki pieczołowicie zapisują, a potem spisują. I pokazują światu na blogu, który prowadzą.

„Najgorsza jest samotność. Nie mam się do kogo odezwać, sąsiedzi są wrogo nastawieni, ale nie można się załamywać. Tylko siła od Boga i wiara trzyma mnie przy życiu. Mam jedno życie, muszę tak długo, jak Pan Bóg pozwoli, wegetować, obojętnie, czy mając na chleb, czy ze śmietnika, czy żebrząc od ludzi. Trzeba przetrwać. Najgorzej, jak się człowiek załamie psychicznie. A nie daj Boże zaglądać do kieliszka, to nie rozwiąże żadnego problemu. Całkiem dołuje mnie to w osobie własnej. Tego bym sobie nigdy nie życzył. Gdyby nie odeszła moja pani, byłoby sto razy lepiej. Była cudowną kobietą. Była moim słońcem w tunelu”.

– Żona pana Rysia zmarła jesienią ubiegłego roku – uzupełniają historię harcerki. – Bardzo za nią tęskni… Ale mimo że życie pana Rysia nie zawsze było usłane różami, nasz rozmówca nie poddaje się. Jego powiedzonko brzmi: „Rysiu, nie daj się bidzie, bo wiosna idzie!” – z uśmiechem kończą opowieść o Rysiu siedemnastoletnie harcerki.

Po co im to?

Po co młodym, wesołym, ambitnym, zdolnym dziewczynom kontakt z osobami bezdomnymi? Rówieśnicy nie dziwią się, nie komentują złośliwie?

– Projekt „Spójrz mi w oczy” powstał po to, by dać możliwość wypowiedzi tym najbardziej odrzuconym czyli osobom bezdomnym – opowiada Hanna Renke. – My nie tworzymy programów pomocowych, bo przecież nie mamy takich możliwości. Staramy się wolontariacko pomagać stowarzyszeniom, które wspierają osoby bezdomne – kończą Karolina i Kasia.

Jak reagują rówieśnicy? Różnie. – Harcerze bardzo pozytywnie. Udostępniają nasze zdjęcia i wpisy na portalach społecznościowych, niektórzy mają chęć dołączyć – opowiada Hannah. – Ludzie poza harcerstwem czasem się dziwią, nie rozumieją. Ale i nie muszą. Może przeczytają to, co uda nam się opisać?

Bo potem, gdy już uda się nawiązać nić harcersko-bezdomnego porozumienia, jest czas na rozmowy, a nawet zdjęcie, które robi Kasia albo Karolina. Dziewczyny słuchają kolejnej historii, zapisują ją, wrzucają na bloga. Nic tu nie jest przewidywalne. Stereotypy, że bezdomni „są sobie winni”, pękają jak bańki mydlane, które ktoś puszcza na Monciaku.

Dziewczyny w kolejnym wpisie: „Nie ma tu miejsca na długoterminowe plany. Marzena, Maciej i Leszek chcą za chwilę iść się ogrzać na dworzec, a potem jakoś przetrwać noc. Marzena pociera dłonie w cienkich rękawiczkach. Noce są przecież teraz jeszcze zimniejsze od dni. Przydałoby się coś do przykrycia zamiast kartonu. Kołdra? Śpiwór? Koc? Jeśli dzisiaj zgłoszą potrzebę, dostaną najwcześniej za tydzień.

Godzina po godzinie, dzień po dniu. Marzena dobrze wie, skąd czerpać nadzieję. Z rozbrajającym uśmiechem całuje dziesiątkę różańca, którą zawsze nosi przy sobie, na palcu. Nalega, żeby mieć z nią zdjęcie. »Kocham Boga i Matkę Boską! I wierzę, że Bóg mi pomoże. Zawsze kocham, zawsze wierzę, zawsze mi pomaga…«”.

Przyszłość?

Niedługo przed dziewczynami wybór studiów. Raczej nie będą myśleć o kierunkach, które byłyby kontynuacją ich wolontariackiej pracy. Można przecież robić w życiu bardzo różne rzeczy, a do tego pomagać innym. Tak po prostu. To takie dopełnienie. To, co robią, te ich rozmowy i spotkania, dają im samym bardzo dużo: inną perspektywę, nowe spojrzenie na świat i ludzi, ich problemy. – Widzimy też, jak dużo same od rodziców, szkoły, harcerstwa otrzymałyśmy – mówią. – I że nie każdy miał tyle szczęścia, co nie oznacza, że jest gorszy, że nie zasługuje na szacunek.

– To niesamowita rzecz – rozmawiać z tymi ludźmi. Ktoś się rozpromienia, ktoś płacze, ktoś dziękuje, inny odwraca się na pięcie. Ludzie różnie reagują – opowiadają dziewczyny. Ta praca daje im radość i satysfakcję. I być może krótki kurs dojrzałości…

Oto rozmowa, którą nie tak dawno przeprowadziły z panem Henrykiem: Karolina zapytała wprost: – A jakie jest pana marzenie? Pytanie zaskoczyło mężczyznę. „Moje marzenie? Żeby sobie spokojnie umrzeć. 62 lata mam, to ile mi jeszcze brakuje? Przejeździłem Europę wzdłuż i wszerz, i co mam z tego?”

Dziewczyny opisują jak zawodowe narratorki. Pisze jedna, koryguje druga. „Pan Henryk przez cały czas wydaje się spokojny i mimo tego, że jego głos czasami drży, to w pełni panuje nad emocjami. Gdy kończy swoją historię, mówi tylko: »Nie załamuj się. Nie warto«”.

Harcerki patrzą w oczy i wracają do domów. Wrócą. •

Więcej historii spisanych przez harcerki można przeczytać na ich blogu: www.spojrzmiwoczyzwzt.blogspot.com

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama