GN 45/2018 Archiwum

Komiks doceniony

Historia polskiego komiksu ciągle domaga się gruntownego przebadania. Nim powstanie odrębna placówka poświęcona tej dziedzinie sztuki, warto wybrać się do Muzeum Narodowego na wystawę „Teraz komiks!”.

Komiks w Muzeum Narodowym? Czy to nie przesada? Czy nie ma poważniejszych tematów? Czy tego typu instytucja nie powinna raczej promować sztuki wysokiej, a nie zajmować się rozrywką? Obecność wystawy „Teraz komiks!” w szacownym gmachu siedziby głównej Muzeum Narodowego w Krakowie może oczywiście prowokować do stawiania takich pytań. Jednak chyba nikt, kto obejrzy tę ekspozycję, nie będzie miał wątpliwości, że to wystawa mądra i potrzebna.

Podpisy i dymki

– Dziś już raczej nikt nie pyta o to, czy komiks jest sztuką – twierdzi Tomasz Trzaskalik, jeden z kuratorów, oprowadzający nas po wystawie. – Choć poważniej zaczęto u nas traktować tę dziedzinę sztuki stosunkowo niedawno. Czesi doczekali się już tysiącstronicowej encyklopedii własnego komiksu. W Polsce to zjawisko ciągle domaga się gruntownego przebadania – dodaje.

Jednym z pomysłów na przybliżenie tego tematu Polakom jest idea stworzenia w naszym kraju muzeum komiksu. Od lat stara się o to Wojciech Jama, kolejny z kuratorów krakowskiej ekspozycji. To właśnie z jego zbiorów pochodzą przedmioty, które można oglądać na wystawie. Zgromadzono ich tu 600, ale to tylko niewielka część jego kolekcji. – Gąska Balbinka, Gapiszon oraz Gucio i Cezar odpowiadają za to, że do dzisiaj nie wyrosłem z komiksu – zwierza się. – Mój dom w Rzeszowie jest zasypany tysiącami przedmiotów i wydawnictw związanych z obrazkowymi historiami.

Wystawa „Teraz komiks!” może więc być pierwszym krokiem do stworzenia takiego muzeum. Spacer po ekspozycji to arcyciekawa lekcja, nie tylko mówiąca sporo o dziejach gatunku, ale sytuująca go w kontekście przemian kulturowych i politycznych. Już pierwszy eksponat zaskakuje, bo pochodzi z... 1871 roku. Jest to rocznik tygodnika ilustrowanego „Kłosy”, wydawanego w Warszawie w XIX wieku. Rocznik otwarto na powiastce humorystycznej malarza i rysownika Franciszka Kostrzewskiego „Bodaj to mieć dom w Warszawie!”, z dziwnie aktualną historią o człowieku, który w kupnie kamienicy upatrywał receptę na dostatnie życie. Ten protokomiks od dzisiejszych komiksów różni się właściwie tylko tym, że teksty autor umieścił pod obrazkami, a nie w dymkach. I może nieco mniejszym dynamizmem, ale trzeba pamiętać, że powstawał w epoce, która nie znała jeszcze filmu. – Wygląda na to, że polski komiks ma blisko 150 lat, choć kto wie? Może w przyszłości badania pokażą, że jest to zjawisko jeszcze starsze? – zastanawia się Tomasz Trzaskalik.

Froncek i Matołek

Na początku wystawy mamy też okazję prześledzić równolegle, jak kształtował się ów gatunek na zachodzie Europy. Zaglądamy np. do pochodzących z XIX wieku powieści w rycinach szwajcarskiego ilustratora Rodolphe Töpffera, które doceniał sam Goethe. Poznajemy Maxa i Moritza, bohaterów niemieckich wierszowanych historyjek autorstwa Wilhelma Buscha. Ci dwaj sympatyczni chłopcy, których cały czas trzymały się żarty, zawładnęli masową wyobraźnią pod koniec XIX wieku. Tworzono rozmaite zabawki z ich wizerunkiem – stali się bohaterami gier, pojawiali się na puzzlach.

A w Polsce? Pierwszą tak popularną postacią pochodzącą z protokomiksów okazał się… Bezrobotny Froncek, którego przygody gościły na łamach gazety „Siedem Groszy”. Pismo, wydawane przez koncern „Polonia” należący do Wojciecha Korfantego, było czymś w rodzaju przedwojennego tabloidu. Historyjki autorstwa Franciszka Struzika nie mogły więc być specjalnie wysublimowane. – Froncek miał stale problemy ze znalezieniem pracy, przeżywał też problemy miłosne, ale najczęściej pił piwo pod kioskiem – uśmiecha się Tomasz Trzaskalik. – Jednak ludzie byli tak ciekawi, co będzie dalej z Bezrobotnym Fronckiem, że wydawca musiał dziesięciokrotnie zwiększyć nakład gazety, planowany początkowo na 10 tys. egzemplarzy.

Drugim idolem mas stał się oczywiście Koziołek Matołek, którego popularność nie słabnie do dziś, choć został wymyślony w 1932 r. – Pisarz Kornel Makuszyński i rysownik Marian Walentynowicz przebywali właśnie w kurorcie pod Otwockiem i popijali mocne alkohole, gdy przyjechał do nich wydawca z prośbą o stworzenie książki dla dzieci, która mogłaby być prezentem na Boże Narodzenie – opowiada Tomasz Trzaskalik. – Makuszyński napisał tekst w dwa tygodnie, Walentynowiczowi praca zajęła trochę więcej czasu, ale przed świętami książka była gotowa. Pierwszy nakład sprzedał się w tydzień i jeszcze w tym samym roku zrobiono dodruk.

Na wystawie możemy zobaczyć m.in., jak ilustracje do opowieści o Koziołku Matołku zmieniały się w kolejnych wydaniach książki. I tak np. Koziołek, który przed wojną szybował nad zarysem Warszawy z wieżami kościołów, w ostatniej wersji ma już pod sobą Pałac Kultury i Nauki.

Lata 30. ubiegłego wieku to także czas, kiedy zaczynają do nas napływać komiksy z Zachodu, jednak II wojna światowa i okres stalinowski zahamowały ten nurt. Nowa władza nie pozwalała nawet używać słowa „komiks”, bo kojarzyło się ono ze światem imperializmu, jednak tu i ówdzie pojawiały się „historyjki obrazkowe”. Co ciekawe, tworzyli je tak znani później artyści jak Jan Marcin Szancer, Szymon Kobyliński czy Sławomir Mrożek.

W pracowni Papcia Chmiela

Komiks powrócił pełną parą w drugiej połowie lat 50., kiedy to w „Świecie Młodych” pojawiły się przygody sympatycznego szympansa Tytusa de Zoo oraz jego przyjaciół – harcerzy Romka i A’Tomka. Dekadę później zaś na łamach „Wieczoru Wybrzeża” debiutowali Kajtek i Koko – marynarze, którzy po kilku latach przeobrazili się w słowiańskich wojów Kajka i Kokosza. To właśnie te dwa cykle – „Tytus, Romek i A’Tomek” Henryka Jerzego Chmielewskiego oraz „Kajko i Kokosz” Janusza Christy były najbardziej lubiane przez dzieci i młodzież czasu PRL-u. Nic więc dziwnego, że poświęcono im na krakowskiej wystawie dużo miejsca. Autorzy ekspozycji odtworzyli nawet pracownię Papcia Chmiela, narysowaną w XIV księdze przygód Tytusa – z chwytaczem barw z anteny, dośmieszaczem tekstu i wanną, do której kominiarz strzepywał sadzę, by Papcio mógł wyprodukować z niej tusz.

Osobne miejsce mają na wystawie także inni twórcy z okresu PRL-u: Szarlota Pawel z sympatyczną serią o Jonce, Jonku i Kleksie czy Tadeusz Baranowski, którego historyjki odznaczały się ciekawą kreską i któremu zaproponowano nawet wyjazd do Belgii, nazywanej stolicą komiksu. – Nie mógł się jednak tam odnaleźć, bo jego opowieści były w dużym stopniu oparte na nieprzetłumaczalnym humorze słownym – opowiada Tomasz Trzaskalik. Sporo uwagi poświęcili też autorzy ekspozycji propagandowej funkcji komiksu, m.in. seriom o kapitanie Klossie i kapitanie Żbiku. Wśród rysowników tej drugiej, która miała ocieplić wizerunek milicji, był m.in. Grzegorz Rosiński – dziś najbardziej rozpoznawalny twórca komiksowy na świecie.

Okres po transformacji ustrojowej zajmuje na wystawie stosunkowo niewiele miejsca i jest raczej „przeglądem różności” – od dosadnego „Wilq Superbohatera” autorstwa braci Minkiewiczów, przez historie Michała Śledzińskiego o chłopakach z osiedla, aż po niezwykle oryginalne komiksy dla dzieci autorstwa Bereniki Kołomyckiej. Trudno się dziwić takiemu, pozbawionemu zwartej narracji, ujęciu, bo w polskim komiksie dzieje się dziś wiele. Co roku powstaje u nas prawie sto nowych tytułów komiksowych, więc temat jest trudny do ogarnięcia. Zapewne potrzeba dłuższej perspektywy czasowej, by odsiać ziarna od plew. Z pewnością jednak planowane muzeum komiksu będzie dobrym miejscem dla szerszej prezentacji także tego okresu. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy