Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

Mały książę, wielki król

Odbudował, co zniszczone, podtrzymał, co odbudowane, pomścił, co niesprawiedliwe, umocnił, co właściwie rządzone.

Władysław Łokietek nie zyskał przydomka „wielki”, czy choćby „śmiały”. Nie mówiono o nim „szczodry” czy „pobożny”. Zdążył być za to za życia wyklęty i wygnany. A mimo to śmiało można go uznać za jednego z najwybitniejszych władców Polski, nie tylko dlatego, że doprowadził do odrodzenia królestwa. Paweł Jasienica, autor „Polski Piastów”, idzie jeszcze dalej, tak charakteryzując pierwszego króla pochowanego na Wawelu: „Wielu Polaków zapisanych przez historię przerastało go geniuszem. Łokietek uczył się, jak długo żył, z prowincjonalnego książątka wyrastając na polityka okiem i sercem ogarniającego cały kraj. Lecz wątpić można, czy w całych naszych – a może nie tylko naszych dziejach znajdzie się przykład takiej mocy charakteru”.

„Pod wiatr”

Rzeczywiście, powiedzieć, że droga, jaką Władysław zmierzał na Wawel, była kręta i wyboista, a za każdym zakrętem czyhali wrogowie – to nic nie powiedzieć. Brandenburczycy, Krzyżacy, Przemyślidzi, Jan Luksemburski, Henryk Głogowski, biskup Muskata, wójt Albert… to tylko ci najbardziej znani. Łokietek przeżył 72 lata, z czego 45, praktycznie nie zsiadając z konia, tocząc kolejne bitwy, oblegając grody lub ich broniąc. Nie jest jednak prawdziwą teza, iż przegrywał przez swą zapalczywość, a straty terytorialne ponosił z powodu braku dyplomatycznego obycia. To mity. Dążył do zjednoczenia Królestwa Polskiego w arcytrudnych realiach, które najcelniej oddaje jego zawołanie bojowe „Pod wiatr”. To prawda, że często gasił pożary nie w tej kolejności co trzeba i przyznawał przywileje nie tym, którym powinien. Ale wspominany już Paweł Jasienica uważa, że jeśli weźmie się pod uwagę konstelację wrogów, z jakimi miał do czynienia, to nawet utratę Pomorza na rzecz Krzyżaków należy uznać za mniejsze zło. Większą stratą byłoby przejęcie tych ziem przez Brandenburgię.

Startował do gry o tron z najgorszej możliwej pozycji. Jako trzeciemu synowi Kazimierza, księcia Kujaw, Łęczycy i Sieradza, przypadła mu w spadku jedynie malutka dzielnica brzesko-kujawska. Będąc nędznej postury, musiał ciężko pracować na ludzki szacunek i uznanie. Wyrąbywał je na polu bitwy, ale i całkiem sprawnie lawirując między konkurentami do korony. Przemysłowi II ustąpił pierwszeństwa, z Wacławem II czeskim raz się bił, raz układał; podobnie z Głogowczykiem. Dzięki przedwczesnej śmierci Przemysła po raz pierwszy doczekał się miana „dziedzica Królestwa Polskiego”. Przez Wielkopolan został najpierw wezwany na tron, ale potem zdradzony na rzecz Wacława. Wiek XIV Łokietek witał na węgierskim wygnaniu. Wydawało się wówczas, że faktycznie przeszedł już do historii.

Nie do zadeptania

Elżbieta Cherezińska, niewątpliwie zafascynowana postacią małego księcia, uczyniła go bohaterem wydanej niedawno trzeciej części swojej trylogii „Odrodzone królestwo”. Można w niej znaleźć znakomitą charakterystykę Łokietka. „Popełniał błąd za błędem i za każdy zapłacił. Ale odbija się od dna coraz silniejszy. Synowie mu umierają, płodzi kolejnych. Bitwy przegrywa, to staje do nowych. Traci sprzymierzeńców, znajduje następnych. Nie ma prezencji dębu, ale jest jak trawa, nie do zadeptania. Pomódl się za tę trawę, która wściekle zielonymi źdźbłami porasta królestwo”.

Modlitwy zostały wysłuchane, Władysław wrócił z banicji, bo w Polsce naprawdę na niego czekano. Nie był uzurpatorem. Co prawda odwrócili się od niego mieszczanie, zamykając bramy Krakowa, ale… jacy to byli mieszczanie?! „Trawieni szałem wściekłości germańskiej, przyjaciele zdrady, plewy ludzkie, ukryci wrogowie pokoju, podobnie jak Judasz pocałunkiem Chrystusa – zdradzili Łokietka” – czytamy o nich w roczniku kapitulnym krakowskim. Władysław nie tylko stłumił bunt wójta Alberta, ale doprowadził do „repolonizacji” Krakowa, i to w dość bezwzględny sposób. Jego woje włóczyli końmi po majdanie każdego, kto nie potrafił wymówić słów: soczewica, koło, miele, młyn. Ale w tym samym czasie i w innych częściach Polski wybuchać zaczęły powstania przeciw niemieckim namiestnikom czeskiego króla lub głogowskiego Piasta. Wielkopolscy możnowładcy poszli do Krakowa (jak do Canossy), bo znów zobaczyli w niedawnym banicie swego władcę. I słusznie, bo tylko Władysław miał wówczas wizję Królestwa Polskiego, miał też plan, jak budować jego przyszłą wielkość.

Cierpliwość nagrodzona

Historycy różnie oceniają niebywałą jak na owe czasy koalicję, którą mały książę zorganizował przeciw Brandenburgii: od Danii po Litwę. Jej skuteczność okazała się niewielka, ale uczyniła Polskę – jak byśmy to dziś powiedzieli – podmiotem polityki międzynarodowej. To był szczególny czas – końca rodów rządzących Europą: Przemyślidów, Arpadów, Askańczyków. Zakon rósł w siłę, zagrażając Polsce w trwałym sojuszu z Czechami. Władysław próbował ten sojusz rozbić, żeniąc swego 12-letniego syna z córką Jana Luksemburskiego. Gdy dostał czarną polewkę, zwrócił się ku Litwie i Rusi Halickiej. Małżeństwo Kazimierza z Aldoną, córką Giedymina, zapoczątkowało sojusz, który na cztery stulecia zmienił układ sił w Europie. Choć wiele wody w Wiśle miało jeszcze upłynąć zanim Jagiellonowie zaczęli rozdawać karty, to przecież Łokietek stworzył grunt pod przyszłą Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Podobnie rzecz miała się z polską dyplomacją. Życie Władysława mijało nie tylko na toczeniu bitew, ale i na subtelnej grze o uznanie swego prawa do korony. Mógł je otrzymać tylko od papieża. I musiał być cierpliwy, bo gdy wysłannicy księcia już byli niemal u celu, kolejni następcy św. Piotra umierali. Udało się dopiero za pontyfikatu Jana XXII.

Najwięcej szkód uczynił Władysławowi (i Polsce) w tych staraniach Muskata, z pewnością niegodny miana biskupa krakowskiego. Wszystkie jego podłości ujawnił w głośnym procesie arcybiskup Jakub Świnka, najwybitniejsza postać polskiego Kościoła tamtych czasów. A i tak Muskata, mając silnych czeskich protektorów, do końca swoich dni walczył z Łokietkiem. Dotrwał nawet do samej koronacji, w której zresztą uczestniczył.

Pomazaniec Boży

Odrodzenie królestwa nastąpiło 20 stycznia 1320, po raz pierwszy w Krakowie. Dlaczego nie w Gnieźnie? Zbigniew Dalewski, wyrocznia w dziedzinie ceremoniałów królewskich średniowiecznej Polski, uważa, że było to „dopełnienie długotrwałego procesu przejmowania przez Kraków funkcji politycznego oraz ideowego centrum monarchii”. Być może Gniezno obroniłoby swą pozycję, gdyby żył Jakub Świnka… ale silniejsza niż tradycja wydawała się wtedy ideologia zjednoczeniowa, budowana wokół wiary w cudowne zrośnięcie się członków poćwiartowanego ciała św. Stanisława. I nie jest przypadkiem, że wszyscy kolejni koronowani na Wawelu władcy Polski zaczynali swe panowanie od pokutnej pielgrzymki na Skałkę.

Koronacja miała wszak wymiar nie tylko polityczny, była sakramentem. Władca przestawał być osobą świecką. Polska nie tylko na nowo się jednoczyła, ale powracała do elitarnego grona chrześcijańskich królestw, którymi władali pomazańcy Boga. Niestety, korona królów, którą arcybiskup Janisław po raz pierwszy uświęcił głowę polskiego władcy (a ceremoniał ten powtarzano w Krakowie przez kolejne cztery stulecia), już nie istnieje. Zrabowana z wawelskiego skarbca w 1794 r. została najprawdopodobniej przetopiona na prusackie talary. Można natomiast wciąż oglądać drugi z koronacyjnych symboli – słynny Szczerbiec. Jego historia jest fascynująca, a pochodzenie nieznane. Miecz, który wręczono Władysławowi Łokietkowi, nigdy nie był używany do walki. Pełen jest za to symbolicznych formuł, znaków oraz tajemniczych inskrypcji. Prowadzą one do… zakonu templariuszy. I nie jest to jednie hipoteza z kart powieści Elżbiety Cherezińskiej, bo pierwszy postawił ją prof. Zdzisław Żygulski jr.

Testament króla

Dzięki determinacji Władysława Łokietka korona polskim władcom została przywrócona na 475 lat. Był to ogromny sukces polityczny i nie są go w stanie przyćmić żadne militarne straty, których los w ostatnich latach panowania królowi nie oszczędził. Co nam obca moc wydarła, następcy Władysława szablą odebrali, idąc drogą, którą Władysław wytyczył.

Jego testament był jasny. Bić Krzyżaków gdzie się da, najlepiej skutecznie, jak pod Płowcami w 1331. Nieustannie przekonywać do polskich racji w Rzymie, tworząc świetnie wykształcony korpus dyplomatów. Wzmacniać sojusze na południu i wschodzie, także poprzez politykę dynastyczną. Sam córkę wydał za króla Węgier, a syna ożenił z Litwinką. Władysław pozostawił też następcom wspaniały model sprawowania władzy. Żył skromnie, zachowując bojaźń Bożą i dobro ojczyzny mając na względzie. Był znakomitym wojownikiem, mądrym gospodarzem. Potomnym dał także lekcję (jak na małego księcia przystało), by „patrzeć sercem” i nie oceniać ludzi tylko po wyglądzie. Nie da się bowiem ukryć, że pierwszy nasz monarcha pochowany na Wawelu wygląda jak zwykły polski wieśniak w koronie.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama