Nowy numer 42/2018 Archiwum

A więc wojna?

Zerwanie przez Donalda Trumpa porozumienia nuklearnego z Iranem to powrót do klasycznej strategii USA wobec tego państwa. Ze wszystkimi jej zaletami i zagrożeniami.

Stwierdzenie, że relacje międzynarodowe to skomplikowana gra, jest zwykłym truizmem. W przypadku Bliskiego Wschodu jest to jednak co najmniej „niedopowiedzenie”. A w odniesieniu do Iranu, jego roli w regionie i historii wzajemnych stosunków z USA, to jak nazwanie cyklonu lekkim wiaterkiem. Beczka prochu (w której są dwaj najwięksi wrogowie, Iran i Arabia Saudyjska, oraz wspierające ich mocarstwa, odpowiednio Rosja i Stany Zjednoczone, a także walczący o przetrwanie Izrael, skonfliktowany z Iranem i liczący na stałą przychylność Arabii Saudyjskiej) znowu wystawiona jest na wpadające do niej zapałki. I konia z rzędem temu, kto jest w stanie powiedzieć, co groziło większym wybuchem: czy podpisane 4 lata temu porozumienie nuklearne z Iranem, czy zeszłotygodniowe jednostronne zerwanie go przez USA. Administracja Trumpa przekonuje, że w czasie obowiązywania porozumienia siła militarna Iranu i jego rola w regionie, przy dalszym rozwoju programu nuklearnego (dzięki klauzulom w umowie), wzrosła. Iran twierdzi, że to zerwanie porozumienia doprowadzi do większej eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie. I jedni, i drudzy mają rację.

USA szkolą Persów

Sprawa programu nuklearnego Iranu ciągnie się od lat 50. XX wieku. Dziś w Waszyngtonie nikt nie chce przypominać, że to w stolicy USA w 1957 r. podpisane zostało porozumienie, na mocy którego Iran został włączony do programu nuklearnego. Miał on rozwijać się (formalnie) w celach wyłącznie cywilnych, ale furtka została otwarta. Dlaczego? Iranem rządził wówczas uzależniony od USA szach Pahlawi. W 1974 r. prezydent Nixon wysłał amerykańskich ekspertów do Teheranu. Mieli oni pomóc Iranowi w budowie reaktorów atomowych. Amerykanie również szkolili pierwszych naukowców irańskich na swojej uczelni w Massachusetts. Tak przygotowani w USA naukowcy odpowiadali później za modernizację reaktorów w Iranie. Wszystko zmieniło się w 1979 r. – obalenie przez islamistów prozachodniego szacha sprawiło, że program nuklearny Iranu stał się wyzwaniem dla USA i sojuszników na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim dla Izraela i Arabii Saudyjskiej. Kolejne sankcje miały zmusić reżim ajatollahów do zniszczenia reaktorów i wycofania się z programu. Dopiero porozumienie zawarte w 2015 r., za rządów Baracka Obamy, dało nadzieję, że temat został „opanowany”.

Zysk Iranu

W negocjacjach z Iranem uczestniczyło 6 państw – USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja, Chiny i Niemcy. Zwłaszcza podpisy złożone przez strony rosyjską i chińską miały dawać gwarancję, że nie będzie to porozumienie akceptowane tylko przez świat zachodni. Zakończenie negocjacji ogłoszono w Wiedniu. „To historyczny dzień, ponieważ stworzyliśmy podstawy pod budowę zaufania i otwarcie nowego rozdziału we wzajemnych stosunkach” – zachwalała porozumienie Federica Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji. „To, do czego dziś doszło, kończy niepotrzebny kryzys, dotarliśmy do historycznej chwili. Nie jest to w pełni satysfakcjonujące porozumienie dla wszystkich stron, ale jest najlepszym kompromisem, jaki mogliśmy obecnie osiągnąć” – dodał szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif.

Iran zgodził się na stopniowe ograniczenie programu nuklearnego, nadzór ONZ i niszczenie starych reaktorów. Zaakceptował także zapis, zgodnie z którym zniesione sankcje zostaną ponownie wprowadzone w życie w przypadku naruszenia przez Teheran umowy. Strony porozumiały się też w sprawie utrzymania przez 5 lat oenzetowskiego embarga na broń, a sankcje na irański program pocisków rakietowych miały obowiązywać przez 5 do 8 lat. Wówczas wyliczano, że dzięki porozumieniu irańska gospodarka może zyskać ok. 100 mld dolarów z powodu odmrożenia zagranicznych aktywów, które zostały zablokowane przez sankcje. A zyski z odblokowanych szlaków handlowych miały być jeszcze większe, głównie dzięki powrotowi Iranu na światowe rynki ropy naftowej.

Furtki w umowie

Wystąpienie Trumpa, podczas którego ogłaszał swoją decyzję, pełne było podniosłych i wojowniczo brzmiących haseł, ale pojawiły się także konkrety. Prezydent USA, nazywając umowę podpisaną przez swojego poprzednika „fikcją”, zwrócił uwagę, że nie obejmowała ona programu balistycznego Teheranu oraz wojen w Syrii i Jemenie. Podkreślał, że w umowie tej przyznano de facto Iranowi prawo do kontynuacji wzbogacania uranu oraz pozwolono mu kontynuować to wzbogacanie wraz z modernizacją infrastruktury atomowej.

Ciekawego spostrzeżenia dokonali autorzy tekstu opublikowanego na łamach „Politico” już po ogłoszeniu decyzji Trumpa. Zwrócili uwagę, że w trakcie przedłużających się negocjacji Iran wymusił włączenie zestawu tzw. klauzul wygaśnięcia, które były skorelowane z jego planami badań i rozwoju. „Teheran nie miał już wtedy żadnego pożytku ze swoich starych, prymitywnych wirówek i mógł je bez szkody odesłać na złom. Iran potrzebował jednak 8 lat na zbudowanie systemu zaawansowanych wirówek. I to był właśnie czas trwania jednej z najbardziej katastrofalnych klauzul wygaśnięcia w ramach porozumienia: właśnie 8 lat” – piszą Matthew Karnitschnig z „Politico” i analityk z Council on Foreign Relations, Ray Takeyh. Wynika to z tego, że „program wzbogacania uranu w Iranie zależy od maszyn, które mogą działać wydajnie przy dużej prędkości – wtedy niewielka ich kaskada może niezawodnie wytworzyć użyteczny dla bomby uran bez ryzyka wykrycia w odpowiednim czasie. Bardziej niż jakikolwiek pocisk balistyczny lub nieszczelny system inspekcji – taka właśnie klauzula wygaśnięcia podważyła wartość i trwałość umowy” – dodają autorzy.

Obrona Iranu

Jak w tym kontekście rozumieć obronę Iranu, z jaką wystąpiła Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA)? Już po ogłoszeniu decyzji Trumpa poinformowała, że Iran „wypełnia swoje zobowiązania w zakresie energii nuklearnej” zgodnie z porozumieniem nuklearnym podpisanym z sześcioma mocarstwami światowymi. Szef MAEA Yukiya Amano podkreślał nawet, że Iran podlega teraz „najsilniejszemu na świecie systemowi weryfikacji jądrowej”. Mamy zatem słowo przeciwko słowu – Ameryka twierdzi, że Iran łamie porozumienie, MAEA, że przeciwnie, jest pod kontrolą. Trump powołuje się na dane wywiadowcze Izraela, nie mówiąc jednak o konkretach, MAEA twierdzi, że dysponuje swoimi raportami z kontroli. Możliwe, że w pewnym sensie i jedna, i druga strona ma „jakoś” rację – tyle tylko, że Trump ma rację jedynie do momentu, gdy mówi, że porozumienie pozwoliło Iranowi kontynuować program nuklearny właśnie dzięki wspomnianym klauzulom, a MAEA opiera się być może wyłącznie na danych mówiących o zniszczeniu starych wirówek, co przewidywała umowa. Bez wątpienia jednak siła militarna Iranu urosła w ostatnich latach, a jego pozycja, dzięki wsparciu, jakiego udziela Asadowi i Rosji w wojnie syryjskiej, zachwiała dotychczasowym układem sił na Bliskim Wschodzie. I to jest główny powód, dla którego Izrael, ale też Arabia Saudyjska, naciskały na USA, by zerwały umowę z Teheranem.

Wystarczy iskra

Z jednej strony zatem podpisanie porozumienia pomogło Iranowi stanąć na nogi – nie dość, że zniesione zostały sankcje, to jeszcze kilka klauzul przynajmniej teoretycznie pozwoliło ajatollahom kontynuować w ukryciu program atomowy. Z kolei zerwanie umowy przez USA i groźby ze strony Iranu powodują, że program nuklearny chce rozpocząć Arabia Saudyjska. Nie ma wątpliwości, że osią sporu jest rywalizacja między Saudami a Persami. Istotna jest też rola Izraela, który ma prawo obawiać się wszystkiego ze strony Iranu, nieraz zapowiadającego, że zmiecie „to państwo na południu” z powierzchni ziemi, a jednocześnie sam mocno miesza m.in. w wojnie syryjskiej, w której miesza również Arabia Saudyjska, choć wygrana sił Asada przy wsparciu Iranu jest już faktem dokonanym. Trudno przy tym wszystkim nie dostrzec podwójnej miary, jaką od lat stosuje Zachód wobec Iranu i Arabii Saudyjskiej. Nie ulega wątpliwości, że przy despotycznym i opresyjnym ustroju wahabickich Saudów teokratyczna władza ajatollahów wygląda jak demokracja. Jednak to Iran od dekad jest w zachodnim przekazie ukazywany jako największe zło w regionie. Tak jakby w rozhulanie wojny w Syrii i innych konfliktów, w tym we wspieranie terroryzmu, nie była zaangażowana również Arabia Saudyjska. Zerwanie porozumienia z Iranem to także zielone światło dla Izraela, który wielokrotnie ostrzegał, że może dokonać prewencyjnego ataku na Iran. Bliskowschodnia beczka prochu znowu została wystawiona na spadające zapałki.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji