Nowy numer 33/2018 Archiwum

Napięty finisz kampanii

Strzelanina w mieście Macerata podgrzeje i tak już silne antyimigranckie nastroje przed marcowymi wyborami parlamentarnymi we Włoszech.

W mieście Macerata w środkowych Włoszech postrzelono sześciu imigrantów z Mali, Nigerii i Ghany. Sprawcą okazał się 28-letni Włoch Luca Traini. Po zatrzymaniu przez policję przyznał się, że świadomie obrał za cel przybyszów z Afryki, miał to być odwet za zamordowanie w tej samej miejscowości 18-letniej Pameli Mastropietro. O dokonanie zbrodni oskarżony jest 29-letni Nigeryjczyk. Traini bezskutecznie startował w ostatnich wyborach lokalnych z list Ligi Północnej – ugrupowania, które z antyimigranckiej retoryki uczyniło główny temat kampanii w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Wszystkie główne partie skupiają się zresztą na tej kwestii i licytują się na najbardziej radykalne rozwiązania. Niecały miesiąc przed głosowaniem w sondażach prowadzi prawicowa koalicja: Forza Italia, Liga Północna oraz Bracia Włosi; za nią są populiści z Ruchu Pięciu Gwiazd. Rządząca centrolewica prawdopodobnie poniesie dotkliwą porażkę.

Niepokojące statystyki

Radykalizacji nastrojów sprzyja kumulacja złych wiadomości związanych z kryzysem imigracyjnym na Półwyspie Apenińskim. Wydawało się, że problem będzie stopniowo wygasał. W 2016 r. przez Morze Śródziemne dotarło do Włoch 181 tys. imigrantów. W 2017 r. znacznie mniej – 119 tys. Lecz w styczniu 2018 r. liczba przybyszów ponownie wzrosła w stosunku do zeszłego roku. Może to mieć związek z kolejnym pogorszeniem sytuacji w Libii. Po krwawym zamachu terrorystycznym w styczniu w Bengazi rządzący tam marszałek Khalifa Haftar zapowiada krwawy odwet. Oddala się perspektywa pojednania ze wspieranym przez społeczność międzynarodową rządem w Trypolisie.

Niedawno do mediów wyciekło opublikowane przez Interpol ostrzeżenie dla policji w europejskich krajach. Przez Morze Śródziemne przedostało się w ostatnich miesiącach do Włoch 50 terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego, planujących zamachy na Starym Kontynencie. Podobny szlak przebył m.in. Tunezyjczyk Anis Amri, sprawca zamachu w grudniu 2016 r. na świątecznym jarmarku w Berlinie.

Niepokojące statystyki w połączeniu z dokonywanymi co jakiś czas głośnymi przestępstwami z udziałem imigrantów (jak styczniowe morderstwo w Maceracie, czy atak na Polaków na plaży w Rimini) przeczą zapewnieniom włoskiego rządu, jakoby sytuacja powoli się stabilizowała, i stanowią wodę na młyn dla opozycji.

Liga nie tylko północna

Ugrupowaniem, które najbardziej zyskało na kryzysie imigracyjnym, jest Liga Północna. To partia obecna na włoskiej scenie politycznej prawie 30 lat. Wchodziła w skład rządzącej koalicji w pierwszym gabinecie Silvio Berlusconiego, ostatnio przeszła jednak radykalną zmianę programową. Wcześniej jej głównym postulatem była decentralizacja kraju i zwiększenie niezależności najbogatszych, północnych prowincji Włoch, zdaniem polityków LP okradanych przez „leniwe Południe”.

W 2013 r. kierownictwo partii objął Matteo Salvini, który nadał jej bardziej populistyczne, ale i ogólnonarodowe oblicze. Powstrzymanie zalewu Italii przez nielegalnych imigrantów (obecnie jest ich w kraju około 450 tys.) stało się głównym postulatem Ligi Północnej. Salvini zdobywa wyborców we wszystkich częściach Włoch, a w ostatnich miesiącach przestał nawet używać przymiotnika „Północna” dla swojej formacji.

Retoryka przewodniczącego i innych polityków LP budzi jednak sporo kontrowersji. Po strzelaninie w Maceracie przewodniczący senatu Pietro Grasso oskarżył Saliviniego o „wykorzystywanie tragedii do celów wyborczych i nakręcanie spirali nienawiści”. Ten odżegnywał się od aktów przemocy, ale zarazem podkreślał, że ich przyczyną jest inwazja imigrantów. Po zamordowaniu 18-letniej Włoszki obiecał deportowanie 150 tys. nielegalnych przybyszów w ciągu pierwszego roku pełnienia funkcji premiera. Inni czołowi działacze Ligi nie odstają w retorycznych szarżach. Attilio Fontana w kontrowersyjnym wywiadzie powiązał temat imigracji z kwestią rasową: „Musimy zdecydować, czy nasza grupa etniczna, nasza biała rasa chce wciąż istnieć, czy zostać wymazana. To nasz wybór”. Mimo krytyki ze strony umiarkowanych partii, a także organizacji religijnych, Fontana nie wycofał się ze swych twierdzeń.

Liga Północna będzie walczyć o zwycięstwo z Ruchem Pięciu Gwiazd. Założone w 2009 r. populistyczne ugrupowanie ma sondażach aż 28 proc. poparcia. Jego założyciel i wieloletni lider Beppe Grillo dostrzega realną szansę na zdobycie władzy. W związku z tym, będąc świadomym swojej kontrowersyjności, wycofał się na drugi plan i oddał stery partii w ręce 31-letniego Luigiego di Maio. Młody lider nieco łagodzi wizerunek partii protestu. Wycofał się z postulatów zorganizowania referendum w sprawie wyjścia z UE oraz dopuścił wcześniej kategorycznie wykluczaną możliwość zawierania koalicji w razie zwycięstwa w wyborach. Odwiedził nawet USA, aby przekonywać tamtejsze kręgi finansowe i polityczne o umiarkowanym charakterze Ruchu. Nie zmieniło się natomiast twarde stanowisko wobec imigrantów. Co prawda di Maio, w przeciwieństwie do Beppe Grilla, unika mówienia, że „imigranci przynoszą choroby”, ale podkreśla konieczność zdecydowanego zatrzymania ich napływu (i to nie tylko spoza UE; di Maio obrażał na Facebooku m.in. Rumunów), ostro krytykuje też Unię Europejską za „pozostawienie Włochów samym sobie” w kryzysie.

Nowa stara twarz

Kryzys imigracyjny i odwrócenie się wyborców od centrolewicy pozwoliły jeszcze raz wrócić do gry Silvio Berlusconiemu. W 2012 r. wydawało się, że definitywnie upłynął czas kontrowersyjnego polityka i magnata medialnego. Został skazany za przestępstwa podatkowe na 4 lata więzienia i zakaz sprawowania funkcji publicznych. Jednakże 81-letni „Boski Silvio” kolejny raz wydobył się z opresji. Wywalczył zamianę więzienia na wolontariat w domu pomocy społecznej w Mediolanie (gdzie podbił serca pensjonariuszy śpiewem), a w strasburskim trybunale zabiega o zniesienie restrykcji na obejmowanie urzędów. Lata mijają, ale nawet nieznoszący Berlusconiego zachodni dziennikarze zauważają, iż nie stracił politycznych talentów. Jego Forza Italia idzie do wyborów wraz z prawicowymi ugrupowaniami (sondaże dają koalicji łącznie około 35 proc. głosów). Zgodnie z trendami panującymi w kampanii były trzykrotny premier również zapowiada masowe deportacje imigrantów, straszy falą przestępczości i pomstuje na bierność Unii Europejskiej.

W tym partyjnym trio Forza Italia to najbardziej umiarkowane i przewidywalne ugrupowanie. Berlusconi obiecuje więc radykalne zmiany, ale w tym samym czasie puszcza oko do wyborców szukających stabilności na scenie politycznej i przedstawia się jako obrońca przed populistami z Ruchu Pięciu Gwiazd. W kuluarowych rozmowach politycy Forza Italia nie wykluczają nawet „wielkiej koalicji” z centrolewicą. Taktyka przynosi rezultaty, na przykład zwycięstwo w listopadzie 2017 r. w wyborach regionalnych na Sycylii. W obliczu niskich notowań gabinetu premiera Gentiloniego Silvio Berlusconi paradoksalnie staje się najlepszym wyjściem również w Brukseli.

Pod prąd oczekiwaniom

Centrolewica ma niewielkie szanse na zwycięstwo, obecnie w sondażach notuje 22 proc. poparcia. Choć za jej rządów sytuacja gospodarcza uległa poprawie, główną przyczyną prawdopodobnej porażki będzie oczywiście problem uchodźców. W dodatku w tej kwestii Partia Demokratyczna przyjęła taktykę sprzeczną ze społecznymi oczekiwaniami. Choć spore zasługi w zwalczaniu nielegalnej imigracji ma energiczny minister spraw wewnętrznych Marco Minniti, w kampanii bardziej eksponowani są tacy przedstawiciele centrolewicy jak Sandro Gozi, minister ds. europejskich. Postuluje on udział Włoch w pogłębieniu integracji europejskiej oraz „okazanie odwagi i śmiałości jak Emmanuel Macron”.

W kraju, gdzie według badań Benenson Strategy Group w grupie do lat 45 aż 51 proc. ankietowanych jest za wyjściem z UE i panuje powszechny gniew na bezradność Brukseli wobec napływu imigrantów, płytki euroentuzjazm wydaje się samobójczą strategią. Zwłaszcza powoływanie się na Macrona, który w szczycie kryzysu zajmował się głównie uszczelnieniem francusko-włoskiej granicy i na własną rękę, z pominięciem Rzymu, próbował rozwiązać konflikt w Libii. Zachodni politycy w przededniu wyborów mocno wspierają premiera Gentiloniego (było to widać zwłaszcza na Forum Ekonomicznym w Davos), ale Włosi odbierają to zbliżenie jako spóźnione i nieszczere.

Niezależnie od tego, kto wygra wybory, zwycięskie ugrupowanie czeka wielkie wyzwanie skutecznego powstrzymania napływu imigrantów, a także uspokojenie społecznych nastrojów, które podczas kampanii uległy radykalizacji.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji