Nowy numer 33/2018 Archiwum

Byłem przybyszem, czy przyjęliście Mnie?

Chrystus wymienia „przyjmowanie przybyszów” jako jedno z kryteriów zbawienia. Dlatego dla chrześcijan ten ewangeliczny nakaz, a nie przesłanki polityczne czy ideologiczne, powinien być punktem wyjścia w kierunku naszego stosunku do uchodźców.

Toczący się obecnie w Polsce spór o przyjmowanie migrantów i uchodźców jest jednym z ważniejszych w ostatnich latach. Od jego rozstrzygnięcia bowiem, a nawet uświadomienia sobie jego istoty, może zależeć jakość naszej wiary. Chcę tu zdecydowanie podkreślić, że nie chodzi o spór na płaszczyźnie polityczno-ideologicznej, jaki toczą z ludźmi wierzącymi środowiska lewicowo-liberalne. Ślepo wyznając ideologię uchodźczą, chcą wbrew rozumowi, który każe uwzględniać różne okoliczności, zmusić nas do przyjmowania migrantów i uchodźców bez żadnych ograniczeń.

Chodzi o inny spór – ten, który toczy się wśród samych wierzących. W ostatnim czasie ujawniła się silna tendencja tłumaczenia wartościami chrześcijańskimi całkowitej odmowy przyjmowania jakichkolwiek islamskich uchodźców. W świetle Ewangelii taka postawa jest nie do utrzymania. Jako chrześcijanie musimy mieć świadomość, że norma etyczna, jaką wyznaczył Chrystus, jest inna. I właśnie ona powinna być punktem wyjścia dla naszej postawy.

„Proislamska agitacja”

Silne natężenie sporu wśród ludzi wierzących ujawniło się przy okazji Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy w Kościele katolickim. Z tej okazji w całej Polsce 14 stycznia sprawowane były Msze św. według specjalnego formularza modlitwy „za uchodźców i wygnańców”, a wielu duchownych i biskupów przypominało w homiliach nauczanie Kościoła na temat stosunku do ludzi, którzy muszą uciekać ze swoich miejsc zamieszkania. Na przykład w Warszawie kard. Kazimierz Nycz powiedział, że spotkanie z uchodźcą jest dla każdego chrześcijanina okazją do spotkania z Chrystusem. Chyba najmocniej wypowiedział się przewodniczący episkopatu abp Stanisław Gądecki, który w czasie konferencji prasowej z okazji tego dnia stwierdził, że troska o zachowanie własnego bezpieczeństwa nie może przeważać nad postawą, która powinna być ukierunkowana na pomoc innym osobom.

Tak jednoznaczny głos przedstawicieli Kościoła w sprawie przyjmowania uchodźców wywołał bardzo negatywne reakcje niektórych katolików świeckich. Tomasz Terlikowski odpowiedział abp. Gądeckiemu, pisząc na Facebooku m.in.: „Bardzo łatwo jest formułować ogólne prawdy, że dobro konkretnego uchodźcy liczy się bardziej niż jakieś ogólne bezpieczeństwo narodowe. Tyle że pod tym terminem kryje się dobro konkretnych osób. Bezpieczeństwo narodowe to także to, że dzięki temu, że nie ściągaliśmy migrantów przez ostatnie pół wieku i nie wpuściliśmy tzw. uchodźców (z których przynajmniej część, czego nikt nie ukrywa, to regularni terroryści z ISIS), nie mamy zamachów na jarmarki bożonarodzeniowe, nikt nas nie atakuje, a polskie kobiety nie są molestowane i gwałcone podczas zabaw sylwestrowych. To jest właśnie to bezpieczeństwo”. Z kolei posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, której wypowiedzi, choć formułowane w sposób kontrowersyjny, można uznać za reprezentatywne dla części polityków tego ugrupowania i jego zwolenników, stwierdziła, że nieprzyjmowanie islamskich uchodźców jest obroną wiary, a wezwania do ich przyjmowania to moralna przemoc i proislamska agitacja.

Nie ulega wątpliwości, że racje w tym sporze są po stronie papieża i biskupów, którzy są uprawnieni do wskazywania norm moralnych. Jednak postawa drugiej strony często wynika z nieporozumienia, nieprecyzyjnego opisu problemu. Dlatego warto ten spór uporządkować.

Chrystus uchodźca

Obowiązek pomocy uchodźcom wynika wprost z przykazania miłości, które, jak nauczał Chrystus, jest najważniejsze. Radykalne wezwanie do pomocy przybyszom znajdziemy w opisie sądu ostatecznego w rozdziale 25 Ewangelii wg św. Mateusza. Otóż wśród różnych czynów miłosierdzia, których wypełnianie otwiera drogę do życia wiecznego, jest jednoznacznie wskazana pomoc m.in. uchodźcom. Co więcej, Jezus utożsamia się z ludźmi potrzebującymi, mówiąc: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Dlatego spotkanie z uchodźcą, niezależnie od tego, jaką religię wyznaje, jest dla chrześcijanina okazją do spotkania z Chrystusem. Warto zacytować ten fragment Ewangelii:

&nbsp

„Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

&nbsp

W tym nauczaniu Jezusa jest też bardzo wyraźna przestroga, nad którą nie sposób przejść obojętnie w debacie o uchodźcach. Otóż ludzie, którzy nie spełnili wymienionych przez Chrystusa uczynków wobec „najmniejszych”, a więc – jak tłumaczy Jezus – także wobec Niego, „pójdą na mękę wieczną”. To nauczanie jest podstawowym punktem odniesienia dla każdego wierzącego w kwestii stosunku do uchodźców.

Warto zwrócić uwagę, że podobne wezwania do pomocy uchodźcom zawarte są już w Starym Testamencie, a po objawieniu Chrystusa stały się stałym elementem praktyki i nauczania Kościoła aż do czasów współczesnych. Przykładem może być dokument pod znamiennym tytułem: „Przyjęcie Chrystusa w uchodźcach i przymusowo przesiedlonych” z 2013 r., wydany przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Migrantów i Papieską Radę „Cor Unum”, czy orędzia papieży na Dzień Migranta i Uchodźcy. Problem ten był też ważnym wątkiem nauczania św. Jana Pawła II. Warto również spojrzeć na to zagadnienie z perspektywy nauczania Kościoła o braterstwie wszystkich ludzi na świecie, z którymi, jak podkreśla katechizm, stanowimy jedną rodzinę dzieci Bożych.

Nie oznacza to, że Kościół oczekuje, iż nakaz „przyjmowania przybyszów” należy realizować w sposób nieroztropny. Papież Franciszek w czasie spotkania z polskimi biskupami jasno stwierdził, że każde państwo musi samo zdecydować, jak może pomóc uchodźcom, gdyż „nie wszystkie kraje mają takie same możliwości”.

Katechizm Kościoła Katolickiego (2241) podkreśla, że narody bogate są zobowiązane do przyjmowania, o ile to możliwe, obcokrajowców poszukujących bezpieczeństwa i środków do życia, których nie mogą znaleźć w kraju rodzinnym. Jednocześnie zaznacza, że władze polityczne mogą wprowadzić prawa dotyczące obowiązków migrantów względem kraju przyjmującego. „Imigrant obowiązany jest z wdzięcznością szanować dziedzictwo materialne i duchowe kraju przyjmującego, być posłusznym jego prawom i wnosić swój wkład w jego wydatki” – czytamy w KKK.

W czasie wspomnianej konferencji prasowej z udziałem abp. Gądeckiego delegat naszego episkopatu ds. imigracji bp Krzysztof Zadarko tłumaczył, że nie można wzywać do przyjmowania uchodźców bez jakichkolwiek warunków, kryteriów. Podkreślił, że to musi być dobrze przemyślany proces, który leży w gestii państwa czy samorządu, a potem organizacji pozarządowych, w tym również Kościoła.

Granice „przyjmowania”

Nauczanie Kościoła o „przybyszach” należy odnieść do naszej rzeczywistości, czyli sporu o przyjmowanie islamskich uchodźców. I tu warto wskazać na konkretne okoliczności, które wyznaczają ramy pomocy i przez których pryzmat można oceniać podejmowane przez Polaków działania.

Otóż wśród olbrzymiej fali ludzi, którzy w ostatnich latach przybyli do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, są nie tylko uchodźcy (a więc ludzie, którzy musieli uciekać z miejsca zamieszkania, gdyż doznawali prześladowań bądź zagrożone było ich życie i zdrowie z powodu działań wojennych), ale także imigranci zarobkowi, wobec których zasada moralna pomocy potrzebującym nie ma zastosowania wprost, gdyż często są oni w lepszym położeniu niż my.

Nie sposób ignorować faktu, że imigranci to przede wszystkim muzułmanie, wśród których są ludzie jawnie nawołujący do wojny z „niewiernymi”. Ataki terrorystyczne są tego dramatycznym przykładem. Ta grupa nie szanuje naszej kultury i nie przestrzega prawa danego kraju, lecz chce narzucać swoje, i to metodami siłowymi. Potwierdzają to doświadczenia państw, które już wcześniej przyjęły islamskich imigrantów. Jako naród mamy prawo decydować, czy chcemy przyjmować ludzi, którzy nie ukrywają, że chcą nas zniszczyć. Mamy prawo odmówić gościny ludziom, którzy mogą stanowić zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa.

Odpowiedzialność za przybyszów każe ocenić, jak licznej grupie uchodźców jesteśmy w stanie stworzyć warunki do godnego życia. Dlatego próby narzucenia Polsce przez Unię Europejską określonej liczby migrantów są niedopuszczalne. Każdy kraj ma suwerenne prawo, aby o tym decydować. Nie jest też prawdą, że nie przyjmujemy uchodźców. W ostatnich latach przyjęliśmy ok. 90 tys. muzułmanów z Czeczenii. Wśród ponad miliona Ukraińców kilkadziesiąt tysięcy przybyło z terenów zagrożonych działaniami wojennymi.

Nieprawdziwe są również oskarżenia, że Polacy w ogóle nie pomagają ofiarom wojny na Bliskim Wschodzie. Pomagamy, i to bardzo intensywnie, ale nie w taki sposób, jaki chcą nam narzucić środowiska lewicowo-liberalne. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów, które wspierają ofiary konfliktu syryjskiego na miejscu. Na przykład w ramach akcji Caritas Polska Rodzina Rodzinie dofinansowujemy ponad 9 tys. rodzin. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej zorganizowało w Libanie codzienne życie dla ponad 20 tys. syryjskich uchodźców, zapewniając im dach nad głową, żywność, opiekę lekarską i edukację. Rząd przeznacza na tę pomoc kilkaset milionów złotych rocznie. Miejscowi biskupi podkreślają, że Polska jest jednym z nielicznych krajów, których pomoc daje ludziom mieszkającym na zniszczonych obszarach szanse na powrót do normalnego życia.

Nakaz obowiązuje

Przedstawione tu argumenty przeciwko przyjmowaniu uchodźców są racjonalne i uzasadnione. Jednak w żaden sposób nie zmieniają one wezwania Chrystusa, który nauczał, że przybyszów należy przyjmować. Nie unieważniają tego ewangelicznego nakazu, do którego wypełniania zobowiązani są wszyscy chrześcijanie. Ograniczenia, jakie wskazałem, mogą wyznaczać ramy pomocy i zakres „przyjmowania” obcych, ale nie zwalniają nas z tego obowiązku.

Spór, jaki toczy się wśród polskich chrześcijan, w gruncie rzeczy dotyczy właśnie tego, jaki zakres tych ram wyznaczymy. Widoczna jest tendencja do maksymalnego ich ograniczania, do tego za pomocą argumentów politycznych czy społecznych, które w żadnym razie nie mogą stać ponad normą moralną wyznaczoną wprost przez Chrystusa. Zgadzam się, że współczesny islam niesie ze sobą niebezpieczeństwo terroryzmu. Jednak fakt ten nie może usprawiedliwić odmowy przyjęcia syryjskiego dziecka, a nawet osoby dorosłej, którzy ucierpieli w czasie wojny, podczas gdy w Polsce można przeprowadzić operację ratującą im życie. W świetle nakazu „przyjmowania przybyszów” argument, że mogą za nimi przybyć inni muzułmanie, a wśród nich terroryści, jest na tyle hipotetyczny, że z pewnością nie jest wystarczający, aby odmówić im ratowania życia. Dlatego sprzeciw wobec utworzenia w Polsce tzw. korytarzy humanitarnych jest według mnie złamaniem nakazu Jezusa i argumenty przeciwko nim nie są wystarczające. Tym bardziej że tych ludzi można zweryfikować przed podróżą, monitorować ich obecność w Polce i w razie złamania prawa odesłać z powrotem. Nasze państwo nie jest tak słabe, aby nie móc zorganizować korytarzy humanitarnych w taki sposób, aby nie wiązało się z nimi niebezpieczeństwo.

Całkowitą odmowę przyjęcia nawet jednego, nawet chorego muzułmanina uciekającego przed zagrożeniem życia, a taką zasadę stosuje nasz rząd, można argumentować politycznie, ale na płaszczyźnie wiary jest ona złamaniem nakazu miłości wobec uchodźców.

Tak naprawdę dla chrześcijanina problem sprowadza się do wyzwania, jak w obecnych – niewątpliwie trudnych i skomplikowanych – okolicznościach odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa, aby przyjmować przybyszów, czyli uchodźców. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Ewka
    29.01.2018 23:05
    NIE NIE i jeszcze raz NIE dla tego toku rozumowania. I Bogu należy dziękować, że w Polsce nie mamy jeszcze islamskich imigrantów, że rodzice mogą puścić dzieci bezpiecznie do szkoły, że możemy wychodzić na zakupy. Tym bardziej, że jest to narzucona imigracja w celu zniszczenia chrześcijaństwa i całej Europy. Powinny być powszechne modlitwy o ocalenie Polski i o ile jeszcze możliwe Europy przed islamizacją!!! Pan Łoziński niech się ocknie, póki jeszcze jest czas. Jak to dobrze, że Polacy jeszcze nie są do cna ogłupieni. choć ten artykuł właśnie do takiego "ogłupiania" się przyczynia. Ale odtrutką są opisy tego co islamscy uchodźcy robią z ludźmi, jeszcze nawet nie tak dawny artykuł w GN o siostrze z Egiptu, nie pamiętam imienia, to jest coś STRASZNEGO. do dziś stają mi te obrazy przed oczami, i żałuję, iż to przeczytałam. a Pan Łoziński chce ich tutaj i tego samego dla nas? to i tak przyjdzie, bo to jest kara Boża za nasze grzechy, dlatego Pan Bóg to dopuścił. ale nie znaczy, że mamy iść jak owce na rzeź. Trzeba nam wielkiej modlitwy o ocalenie Polski przed najazdem islamskim.
    doceń 1
  • Ewka
    06.02.2018 10:32
    "Zdarza się jeszcze, że ktoś mówi o przykazaniu miłości nieprzyjaciół w odniesieniu do muzułmanów, ale zastanówmy się czy 17 września 1939 roku jakikolwiek biskup polski stanąłby wobec polskich żołnierzy i przemówił do niech w ten sposób: „Pamiętajcie o przykazaniu miłości nieprzyjaciół, dlatego jak tylko zobaczycie Sowietów, wyjdźcie im naprzeciw z chlebem i solą i butelką wódki, z otwartymi ramionami, bo wszelka obrona jest formą agresji i jest grzechem”?

    Może Victor Orban powinien przeprosić Turków za to, że w sierpniu 1526 roku stawili Węgrzy zbrojny opór, gdy Sulejman Wspaniały wyrżnął prawie 20 tysięcy wojowników króla Ludwika Jagiellona pod Mohaczem? Może mój Zakon powinien przeprosić pana Erdogana za rzeź paulinów węgierskich, która dokonała się wówczas? Czy może wreszcie wszyscy nie powinniśmy brać wzoru z przykładu miłosierdzia, jaki dał Europejczykom Kersten Nordal Hauken, który brutalnie zgwałcony w swoim domu przez somalijskiego uchodźcę, napisał w swoim artykule, że odczuwa wyrzuty sumienia, ponieważ złapany gwałciciel nie tylko będzie musiał siedzieć w więzieniu cztery lata ale co najgorsze wrócić do Somalii."
    Augustyn Pelanowski OSPPE, całość tutaj: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji