Nowy numer 25/2018 Archiwum

Pieśń o zakochanym Bogu

Tę biblijną księgę Żydzi odczytywali w czasie Paschy. Bóg jest zakochanym poetą, układa o każdym z nas… swoją Pieśń nad Pieśniami.

Hebrajskie Szir Haszirim można tłumaczyć dosłownie jako „Pieśń pieśni” czy „Pieśń najdoskonalsza”. Utrwalony polski tytuł brzmi pięknie: Pieśń nad Pieśniami (skrót: PnP). Rabbi Akiba (zm. 135 po Chr.) w chwili, gdy pojawiły się wątpliwości co do kanoniczności tej księgi, miał powiedzieć: „Wszystkie Pisma są święte, Pieśń nad Pieśniami jest jednak najświętsza”.

Pieśń pociągała mistyków i zakochanych. Nie wszyscy żydowscy, a potem także chrześcijańscy komentatorzy Biblii podzielali ten zachwyt. Część z nich obawiała się tej tajemniczej, poetyckiej księgi. Słowo Bóg pojawia się w niej tylko raz. Erotyka jest niebezpieczna. Każdy wers Pieśni emanuje zmysłową miłością nazwaną „płomieniem Pańskim” (8,6) – to jedyna wzmianka o Bogu. Dlaczego w Biblii tuż za wynurzeniami sceptycznego Koheleta znajdujemy poemat o Oblubieńcu i Oblubienicy, a mówiąc bardziej współcześnie, o chłopaku i dziewczynie oraz o ich gorącej miłości? Jak czytać tę księgę? Jak ją rozumieć? Co mówi ona o Bogu, człowieku, miłości?

Niebezpieczna księga

Pisząc o tej księdze, trzeba uważać na słowa. Święta Teresa z Avila dostała od spowiednika nakaz spalenia rozważań na temat PnP, które napisała. Rękopis spaliła posłusznie, tekst zachował się dzięki temu, że siostry wcześniej zrobiły odpisy. Wielka hiszpańska mistyczka wspomina epizod: „Słyszałam kiedyś naprawdę zachwycające kazanie pewnego zakonnika, a traktowało ono przede wszystkim o owych rozkoszach, które Oblubienica dzieliła z Bogiem. I powstał taki śmiech i tak źle przyjęto to, co mówił – a mówił o miłości – że byłam zdumiona”. Karmelitanka komentuje to wydarzenie: „Widzę jasno: tak mało ćwiczymy się w miłości Bożej, że nie wydaje się nam możliwe, by dusza w ten sposób obcowała z Bogiem”.

W historii pojawiały się „pobożne” głosy, by usunąć PnP z kanonu biblijnego. Ale nie brakowało, na szczęście, głosów przeciwnych. Przez całe wieki widziano w PnP samą tylko alegorię: oblubieńcem jest Bóg, Chrystus bądź Duch Święty, a oblubienicą – Izrael, Kościół, ludzkość lub pojedynczy człowiek wierzący. Obowiązywała lektura duchowa, która w każdym konkretnym, zmysłowym obrazie widziała symbol (np. dwie piersi to Stary i Nowy Testament). Trudno nie zgodzić się z opinią, że tak jednostronna lektura była podszyta lękiem przed cielesnością, przed erosem. Dziś wahadło poszło w drugą stronę. Dominującą opinią stało się przekonanie, że PnP trzeba czytać dosłownie, a więc tylko i wyłącznie jako pieśń o miłości między mężczyzną (Salomonem) i kobietą (Sulamitką). Wydaje się, że obie te interpretacje można, a nawet trzeba pogodzić.

Sedno PnP leży właśnie w szukaniu połączeniu erosa, czyli namiętnej, zmysłowej ludzkiej miłości, z miłością Boga do człowieka. Ten związek, ta zależność, jest najważniejszą tajemnicą księgi, zarówno przyczyną kłopotów z jej interpretacją, jak i źródłem jej mądrości. Biblię zawsze czytamy w kontekście i odnosimy ją do kontekstu współczesnego. Jak wielkim zubożeniem człowieka jest dziś erotyka odarta z sacrum, pozbawiona odniesienia do Boga-miłości, widać aż nadto dobrze w naszej panseksualnej kulturze. Czym staje się religijność pozbawiona związków z erosem, z cielesnością, z miłością? To równie ważne pytanie. Ale odpowiedź nie jest już tak oczywista.

1250 słów pachnących miłością

Pieśń na Pieśniami składa się z 1250 hebrajskich słów. To poemat opiewający miłość. Bohaterami są Oblubieniec i Oblubienica. Zakochani w sobie po uszy, więc on jest dla niej jak król, ona dla niego jak królowa. Rozmawiają, opisują swoje uczucia, przeżycia, nawołują się wzajemnie, zbliżają i oddalają. Cała ta miłosna gra powoduje u każdego zawrót głowy i przyspieszone bicie serca. Może dlatego trudno jasno przedstawić czy uporządkować „akcję” tej księgi, bo nie da się miłości uporządkować, zamknąć w schemat. Ona (miłość) właśnie taka jest: namiętna, rozedrgana, pulsująca, pełna szczęścia i niepokoju zarazem, momentów spełnienia i niespełnienia. Miłość w Pieśni jest opisana zmysłowym językiem, pełnym zapachów, barw, obrazów odwołujących się do wiosennej scenerii. „Oto minęła już zima, deszcz ustaje i przechodzi. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic i głos synogarlicy słychać w naszej krainie” (2,11-12). Wiosna to czas miłości, budzenia się życia, a zarazem czas żydowskiej Paschy, czas zaślubin Jezusa – Oblubieńca z Oblubienicą – Kościołem na krzyżu.

Nie ma w PnP pouczeń moralnych, nie ma wprost mowy o Bogu. Jest jedynie miłość. W tekście są nawiązania do konkretnych zwyczajów żydowskich, do tradycji weselnych. Ale ta stara księga (powstała 25 lub 30 wieków temu) jest wciąż młoda. Przemawia do ludzi niezależnie od kultury czy epoki. Bo odwołuje się do najgłębszego ludzkiego pragnienia: chcemy kochać i być kochani. Chcemy miłości. Wszyscy, niezależnie od wieku, stanu, epoki, szerokości geograficznej. Tak nas stworzył Bóg. Z miłości i do miłości.

Anna Świderkówna zwraca uwagę, że Rabbi Akiba nie mógłby tak wysoko cenić tej ksiegi, gdyby nie jej alegoryczna interpretacja, która musiała jej towarzyszyć od początku. „Styl obrazowy i świadomie niejasny każe czytelnikowi domyślać się tego, czego autor wprost nie chce mu powiedzieć, zaprasza zatem również do przenoszenia sensu i szukania we wszystkim znaczenia ukrytego”. Warstwa dosłowna i alegoryczna przenikają się, dopełniają, tłumacząc się wzajemnie.

Jan Paweł czyta PnP

Jan Paweł II, duszpasterz, który „pokochał ludzką miłość”, poświęcił PnP kilka środowych katechez stanowiących tzw. teologię ciała. Papież opowiada się za interpretacją, która łączy dosłowność z sensem alegorycznym. „Treść Pieśni nad Pieśniami jest zarazem seksualna i sakralna” – twierdzi. „Miłość ludzka, stworzona i pobłogosławiona przez Boga, może stanowić temat natchnionej Księgi biblijnej”.

Jan Paweł uznaje dialog zakochanych z PnP za poetyckie rozwinięcie dialogu Adama i Ewy w raju. Widzi w niej obraz miłości erotycznej, nieskażonej jeszcze grzechem, pożądaniem. To miłość, która jest natury duchowej i zmysłowej zarazem. To jakby poetycki komentarz do słów z Księgi Rodzaju: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu” (2,25). Jest to obraz erotyki idealnej, czystej. Papież rozwija pojęcie „mowy ciała”. „Kobiecość oblubienicy i męskość oblubieńca przemawia bez słów: »mowa ciała« jest mową bez słów”. Ciało mężczyzny i ciało kobiety opowiadają historię i swoją „mową ciała” budują więź miłości. W PnP ta „mowa ciała” jest wolna od fałszu, udawania, podstępu. To relacja oparta na wzajemnym obdarowaniu, a nie na przywłaszczaniu, zdobywaniu, dominacji czy wydzieraniu sobie czegoś. Tak to powinno działać. Taki jest zamysł Boga (to raj!). Że tak to nie działa w życiu? Owszem, ale powodem „zakłóceń” i naszych kłopotów z erosem jest grzech. Nie ciało jest winne, nie Bóg, ale serce opanowane przez egoizm, pychę i bezbożność.

Oblubieniec mówi do ukochanej: „Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem twych oczu... Jak piękna jest miłość twoja, siostro ma, oblubienico” (PnP 4,9-10). Jak rozumieć słowo „siostra” w tym kontekście? Miłość bratersko-siostrzana zakłada relację miłości, ale wolną od pragnienia erotycznego zjednoczenia. Papież powiada, że jako mężczyzna i kobieta pochodzący od Boga Stwórcy jesteśmy dla siebie bratem i siostrą w człowieczeństwie. Jak Adam i Ewa w raju, małżonkowie, a zarazem brat i siostra. Miłość erotyczna nie może zagubić szacunku dla „brata” czy „siostry” w człowieczeństwie. Oboje mają być dla siebie ikoną Boga. Eros jest siłą, która jest podatna na egoistyczne pożądanie. Jeśli oblubieniec mówi do ukochanej „siostro”, to znaczy, że kocha ją jako człowieka, osobę, dar. Nie chce jej przywłaszczać, ale przyjąć i obdarować. Nie jest zdominowany podnieceniem, kierują nim fascynacja, wzruszenie, czułość, szacunek, wdzięczność za piękno, przeżycie wartości człowieczeństwa – swej „siostry” i zarazem „oblubienicy”. Zbyt idealnie? Patrz zakończenie poprzedniego akapitu.

Oblubienica mówi: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego” (2,16). To formuła wzajemnego obdarowania, przynależności, przymierza. On jest „mój” nie w taki sposób, jak mój jest długopis, samochód czy dom. Słowa „mój” i „moja” w kontekście zakochanych oznaczają osobowe zawierzenie siebie. Warunkiem takiego zawierzenia jest wolność. Oblubieniec nazywa oblubienicę „ogrodem zamkniętym” oraz „źródłem zapieczętowanym” (4,12). Kobieta jest panią swej tajemnicy. Oblubieniec nie może wejść do tego ogrodu, wyważając drzwi. Może jedynie pukać, czekać i prosić: „Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko moja, gołąbko moja, ty moja nieskalana”.

„Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu..., bo jak śmierć potężna jest miłość..., żar jej to żar ognia, płomień Pański. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki” (8,6-7) – to szczyt miłosnego wyznania. Można to czytać w ten sposób: „Kocham cię tak, że tylko śmierć może to przekreślić”. Pieczęć oznacza definitywność przymierza, wzajemnego oddania, to miłość na zawsze, do końca. Taka miłość nazywa się małżeństwem.

Kresem miłości erotycznej jest śmierć (dlatego jest potężna jak śmierć). Ale eros otwiera się na miłość agape. Na miłość gotową na śmierć i dlatego silniejszą niż śmierć.

Jak to się ma wszystko do Boga?

To kluczowe pytanie. Analogia między miłością mężczyzny i kobiety a związkiem człowieka z Bogiem to złota nić przewijająca się przez całą Biblię: od Adama i Ewy, przez teksty proroków (zwłaszcza Ozeasza), przez nauczanie św. Pawła (Ef 5), aż po wizję godów Baranka w Apokalipsie. W tym kontekście trzeba czytać Pieśń nad Pieśniami jako poemat o Bogu Oblubieńcu, który kocha Izrael, kocha Kościół i kocha każdego z nas jak Oblubienicę.

Zauważmy, że mówiąc o miłości Boga do człowieka, na ogół myślimy od razu o miłości rodzicielskiej. Owszem, Bóg jest naszym ojcem. Ale w Jezusie objawił inny aspekt swojej miłości. Właśnie miłość oblubieńczą, w której nie ma już dziecięcej zależności, ale jest równość („Mój miły jest mój, a ja jestem jego”), równowaga między dawaniem i braniem. Bóg kocha nas nie tylko jako Ojciec, ale także jako namiętny kochanek, oblubieniec, mąż. Pragnie zjednoczenia, bliskości, komunii, a nie tylko posłuszeństwa. Chce położyć mnie jak pieczęć na swoim sercu.

Na krzyżu widzimy nagie ciało Boga-człowieka. Mowa tego ciała jest mową miłości, choć wyrażoną językiem bólu, nie rozkoszy. Widzimy Boga Oblubieńca, który umiłował nas do końca, oddaje się nam, aż po ostatnie „wykonało się”. Św. Augustyn nie zawahał się porównać krzyża do łoża małżeńskiego. „Chrystus Oblubieniec wyszedł ze swojej weselnej izby. Podszedł do małżeńskiego łoża Krzyża i położywszy się »skonsumował« swoje małżeństwo. A kiedy spostrzegł drżenie stworzenia, pełen miłości ofiarował siebie samego swojej oblubienicy i w ten sposób złączył się z nią na wieki”.

Miłość mężczyzny do kobiety jest obrazem miłości Boga do człowieka. Analogia działa w obie strony. Doświadczenie ludzkiej miłości przybliża nas do prawdy o Bogu. Kochając i będąc kochanym, odkrywamy, że tak kocha Bóg. Tyle że z przewyższeniem nieskończonym. Z drugiej strony ludzka miłość jest niedoskonała, nie daje spełnienia, bo tęsknimy za miłością nieskończoną. I to nas otwiera na Boga, skłania do poddania ludzkich miłości Bogu, który jest miłością.

Czy religijność pozbawiona namiętności, zredukowana do przepisów, może dawać życie? To jasne, że ponieważ jesteśmy grzeszni, czystość (inna w małżeństwie, inna w celibacie) będzie zawsze walką z prymitywnym pożądaniem, ale na tym nie wolno poprzestać. „Nie powinniśmy gasić serca i niszczyć namiętności, lecz ją nawrócić. Bo jeżeli jedynie uciszymy namiętność, będziemy tylko eunuchami, nie świętymi. Świętość to w istocie nawrócona namiętność. To serce »walczące« do końca” (Ermes Ronchi). Kto ma czyste serce, ten nie boi się namiętności. Ma odwagę mówić Bogu Oblubieńcowi: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust! Bo miłość twa przedniejsza od wina” (1,2). 

« 1 »
oceń artykuł
  • gut
    29.04.2018 12:15
    Na pewno jak się czyta takie Artykuły to Wielkanoc Kojarzy się jak Najjlepiej!!!!!!
    doceń 0
  • A
    29.04.2018 12:20
    Przepiękne!!!
    doceń 0
  • zasmucony
    29.04.2018 20:51
    > Bóg kocha nas nie tylko jako Ojciec, ale także jako namiętny kochanek, oblubieniec, mąż.

    To jest naprawdę niedorzeczność. Miłość Boga odnosi się do całego Kościoła, tej Obliczeniowcy bez skazy.

    > Chce położyć mnie jak pieczęć na swoim sercu.

    To jest po prostu przerost pychy, insynuacja, a poza tym zupełne niezrozumienie Pieśni nad Pieśniami. PnP nie dotyczy ks. Jaklewicza, Franciszka, czy innego takiego. PnP dotyczy miłości oblubieńczej do Kościoła. Pan nasz Jezus Chrystus to nie bożek zeus, który w postaci łabędzia uwodzi kobiety.

    O tempora, o mores!
    doceń 2
  • Z
    29.04.2018 22:00
    > Kto ma czyste serce, ten nie boi się namiętności.

    To zupełne pomieszanie. Namiętność, jest tylko do przyjęcia w małżeństwie, i to tylko przy akcie prokreacji. Inaczej jest to pożądliwość i o czystości serca mowy być nie może.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji