Nowy numer 21/2018 Archiwum

Święta pokory Boga

O istocie świąt Bożego Narodzenia i o miejscu Boga w sercach Polaków mówi arcybiskup senior Henryk Hoser SAC.

Bogumił Łoziński: Wyobraźmy sobie człowieka, który nie zna chrześcijaństwa i pyta, na czym polega istota Bożego Narodzenia. Co Ksiądz Arcybiskup mu odpowie?

Abp Henryk Hoser: Nawet dla człowieka, który zupełnie nie zna tego faktu, narodzenie Jezusa ma bardzo duże znaczenie, bowiem stanowi punkt odniesienia dla określenia lat. Na całym świecie liczymy czas od narodzin Chrystusa. Musiało więc to być wydarzenie historyczne o ogromnym znaczeniu. Były inne tradycje określania lat, np. w Chinach czy Izraelu, a jednak świat przyjął jako początek narodzenie Jezusa. Gdyby to było mitologiczne wydarzenie, nie spowodowałoby takich konsekwencji.

Jakie jest znaczenie Bożego Narodzenia w wymiarze religijnym?

My wierzymy, że niewidzialny i niedostępny Bóg, który ze swej istoty jest duchem, pojawił się na ziemi w ludzkiej postaci. Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął ludzką naturę i w Jego osobie te dwie natury – boska i ludzka – spotykają się. Bóg chciał być blisko człowieka, dzielić z nami nasz los.

Ale w jakim celu Chrystus w ogóle pojawił się na ziemi?

Ten cel sytuuje się poza śmiercią biologiczną, chodzi o nasze zbawienie, życie wieczne, pozaziemskie, poza horyzontem naszego ziemskiego istnienia. Chrystus przyszedł na świat jako przewodnik, aby nas do tego celu doprowadzić, bo często nie znamy drogi. Uczniowie pytali Go o nią, na co Jezus odpowiedział: Ja jestem drogą. Lubię porównywać Ducha Świętego, Ducha Jezusa Chrystusa, do GPS-u, który nas prowadzi do celu.

Ale nie zawsze z tego duchowego GPS-u korzystamy…

Bo są błędy ludzkie. Jednak Duch Święty nie chce doprowadzić nas na manowce, lecz do Boga, dając nam życie i prawdę.

Narodziny Chrystusa są faktem historycznym, ale, to że jest On Bogiem, to sprawa wiary?

Nie do końca. Dla nas jest to kwestia wiary, ale dla pierwszych uczniów było to wręcz fizyczne doświadczenie. Jeden z ojców Kościoła mówił, że gdyby oni nie mieli tego doświadczenia, nie tylko życia Chrystusa, ale także Jego śmierci i zmartwychwstania, nigdy by na cały świat nie poszli z orędziem Ewangelii, jako ludzie prości i niewykształceni. Początkowo Bóg objawiał się w bardzo wąskim kręgu narodu izraelskiego. Jego objawienie w Jezusie Chrystusie spowodowało, że obecnie jest znany na całym świecie, we wszystkich ludach i narodach. Oczywiście w różnych proporcjach. Są narody, gdzie przeważa chrześcijaństwo, ale w innych jest ono w mniejszości. Jednak wiara w Boga chrześcijan jest powszechna. Chrześcijaństwo ma najwięcej wyznawców na świecie, nawet więcej niż islam.

Obchody świąt Bożego Narodzenia zaczęły się sprowadzać do wymiaru kulturowego, wręcz komercyjnego. Dlaczego tracimy świadomość religijnego znaczenia tych świąt?

Proces ten zaczął się w okresie oświecenia, w którym doszło do racjonalizacji wszystkiego i oparcia się tylko na ludzkim rozumie, który oczywiście tak daleko jak wiara chrześcijańska nie sięga. Ponieważ obrzędowość Bożego Narodzenia była wpisana w poprzednie wieki, więc w wielu kręgach pozostała w postaci folkloru. Zatracając wiarę, ludzie koncentrują się na zewnętrznej stronie. To są przede wszystkim rodzinne święta bliskości, ciepła domowego. Przyciągają aurą, można powiedzieć humanistyczną, a czasem wręcz humanitarną. Dlatego ludzie niewierzący mimo wszystko obrzędowość Bożego Narodzenia akceptują i nią żyją, choć wyraża się ona w rzeczach drugorzędnych, jak choinka, specjalne potrawy czy prezenty, za którymi stoi olbrzymi przemysł komercyjny.

A co jest istotne podczas Bożego Narodzenia w wymiarze duchowym?

Myślę, że przede wszystkim pokora Boga. Wyrażają to najlepiej kolędy, które kontrastują wielkość Boga, wspaniałość, samowystarczalność z tym, co nazywa się w teologii kenozą, czyli wyniszczeniem. Śpiewamy o niemowlęciu, które jest bezbronne, słabe, biedne. „Oj Maluśki, Maluśki” jest bardzo przejmującą pastorałką, która o tym mówi. Dla Boga nie było miejsca nie tylko w gospodzie, ale także w ludzkim sercu.

Rodzi się pytanie, w jakim stopniu Bóg ma miejsce w sercach Polaków. Święty Jan Paweł II, a także Benedykt XVI wzywali nas, abyśmy w zlaicyzowanym świecie, szczególnie w Europie, gdzie wiara jest traktowana w najlepszym razie właśnie jako folklor, byli świadkami Chrystusa. Czy Polacy podjęli to wezwanie?

Wprost i w większości nie podejmujemy, ale mimo laicyzacji trwamy w wierze. W krajach Europy Zachodniej liczba praktykujących wynosi kilka procent, a u nas średnio 40 procent. To jest niebywale dużo w stosunku do krajów tamtej części Europy, w których tylko muzułmanie mają tak dużą liczbę praktykujących. U Żydów waha się to w granicach około 20 procent.

Tylko czy te 40 procent polskich katolików ma wpływ na oblicze Europy?

Wskażę tu dwa przykłady. Różaniec do Granic jest podejmowany na świecie. Modlono się już w Irlandii, teraz akcja ma się odbyć w granicznych stanach USA. To jest przykład rozprzestrzeniania się na zewnątrz naszych inicjatyw religijnych. Drugim przykładem jest fakt, że episkopaty innych krajów bardzo śledzą wypowiedzi Episkopatu Polski w sprawach najważniejszych. Polacy są też ludem pielgrzymującym zarówno w kraju, jak i poza nim. Nasi emigranci wypełniają opustoszałe kościoły w innych krajach.

Różaniec do Granic był mocno krytykowany przez środowiska lewicowe, bo według nich był skierowany przeciwko islamowi.

To było imputowanie intencji, których w rzeczywistości nie było. Mamy tu do czynienia z celową ideologizacją, aby zmniejszyć wagę tego wydarzenia, wręcz je ośmieszyć. Jest na przykład silny nurt, który ciągle oskarża polskich chrześcijan o ksenofobię. Nie sądzę, abyśmy byli bardziej ksenofobiczni niż wszystkie inne narody, które znam w Europie. Kultura polska przez wieki była bardzo atrakcyjna, przed II wojną światową byliśmy państwem wielonarodowym. Moja rodzina jest pochodzenia niemieckiego.

Jeżeli jesteśmy tacy otwarci, to dlaczego nie przyjmujemy muzułmanów w czasie obecnego kryzysu uchodźczego. Lewica zarzuca mam nawet z tego powodu, że nie zdaliśmy egzaminu z naszego chrześcijaństwa…

Przede wszystkim ci imigranci nie chcą do Polski przyjeżdżać. Fundacja Estera sprowadziła do naszego kraju 100 rodzin i one dość szybko wyjechały na Zachód. Dlaczego? Bo u nas nie ma islamskiej diaspory, nie ma dla nich środowiska, w którym mogliby funkcjonować. Do tego nasza pomoc socjalna jest bez porównania niższa niż w krajach, do których wyjeżdżają.

Na nasz stosunek do muzułmanów mają wpływ ataki terrorystyczne, jakich dokonują oni w różnych miejscach świata, wojna na Bliskim Wschodzie i olbrzymia agresja fundamentalistów islamskich w Afryce. To są tak niebezpieczne zjawiska, że negatywny stosunek wobec przyjmowania uchodźców muzułmańskich jest zrozumiały. A jednocześnie nie można zapominać, że sa u nas imigranci z Azji, jest duża diaspora Wietnamczyków i Chińczyków, mamy wielu muzułmanów z Czeczenii i przeszło milion Ukraińców, którzy uciekają do Polski przed wojną i biedą. Nie jest więc prawdą, że jesteśmy zamknięci na potrzebujących, choć niewątpliwe najchętniej przyjmujemy tych, którzy są nam bliscy kulturowo.

Wspomniał Ksiądz Arcybiskup, że episkopaty innych krajów z uwagą śledzą wypowiedzi Episkopatu Polski. Nasi biskupi mieli przygotować instrukcję dotyczącą interpretacji ósmego rozdziału adhortacji Franciszka „Amoris laetitia”, dotyczącego przyjmowania Komunii św. przez osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach. Kiedy taka instrukcja będzie gotowa?

Są trudności interpretacyjne ze względu na pewne niejasności zawarte w tekście tej adhortacji. Te trudności są powszechnie znane, episkopaty innych krajów też je mają. Problem polega na tym, jak ciągłość doktrynalną dopasować do wymogów pastoralnych. Ta granica jest tu bardzo delikatna. Episkopat Polski pracuje nad tym dokumentem, było już kilka wersji, myślę, że w przyszłym roku powinien się ukazać.

Franciszek uznał, że opracowanie biskupów z regionu Buenos Aires „w pełni wyjaśnia sens ósmego rozdziału” „Amoris laetitia”. Jednak wielu teologów ma wątpliwości co do interpretacji zastosowanej przez tych biskupów, zarzucając jej relatywizację grzechu. Jaka jest opinia Księdza Arcybiskupa na ten temat?

Gdy się wczytać w argumentację biskupów z Argentyny, to chodzi zawsze o bardzo szczegółowe rozeznanie sytuacji, w jakiej są ludzie żyjący w takich związkach, i w zależności od niej dopuszczenie ich do Eucharystii. Jan Paweł II stawiał sprawę bardzo jasno, mówiąc, że to jest możliwe, o ile będą żyć we wstrzemięźliwości seksualnej. W „Amoris laetitia” takiej wyraźnej cezury nie ma. Problem sprowadza się do braku obiektywnego kryterium. W dokumencie biskupów argentyńskich mamy subiektywne rozeznawanie sytuacji egzystencjalnej każdego związku, co może prowadzić do relatywizacji.

Dla mnie przede wszystkim jest tu problem wymiaru komunijnego Eucharystii. Sakramentalne przymierze małżeńskie jest komunią trójstronną – małżonków i Jezusa Chrystusa, bo małżeństwo to jest sakrament. Jeśli przymierze zostało zerwane, to ucierpiał na tym także wymiar komunijny. W dokumencie biskupów regionu Buenos Aires są takie sformułowania, które mogą sugerować, że w pewnych sytuacjach nie można wymagać od ludzi wstrzemięźliwości seksualnej, a chodzi o osoby żyjące w związkach niesakramentalnych, pragnące przystąpić do sakramentu Eucharystii. Stoimy wobec dużej trudności interpretacyjnej. Zakonnicy czy kapłani rytu łacińskiego żyją w tej abstynencji, dotyczy to także wielu osób świeckich. Oczywiście niektórzy upadają, ale nie jest prawdą, że życie w czystości jest niemożliwe. Odmówienie ludziom zdolności do panowania nad popędem to pomniejszanie możliwości ludzkiej natury.

W jakim kierunku idzie refleksja polskich biskupów?

Przede wszystkim jest duża akceptacja wszystkich rozdziałów „Amoris laetitia”, bo to jest bardzo bogaty, ciekawy dokument pastoralny, pomagający w duszpasterstwie rodzin i oczywiście samym rodzinom. Jest jednak problem interpretacji kilku paragrafów ósmego rozdziału.

Jak Ksiądz Arcybiskup będzie odmawiał „Ojcze nasz”: „nie wódź nas na pokuszenie”, czy jak chce papież: „nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę”?

Jestem przywiązany do starych formuł, bo odmawia się je ze zrozumieniem. Człowiek wierzący doskonale wie, że Pan Bóg nikogo nie kusi do złego, natomiast może nas ochronić od pokusy. Dotychczasowa wersja to typowo hebrajski skrót myślowy.

Kilkanaście dni temu przeszedł Ksiądz Arcybiskup na emeryturę. Jakie plany na przyszłość?

Plany to trochę pisanie palcem po piasku. Bardzo jestem proszony o dalszy udział w życiu diecezji i wspomaganie. Nie ma przecież emerytury od kapłaństwa, a tym bardziej od biskupstwa. Księża seniorzy nie są w Polsce bezrobotni.

Czego Ksiądz Arcybiskup życzy Czytelnikom „Gościa Niedzielnego” na Boże Narodzenie?

Pan Jezus jest takim nadzwyczajnym Gościem, który do nas przychodzi w ludzkiej postaci, nie narzucając się. Życzę wszystkim Czytelnikom „Gościa Niedzielnego”, żeby przeżywali święta Bożego Narodzenia z wiarą. Żeby odczytali teologię kolęd, ona jest najlepszym pedagogiem świąt. 

Abp Henryk Hoser

jest biskupem seniorem diecezji warszawsko-praskiej, którą kierował od 2008 r. Urodził się w Warszawie w 1942 r. Ukończył studia medyczne i pracował jako lekarz. W 1969 r. wstąpił do zgromadzenia pallotynów. W 2005 r. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem i jednocześnie sekretarzem pomocniczym Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów oraz przewodniczącym Papieskich Dzieł Misyjnych.

« 1 »
oceń artykuł
  • Józef K.
    25.12.2017 13:56
    Ksiądz Arcybiskup , przynajmniej w dwóch kwestiach błądzi.Po pierwsze w ramach Fundacji Estera do Polski przyjeżdżały z Bliskiego Wschodu rodziny chrześcijańskie , tak więc opuszczały nasz kraj nie z powodu braku islamskiej diaspory. Po drugie kolejny raz pojawia się slogan o milionie uchodźców z Ukrainy, w podobny sposób do Wielkiej Brytanii uciekając przed biedą wyjechały podobne tłumu polskich uchodźców.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.