Nowy numer 33/2018 Archiwum

Ostrożnie – edukatorzy!

Wychowujemy dzieci na wieczność. Jak mamy ufać wychowawcom, którzy w wieczność nie wierzą?

Jeden z naszych czytelników otrzymał do podpisu zgodę na udział jego syna w warsztatach z edukacji seksualnej. Rzecz miała dotyczyć uczniów klas gimnazjalnych. Ze strony internetowej fundacji, która to organizowała, niewiele wynikało. Takie tam ogólne zapewnienia o celu, jakim jest przekazanie rzetelnej medycznej wiedzy dotyczącej seksualnej sfery naszego zdrowia. Była też deklaracja, że organizatorzy nie chcą szokować ani budzić kontrowersji. Nie chcą też walczyć z naszymi przekonaniami, wiarą, stylem życia. Ci ludzie chcą nam po prostu pomóc. Nam i naszym dzieciom. Jacy dobrzy ludzie, patrzcie państwo.

I tylko taki jeden szczegół: na stronie fundacji wśród partnerów widnieje „Ponton”. No, ci już się zupełnie nie patyczkują i otwarcie dążą do seksualizacji dzieci. To taka instytucja, której każdy uczciwy dyrektor szkoły powinien powiedzieć: „Ponton, spływaj”. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Z różnych powodów, ale najczęściej chyba dlatego, że nie interweniują rodzice. Może niektórym to obojętne albo nie wiedzą, co oznacza owa nadzwyczajna „troska” tych ludzi o wychowanie seksualne ich dzieci. Nie zadają sobie pytania, po co takie warsztaty, skoro obecny szkolny program wychowania do życia w rodzinie jest pod względem wiedzy, jaką dzieci powinny otrzymać, absolutnie wystarczający. Zwłaszcza że jest wsparty lekcjami biologii, a jak trzeba, to i lekcjami wychowawczymi.

Pan, który do mnie napisał, okazał się jednak czujnym ojcem. Zadał fundacji proste pytanie: „Czy będzie to edukacja typu A, zgodna z obowiązującym w Polsce od 1998 r. rozporządzeniem z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży? Czy też typu B lub C?” (najkrócej mówiąc: B i C dla chrześcijanina są nie do przyjęcia). Otrzymał odpowiedź wymijającą. Ponieważ ponowił pytanie, domagając się konkretnego wskazania, o jaki typ chodzi, organizatorzy napisali krótko: „Reprezentujemy model C”.

No i wszystko jasne. Spod ornatu wychylił się ogon. Jak to jednak warto uważać i nie dawać się zbyć gładkimi sloganami.

Piszę o tym, bo to niezmiernie ważna rzecz. Gdy przed paroma laty obserwowałem, jak do szkoły wszelkimi dziurami próbuje się wcisnąć podszyta genderową ideologią seksualizacja, poważnie martwiłem się o swoje dzieci. Nie byłem pewien, czy nie dojdzie w praktyce do szkolnego przymusu demoralizacji. Teraz odetchnąłem, bo programy szkolne wydają się w tym względzie bezpieczne. Jak widać jednak, nie do końca możemy być spokojni. Nasze dzieci przecież nie są nasze. Są nam powierzone przez Boga, który nam zaufał. Stąd nie możemy ufać ludziom tylko dlatego, że przykleili sobie szyld „edukator”.•

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Krzysztof
    02.02.2018 10:49
    A jednak, miło mi :-)
    doceń 0
  • Monika
    02.02.2018 22:41
    Uczę WDŻtu. Czasem słyszę, że do jakiejś szkoły przychodzą jacyś edukatorzy nie wiadomo skąd. Jakim cudem? Przecież na każdym szczeblu nauki WDŻ jest obowiazkowy dla szkoły (nie dla ucznia, lub jego rodzica, bo może nie wyrazić zgody). Tylko jakimś cudem mi koledzy ze studiów nie mają pracy w zawodzie,a wielokrotnie słyszałam o sugestiach ze strony dyrekcji, żeby wszyscy kolektywnie nie wyrażali zgody na przedmiot wymagany przez MEN i wtedy szkoła ma problem z bańki,bo o jeden etat mniej. Wszystko fajnie tylko nie rozumiem dlaczego ja musiałam skończyć 5 letnie studia magisterskie z praktykami pedagogicznymi i w zębach przynosić wszystkie dyplomy i suplementy i zaświadczenia o niekaralności,to trafia mnie jak dowiaduję sie o jakichś edukatorach. WDŻ nądrze prowadzony nie jest naznaczony poglądowo w żadną stronę, może być zgodny z wszelkimi ministerialnymi ustawami, chodzi w nim o nauke rozsądku i szacunku do siebie i swojej seksualności. Na koniec każdy uczeń wybierze sam swoją drogę i sqoje poglądy na świat. Ważne,żeby oparł swoje wybory o rzetelną wiedzę.
  • gut
    03.02.2018 14:54
    Z takimi «korepetycjami» trzeba uważać... ;)
    doceń 0
  • Mx00///
    03.02.2018 16:23
    "Theresa May stworzyła urząd ministra ds. walki z samotnością." Zastanawiam się jakimi sposobami Pani minister zachęca samotnych do związków, bo przecież nie małżeństw, to byłoby niepoprawne politycznie. Niemcy zachęcają dodatkowymi podatkami nakładanymi na te osoby które nie mają dzieci, ale gdzie w tym wszystkim człowiek?. Jeżeli ktoś myśli że poza księżmi ktoś dobrowolnie wybiera samotność to jest głupi po prostu.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji