Nowy numer 21/2018 Archiwum

Ludzie mnie wspierają

Poseł Marek Biernacki mówi o konsekwencjach wierności swoim przekonaniom i znaczeniu ochrony życia nienarodzonego.

Andrzej Grajewski: Głosując za odrzuceniem proaborcyjnego projektu, zgłoszonego przez komitet Ratujmy Kobiety, spodziewał się Pan konsekwencji?

Marek Biernacki: Spodziewałem się, że będzie jakaś reakcja. Zauważyłem na sali sejmowej determinację niektórych moich kolegów, którzy chcieli, aby ten projekt został skierowany do dalszych prac w komisji sejmowej. Polityka w ostatnich latach bardzo się zmieniła. Nie miałem złudzeń, spodziewałem się pewnych sankcji, ale przyznam, że wykluczenie mnie z Platformy Obywatelskiej, którą kiedyś zakładałem, mocno mnie zaskoczyło. Nie zmienia to jednak w żaden sposób mojej oceny tamtego głosowania. Nawet wiedząc, jakie będą tego konsekwencje, zagłosowałbym tak samo, czyli za odrzuceniem projektu dopuszczającego faktycznie możliwość aborcji na życzenie.

Wcześniej klub PO podjął decyzję o wprowadzeniu dyscypliny w przypadku tego głosowania, zalecając poparcie skierowania tego projektu do dalszych prac w komisji.

To prawda, taka decyzja została podjęta, ku memu wielkiemu zaskoczeniu. W sprawach światopoglądowych nie można jednak wprowadzać dyscypliny, gdyż oznacza to łamanie ludzkich sumień. Sprawa ochrony życia nie może być traktowana jako jedna ze spraw politycznych. Dlatego w takich kwestiach jak dotąd dyscyplina w PO nie obowiązywała. Tłumaczenie, że było to tylko głosowanie techniczne, w sytuacji gdy jeden projekt popieramy, a drugi odrzucamy, ale jednocześnie kierujemy go do dalszych prac w komisji, w moim przekonaniu nie ma sensu. Jest nielogiczne. Albo jesteśmy za czymś, a inne rozwiązanie odrzucamy, albo nie.

W czasie dyskusji o dyscyplinie na forum klubu zgłaszał Pan swoje wątpliwości?

Nie brałem udziału w tym posiedzeniu. Staram się unikać posiedzeń, na których rozpatrywane są kwestie światopoglądowe, gdyż zazwyczaj dochodzi na nich do mało merytorycznej dyskusji. Sprzeciw w sprawie dyscypliny w tym głosowaniu wyrażali jednak moi koledzy, m.in. Jacek Tomczak, który później także zagłosował przeciwko projektowi proaborcyjnemu, za co spotkała go taka sama kara jak mnie.

Dlaczego to głosowanie było dla Pana takie ważne?

Każde głosowanie w sprawach światopoglądowych jest pewnym testem, sprawdzianem dla polityka. Musi w nim bowiem pokazać, co naprawdę w danej sprawie myśli, jaki ma światopogląd. Tutaj nie da się nic ukryć. Trzeba pokazać, jakie ma się sumienie. Dlatego politycy nie lubią takich głosowań i starają się ich unikać. W ogóle debaty światopoglądowe rzadko są merytoryczne. Wiele jest w nich emocji, często inwektyw pod adresem przeciwników. W tym zgiełku zaś często umyka nam rzecz najważniejsza, że przedmiotem głosowania jest prawo do życia. Dodam jednak, że takie głosowania są równocześnie uważnie obserwowane przez wyborców, po nich wyrabiają sobie oni zdanie o polityku.

Czy był Pan atakowany przez zwolenników odrzuconego projektu proaborcyjnego?

Oni wiedzą, jakie mam poglądy, więc niewiele się po mnie spodziewają. Oczywiście dostaję jakieś e-maile, oświadczenia, ale nie jest to specjalnie uciążliwe. Mam wrażenie, że koleżanki i koledzy, którzy kluczą w tej sprawie, nie są jednoznaczni, narażają się na większe naciski ze strony środowisk proaborcyjnych. Niemało jest także takich osób, które nie zgadzają się ze mną, ale znając moje poglądy, oczekują, że będę głosował zgodnie z sumieniem, i nie mają o to do mnie pretensji. Wyborcy wiedzą, że specjalizuję się w problematyce bezpieczeństwa, pełniłem wiele publicznych funkcji w tej dziedzinie, ale także wiedzą, że jestem politykiem konserwatywnym i ochrona życia poczętego jest dla mnie ważna. Nigdy nie zmieniałem swego stanowiska w tej sprawie. Wyborcy to wiedzą i potrafią docenić.

A słowa wsparcia po tym głosowaniu Pan usłyszał?

Otrzymałem ogromne, zaskakujące mnie wsparcie z różnych stron. To oczywiście było dla mnie ważne doświadczenie. Odzywały się nawet osoby, z którymi dawno już nie miałem kontaktu. W sumie nie zrobiłem nic nadzwyczajnego, po prostu zagłosowałem zgodnie ze swoim sumieniem, ale wiele osób uznało, że zrobiłem coś wyjątkowego. Ja tego jednak tak nie odbierałem. Widać, że ludzie potrzebują takich postaw, jasnych i czytelnych, a nie odwracania kota ogonem, mówienia jednego, a robienia czegoś zupełnie przeciwnego. Wydaje mi się, że wielu spośród nas ma już dość relatywizmu i poszukuje trwałych wartości, także w życiu publicznym. Relatywizm, postprawda panoszą się wszędzie, a ludzie mają już tego dosyć. Dlatego tak spontaniczna i masowa była reakcja na moje zachowanie podczas tego głosowania, chociaż, jak podkreślam, nie zrobiłem niczego nadzwyczajnego.

Konsultował Pan swoją decyzję przed głosowaniem z rodziną, współpracownikami?

Tak, oni wszyscy wiedzieli, jak będę głosował, i mnie w tym wspierali, zwłaszcza żona, która jest moim sumieniem. Wśród moich współpracowników są osoby, które w tej sprawie mają odmienne poglądy aniżeli ja, ale okazało się, że także oni byliby zawiedzeni, gdybym zagłosował inaczej.

Jednak niewątpliwie jest to punkt zwrotny w Pana karierze. Większość życia politycznego związał Pan z Platformą Obywatelską. Był Pan w jej rządach ministrem sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, koordynatorem ds. służb specjalnych, przewodniczącym ważnych komisji sejmowych. Tym głosowaniem to wszystko zostało przekreślone. Żałuje Pan tego?

Panie redaktorze, i pan, i ja pochodzimy ze środowiska, które angażowało się w działalność polityczną w podziemnej Solidarności, kiedy jedyną nagrodą za to mogło być więzienie albo inne represje. Liczyły się ideały i zasady. To było dla mnie ważne także wtedy, gdy w rządach AWS walczyłem z mafią pruszkowską czy powoływałem Centralne Biuro Śledcze. I temu staram się być wierny także dzisiaj. Chcę być aktywny w polityce według zasad, które wyznaję, choć przyznam, że z roku na rok jest to coraz trudniejsze. Dla Platformy od 2002 r. wygrywałem w swym okręgu wszystkie wybory. Ludzie wiedzieli, kim jestem, i nie chcieli, abym zmieniał swe poglądy w zależności od tego, jaki jest klimat w danym momencie, co się opłaca, a co może spowodować spadek w sondażach. Jestem przekonany, że taka chwiejna postawa w dłuższej perspektywie nie sprzyja politykowi, gdyż przestaje on być wiarygodny.

Czy usunięcie po tym głosowaniu Pana, a także posłanki Joanny Fabisiak i posła Jacka Tomczaka, również postaci dużego formatu, oznacza przesunięcie Platformy na lewo?

Tak to odczytuje wielu komentatorów politycznych, ale także zwykłych ludzi – że Platforma opuściła centrum i zmierza w stronę wyborców o lewicowych poglądach. W moim przekonaniu to poważny błąd. Właśnie PiS zmienia się, aby pozyskać centrum, a Platforma, zamiast walczyć o tę przestrzeń, dobrowolnie ją opuszcza. Szuka elektoratu po lewej stronie, który w moim przekonaniu tam nie istnieje, przynajmniej dla takiej partii, jaką dotąd była Platforma. Moje wykluczenie jest więc odejściem od wartości, jakie legły u jej podstaw. Platforma miała być przecież antidotum na środowiska lewicowe, wówczas dominujące na polskiej scenie politycznej. Deklaracja krakowska, a więc podstawowa deklaracja ideowa Platformy, wyraźnie sytuowała ją w centrum sceny politycznej i podkreślała jej konserwatywne oraz chrześcijańskie korzenie. Dlatego nasze wykluczenie odbieram nie tylko jako decyzję personalną, ale także jako akt ideowej kapitulacji.

Będzie się Pan odwoływał od decyzji o wykluczeniu z PO?

Nie będę. Nie zrobiłem nic złego, a więc nie było powodu, aby mnie wykluczać z partii. To zarząd może zmienić swoje stanowisko.

Jak więc będzie Pan funkcjonował w Sejmie?

Będę posłem niezależnym. Z pewnością nie przystąpię do żadnego innego klubu sejmowego. Zostałem wybrany przez obywateli w ramach określonej listy i nie będę się temu sprzeniewierzał, przystępując do innego ugrupowania.

A co będzie dalej?

Zobaczymy. Czas jest bardzo dynamiczny i przynosi wiele zmian. Jadąc tydzień temu na głosowanie jako poseł Platformy, nie przypuszczałem, że będę wracał do domu jako poseł bezpartyjny. Wiele się więc może wydarzyć. Najważniejsze, aby w tym wszystkim mieć spokojne sumienie, i bardzo dobrze mi się z tym żyje.•

Marek Biernacki

poseł niezrzeszony, przez wiele lat czołowy polityk Platformy Obywatelskiej, m.in. Minister spraw Wewnętrznych i administracji, minister sprawiedliwości.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.