Nowy numer 24/2018 Archiwum

Niedopałek Mladicia

Wyrok Trybunału w Hadze dla Ratka Mladicia kończy pewną epokę. Dojrzalsi o 22 lata Serbowie nie wyszli już masowo na ulice w obronie „srpskiego gieroja”. Bałkańskie upiory nie pozwalają jednak spać całkiem spokojnie poranionym narodom byłej Jugosławii.

Ratko Mladić nie mógł w Hadze usłyszeć innego wyroku niż dożywocie. Choć określenie „rzeźnik Bałkanów” brzmi szczególnie złowrogo, to jest w tym, niestety, zasługa samego generała. Akt oskarżenia Mladicia zawierał 11 zarzutów (uznano go winnym 10 z nich), obejmujących ludobójstwo, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym nadzorowanie oblężenia Sarajewa, podczas którego zginęło ponad 10 tys. ludzi, oraz masakry w Srebrenicy, gdzie oddziały Serbów bośniackich w 1995 roku wymordowały ok. 8 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców. W Belgradzie, stolicy Serbii, tylko najbardziej radykalne ugrupowania zorganizowały niewielkie pikiety jako wyraz sprzeciwu wobec wyroku. Większość Serbów, również tych, którzy uważają, że Zachód stosował podwójne standardy w rozliczaniu zbrodni popełnionych w wojnie bałkańskiej, nie potrafi znaleźć usprawiedliwienia dla tego, czego dokonał Ratko Mladić. Albo przynajmniej całkowicie pragmatycznie uznaje, że trzeba iść dalej, bo tamta wojna i jej wątpliwi bohaterowie przegrali. Jeszcze 6 lat temu, gdy Mladić został aresztowany, w Belgradzie w jego obronie protestowało ponad 10 tys. osób. Teraz ogólna atmosfera i reakcja serbskiego mainstreamu pokazują, że wraz z tym wyrokiem coś się jednak na Bałkanach kończy. Czy oznacza to koniec kłopotów z pamięcią i tożsamością poranionych narodów?

Nie bójcie się

„Jestem generał Ratko Mladić. Niczego się nie bójcie, nikt wam krzywdy nie zrobi”. Tak dowódca bośniackich Serbów mówił do muzułmańskich kobiet pod Srebrenicą (można zobaczyć to na dostępnym w internecie nagraniu dokonanym przez samych bośniackich Serbów). Kilka dni później ich mężowie, synowie i bracia zginęli od kul żołnierzy Mladicia. Był lipiec 1995 roku. Wojna na Bałkanach, na oczach Europy i świata, już dawno przerodziła się w etniczną rzeź. Każda ze stron konfliktu po rozpadzie Jugosławii miała coś na sumieniu, trudno jednak zwolnić właśnie Serbów z głównej odpowiedzialności za rozpętanie i przewodzenie tej rzezi. Srebrenica stała się symbolem największego ludobójstwa po II wojnie światowej – około 8 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców rozstrzelanych przez Serbów.

Ratko Mladić na generała awansował właśnie w czasie wojny na Bałkanach. Przywódca bośniackich Serbów, Radovan Karadżić, kiedy usłyszał o sprycie wojskowym Mladicia, sprowadził go do Sarajewa. To Mladić miał nakazać oblężenie miasta po tym, jak Karadżić i jego ludzie obwieścili w bośniackim parlamencie, że próba ogłoszenia niepodległości przez Muzułmanów (w Bośni to równoznaczne z narodowością) skończy się wojną. Trwające blisko 4 lata oblężenie stolicy Bośni i Hercegowiny pochłonęło 10 tys. ofiar. Serbowie mieli całe Sarajewo jak na dłoni – strzelali z otaczających miasto gór. Również na rozkaz Mladicia stolica była bombardowana.

Chcesz zobaczyć żonę?

Na wspomnianym wyżej filmie, nagranym przez serbskiego operatora, który rejestrował wydarzenia od wkroczenia Mladicia do Srebrenicy, można obejrzeć m.in. długie negocjacje z holenderskim pułkownikiem z sił ONZ. Mladić jest w tych rozmowach spokojny, ale bardzo pewny siebie. „Kiedy widziałeś swoją żonę?” – pyta Holendra. „Pół roku temu” – odpowiada niepewnym głosem „błękitny beret”. „A chciałbyś ją jeszcze zobaczyć? – dopytuje Mladić. „Tak” – odpowiada potulnie Holender. „Moi chłopcy, których dzisiaj zabili twoi ludzie, też chcieli zobaczyć swoje żony” – rzuca chłodno Mladić. Wie, że siły ONZ nie są w stanie mu nic zrobić. Proponuje, by siły międzynarodowe zorganizowały ewakuację wszystkich, którzy złożą broń. „Nie chcemy zabijać ludności cywilnej” – obiecuje na filmie Mladić. ONZ nie przyjmuje warunków. Mladić organizuje dziesiątki autokarów i obiecuje wszystkim Muzułmanom, którzy chcą opuścić Potocari w pobliżu Srebrenicy, ewakuację. Na filmie widać, jak wchodzi do każdego z autokarów i uspokaja siedzące w nich kobiety. Ale Serbowie oddzielają kobiety i dzieci od mężczyzn w wieku od 12 do 77 lat. W ciągu kilku dni zabijają prawie 8 tys. osób. Praktycznie pod okiem zupełnie biernych holenderskich oddziałów.

Wcześniej na wspomnianym filmie, jeszcze przed wejściem do Srebrenicy, Mladić mówi do kamery: „Dziś kolejny wielki dzień dla Serbii, wyzwalamy Srebrenicę. Wspominając powstanie przeciwko Turkom, nadszedł czas, by zemścić się na Muzułmanach” – kończy, rzucając niedopałek. Gdy w maju 2011 roku zostaje aresztowany na północy Serbii, w miasteczku Lazarevo, około 100 km od Belgradu, ma już 68 lat. Dokumenty ma wystawione na nazwisko Milorad Komadić. Nie ma wątpliwości, że aresztowanie – podobnie jak wcześniej Radovana Karadżicia – było możliwe dzięki determinacji nowych władz Serbii, podobnie zresztą jak wcześniej wieloletnie ukrywanie się zbrodniarzy umożliwiał parasol ochronny władz w Belgradzie i odpowiednich służb. Charakterystyczne jest to, że gdy w więzieniu w Hadze spotkał swoich dawnych towarzyszy i wrogów, niemal od razu, w ciągu zaledwie 2 miesięcy, zdołał pokłócić się ze wszystkimi. Nie wytrzymał również momentu ogłaszania wyroku po ponad 5 latach od uwięzienia. Sędzia nakazał wyprowadzić Mladicia, gdy ten wykrzykiwał pod jego adresem powtarzane od lat zarzuty o stronniczość i manipulowanie faktami.

Zbrodnie i zbrodnie

Zbyt wiele złych rzeczy wydarzyło się w czasie wojny bałkańskiej za sprawą Mladicia, by traktować poważnie jego próbę obrony, która jest zwykłym zaprzeczaniem faktom. Jeśli jednak jest jakaś okoliczność, nie tyle łagodząca, ile pokazująca nieco szerszy kontekst rozliczeń zbrodni w b. Jugosławii (która jednak nie znosi odpowiedzialności Serbów), to może nią być pewna taryfa ulgowa, z jaką zachodnie elity traktowały i traktują zbrodnie popełniane przez pozostałe strony konfliktu. – Nikt nie mówi na przykład o zbrodni, jakiej dopuścili się Muzułmanie w mojej wiosce Uzdol w Hercegowinie – mówił mi 2 lata temu bośniacki Chorwat Branko Jurij z Sarajewa. – Żyjemy w jednym wielkim kłamstwie, bo każdy pielęgnuje tylko pamięć o swoich krzywdach, promuje własną prawdę. A nie ma próby poznania i zrozumienia jednej prawdy o tej wojnie – żalił się Hrvoje Vranješ, redaktor jednego z sarajewskich wydawnictw. Jego wioska, Rostovo, została spalona przez Muzułmanów w 1993 roku. Z rodziną uciekł do Chorwacji, po wojnie przeprowadził się do Sarajewa. – Nie rozgrzeszam Chorwatów, oni też mają różne rzeczy na sumieniu. Część mojej rodziny po ucieczce do Chorwacji zamieszkała w domach, z których wcześniej wygnano Serbów – przyznawał. Podobnie zresztą wygląda to – już na innym froncie – w przypadku kosowskich Albańczyków, którzy mają na koncie niemałe zbrodnie dokonane na Serbach. Zamiast determinacji w rozliczeniu zbrodni, podobnej jak wobec Serbów, Zachód nagrodził ich zgodą na samozwańcze państewko.

Nie brak jednak głosów, które uważają, że takie postawienie sprawy relatywizuje odpowiedzialność Serbów za rozpętanie całej zawieruchy. Zwracają uwagę, że obwinianie w równym stopniu wszystkich stron konfliktu jest niebezpieczne, bo grozi… nowym wybuchem wojny. Serbowie – mówią – muszą mieć na uwadze, że wszystko zaczęło się od tego hasła: Tamo gdje su Srbi, tamo je Srbija [Tam, gdzie są Serbowie, tam jest Serbia].

Żarzące się węgle

Goran Andrijanić, chorwacki dziennikarz z Sarajewa, w tym kontekście uważa, że wyrok dla Ratka Mladicia może mieć mimo wszystko pozytywny wpływ na sytuację w regionie. – Jeśli nie w konkretnie politycznym sensie, to przynajmniej w sensie symbolicznym, który na tym terenie zawsze był bardzo ważny – mówi GN Andrijanić. – Wyrok ponownie zwraca uwagę na tę politykę, która była głównym źródłem zła dokonanego na tych terenach. A jest nim polityka wielkoserbska Slobodana Miloševicia oraz jego współpracowników w BiH i Chorwacji. Oczywiście nie chcę mówić, że nie było zbrodni wojennych i w innych narodach oraz że ich nie trzeba osądzić, ale to nie może oznaczać, że za wojnę w BiH i Chorwacji odpowiedzialne są wszystkie narody w takiej samej mierze, bo to po prostu kłamstwo – twierdzi. Jego zdaniem, o ile prezydent Serbii wezwał rodaków z „Serbii właściwej” do patrzenia do przodu, czyli do pogodzenia się z rozliczeniem zbrodniarza, o tyle bośniaccy Serbowie ciągle nie są gotowi skonfrontować się ze swoją przeszłością.

Oby nie okazało się w bliższej lub dalszej przyszłości, że zduszone poczucie niesprawiedliwości ktoś znowu wykorzysta i rozpali na nowo bałkański kocioł.

Niestety, parę niepokojących sygnałów miałem okazję widzieć w Bośni 2 lata temu, w tym rosnącą liczbę dewastacji cmentarzy – i prawosławnych, i katolickich, i muzułmańskich. – Odnotowujemy 40, a czasami nawet 70 takich ataków rocznie. Tego nigdy przed wojną nie było – mówiła mi Božana Ivelić-Katava z Rady Międzyreligijnej w Sarajewie. Oby nikt nie zdołał na tych żarzących się węgielkach zbudować kapitału politycznego. Nowej wojny Bałkany mogłyby nie przeżyć.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji