Nowy numer 21/2018 Archiwum

Polacy lubią Roraty

Roraty świetnie sprawdzają się jako element duszpasterstwa nad Wisłą. W czasach, gdy narzekamy na nieobecność młodszych pokoleń w kościele, mogą zgromadzić wcześnie rano w świątyni setkę dzieciaków.

Dzieci jeszcze śpią, ale na stole już czekają lampiony i płonie świeca w adwentowym wieńcu. – Nie wiem, kto ma z tego większą radość: dzieci czy my – uśmiecha się Aneta Miechówka, mama. Po chwili do pokoju zagląda 11-letnia Marta, w ślad za nią zjawia się 13-letni Wojtek. Tylko na najmłodszą, 6-letnią Zosię trzeba będzie trochę poczekać. Zaspane oczy mówią same za siebie: nie jest łatwo wstać przed szóstą rano. Ale mama twierdzi, że w tym cały urok Rorat.

Stolarnia w kościele

„Spuśćcie rosę, niebiosa, z góry, a obłoki niech spuszczą z deszczem Sprawiedliwego. Niech się otworzy ziemia, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela” – wołamy z ciemności rozjaśnianej jedynie lampionami. Dopiero ze śpiewem Gloria pojawi się światło. Może w tym tkwi właśnie siła Rorat: że prostymi symbolami oddają prawdę o naszym życiu. Bo przecież wszyscy żyjemy w ciemności i tęsknimy za światłem.

– Nie szukam niekonwencjonalnych rozwiązań – mówi o swoich pomysłach na przeżywanie Rorat ks. Janusz Badura, proboszcz parafii św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim. – Po pierwsze, najpierw w tej intencji się modlę. Po drugie, staram się przedstawić temat Rorat w sposób dosłowny, ukazać go od strony praktycznej – tak, by przekazywana treść była jasna, czytelna.

W tym roku przewodnikiem po Adwencie – dzięki pomysłowi „Małego Gościa Niedzielnego” – stał się święty Józef, więc w kościele św. Herberta pojawiła się mała stolarnia. Żółta tablica informuje, że plan bezpieczeństwa pracy i ochrony zdrowia znajduje się u kierownika budowy – św. Józefa. Przed ogłoszeniami duszpasterskimi w stolarni odbywa się konkurs wbijania kołków. Startują w nim ci, którzy wcześniej prawidłowo rozwiązali (wcale nie łatwy!) rebus dotyczący bohatera tegorocznych Rorat. Kto wbije więcej kołków w ciągu minuty, otrzymuje figurkę świętego. Po Mszy wszyscy spotykają się w „Józodajni” – namiocie, w którym można poczęstować się pysznym pączkiem i kakao. Jak widać, parafia z Wodzisławia twórczo podeszła do małogościowej propozycji.

Odkryty na nowo

Około czterech tysięcy parafii zdecydowało się na przeżywanie Adwentu według pomysłu „Małego Gościa”. Są wśród nich nie tylko wspólnoty z Polski, ale także ze Słowacji, z Białorusi, a nawet Stanów Zjednoczonych. – Cieszę się, że postać św. Józefa została wreszcie wyeksponowana – zwierza się ks. Badura. – Mam wrażenie, że jego walory były do niedawna pomniejszane. Było o nim w Kościele tak cicho, jak cichy jest on sam. To błąd.

– Święty Józef został w ostatnich czasach odkryty na nowo – twierdzi Gabriela Szulik, redaktor naczelna „Małego Gościa Niedzielnego”. – Ludzie zwracają się do niego z prośbą o potomstwo, pracę, dobrego męża, dobrą żonę. Odprawiają tzw. telegramy do św. Józefa w nagłej potrzebie. Święty jest orędownikiem zarówno w sprawach codziennych, które dotyczą każdego z nas, jak i w sprawach całego Kościoła w czasach prześladowań. Dlatego kiedy przyszedł nam do głowy ten pomysł, pytaliśmy samych siebie: dlaczego dopiero teraz?

– Temat fajny, na czasie – ocenia Aneta Miechówka. – W roratniej piosence najbardziej podoba mi się to, że dla św. Józefa kasa nie była ważna. Postawił na rodzinę. Teraz wszyscy gdzieś gonimy i rodzina schodzi na dalszy plan.

– Szukamy wzorców daleko, a przecież gdy jest się w Kościele, to tam wszystko można znaleźć – wtóruje jej mąż Sebastian. Mężczyzna na co dzień pracuje w kopalni, lecz gdy tylko czas mu pozwala, uczestniczy w Roratach wraz z rodziną. – Święty Józef jest człowiekiem pracy, ale i troski o rodzinę – podkreśla.

Polska tradycja

Okazuje się, że Roraty świetnie sprawdzają się jako element duszpasterstwa nad Wisłą. W czasach, gdy narzekamy na nieobecność młodszych pokoleń w kościele, mogą – tak jak w wodzisławskiej świątyni – zgromadzić ponad setkę dzieciaków. I to wcześnie rano! – Przychodzą do nas także ludzie z innych parafii, w których Roraty odbywają się wieczorem. Te poranne bardziej im odpowiadają. Dlatego kiedy ktoś pyta mnie, dlaczego odprawiamy Roraty rano, odsyłam go do słownika języka polskiego. To po prostu wynika z definicji.

Roraty są popularne tylko w naszym kręgu kulturowym. Wywodzą się one z tzw. Missa Aurea, czyli Złotej Mszy, odprawianej przed wschodem słońca w środę trzeciego tygodnia Adwentu. Nazywana ona była także Mszą Rorate – od pierwszych słów introitu „Rorate caeli” (Spuśćcie rosę), który był wówczas śpiewany. Z czasem w Europie Zachodniej przyjął się zwyczaj odprawiania jej przez dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem. W niektórych krajach – głównie w Niemczech, Czechach, na Węgrzech i właśnie w Polsce – rozciągnięto tę tradycję na cały okres Adwentu.

Dziś Roraty pozostają głównie polską specyfiką, ale ich popularność wzrasta także na Słowacji i w Czechach, gdzie przybywa kościołów, w których są praktykowane. W Niemczech istnieją raczej w formie szczątkowej – odbywają się zwykle po południu, np. raz w tygodniu. – Nie spotkałem się z tą praktyką we Włoszech i nie jest ona obecna w Kościele w Boliwii, gdzie pracuję – opowiada misjonarz o. Kasper Mariusz Kaproń OFM. – W Ameryce Łacińskiej w Adwencie, zwłaszcza w czasie nowenny przed Bożym Narodzeniem, jest tradycja posady, czyli szukania gospody dla Maryi i Józefa. Wychodzi się z procesją z figurami Józefa i brzemiennej Maryi, pukając od drzwi do drzwi w poszukiwaniu miejsca dla wędrowców.

Kolory z całej palety

Jak to się stało, że w Polsce tradycja uczestniczenia w Roratach jest tak mocno zakorzeniona i opiera się trendom laicyzacji? Z pewnością w dużej mierze zawdzięczamy to pomysłowości i zaangażowaniu duszpasterzy. – W życiu jest tak, że jeżeli coś dajesz, to zawsze ktoś po to przyjdzie. Jeśli górnikom daje się 10 tysięcy złotych, to będą stać po nie w kolejce. Więc Roraty trzeba zrobić na miarę tych 10 tysięcy. A przede wszystkim pozwolić działać Panu Bogu. Czasem ludzie najbardziej zapamiętują to, co nam wydawało się mniej udane – uśmiecha się ks. Janusz Badura.

W jego parafii odbywają się także Roraty dla dzieci z dysfunkcjami oraz Msza roratnia dla dorosłych, w sobotę rano. Ta ostatnia wygląda podobnie jak Roraty dla dzieci – wierni przychodzą do kościoła z lampionami. – Każdy z nas ma w sobie małe dziecko – przekonuje ks. Badura. – Dorosłych także zapraszam na „zwykłe” Roraty. Zależy mi na tym, żeby była to modlitwa całego Kościoła. Jeśli podczas Mszy dla dzieci ksiądz nie będzie banalizował, to z pewnością trafi też do dorosłych. Z drugiej strony nie chcę, żeby dorośli opierali całą swoją duchowość na tym małym dziecku, które w nich jest. Dlatego myśli i język, które do nich kieruję, muszą być na miarę ich oczekiwań. Temu właśnie służą Roraty dla dorosłych. Jeśli chcemy, by nasz Kościół był żywy, trzeba skorzystać z całej palety kolorów.

Za oknami niebo powoli się rozjaśnia. – Dzisiaj Pan Bóg mówi do nas: „Wodzisławiu, nie jesteś najlichszym z miast na ziemi. Z ciebie wyjdzie światło” – parafrazuje w kazaniu ewangeliczny tekst ks. Błażej Bryk. – Nie jest ważne, skąd pochodzisz. Pan Bóg wymyślił dla Maryi męża z małego Betlejem, bo miał taki plan.

Dzięki Roratom wchodzimy w sam środek biblijnej historii. Czujemy, że ona rozgrywa się także w nas samych. 

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.