Nowy numer 30/2021 Archiwum

W żłóbku czy na kubku

Świętujemy nie dlatego, że Jezus się narodził, ale dlatego, że nas zbawił.

Piękne jest Dzieciątko. Każdemu się podoba. Maleństwo, bobasek nasz taki. Jezulatko – jak mówią nasi czescy bracia o cudownej figurze małego Jezusa z Pragi. A skoro już o Czechach mowa, to w Brnie u progu Adwentu widziałem pełno wizerunków Dzieciątka z napisem: „Náš Ježíšek”. Takie grafiki zdobiły kubki, z których grzańca sączyły tysiące klientów świątecznego jarmarku. Przedwcześnie świętujący Boże Narodzenie tłum przewalał się z parującymi kubkami tam i siam wśród straganów, u stóp wspaniałej katedry, która wznosi się nad miastem. Katedra otwarta, owszem. Turyści zwiedzają. W mieście są też inne piękne kościoły. Fascynują barokowe fasady, a zdobione portale zapraszają do wejścia. Ale wejść nie ma jak, bo w wielu z nich drzwi zamknięte na głucho albo wręcz zabite płytą paździerzową. Dziwne uczucie – w mieście pełnym kościołów trudno dziś znaleźć Jezusa w Eucharystii. Zamiast Niego jest Ježíšek na napoju z alkoholem.

W każdym społeczeństwie jest taki Ježíšek. Wszędzie mają takiego. On jest fajny, niewymagający i nic za nim nie idzie. Jak nie dorósł Piotruś Pan, nie dorośnie też Ježíšek Pan. Dzięki temu na zawsze pozostanie w żłóbku i nie przestraszy nas dziurami w rączkach, nóżkach i boczku. Białe czółko nie spłynie krwawymi strugami spod cierniowej korony, a na brzusiu i pleckach nie pojawią się sine pręgi od biczów. Nasz Ježíšek w ogóle nie będzie cierpiał, bo my przecież myślimy pozytywnie. Nie będzie kuszony na pustyni, nie będzie niedosypiał i pościł, nie zedrze sobie gardła, wzywając do nawrócenia niewdzięczny tłum. I wreszcie, co najważniejsze, nie skona w bólu. My zapewniamy: „Nie przyjdzie to na ciebie, Ježíšku”.

Jest coś takiego – bo Ježíšek jest z płaskiego pomysłu ludzkiego. Nie jest Emmanuelem – Bogiem z nami. Jest Bozią na miarę dobrej wróżki. Zapewnia miłą doczesność, takie dożywocie w pozłacanej stajence, bez zaprzątania sobie głowy jakimś zbawieniem. Z takiej życzeniowej stajenki nie widać potu i krwi, i nie słychać krzyku. Tam nie ma grzechu, więc misja Nowonarodzonego zaczyna się i kończy w żłóbku. Niech mały leży i błogosławi, i niczego nie chce, bo jesteśmy przecież dobrzy.

Dobrzy? No to konkret: Jezus jest dziś zabijany w swoich braciach najmniejszych i nawet w Polsce mało kogo to obchodzi. Ilu Polaków podpisało projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”? 830 tysięcy. A gdzie reszta? Gdzie ci wszyscy, co celebrując swą dobroć, zostawiają pusty talerz dla „istniejącego teoretycznie” zbłąkanego wędrowca? Taki podpis to jest konkret, bardzo łatwy – ale nawet tego nie chciało się zrobić milionom fanów Ježíška.

Nie jesteśmy dobrzy – i właśnie dlatego przyszedł Jezus. Dla nas opuści żłóbek, dorośnie i pójdzie na krzyż. I zbawi świat.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także