Nowy numer 21/2018 Archiwum

Mentalność zabójcy

Skazano go za kilka zabójstw. Na sumieniu ma najprawdopodobniej kilkadziesiąt osób. Wśród ludzi uznających eutanazję za coś normalnego był bezkarny przez 35 lat.

Ivo Poppe pozbawił życia własną matkę. Zabijanie dawało mu poczucie władzy nad życiem i śmiercią. Zbrodnie wyszły na jaw tylko dlatego, że po latach przyznał się do nich psychiatrze. Zdaniem Marca Cosynsa, lekarza, który przeprowadził pierwszą w Belgii eutanazję, Poppe nie zrobił niczego złego. Dlaczego? Bo, jak tłumaczył w sądzie Cosyns, w kraju i tak co roku uśmierca się tysiąc chorych, którzy o to nie prosili. Jego zeznania przerażają bardziej niż to, co robił Poppe. Są też zaskakujące, bo promotor zabijania chorych powiedział głośno to, o czym od dawna donosili obrońcy życia. Pozbawianie życia chorego bez jego zgody zdarza się często, choć belgijskie prawo jest tak liberalne, że zgodnie z nim możliwe byłoby nawet zabicie zdrowego fizycznie dziecka.

Zabijałem, ale rzadziej

61-letni Poppe ma żonę i troje dzieci. Od 2002 r. jest diakonem stałym. W latach 80. i 90. pracował jako pielęgniarz w szpitalu w Menen. Pierwszą osobą, którą zabił, był jego wuj, Maurice Vanhaverbeke. We wrześniu 1978 r. Poppe udusił 79-letniego mężczyznę poduszką. Sprawa nie wyszła na jaw. Później zabijał zarówno swoich bliskich, jak i pacjentów szpitala, w którym pracował. Działał w sposób trudny do wykrycia – na ogół wstrzykiwał do żył ofiar powietrze albo insulinę. W ten sposób zabił w 1986 r. swojego drugiego wuja, Leo Vanhaverbekego. W 2004 r. zamordował 80-letniego ojczyma Gerarda Vercaemera. Ostatnią ofiarą Poppego była jego matka. 90-letnia Ivonna Vanhaverbeke zginęła w 2011 r. Nie wiadomo, ilu ludzi zostało pozbawionych przez Poppego życia w szpitalu. W czasie procesu przyznał się do kilku takich morderstw, ale potem wycofał zeznania.

Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie to, że z powodu dręczących go koszmarów zabójca zgłosił się do psychiatry. Lekarzowi przyznał się do pozbawienia życia ok. 65 osób. W 2014 r. został aresztowany. Podczas śledztwa tłumaczył, że zabijanie ciężko chorych uważał za czyn miłosierdzia. Przyznał jednocześnie, że czuł, iż ma władzę nad życiem i śmiercią. Psycholog sądowy nie miał wątpliwości, że to myślenie typowe dla seryjnych morderców.

Wśród eutanazistów

W sprawie – jak nazwały go media – „diakona śmierci” zastanawiające jest to, że sprawca przez ponad 35 lat był całkowicie bezkarny i gdyby nie opowiedział o zbrodniach lekarzowi, pewnie do dziś pozostawałby na wolności. Być może sprzyjał mu fakt, że prowadził normalne życie i nikt nie podejrzewał go o mordercze myśli. Stosował też dość trudne do wykrycia metody zabijania, a ofiarami były osoby starsze i chore, których śmierć nikogo nie dziwiła. Trudno jednak uwierzyć w to, że przez ponad trzy dekady nikt z personelu medycznego nie zwrócił uwagi na to, że kolejni pacjenci, u których chwilę wcześniej był Poppe, umierają na zawał serca albo hipoglikemię (skutki wstrzyknięcia powietrza lub insuliny).

Więcej na temat bezkarności seryjnego mordercy mogą powiedzieć zeznania Marca Cosynsa. Stwierdzenie, że w belgijskich szpitalach i ośrodkach opieki co roku ginie tysiąc osób, które nie prosiły o śmierć, obnaża mentalność pracowników tych placówek. Dla wielu z nich pozbawienie pacjenta życia nie jest niczym dziwnym. Z tego punktu widzenia Poppe co najwyżej przesadził i nie dopełnił formalności, ale nie jest zabójcą. Kiedy w sądzie twierdził, że niósł miłosierdzie ciężko chorym pacjentom, mówił dokładnie to samo co inni zwolennicy eutanazji.

Ze słów Cosynsa jasno wynika też, że ludzi postępujących podobnie jak „diakon śmierci” jest więcej. Skoro w Belgii co roku uśmiercanych jest tysiąc pacjentów, to w szpitalach musi być wielu sprawców. Badania wykonane w 2003 r. w pobliskiej Holandii pokazały, że połowa pacjentów proszących o eutanazję zwraca się najpierw do pielęgniarki. Przeważnie brały one udział w konsultacji dotyczącej tego, czy przeprowadzić eutanazję. Zdarzało się też, że podejmowały decyzję o podaniu choremu śmiertelnego zastrzyku, co jest nagięciem nawet liberalnego holenderskiego prawa. Jeśli w belgijskich szpitalach jest podobnie – a wszystko wskazuje na to, że jest – to w takim środowisku „diakon śmierci” nie był ciałem obcym. Wiadomo, że w jego szpitalu pracował lekarz zajmujący się eutanazją, uczestnik bioetycznych konferencji poświęconych osobom terminalnie chorym oraz dawstwu narządów. Lekarz ten jest wymieniony na stronie prywatnej kliniki jako osoba, do której powinni się zgłosić pacjenci chcący umrzeć.

Zbrodnia i nagana

Sprawa Ivo Poppego jest potężnym sygnałem alarmowym dla belgijskiego Kościoła. Diakona – zabójcy nie można uznać za jednostkowy przypadek po skandalu, do którego doszło w ubiegłym roku. Zakon Braci Miłosierdzia ogłosił, że w jego placówkach będą przeprowadzane eutanazje. Zgromadzenie prowadzi w Belgii ok. 30 szpitali, w tym 15 psychiatrycznych, i ma pod opieką 5,5 tys. osób chorych psychicznie. W 2016 r. w ośrodkach Braci Miłosierdzia 12 osób wnioskowało o śmierć.

Brat René Stockman, przełożony generalny zakonu, podjął w tej sprawie interwencję, ale napotkał opór podległych sobie braci. W dodatku bronił ich biskup Antwerpii Johan Bonny. Brat Stockman zwrócił się zatem do Stolicy Apostolskiej. Zbuntowani zakonnicy dostali z Watykanu nakaz wycofania się ze swojego pomysłu. Każdy z nich musiał osobiście podpisać deklarację, że zgadza się z nauczaniem Kościoła dotyczącym ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Od postępowania belgijskiej prowincji odcięli się też pozostali Bracia Miłosierdzia (obecni w przeszło 30 krajach). Nie zakończyło to jednak sprawy. Zakonnicy z Belgii zmienili ton, ale nadal twierdzą, że życie nie jest wartością absolutną. Biskup pomocniczy archidiecezji mecheleńsko-brukselskiej Jean Kockerols stwierdził niedawno, że w jego kraju dyskutuje się o podwyższeniu kar kościelnych wobec osób popierających eutanazję.

Ivo Poppemu groziło dożywocie. Ostatecznie udowodniono mu zaledwie kilka z kilkudziesięciu zabójstw, o które był podejrzewany. Były pielęgniarz usłyszał wyrok 27 lat pozbawienia wolności. Trzy lata spędził już za kratami, dlatego za sześć kolejnych może się ubiegać o przedterminowe zwolnienie. W czasie kiedy skład sędziowski zastanawiał się nad jego winą, w jednej z belgijskich miejscowości przeprowadzono eutanazję kobiety cierpiącej na autyzm, która postanowiła umrzeć po tym, jak rozpadł się jej związek.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama