Nowy numer 42/2018 Archiwum

Jesteśmy po to, aby wrócili do życia

O pomocy ofiarom handlu ludźmi, akcji w domu publicznym i jedynym schronisku w całej Kenii opowiada Radosław Malinowski.

Krzysztof Błażyca: Znasz serię „Uprowadzona”, gdzie bohater walczy o ocalenie porwanej córki?

Radosław Malinowski: Mamy takie „filmowe” wyobrażenia o porwaniach. Tymczasem całe zło handlu ludźmi często jest banalne. To w większości historie osób wykorzystanych przez własne rodziny lub oszukanych obietnicą pracy. Mieliśmy ofiarę sprzedaną przez rodzinę. Miała być gosposią. Była gwałcona przez „właściciela” i jego kolegów. Zaszła w ciążę, zmusili ją do aborcji, dalej ją gwałcili i znowu zaszła w ciążę. W końcu uciekła. Trafiła do naszej organizacji. Okazało się, że jest zarażona wirusem HIV. A miała dopiero 13 lat. Wyobraź sobie cały ten bagaż doświadczeń. To przecież jeszcze dziewczynka, która dopiero zaczynała życie...

Spotykasz się z podobnymi historiami od kilkunastu lat. Kim są ofiary?

Najczęściej to kobiety, dziewczynki, również chłopcy. Osoby wykorzystywane do pracy i wyzysku seksualnego. Zgłaszały się do nas kobiety wywiezione do krajów arabskich. Miały pracować jako recepcjonistki, a trafiały do prywatnych domów. Niektóre były seksualną zabawką. To też ofiary oszustw, fałszywych umów o pracę. Mamy historie osób, którym płacono po kilka dolarów miesięcznie, i takich, które musiały pracować z chemikaliami bez ubioru ochronnego. To właśnie ofiary handlu ludźmi. Obecnie zbieramy dowody w sprawie dużych firm sprzedających kwiaty do Europy, wykorzystujących ofiary handlu ludźmi. Znamy też przypadki porwań wprost z ulicy do domów publicznych, dla pozyskania organów, również dla procederu czarów. Zwłaszcza dzieci. Porywają dziecko, zabijają, wycinają jego części intymne albo najpierw okaleczą, a potem zostawią, aby umarło w szoku.

To, co mówisz, wywołuje wściekłość, wstrząs, bezradność. Ty stajesz twarzą w twarz wobec tego zła.

Na początku odbijało się to na mojej psychice, ale nauczyłem się dystansu. Jest konieczny, jeśli chcesz pomagać ofiarom długofalowo. Inaczej to cię zdominuje. Nasi pracownicy, którzy pracują z ofiarami, mają cotygodniowe terapie, aby zachować równowagę psychiczną.

Czy ocalone osoby wiążą się z Wami emocjonalnie? Wydobywacie je z piekła...

Były takie przypadki. Musimy tego unikać. Jedna ocalona dziewczyna po urodzeniu dziecka nazwała je moim imieniem. W dowód wdzięczności. Musiałem bardzo uważać, aby nie wytworzyła się szkodliwa sytuacja dla nas i dla niej. Bo to nikomu nie pomoże. Naszym priorytetem jest dobro poszkodowanej osoby, zaleczenie tego, co ją spotkało, aby mogła odbudować swoje życie.

Jak długo trwa okres rehabilitacji ofiary?

Na ogół trzy miesiące, ale każda ofiara tak naprawdę potrzebuje indywidualnego planu terapii, przygotowanego przez psychologa. Bywają też osoby, które nie chcą wziąć udziału w rehabilitacji. Pierwszą zasadą naszej pracy jest poszanowanie jej wolnej woli. Ona cały czas była zniewalana, mówiono jej, co ma robić. My proponujemy pomoc. Decyzja należy do ofiary.

Na problem handlu ludźmi mocno zwraca uwagę papież Franciszek. Jaka jest skala tej zbrodni?

Handel ludźmi jest dziś problemem globalnym. FBI nazwało go epidemią. Dotyka nie tylko krajów biednych, ale i bogatych, również Europy Środkowej. Różne organizacje co jakiś czas podają różne liczby. Ogólnie mówi się o kilkudziesięciu milionach sprzedawanych osób rocznie. Tymczasem w wielu krajach Afryki ci, którzy handlują ludźmi, to osoby majętne, wpływowe, będące w stanie skorumpować organy ścigania. Mieliśmy kilka spraw, kiedy „właściciel” człowieka został zwolniony za kaucją. Na przykład mężczyznę aresztowanego za przetrzymywanie grupy dzieci, bez prawa opieki nad nimi, wypuszczono za śmieszne pieniądze, 500 dolarów. Dla handlarza ludźmi to dzienny zarobek. Wychodzi na wolność i już go nie znajdziesz.

W RPA znalazłeś się w samym centrum procederu.

Byłem wtyczką policji w hotelu, który był domem publicznym pomiędzy Johannesburgiem a Pretorią. Prostytucja jest tam legalna, nielegalna jest prostytucja nieletnich. Oprócz mnie współpracował z policją jeden menedżer hotelu. Ja, jako biały, miałem być wabikiem, czekającym na działania ze strony sutenerów. W momencie gdy zaproponowano mi osobę nieletnią, włączałem pagera i wpadała policja. Raz mi się to przytrafiło. Wszystkich aresztowali. Był tam też inny menedżer, który handlował kobietami. Sprowadzał je z innych krajów, obiecywał pracę i one wpadały w tę pułapkę. Zaprosił mnie raz do swojego biura. Cały problem w tym, że nic mu nie mogłem zrobić, bo on wtedy działał legalnie, w myśl zasady, że co nie jest zabronione, jest dopuszczalne. A wtedy w RPA nie było przepisów regulujących problem handlu ludźmi. Dziś już są. Co ciekawe, ten facet miał w swym pokoju wielką ikonę Jezusa Chrystusa. Po co? Nie potrafię tego zrozumieć.

Bieda, nadzieja na dobrą pracę, łatwowierność. Nietrudno pozyskać ofiary...

Często spotykamy osoby, które zostały wywiezione, wykorzystane, potem wróciły z różnych powodów i cały czas nie wiedziały, że były ofiarami handlu ludźmi. Myślą, że po prostu nie miały szczęścia, coś im się nie udało.

Obecna fala migracji sprzyja temu procederowi.

Migracji nie da się zatrzymać. Sytuacja u nas w Kenii, czy w ogóle w krajach Afryki, jest taka, że mamy duży przyrost naturalny przy słabym wzroście ekonomicznym. To powoduje bezrobocie. Ludzie muszą gdzieś znaleźć pracę. Natomiast w krajach arabskich, gdzie wielu z nich się udaje, jest głód pracowników. Problem w tym, że ci, którzy tam wyjeżdżają, łatwo dają się wykorzystać. Mieliśmy grupę niepiśmiennych kobiet ze wsi, które w ogóle nie wiedziały, dokąd jadą. Powiedziano im, że do Libanu, a w paszportach miały wizy do Kataru. Innym kobietom obiecano, że będą kelnerkami, a kazano im zrobić przed wyjazdem zdjęcia w bikini. Oczywiście były przeznaczone do prostytucji.

Wasza organizacja HAART działa w Kenii, ale pomagacie ofiarom z różnych krajów.

Kenia – oprócz RPA, Nigerii i krajów północnej Afryki, jak Egipt, Libia czy Algieria – to centrum procederu. Wśród osób, którym pomogliśmy, są ludzie z Etiopii, Ugandy, Konga, Sudanu Południowego, Indii i Nepalu. Dotychczas pomogliśmy już ponad 300 osobom. Dla ponad 30 tysięcy przeprowadziliśmy szkolenia, na co mają zwracać uwagę, by nie zostać ofiarą. Mamy jedyne w Kenii schronisko wyłącznie dla ofiar handlu ludźmi. Otrzymują tam kompleksową pomoc i wsparcie.

Dlaczego starasz się o otwarcie filii Waszej organizacji w Polsce?

Chcemy założyć gałąź w Europie głównie w związku z pozyskiwaniem funduszy na rehabilitację naszych ofiar, ale chcemy też informować o problemie niewolnictwa. Przecież w zeszłym roku zapadł wyrok sądu w Krakowie, dotyczący rodziny, która sprowadziła Kenijkę do Polski i została skazana za handel ludźmi. A Polacy też coraz częściej jeżdżą do Kenii. I nie łudźmy się, że nie ma takich, którzy nie korzystają z usług prostytutek. Niech wiedzą, że to bardzo często ofiary handlarzy ludźmi. •

krzysztof.blazyca@gosc.pl Więcej o działaniach organizacji: haartkenya.org

Radosław Malinowski

prawnik, założyciel i dyrektor HAART, organizacji pomagającej ofiarom handlu ludźmi, wykładowca na uniwersytecie w Nairobi; doktorant KUL.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji