Nowy numer 42/2018 Archiwum

Jak naprawić krzywdy?

Od 1989 r. w parlamencie i rządzie pracowano nad 20 projektami reprywatyzacyjnymi, jednak żaden z nich nie stał się obowiązującym prawem. Polska jest jednym z nielicznych krajów Europy Wschodniej, który nie rozliczył zaboru prywatnej własności przez komunistów.

Nacjonalizacji prywatnych nieruchomości dokonano po 1944 r. na podstawie 13 dekretów i ustaw. Były dziełem reżimu narzuconego przez Moskwę, ale skutków grabieży nie naprawiono do dziś. Ostatnią propozycję rozwiązania tej kwestii przedstawił w październiku 2017 r. wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, ale rząd premiera Morawieckiego szybko się z tego wycofał. Co było w projekcie? Generalnie zakładał maksymalne ograniczenie liczby potencjalnych beneficjentów oraz rozmiary rekompensat. Miały one wynosić zaledwie 20 proc. wartości nieruchomości, oszacowanej na podstawie dziś obowiązujących cen. Pieniądze byłyby wypłacane w rocznych ratach. Jeśli osoba ubiegająca się o rekompensatę zdecydowałaby się na jej wypłatę w obligacjach, mogłaby dostać 25 proc. wartości utraconego mienia. Jednocześnie ustawa odrzucała możliwość zwrotu mienia w naturze. Projekt przewidywał, że wnioski o rekompensaty mogłyby składać tylko osoby z najbliższej rodziny, czyli syn, wnuk, prawnuk, rodzice oraz małżonkowie.

Sprawą wzbudzającą największe międzynarodowe reperkusje był zapis stanowiący, że reprywatyzacja zostanie ograniczona jedynie do osób będących obecnie obywatelami Polski. Takie rozwiązanie wykluczało z możliwości udziału w reprywatyzacji spadkobierców mienia pożydowskiego, w tym ofiar Holocaustu.

Kwestia tego mienia jest niewątpliwie ważnym aspektem reprywatyzacji, ale nie należy zapominać, że ustawa ma rekompensować krzywdy wszystkich polskich obywateli, których mienie znacjonalizowano, zarówno tych pochodzenia żydowskiego, jak i polskiego. Szacuje się, że mienie pożydowskie może stanowić ok. 20 proc. wartości wszystkich roszczeń reprywatyzacyjnych.

Senatorowie zabierają głos

Wykluczenie spadkobierców mienia pożydowskiego z projektu min. Jakiego wywołało reakcję 59 amerykańskich senatorów, którzy w liście do premiera Morawieckiego przypomnieli, że Polska jest ostatnim znaczącym krajem Europy, który nie przeprowadził ustaw reprywatyzacyjnych rekompensujących utratę własności w czasie II wojny światowej nielicznym jeszcze żyjącym Żydom, którzy przetrwali Zagładę, oraz ich potomkom. W ten sposób, podkreślili w liście senatorowie, Polska łamie zobowiązania podjęte wraz z 45 innymi krajami w deklaracji z Terezina z 2009 roku. Tyle że deklaracja mówi jedynie o konieczności rekompensaty za mienie ofiar Holocaustu, ale nie precyzuje, jak miałoby się to odbywać. Także senatorowie nie piszą, w jaki sposób powinna zostać zmodyfikowana polska ustawa, protestują jednak przeciwko ograniczeniu jej stosowania wyłącznie do osób posiadających obecnie polskie obywatelstwo.

Czy rzeczywiście taki zapis byłby łamaniem międzynarodowych standardów? Nie ma w tej kwestii jednolitych zasad. Podobne ograniczenia przyjęło w swoich ustawach reprywatyzacyjnych wiele byłych krajów komunistycznych, a Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu, który rozpatrywał protesty osób niezadowolonych z takich rozstrzygnięć, stwierdził, że nie naruszają one norm prawa międzynarodowego.

Można się również zastanowić, dlaczego amerykańscy senatorowie występują w tej sprawie, skoro obywatele USA, którzy utracili swój majątek w Polsce, zostali już dawno spłaceni. W lipcu 1960 r. rząd PRL podpisał ze Stanami Zjednoczonymi umowę indemnizacyjną i na tej podstawie wypłacono 40 mln dolarów rekompensaty dla obywateli USA, których mienie zostało w Polsce znacjonalizowane. Senatorom chodzi więc nie tyle o interesy własnych obywateli, ile o wywieranie politycznej presji na polskie władze w interesie społeczności żydowskiej.

Musimy przestrzegać równości

Mecenas Paweł Kuglarz, radca prawny i dyrektor szkoły prawa austriackiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, specjalizujący się w tematyce reprywatyzacyjnej, jest jednak przekonany, że ograniczenie praw niektórych kategorii obywateli polskich oraz ich spadkobierców w projekcie ustawy reprywatyzacyjnej jest rozwiązaniem wadliwym. – Szczególnie niebezpieczny – dowodzi – byłby zapis, który uzależnia prawo do uzyskania odszkodowania od tego, czy dany obywatel polski w momencie utraty swego mienia zamieszkiwał w Polsce, czy nie. Kryterium powinno być jednoznaczne: kto w momencie nacjonalizacji był obywatelem polskim, bez względu na to, gdzie wtedy się znajdował, przysługuje mu prawo do odszkodowania – przekonuje. W przeciwnym razie będziemy musieli się tłumaczyć przed potomkami polskich Żydów, których rodzice bądź dziadkowie w obawie przez Niemcami uciekali z kraju, i z tego powodu nie mają mieć prawa do rekompensaty. W ustawie powinien być więc zapis, że jeśli ktoś w momencie zaboru jego mienia posiadał polskie obywatelstwo, jemu oraz jego prawnym następcom i spadkobiercom powinno przysługiwać prawo do ubiegania się o odszkodowanie na tych samych warunkach co wszystkim pozostałym obywatelom Polski oraz ich spadkobiercom.

W systemie wielu zależności

To ważny argument, który powinien zostać wzięty pod uwagę w trakcie dalszych prac nad tą ustawą. Jej dalsze procedowanie przebiega pod nadzorem premiera Morawieckiego, który zdaje się rozumieć znaczenie rozwiązania tej kwestii nie tylko w kontekście ekonomicznym, ale także wszystkich wynikających z niej implikacji międzynarodowych. Awantura, jaka wybuchła w związku z fatalną ustawą o IPN, pokazała, jak wrażliwym ogniwem w tym systemie są relacje między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi. Nie ma więc wątpliwości, że także ustawa reprywatyzacyjna będzie częścią pakietu stanowiącego istotny punkt odniesienia przy naszych rozmowach z Ameryką również na inne tematy. Z tym problemem były konfrontowane wszystkie polskie rządy po 1989 r. oraz kolejni prezydenci. Tym bardziej jest to ważne, kiedy prezydentem jest Donald Trump, polityk, który wyróżnia się wśród przywódców Ameryki sympatiami proizraelskimi.

Możemy się spierać o różne detale przyszłej ustawy reprywatyzacyjnej, także o wysokość rekompensat. Jedno jednak powinno zostać w niej zapisane w sposób niebudzący żadnych wątpliwości, że wszyscy spadkobiercy mają takie same prawa, bez względu na obywatelstwo, jakie obecnie posiadają. Jeśli od tej zasady odejdziemy, naruszymy międzynarodowe standardy, a w konsekwencji staniemy wobec procesów, jakie wytoczone zostaną państwu polskiemu nie przed naszymi sądami, ale w Stanach Zjednoczonych. I trzeba się liczyć z tym, że takie ograniczenie zostanie tam ocenione jako przejaw dyskryminacji, a w konsekwencji Polska przegra te procesy. Z pozwami w Ameryce mogą występować nie tylko obywatele amerykańscy, ale np. obywatele Izraela. Były już zresztą takie przypadki i dotyczyły roszczeń obywateli Izraela wobec państwa niemieckiego. Skończyło się tak, że RFN z obawy przed ostateczną przegraną rozwiązała ten problem, podpisując z tymi osobami oraz organizacjami ugodę regulującą te zobowiązania.

– Oczywiście można podnieść argument, że Polska jest suwerennym krajem i nie może być pozywana – mówi mec. Kuglarz. – Z drugiej jednak strony niektórzy polscy politycy w kontekście odszkodowań wobec Niemiec twierdzą, że argument o suwerenności należy odrzucić. Trzeba więc przemyśleć dalekosiężne konsekwencje tego stanowiska – dodaje. Jeśli uznajemy, że zarzut prawny dotyczący suwerenności w przypadku Niemiec jest błędny, nie będziemy mogli go podnosić, jeśli Polska będzie pozwana w Ameryce. Jeśli będziemy chcieli go podnosić np. przed sądami amerykańskimi, nie możemy teraz twierdzić wobec Niemiec, że jest wadliwy.

Mienie bezdziedziczne

Zupełnie inaczej należy natomiast oceniać wysuwany przez organizacje żydowskie, przede wszystkim Światową Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego, postulat wypłacenia im odszkodowań za mienie, do którego nie ma spadkobierców, tzw. mienie bezdziedziczne. – Takie działanie z pewnością wykraczałoby poza standardy międzynarodowe – podkreśla mec. Kuglarz. Jak dodaje, zasada wypłaty odszkodowań stanowi, że roszczenia zawsze są indywidualne, a nie zbiorowe. Gdyby się zgodzić na wypłatę nie tylko roszczeń indywidualnych, narażamy się na wielki spór, komu i na jakich zasadach one przysługują. Nie ma żadnej międzynarodowej regulacji prawnej, która przesądzałaby o tym, że w sytuacji, kiedy nie ma spadkobierców, roszczenie przechodzi na jakąś organizację. Nie ma więc żadnych podstaw, aby się na to godzić.

Jedno jest pewne, Polska powinna przyjąć jakiś wariant ustawy reprywatyzacyjnej, zgodny ze standardami międzynarodowymi oraz akceptowany przez polską opinię publiczną i odpowiadający możliwościom skarbu państwa. Bezczynność jest złym rozwiązaniem, gdyż udawanie, że problemu reprywatyzacji nie ma, nie rozwiąże go. •

« 1 »
oceń artykuł
  • g
    17.05.2018 14:16
    Koszty społeczne zwrotu własności po tylu latach byłyby kolosalne. Poza tym faktyczni właściciele już nie żyją, więc Polska zwracałaby mienie nie tym, którym je odebrano. A więc byłaby to krzywda, a nie sprawiedliwość.
    doceń 2
  • Ppp
    19.05.2018 14:58
    Sprawa jest wynikiem II Wojny Światowej, która została wywołana przez dwa konkretne państwa, z których żadne nie było Polską. Zatem ustawa powinna wyglądać tak: Berlin jest na zachód, Moskwa na wschód, a my życzymy powodzenia i miłej zabawy. Pozdrawiam.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji