Nowy numer 30/2021 Archiwum

Maryja kocha protestantów

Nikt nie odpowie miłością na coś innego niż miłość.

Sądząc po licznych wpisach internetowych, istnieje pewna grupa osób przekonanych, że protestanci błądzą we wszystkim i z automatu idą do piekła. A skoro tak, to lepiej trzymać się od nich z daleka i z tego dystansu obrażać ich, nazywając heretykami i kacerzami. Po to, żeby się nawrócili, rzecz jasna.

Być może osoby tak myślące stanowią margines nie większy od tego, jaki istnieje także po stronie protestanckiej, ale jednak jest to margines bardzo krzykliwy. Krzyk wzmógł się w związku z jubileuszem 500-lecia reformacji, a z nim złość i odrzucanie nawet możliwości wspólnej modlitwy z osobami innych wyznań. Ktoś z takich „ortodoksów” użył nawet określenia „herezja ekumenizmu”. Gdy powołałem się na encyklikę Jana Pawła II „Ut unum sint” (święty papież pisze tam m.in., że ekumenizm jest sprawą miłości Bożej, a „stawianie przeszkód tej miłości jest zniewagą wobec Niego i wobec Jego zamiaru zgromadzenia wszystkich w Chrystusie”), usłyszałem, że Janowi Pawłowi II też trzeba będzie się przyjrzeć.

Wiem, że do nauczania Kościoła nie można przekonać osób bardziej kościelnych niż Kościół i bardziej papieskich niż papież, szczególnie gdy i papieża nazywają heretykiem. Ale ja nie do nich to piszę, lecz do tych, którzy słyszą ich pokrzykiwanie, nie wiedząc, jak bardzo jest fałszywe.

Fałsz zaczyna się już od ignorowania faktu, że nas wszystkich, chrześcijan, łączy ten sam chrzest. A skoro tak, to znaczy, że i oni, i my staliśmy się nowym stworzeniem w Chrystusie. Jak to więc możliwe, żeby połowa spośród tych, którzy przyjmują „obmycie odradzające w Duchu Świętym”, pozostawała w szponach Złego?

Święty Paweł zapewnia: „Nikt nie może bez pomocy Ducha Świętego powiedzieć »Panem jest Jezus«” (1 Kor 12,3b). A protestanci mówią to tak samo jak my. Więc co – robią to „przez Belzebuba”?

My, wszyscy ochrzczeni, jesteśmy braćmi w Chrystusie, nawet jeśli nie wszyscy bracia to uznają. Jesteśmy przybranymi dziećmi Boga i mamy tego samego Ducha Świętego. Nie znosi to wszystkich problemów, ale na pewno nie zniesie ich okładanie się swoimi racjami. Protestanci oczywiście inaczej widzą pewne sprawy, na przykład mają nielogiczny stosunek do świętych, zwłaszcza do Maryi. Zasadniczo słabo Ją zauważają. Ale Maryja ich kocha. Choćby dlatego, że oni przecież kochają Jej Syna. A o to Jej zawsze chodzi – żeby ludzie poznali Jezusa i żeby uznali Go za swojego Pana.

Pewnie, że podział był zły i ma złe skutki, ale arogancją i wrogością tego się nie naprawi. 500 lat doświadczenia powinno nam już to pokazać. Jeśli jesteśmy braćmi Jezusa, to także znaczy, że Maryja jest naszą wspólną Matką. Niezależnie od tego, co sądzą o tym niektóre Jej dzieci.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także