GN 31/2020 Archiwum

Słowaków chwila prawdy

Masowe protesty obaliły rząd premiera Roberta Ficy, ale nie zakończyło to kryzysu. Część społeczeństwa domaga się przedterminowych wyborów, uznając, że w obecnym kryzysie Słowacja musi się wymyślić na nowo.

Śmierć dziennikarza śledczego Jána Kuciaka oraz jego narzeczonej Martiny Kušnírovej obdarła Słowaków z iluzji, że żyją w kraju demokratycznym, praworządnym i sprawnie rządzonym. Wystarczyło kilkanaście dni, aby Słowacja stała się chorym człowiekiem Europy, którego przyszłość jest bardziej niepewna aniżeli kiedykolwiek po 1989 r. Wielkie społeczne protesty przerwały karierę polityczną Roberta Ficy, który od 2006 r. był najważniejszym graczem na słowackiej scenie politycznej, a jego partia Smer (Kierunek) współtworzyła trzy kolejne rządy (w latach 2006, 2012, 2016). Miesiąc temu jeszcze nic nie zapowiadało jego upadku. O tym, że Smer jest eksponentem postkomunistycznych oligarchów, którzy po 1989 r. rozkradli narodowy majątek, a swoje interesy zabezpieczali, wspierając różne siły polityczne na Słowacji, nie było tam tajemnicą dla nikogo, kto interesował się polityką. Przed dwoma laty ukazała się znakomita analiza tych powiązań, opisana w książce dziennikarza śledczego Marka Vagoviča pt. „Własną głową. Jak Fico sprzedał kraj oligarchom”. Wywołała ona spore dyskusje, ale nikt na ulice nie wychodził, a do jej autora nie strzelano. Nie fakty ujawnione w tekście Jána Kuciaka wywołały gigantyczny kryzys, ale brutalny mord, który nikogo nie mógł pozostawić obojętnym.

Co odkrył Kuciak?

Pomimo intensywnego śledztwa nie udało się dotąd znaleźć żadnego istotnego faktu, który mógłby spowodować przełom w śledztwie i przyczynić się do złapania sprawców tej okrutnej zbrodni. Naturalne jest pytanie, czy Kuciak posiadał jakąś wyjątkową wiedzę o powiązaniach słowackich polityków z włoską mafią i dlatego został zabity. Taką hipotezę postawiła słowacka prokuratura, ale nie potrafiła tego udowodnić. Tekst Kuciaka opublikowany po jego śmierci na portalu Aktuality.sk jest przykładem sprawnego dziennikarstwa śledczego, bazującego na informacjach jawnych, uzyskanych z rejestrów spółek handlowych bądź materiałów śledztw prowadzonych wcześniej. Nie ma w nim żadnych twardych dowodów, lecz jedynie hipotezy i domniemania wskazujące, że ludzie z mafii mieli dostęp do otoczenia premiera Ficy. Gdyby Kuciak nie zginął, tekst nie zrobiłby zapewne większego wrażenia.

Ludzie mafii

Kuciak opisuje przede wszystkim niezwykłą karierę powiązanego z mafią kalabryjską biznesmena Antonia Vadala, który w 2003 r. stanął przed sądem w Reggio di Calabria, oskarżony o pomoc w ukrywaniu jednego z bossów mafii. Po roku został zwolniony z aresztu i przeniósł się do wschodniej Słowacji, gdzie wkrótce zbudował imperium biznesowe. Vadala ma fizjonomię, jakby przed chwilą zszedł z planu serialu o mafii. Zachowywał się ponoć podobnie, ale w biznesie był skuteczny. Przez podstawione firmy nabył we wschodniej Słowacji setki hektarów ziemi, leżącej tam odłogiem, gdy po 1989 r. upadł system kołchozowej gospodarki. Prawdopodobnie inwestował pieniądze mafii pochodzące z handlu narkotykami. To jednak nie uprawa ziemi była źródłem dochodów, ale unijne dotacje, które pozwalają przetransferować do kieszeni właścicieli ziemi miliony euro. W 2017 r. z tytułu dopłat dla rolników wypłacono z unijnego budżetu dla Słowacji 461 mln euro. Firmy Vadala miały z dotacji uzyskać ok. 8 mln euro. Do tego dochodziły jeszcze bardziej opłacalne inwestycje w biopaliwa. W ubiegłym roku Słowacja otrzymała na różne projekty związane z energią ze źródeł odnawialnych 392 mln euro. Zyski firm związanych z Vadalą w latach 2012–2017 na tym obszarze szacowane są na ok. 8,3 mln euro. Ten biznes nie dawał mafiosom z Kalabrii czołowego miejsca w słowackim świecie przestępczym, ale z pewnością wystarczało na „skromne” życie zarówno dla nich, jak i wspierających ich słowackich polityków.

Piękna i bestia

Kuciak w swym tekście, oprócz kilku postaci mniejszego kalibru związanych z partią Smer, wymienia dwa ważne nazwiska z otoczenia premiera Ficy. Pierwszą wspomnianą postacią jest poseł Viliam Jasaň, do 1989 r. działacz komunistyczny, później biznesmen, m.in. w branży firm ochroniarskich, i ważny polityk partii Smer. Jasaň cieszył się dużym zaufaniem premiera Ficy, dlatego był członkiem parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych, a później zasiadał w parlamentarnym komitecie ds. bezpieczeństwa i obrony. Wielokrotnie był sprawdzany przez słowackie służby specjalne i miał dostęp do informacji tajnych.

Łącznikiem między Jasaňem a Vadalem, według Kuciaka, była piękna Mária Trošková, która w 2011 r. założyła z Włochem firmę Gia Management. W 2007 r. Trošková znalazła się w finale Miss Universe. Później pozowała dla erotycznych magazynów, a w końcu wybrała karierę polityczną. Najpierw znalazła się w otoczeniu Jasaňa, aby w 2014 r. zostać asystentką premiera Ficy. Brała udział w jego podróżach po kraju oraz w wielu międzynarodowych spotkaniach, m.in. z kanclerz Merkel czy Donaldem Tuskiem. Po śmierci Kuciaka została odwołana z funkcji państwowych.

13 marca Vadala został zatrzymany w swej posiadłości w Michalovcach we wschodniej Słowacji na podstawie europejskiego nakazu aresztowania, wydanego przez sąd w Wenecji. Problemy może mieć także Trošková, gdyż media opisują, jak pieniądze z unijnych dopłat krążyły przez jej firmy. Jednak słowaccy analitycy, z którymi rozmawiałem, mieli wątpliwości, czy Vadala mógł zlecić zabójstwo Kuciaka. Został aresztowany z innego powodu. Na publikację Kuciaka niewielu by zwróciło uwagę, dopiero śmierć dziennikarza zburzyła system, umożliwiający mafii czerpanie ogromnych zysków na Słowacji. Zresztą okazało się, że słowackie służby specjalne od dawna alarmowały polityków o nadzwyczajnej aktywności włoskiej mafii we wschodniej Słowacji; problem w tym, że nikt wcześniej na to nie reagował.

Kto zyska, kto straci?

Protesty na ulicach nie zostały zainicjowane przez żadną z partii opozycyjnych, ale przez miejskich aktywistów, którzy sami są zaskoczeni skalą obywatelskiego wsparcia. Kiedy zaczynali protesty, chodziło im jedynie o to, aby śmierć Kuciaka i jego narzeczonej nie została zapomniana, a winni ponieśli karę. Teraz muszą się zmierzyć z pytaniem, w jakim kierunku ma dalej podążać Słowacja.

Widząc skalę protestów, premier Fico zdecydował się na dymisję, ale pod warunkiem, że władzę będzie nadal sprawować koalicja wyłoniona w wyborach w 2016 r. składająca się ze Smeru, liberalnej partii mniejszości węgierskiej Most-Hid oraz umiarkowanych nacjonalistów ze Słowackiej Partii Narodowej. W nowej konfiguracji Fico, jako przewodniczący Smeru, faktycznie zachowuje władzę, choć rządzić będzie z tylnego siedzenia. Na to nie ma zgody w społeczeństwie i dlatego w ostatni piątek znów w całym kraju dziesiątki tysięcy Słowaków wyszły na ulice, domagając się przedterminowych wyborów.

Ważnym graczem w tej sytuacji jest prezydent Andrej Kiska, cieszący się sporym zaufaniem społecznym. Problem w tym, że Kiska, który w 2014 r. nieoczekiwanie pokonał Ficę, nie ma zaplecza politycznego i nie wiadomo, czy będzie ubiegał się o drugą kadencję. Także opozycja nie pali się do przedterminowych wyborów, gdyż nic nie wskazuje na to, aby mogła w nich odnieść spektakularny sukces. Smer, choć ostatnio stracił wiele, nawet po przedterminowych wyborach zachowałby ważną pozycję w kraju. Bez posłów Smeru parlament słowacki nie zdoła przyjąć uchwały o samorozwiązaniu. Prawdopodobnie więc Słowacją będzie rządził gabinet następcy Ficy, premiera Petera Pellegriniego.

Kto więc zyska na kryzysie? Być może skrajnie nacjonalistyczna Partia Ludowa Nasza Słowacja Mariana Kotleby, wprost odwołująca się do tradycji Słowackiej Partii Ludowej ks. Jozefa Tisy, wiernego sojusznika III Rzeszy. W 2016 r. Nasza Słowacja zdobyła ponad 8 proc. głosów, ale teraz mogłaby liczyć nawet na wynik dwucyfrowy. Być może odbuduje swoje pozycje słowacka chadecja KDH, którą ze sceny politycznej, podobnie jak drugą partię chadecką SDKU-SD, zmiótł w 2012 r. skandal korupcyjny na szczytach władzy, tzw. afera Gorila. Do dzisiaj nie wyjaśniono, kto był winien, choć tysiące ludzi protestowały wtedy na ulicach słowackich miast. Wielu obawia się, że z wyjaśnieniem zabójstwa Kuciaka i Kušnírovej może być podobnie.

Nie ulega wątpliwości, że kryzys na Słowacji nie dotyka tylko tego kraju, ale obciąża cały region, a właśnie zaczynają się w Brukseli rozmowy o przyszłym unijnym budżecie. Rewizji może ulec cały system dotacji dla rolnictwa, który jest źródłem patologii nie tylko na Słowacji. Dla zwolenników Unii dwóch prędkości wydarzenia na Słowacji są najlepszym argumentem za tym, aby nie oglądać się na członków, którzy dołączyli do wspólnoty europejskiej po upadku komunizmu, ale budować przyszłość wokół twardego, zachodniego jądra. Kryzys polityczny w Bratysławie osłabia pozycję całej Europy Środkowej, a więc regionu, który miał być naszym ważnym partnerem w grze o stworzenie unijnej przeciwwagi dla tandemu Berlin–Paryż. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się