Nowy numer 28/2018 Archiwum

Komu przeszkadzał pomnik?

Czy zamieszanie wokół pomnika katyńskiego faktycznie było zasłoną dymną do ustawy S.447? Wydaje się, że chodziło tu raczej o realizację prywatnych interesów burmistrza Jersey City.

Konflikt w sprawie pomnika zażegnany. Ma zostać przesunięty w lepsze miejsce niż to, w którym teraz stoi. O co właściwie chodziło w całym tym sporze?

Nie pasuje do parku?

Pierwszy w Stanach Zjednoczonych pomnik upamiętniający zbrodnię katyńską stoi w Jersey City – mieście graniczącym z Nowym Jorkiem przez rzekę Hudson i potocznie nazywanym jego szóstą dzielnicą – od 1991 r. Powstał dzięki staraniom przedstawicieli Polonii, którzy wyłożyli pieniądze na jego budowę. Autorem monumentu jest polski rzeźbiarz Andrzej Pityński, syn partyzantów antykomunistycznych mieszkający w USA. 12-metrowa rzeźba przedstawia żołnierza z rękami skrępowanymi z tyłu i zakneblowanymi ustami. Przykuwa uwagę karabin z nasadzonym na niego bagnetem, który przebija żołnierza. Wygięta do tyłu postać uwieczniona jest w ruchu, co sprawia wrażenie, jakby została ugodzona właśnie w tym momencie. Ta sugestywność nie wszystkim jednak odpowiada: – Jest nieco makabryczny i nie potrafię sobie wyobrazić, jak matki przechodzą obok niego i tłumaczą go swoim dzieciom – mówił o pomniku Mike DeMarco, przedstawiciel firmy Mack-Cali Realty Corporation, odpowiadającej za projekt parku, który ma powstać w tym miejscu.

Exchange Place, czyli miejsce, w którym stoi monument, nie od zawsze uważane było za atrakcyjne. Teren położony nad rzeką Hudson, z widokiem na wieżowce Manhattanu, jest jednak łakomym kąskiem, odkąd na początku lat 90. ubiegłego wieku stanęły tam budynki Donalda Trumpa i giełdy Wall Street. Obecny burmistrz Jersey City, Steven Fulop, ma dodatkowy powód, by interesować się tą przestrzenią. Prof. Marek Jan Chodakiewicz, amerykański historyk polskiego pochodzenia, zwraca uwagę, że miejscowy deweloper dał Fulopowi 250 tys. dolarów na kampanię gubernatorską. Można więc mieć spore wątpliwości, czy mamy tu do czynienia z czystą sytuacją.

30 kwietnia br. burmistrz zapowiedział usunięcie pomnika, nie informując początkowo o żadnych planach dotyczących nowej lokalizacji. Nic dziwnego, że wywołało to silne protesty środowisk polonijnych. Głos w obronie rzeźby zabrał także marszałek Senatu Stanisław Karczewski, co spotkało się ze skandaliczną odpowiedzią Fulopa, który napisał na Twitterze: „Ten człowiek to żart (…). Fakty są takie, że to znany antysemita, zwolennik białej supremacji i negacjonista Holocaustu. Tacy jak on mają zerową wiarygodność”. Zapowiedział też, że nie będzie rozmawiać o tej sprawie z przedstawicielami kraju, który „fałszuje swój udział w Holocauście”. Piotr Wilczek, polski ambasador w USA, wezwał burmistrza do przeproszenia Karczewskiego za to pomówienie. Na przeprosiny trzeba było czekać prawie półtora tygodnia. Ostatecznie Fulop wyraził „głęboki żal” z powodu swoich wypowiedzi i chęć spotkania z marszałkiem podczas planowanej wizyty w Polsce.

Na fali stereotypów

Zdaniem Edmunda Lewandowskiego z zarządu organizacji polonijnej Coalition of Polish Americans cała sprawa miała być zasłoną dymną do podpisanej właśnie przez Trumpa ustawy S.447, która daje Departamentowi Stanu możliwość wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu m.in. w zakresie odzyskania majątków, które nie mają spadkobierców. Wielu komentatorów twierdzi, że może ona mieć negatywne skutki dla Polski. Czy jednak faktycznie istnieje jakiś związek między ustawą a pomnikiem, trudno stwierdzić. Z całą pewnością Fulop wykorzystywał natomiast klimat, który zrodził się wokół Polski po uchwaleniu ustawy o IPN. „(…) burmistrz owinął się we flagę narodową i udaje, że jest nacjonalistą amerykańskim, który postawił się »faszystowskiemu«, »rasistowskiemu« i »antysemickiemu« rządowi PiS” – komentował prof. Chodakiewicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Antypolskie stereotypy istniejące w Stanach od dziesięcioleci w ostatnich miesiącach zyskały jeszcze bardziej podatny grunt.

Chodakiewicz twierdził, że polskie władze nie powinny bezpośrednio angażować się w spór o pomnik, bo to tylko wzmacniałoby pozycję Fulopa, powinny natomiast wspierać dyskretnie lokalne działania Polonii. Ważne jednak, by społeczność polonijna nie występowała sama, ale we współpracy z mniejszościami etnicznymi, miejscowymi wspólnotami religijnymi, środowiskiem weteranów – nie tylko polskiego pochodzenia. „Nie można zapomnieć o środowisku żydowskim: tych można zmobilizować przypomnieniem, ilu polskich oficerów żydowskiego pochodzenia zamordowali Sowieci w Katyniu” – dodaje profesor.

Polonia poszła tym tropem. Zawiązał się Komitet Obrony Pomnika Katyńskiego, w którego skład weszli m.in. twórca monumentu Andrzej Pityński, Polacy z organizacji weteranów i Kongresu Polonii Amerykańskiej. Naszych rodaków wsparli ostatnio amerykańscy weterani wojen w Korei i Wietnamie, kongresmeni, a także społeczność afroamerykańska. Podczas burzliwej debaty w Radzie Miejskiej Jersey City w zeszłym tygodniu zdecydowanie przeważały głosy za tym, by pomnika nie usuwać. Obecni na spotkaniu przedstawiciele Polonii podkreślali, że monument upamiętnia 22 tys. ofiar, wśród których były nie tylko osoby narodowości polskiej i katolicy, ale też polscy Żydzi i protestanci. Przypomnieli również, że do pomnika przytwierdzona jest tablica pamiątkowa poświęcona zamachowi z 11 września 2001 roku.

Złagodzenie tonu

Skuteczne okazało się też wystąpienie na drogę sądową. Sąd federalny przychylił się do wniosku przedstawicieli amerykańskiej Polonii o zabezpieczenie monumentu do czasu wydania wyroku w tej sprawie. Dzięki tej decyzji pomnik musi bowiem pozostać na miejscu przynajmniej do 29 maja. Pod wpływem ostatnich wydarzeń swój ton złagodził także Steven Fulop, który teraz deklaruje swoje „przywiązanie do społeczności polskiej”. „Nie ma zamierzonego braku szacunku, ponieważ dzielimy ten sam cel – lepsze miasto” – napisał teraz, dodając, że celem zmian przy Exchange Place jest „uatrakcyjnienie promenady nabrzeża” i że „w planach jest plac zabaw dla dzieci, park rozrywki, zielona przestrzeń na pikniki”.

A co z samym pomnikiem?

Początkowo miał być przeniesiony na Montgomery Street, czyli w miejsce, które pierwotnie było przeznaczone pod budowę pomnika, zanim Rada Miejska zmieniła te plany. Na takie rozwiązanie nie zgadzała się jednak Polonia. Ostatecznie udało się uzyskać kompromis. Jak podkreśla dyrektor wykonawczy Polskiej Izby Handlowej w USA Eric Lubaczewski, było to możliwe także dzięki wsparciu, jakiego udzielił w negocjacjach z władzami Jersey City premier Mateusz Morawiecki. Monument pozostanie na brzegu rzeki Hudson, zostanie jedynie przesunięty o 60 metrów. W jego nowej lokalizacji rozciąga się piękny widok na Wieżę Wolności i Manhattan. W dodatku pomnik ma znajdować się teraz w parku z zielenią i ławkami, a nie, jak dotąd, na środku ulicy. Cała sprawa powinna zostać zamknięta w ciągu 60–90 dni. Wszystko wskazuje na to, że warto było walczyć. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji