Nowy numer 25/2018 Archiwum

Humor włoski

Wyborcy Ruchu Pięciu Gwiazd już 2 dni po wyborach ustawili się w kolejkach do urzędów, by złożyć wnioski o obiecane w kampanii wyborczej wynagrodzenie podstawowe. Tak bardzo uwierzyli w obietnice zwycięskiej partii, że nie przeszkadza im to, iż nie wiadomo, kto utworzy nowy rząd.

W kręgach polityków i przyjaciół Ruchu Pięciu Gwiazd krąży dowcip: – Słyszałeś? Podobno była niemiecka kanclerz, były francuski prezydent i były szef Komisji Europejskiej zostali komikami. – A ktoś się w ogóle śmieje z ich dowcipów? – Tak, byli dziennikarze.

Komik by się uśmiał

To dość czytelna ironia wymierzona we wszystkich w Europie, w tym autora tego tekstu, którzy jeszcze 3–4 lata temu nie doceniali do końca siły rozpędu nowej fali lewicowego populizmu we Włoszech, kwitując jego rosnącą popularność lekceważącym komentarzem: przecież to tylko ruch założony przez komika. Rzeczywiście, Beppe Grillo ma powody do satysfakcji. Znany w całej Italii kabareciarz, a później wzięty aktor i z czasem działacz społeczny oraz bloger, być może sam jest poruszony skalą zwycięstwa. Oto bowiem założony przez niego ruch zdobył 32 proc. głosów w wyborach parlamentarnych, najwięcej z samodzielnie startujących ugrupowań.

Wynik 37 proc., jaki uzyskała szeroka koalicja centroprawicowa, to jednak efekt wspólnego startu dość odległych od siebie partii, więc nie można wyniku tego wyborczego sojuszu porównywać z realnym sukcesem Ruchu Pięciu Gwiazd. W szerokiej koalicji wyborczej znajdowały się zarówno Forza Italia Silvio Berlusconiego, jak i Liga Północna, równie antysystemowa jak Ruch Pięciu Gwiazd. I to właśnie Liga Północna, a nie partia Berlusconiego, zdobyła w tej koalicji największe poparcie, i to ona jest obecnie kuszona propozycją wejścia w rządową koalicję ze zwycięskim ruchem komika Grillo, a właściwie już Luigiego Di Maio, który jest faktycznym liderem ugrupowania i naturalnym kandydatem na premiera.

Ruch należy do Gwiazd

Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że kiedy oddajemy ten numer „Gościa” do druku, nie jest jasne, czy na pewno powstanie nowy rząd i czy nie będzie trzeba rozpisać kolejnych wyborów, żeby pokonać powyborczego pata. Część prasy postanowiła obrócić to nawet w żart. Gazeta „Libero” na przykład zamieściła artykuł pod znamiennym tytułem: „Jak dobrze jest bez rządu”. A w tekście m.in. takie zdanie: „Staje się już regułą w Europie, że tam, gdzie nie ma rządu, tam gospodarka rośnie. Wystarczy popatrzeć na Niemcy, Holandię i Hiszpanię”. Większość Włochów jednak nie uważa, że są powody do zadowolenia.

Z powyborczego sondażu przytaczanego przez dziennik „Corriere della Sera” wynika, że aż 60 proc. mieszkańców Italii wyraża zaniepokojenie przyszłością kraju, a ponad połowa spodziewa się wkrótce kolejnych wyborów z powodu braku wyraźnej większości w parlamencie. Chaos potęgowały doniesienia o rozłamie w rządzącej dotychczas centrolewicowej Partii Demokratycznej – potencjalni secesjoniści zgłaszali gotowość poparcia rządu Ruchu Pięciu Gwiazd (do czego zachęcał Luigi Di Maio). Nic dziwnego, że takie nastroje w mainstreamowej do niedawna partii panują w sytuacji, gdy poniosła ona największą porażkę od 1948 roku (zdobywając mniej niż 20 proc. głosów). Ale Ruch Pięciu Gwiazd z największą nadzieją spogląda na wspomnianą Ligę Północną. Choć oba ugrupowania zaliczane są przez polityczny establishment do tzw. skrajnych populistów (tyle że po dwóch stronach – lewicy i prawicy), łączy je sprzeciw wobec tzw. systemu. Pojawiły się nawet głosy, że Beppe Grillo rozważa możliwość porozumienia z Ligą Północną po to, by razem z nią uchwalić nową ordynację wyborczą i rozpisać nowe wybory (tak podaje „Corriere della Sera”).

Pomysł na taki scenariusz wyjścia z powyborczego impasu popierają Włosi – sondaż Instytutu Ipsos wykazał, że co trzeci wyborca opowiada się teraz za powstaniem rządu koalicyjnego lewicowego Ruchu Pięciu Gwiazd z prawicową Ligą Północną. Na drugim miejscu znalazł się pomysł koalicji między Ruchem Pięciu Gwiazd a Partią Demokratyczną. I zupełnie na końcu – projekt utworzenia rządu przez zwycięski blok centroprawicy, czyli Forza Italia Berlusconiego, Ligi Północnej i ugrupowania Bracia Włoch z poparciem Partii Demokratycznej. Rozkład poparcia dla poszczególnych kombinacji pokazuje jasno, że w każdym z dwóch najpopularniejszych rozwiązań rola Ruchu Pięciu Gwiazd będzie decydująca. A to prawdziwy przewrót kopernikański we włoskiej polityce.

Marchewek brak

Najkomiczniejsze w całej tej historii jest to, że spora część wyborców Ruchu Pięciu Gwiazd... już zaczęła rozliczać swoich faworytów z wyborczych obietnic. Najbardziej chwytliwą obietnicą, na którą dali się złowić zwłaszcza wyborcy południowych regionów (głównie Apulii, Kampanii, Kalabrii i Sycylii, gdzie w poszczególnych obwodach poparcie dla RPG sięgało nawet 60 proc.!), była zapowiedź wprowadzenia tzw. dochodu podstawowego w wysokości 780 euro (górna granica) dla najuboższych i bezrobotnych. Do takiego „dochodu” miałyby być uprawnione osoby w wieku od 18 do 25 lat, absolwenci szkół zawodowych i liceów oraz ci, którzy przeszli szkolenie, by zdobyć jakiś zawód. Prawo do wypłaty świadczeń traciłoby się po odrzuceniu trzech ofert zatrudnienia otrzymanych w urzędzie pracy. Do tego trzeba by jeszcze udowodnić… że szuka się pracy przez kilka godzin dziennie.

Pomijając dyskusję nad tym, czy takie świadczenie jest możliwe w kraju, który coraz częściej nazywany jest „chorym człowiekiem Europy”, jeśli chodzi o poziom bezrobocia (wyższy niż w Hiszpanii czy Portugalii, a zbliżony do Grecji), i z którego młodzi ludzie masowo emigrują, zupełnie groteskowo prezentuje się sytuacja, gdy powyborczy pat uniemożliwia stworzenie rządu, a do urzędów ustawiają się długie kolejki wyborców, którzy chcą składać wnioski o przyznanie „dochodu podstawowego”. Inni wręcz spodziewają się, że wypłaty nastąpią niemal od ręki. Myślenie włoskie okazuje się bardzo konkretne: obiecali, to niech dadzą.

Jak podają włoskie media, największe zainteresowanie wypłatami zgłaszają urzędy na południu Italii – m.in. w Bari i innych rejonach w Apulii, a także w Neapolu i w Palermo. „Il Messaggero” podał, że do dwóch urzędów w Giovinazzo w Apulii tylko jednego dnia zgłosiło się 50 osób. Przy okazji kwitnie też czarny rynek związany z obietnicą wyborczą, której na razie nie ma kto zrealizować. Okazuje się bowiem, że krążą już nawet… fałszywe formularze wniosków o przyznanie „dochodu podstawowego”. Wyprodukowane na południu kraju, dotarły na północ, do Turynu. Żeby kabaret – który stał się rzeczywistością – był kompletny, warto dodać, że niektóre urzędy, chcąc uwolnić się od oblegających interesantów, wywiesiły kartki z informacją: wniosków o przyznanie dochodu podstawowego nie przyjmujemy… Cóż, efekt może być taki, jak w znanym dowcipie o zajączku, który pytał codziennie w kiosku o marchewkę, aż w końcu sprzedawca powiesił kartkę „Marchewek brak”. Na co zajączek: a więc jednak były... Problem w tym, że jak Włosi zobaczą kartki na urzędach z podobnym ogłoszeniem i powiedzą sobie, że widocznie wcześniej przyjmowali, to ten kabaret może nie skończyć się tylko na śmiechu.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji