Gość Świdnicki 26/2019 Archiwum

Nie wyprę się miłości

Charles Bradley śpiewał całym sobą. Odszedł niezwykle wrażliwy człowiek, który swoją pierwszą płytę nagrał dopiero w wieku 63 lat.

Dziękuję Bogu, że wysłuchał moich modlitw. Zastanawiam się, dlaczego tak późno, ale z Nim się nie dyskutuje. Taki debiut był mi pisany – mówił Bradley w audycji w radiu wFuv 90.7, krótko przed premierą albumu „No Time for Dreaming”. Już kilka miesięcy później okazało się, że krążek znalazł się na liście 50 najlepszych płyt roku magazynu „Rolling Stone”, a promujący go teledysk do piosenki „The World Is Going Up In Flames” bije w sieci rekordy popularności. Ubrany w robotniczy strój Bradley lekko zachrypniętym głosem śpiewa w nim o świecie, który stoi w płomieniach. Cały utwór można odczytywać jako wołanie o pomoc człowieka doświadczonego przez los: „Nie słyszą moich łez!” – śpiewa ze smutkiem Charles.

Krytycy muzyczni porównywali głos Bradleya do Otisa Reddinga i Jamesa Browna. To dzięki Brownowi dorastający w Nowym Jorku chłopak zaczął śpiewać. Jednym z nielicznym miłych wspomnień z jego dzieciństwa jest bowiem koncert króla funku w Apollo. Czternastoletni Charles był oczarowany tym, co usłyszał. – Biło z niego światło, zawładnął sceną. Pomyślałem wtedy: Boże, chcę być jak on – wspominał.

W pewnym sensie Bradley szybko zrealizował swoje marzenie. Przez kolejnych 40 lat zakładał czarną perukę i wykonywał utwory Jamesa Browna w niewielkich klubach. Życie go jednak nie rozpieszczało: brak ojca, choroba matki i śmierć starszego brata sprawiły, że ze wszystkim musiał radzić sobie sam. Z muzyki nie mógł się utrzymać, imał się różnych zajęć. Bagaż trudnych doświadczeń sprawił, że pod koniec życia jego twórczość eksplodowała z niesamowitą siłą. – W czasie nagrywania płyty mama powtarzała, że jestem jak Mojżesz, który dopiero na starość odnalazł prawdę o sobie. Taka jest moja historia – mówił Bradley.

Z ulicy do kuchni

Urodził się w 1948 r. w Gainesville na Florydzie jako najmłodsze, ósme dziecko Elizabeth. Rodzice rozwiedli się, nigdy nie poznał ojca. Miał 8 miesięcy, kiedy matka zostawiła dzieci i wyjechała do Nowego Jorku. Kiedy wróciła, Charles miał 8 lat. Postanowiła zabrać ze sobą dzieci. Wiele wskazuje na to, że zrobiła to głównie po to, żeby otrzymać od państwa zasiłek. Mieszkali w strasznych warunkach, a Elizabeth nie dbała o to, żeby dzieci ukończyły szkołę. – W domu wszystkiego brakowało: spałem w piwnicy, łóżko stało na gołej ziemi, nie było nawet betonu – wspominał swoje dzieciństwo Bradley. Pewnego dnia postanowił uciec z domu. W wieku 14 lat wylądował na ulicy. Postanowił poszukać pracy. Zgłosił się do Job Corps. W hufcu pracy nauczono go dobrze gotować. Wkrótce dostał propozycję zatrudnienia w Bar Habor w stanie Maine. Przygotowywał tam posiłki dla 3,5 tys. osób dziennie.

Jak James Brown

– W kuchni zacząłem trochę śpiewać. Współpracownicy mówili: „Widziałeś tego nowego? Śpiewa jak James Brown!” – wspominał z entuzjazmem Bradley. Kierownictwo wpadło na pomysł, żeby chłopak śpiewał dla gości. Po pierwszym koncercie dostał ogromne owacje. Odnalazł swoje miejsce w świecie, postanowił nie opuszczać sceny. W poszukiwaniu szczęścia i pieniędzy wyjechał najpierw na Alaskę, a później do Kalifornii, gdzie pod pseudonimem Black Velvet śpiewał z różnymi zespołami – zawsze wykonywał tylko utwory Browna, nie myślał o własnym repertuarze. Muzyka nie pozwalała mu zarobić na utrzymanie, dlatego jednocześnie pracował jako kucharz.

Z powrotem do Nowego Jorku ściągnęła go choroba. W 1994 r. trafił do szpitala, w którym odwiedził go ukochany brat. – Objął mnie, pocałował i szepnął: „Jeśli nie masz dla kogo żyć, to żyj dla mnie. Kocham cię całym sercem”. Odpowiedziałem mu, że będę walczył – opowiadał muzyk. Joseph zachęcał Charlesa do tego, żeby zaczął realizować swoje marzenia i poświęcił się muzyce.

Bradley wyszedł na prostą, ale wkrótce musiał pogodzić się ze śmiercią brata, który był dla niego najbliższą osobą. – Zajrzałem do jego mieszkania, chociaż detektyw nie chciał mnie wpuścić. Do dziś tego żałuję – wspominał artysta. Zwłoki Josepha leżały w splądrowanym pokoju, zabito go dla pieniędzy. Tak brutalna była rzeczywistość Brooklynu.

Boska interwencja

Charles popadł w rozpacz, ale zebrał w sobie wszystkie siły i zaopiekował się chorą matką. Brakowało mu pieniędzy na wszystko. Jeszcze miesiąc przed wydaniem pierwszej płyty mieszkał w piwnicy, w strasznych warunkach. – Jeśli oddam mamę do zakładu, umrze. Oddałem jej życie, nie potrafiłbym być teraz z kimś innym – mówił Bradley.

Pewnego dnia spadło mnóstwo śniegu, Charles nie miał jak dojechać do pracy. Przez telefon dowiedział się, że jeśli nie dotrze na miejsce o wyznaczonej porze, nie ma już do czego wracać. Postanowił złapać stopa. Wsiadł do auta, które po paru minutach zostało zatrzymane do kontroli drogowej. Policjant chciał go pobić i zabrać do aresztu tylko dlatego, że Bradley był czarny. Konflikt został co prawda załagodzony przez drugiego funkcjonariusza, ale dla muzyka to wydarzenie przelało czarę goryczy. Miał dość swojego marnego życia, chciał odejść: szybko, bezboleśnie i pewnie. Planował samobójstwo.

Załamany siedział w pizzerii i użalał się nad swoim losem. Wtedy ktoś wszedł i wrzucił monetę do szafy grającej. Z głośników popłynęła piosenka „Wypróbuj mnie jeszcze raz”. – Wierzyłem, że Bóg do mnie przemówił, kiedy byłem u kresu sił. Słuchałem tej piosenki i płakałem – wspominał Bradley. Postanowił wrócić do pracy i dalej walczyć. Mając w pamięci słowa brata, zaczął także z uporem szukać możliwości przebicia się ze swoim talentem. Po latach udawania Jamesa Browna wreszcie dotarł do osoby, która umożliwiła mu nagranie własnego materiału.

Miłość ponad wszystko

– Pewnego dnia ktoś zapukał do moich drzwi. To był Charles. Powiedział: „Podobno szukacie wokalistów”. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, ale pozwoliłem puścić kasetę. Śpiewał utwory Jamesa Browna, był świetny – mówi Gabriel Roth, założyciel wytwórni Daptone, specjalizującej się w produkowaniu muzyki z pogranicza funku i soulu.

Roth przyprowadził Bradleya na próbę zespołu The Bullets, który rzeczywiście poszukiwał wokalisty. – Poprosili mnie, żebym zaśpiewał do jednej melodii, potem do drugiej. Dobrze grali, więc słowa od razu przychodziły mi do głowy – mówił Bradley. Praca nad materiałem szła bardzo szybko: wokalista z naturalną łatwością wymyślał linie melodyczne do gotowego materiału. Redagowaniem tekstów zajął się gitarzysta Thomas Brenneck, Charles nie potrafił bowiem poprawnie pisać. Kiedy grubo po sześćdziesiątce rozpoczął lekcje języka angielskiego, okazało się, że jest ciągle na poziomie pierwszoklasisty – zaniedbania z dzieciństwa dawały o sobie znać.

Publiczności nie przeszkadzał jednak analfabetyzm Bradleya. Podczas trasy promującej pierwszy album zagrał 110 koncertów w 17 krajach na 3 kontynentach. Wszędzie sale były wypełnione po brzegi. Dzielił się ze słuchaczami troskami, które nosił w sercu. Podbił ich serca utworami „Heartaches & Pain” oraz „Why Is It So Hard (To Make It in America)”, w którym pytał, dlaczego artyście jest tak trudno przebić się ze swoim talentem. Po koncertach schodził do publiczności i chętnie wymieniał uścisk z każdym, do kogo podszedł.

W zeszłym roku muzyk dowiedział się, że ma raka żołądka i odwołał zaplanowane koncerty. Mówiąc o swojej chorobie, zapewniał, że wróci na scenę. Bóg postanowił jednak odpowiedzieć na jego prośby sprzed kilku lat. Charles modlił się do Niego słowami: „Boże, gdy przyjdzie mój czas, będę gotowy, bo mam dość tego życia. Ale zanim odejdę, chcę pokazać światu, że nigdy się nie zmienię, za żadne skarby nie wyprę się miłości do Boga”. Przed śmiercią zdążył nagrać trzy fenomenalne płyty, dzięki którym świat na zawsze zapamięta przesłanie artysty: miłość jest odpowiedzią na wszystkie pytania.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL