GN 24/2018 Archiwum

Kto zapełni lukę?

Jak wynika z prognoz długoterminowych, w 2050 r. Polska będzie potrzebowała 5 mln nowych pracowników. Skąd mamy ich wziąć?

Raczej nie będą to Polacy. Prognozy demograficzne są nieubłagane. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w najbliższym czasie niska dzietność wraz z systematycznym wydłużaniem długości życia prowadzić będzie w Polsce do zmniejszenia się przyrostu naturalnego. To oznacza, że jako społeczeństwo będziemy się szybko starzeć. Najnowsza prognoza Eurostatu wskazuje, że po 2024 r. udział osób w wieku 65 lat i więcej w strukturze ludności Polski przekroczy 20 proc., zaś po 2060 r. – 33 procent.

W tym kontekście należy rozumieć niedawną wypowiedź wicepremiera Mateusza Morawieckiego, postulującego większe otwarcie się na pracowników ze Wschodu. Jak dowodził, brak wykwalifikowanych pracowników jest obecnie jedną z pięt achillesowych polskiej gospodarki. „Mamy już bezrobocie jedno z najniższych w Europie (...). Ukraina, Białoruś – to są pokrewne nam narody i widzę w tym ogromną szansę” – mówił.

Ilu ich jest?

Zachód od wielu lat przyjmuje migrantów nie z powodów altruistycznych, ale dlatego, że wcześniej musiał zmierzyć się z problemami, które będą naszym udziałem za kilka lub kilkanaście lat. Przyjął jednak ludzi z odmiennych kręgów cywilizacyjnych, kulturowych oraz religijnych, których w sporej części nie udało się nigdy zintegrować. Negatywne konsekwencje tego odczuwane są dzisiaj, kiedy islamski terroryzm szuka sojuszników wśród współwyznawców osiedlonych na Zachodzie.

Polska nie musi popełniać tych błędów. Szukając nowej siły roboczej, może otworzyć się na pracowników ze Wschodu. To najczęściej Słowianie, ludzie wywodzący się z podobnego kręgu kulturowego i religijnego, ważna jest także bliskość językowa. Dominują wśród nich pracownicy z Ukrainy, którzy zdecydowali się na pracę u nas ze względu na lepsze warunki ekonomiczne, umożliwiające im nie tylko w miarę dostatnie życie, ale także wsparcie bliskich, których pozostawili na Ukrainie. Czasami politycy mówią o nich, że są uchodźcami, co nie jest prawdą. Status uchodźcy w latach 2013–2017 otrzymało zaledwie 22 obywateli Ukrainy, z czego część musiała dobijać się o to w długiej procedurze odwoławczej. Natomiast ze względów humanitarnych zezwolono na pobyt w naszym kraju 269 osobom. Pozostali to migracja ekonomiczna. Najwięcej ich mieszka w województwach mazowieckim, małopolskim, dolnośląskim, przede wszystkim w dużych miastach, najmniej w województwach wschodnich.

Kwestią wywołującą wiele dyskusji jest liczebność tej grupy. W mediach powtarzana jest informacja o milionie Ukraińców przebywających na stałe w Polsce. Nie jest to prawda i stwarza fałszywe wrażenie o skali problemu. Próba oszacowania liczby pracujących u nas Ukraińców nie jest łatwa, gdyż nie ma w skali całego kraju systemu umożliwiającego ich rejestrację. Podstawowym dokumentem, umożliwiającym obcokrajowcom podjęcie u nas pracy, są oświadczenia polskich pracodawców o gotowości zatrudnienia cudzoziemca. Zdecydowana ich większość trafia do rąk Ukraińców. W tym roku wydano już ponad 1 250 000 oświadczeń, ale to nie oznacza, że tylu pracowników z Ukrainy u nas przebywa. Ci, z którymi rozmawiałem, podkreślali, że aby otrzymać jakąkolwiek sensowną pracę, trzeba mieć kilka takich oświadczeń. Ich liczba nie jest więc miarodajnym źródłem, pozwalającym określić liczbę pracujących u nas przybyszy ze Wschodu. Innym wskaźnikiem jest liczba wiz dla Ukraińców, wydanych przez polskie konsulaty. W 2016 r. wydano ich 1 265 000, a w tym jeszcze więcej. Jednak zdecydowana większość to wizy sezonowe. Ich posiadacze pracowali u nas przez kilka miesięcy, po czym wracali do siebie.

Zezwolenie na pobyt stały w naszym kraju miało na początku tego roku ok. 30 tys. obywateli Ukrainy. Większość z nich posiada Kartę Polaka lub ma za małżonków polskich obywateli. Spośród nich zaledwie kilkuset otrzymało status stałego rezydenta Unii Europejskiej, który otrzymuje osoba mieszkająca na terenie danego państwa unijnego ponad 5 lat. Z całą pewnością można jednak powiedzieć, że obecnie przebywa u nas kilkaset tysięcy obywateli Ukrainy.

Najczęściej są oni zatrudniani w handlu i usługach oraz w branży budowlanej. Wielu z nich pracuje także sezonowo w rolnictwie, głównie przy zbiorach. Ich zatrudnienie nie odbiera nikomu w Polsce pracy, gdyż po prostu trudno znaleźć chętnych za taką płacę. Działacze związków zawodowych zwracają uwagę, że taka sytuacja ma jednak także negatywne konsekwencje. Pracodawcy, zamiast przyciągnąć polskich pracowników lepszymi wynagrodzeniami, łatają dziury, zatrudniając Ukraińców, którym płacą najniższe stawki. Z pewnością są i takie sytuacje, ale trudno to generalizować. W ostatnim czasie mamy bowiem w całej gospodarce do czynienia ze wzrostem płac i zatrudnienie pracowników z Ukrainy tego trendu nie zmieniło.

Kierunek na integrację

Oczywiście w tak wielkiej masie ludzi incydenty kryminalne muszą się zdarzać, i zdarzają się, chociaż na szczęście w niewielkiej skali. Chodzi jednak nie tylko o przestępczość pospolitą, ale także o kwestie polityczne. Najwięcej Ukraińców przyjeżdża do nas z Ukrainy Zachodniej. To teren, gdzie kult banderowskich formacji jest niestety silny. Wprawdzie współcześnie ma on charakter głównie antyrosyjski, ale samo zjawisko jest niebezpieczne. Odwołuje się do ideologii usprawiedliwiającej w imię racji narodowych nawet masowe zbrodnie. Z pewnością nie powinno być w Polsce miejsca dla radykalnych ukraińskich nacjonalistów, kultywujących tradycje zbrodniczych formacji, mordujących Polaków w czasie wojny. Niedawno minister Witold Waszczykowski zapowiedział wdrożenie procedur, uniemożliwiających wjazd do Polski ludziom demonstrującym sympatie dla ruchów i formacji, które w czasie ostatniej wojny brały udział w ludobójstwie na Polakach. Choć ta zapowiedź skierowana jest bardziej pod adresem ukraińskich polityków, aniżeli ludzi szukających u nas pracy, ale przy okazji dyskusji o pracownikach z Ukrainy warto zwrócić uwagę i na ten aspekt zagadnienia.

Część z pracujących u nas Ukraińców będzie chciała w naszym kraju zostać na dłużej, a może nawet się osiedlić, co wymaga stworzenia przez państwo jakiejś płaszczyzny integracyjnej. Oznacza to także rozwiązanie w przyszłości kwestii nauczania ich dzieci ojczystego języka. Od przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Polsce słyszałem, że nawet w miejscowościach, gdzie działają ukraińskie szkoły mniejszościowe, dzieci pracujących u nas obywateli Ukrainy nie mogą z nich korzystać. Brakuje odpowiednich podręczników i nauczycieli. Takich kwestii jest więcej. Dobrze, że przynajmniej Kościół katolicki włączył się w opiekę duszpasterską tych Ukraińców, którzy są katolikami obrządku wschodniego.

Nie ulega wątpliwości, że mając na uwadze potrzeby polskiej gospodarki, konieczne wydaje się opracowanie wieloletnich programów migracyjnych i integracyjnych, które pozwolą Ukraińcom zdecydowanym na osiedlenie się w Polsce pielęgnować język i kulturę oraz umożliwią im włączenie się w nurt spraw obywatelskich. Można to zrobić, m.in. dając im prawo do uczestniczenia w wyborach samorządowych, podobnie jak to jest w niektórych krajach na Zachodzie.

Praca Ukraińców w Polsce, według różnych szacunków, zapewnia nawet 9 mld zł wpływów do budżetu w skali roku. Jeśli do tego doliczyć zyski wynikające z nakręcania przez nich konsumpcji (według GUS w pierwszym półroczu tego roku Ukraińcy w Polsce wydali 1,9 mld zł), okaże się, że ich obecność ma pozytywny wpływ na stan naszej gospodarki. Korzyści są zresztą obopólne. W zeszłym roku Ukraińcy z Polski wysłali do swoich rodzin ponad 8 mld zł. Może to być dobry prognostyk przed dalszym rozwojem tej współpracy. Potrzebna jest w tym celu kompleksowa polityka, a kwestie historyczne, choć ważne, nie powinny przesłonić wspólnych celów i strategicznego polsko-ukraińskiego partnerstwa. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Muzyczny
    15.11.2017 08:45
    Czy to jest takie oczywiste, że potrzeba biznesu ulokowanego w Polsce ma determinować otwarcie na multikulti w Polsce? A jak by biznesmeni potrzebowali nie 5 milionów, a 50 to też uznano by bezdyskusyjnie, że należy zadbać o wzrost gospodarczy sprowadzając 50 milionów Chińczyków? Czy to jakaś nowa święta krowa? Japonia (mająca też swoje problemy) nie sprowadza nikogo i jest trzecią gospodarką świata. Da się?
    doceń 5
  • Gość
    11.12.2017 12:56
    Nie zrobiliśmy nic, by nasze dorosłe dzieci nie musiały szukać chleba za granicą. Mateusz Morawiecki zarabiał 16 000 zł dziennie, ile zarabiali jego pracownicy? Ilu pracowników miał ten bank, gdy MM zaczynał w nim pracę, a ilu gdy kończył? Może dziennikarze nam to przybliżą.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji