Nowy numer 46/2018 Archiwum

Męstwo’44

Powstanie warszawskie było wspólnotową emanacją niepodległego ducha, polskim żywiołem, w którym dowódcy, żołnierze i cywile tworzyli jedność.

Krytycy powstania warszawskiego z reguły ukazują to wydarzenie w oderwaniu od polskiej historii. Zamiast otwarcie kwestionować całą tradycję naszych zrywów niepodległościowych, udają patriotów zgorszonych jakimiś wyjątkowymi błędami dowódców Armii Krajowej. A przecież ich zarzuty odnoszą się do samej idei otwartej walki z najeźdźcą. Powstanie z definicji jest starciem słabo uzbrojonego podziemia z regularną armią okupacyjną. Każde jest nie dość dobrze przygotowane, a moment wybuchu nigdy nie jest optymalny. To raczej dramatyczna próba wyjścia z matni, odwrócenia zbiorowego losu, który wydaje się przesądzony. Stąd niewiele jest powstań skutecznych. Bez szczęśliwego zbiegu okoliczności międzynarodowych zwycięstwo militarne praktycznie nie wchodzi w grę. Polacy kilkakrotnie musieli wybierać między zagładą narodu w wyniku złamania ducha i metodycznej eksterminacji patriotów a krańcowo ryzykowną próbą odzyskania wolności. Na tle dowódców np. powstania styczniowego ich następcy z 1944 r. okazali się wyjątkowymi realistami. Jeśli ktoś kwestionuje sens takiej walki, powinien wybrać sobie inny naród z innym położeniem geopolitycznym i inną historią. Żyjąc na marginesie wspólnoty, której duszy nie rozumie, pozostanie człowiekiem sfrustrowanym i nieszczęśliwym.

W PRL-u krytycy powstania warszawskiego mieli trudniej niż obecnie. Dowódców AK piętnowała komunistyczna propaganda i wiedzieli, że powtarzając jej argumenty, zostaną uznani za użytecznych idiotów. Najczęściej przebierali się więc w szaty Hamleta. „Ale czy było warto?” – pytali retorycznie. Odpowiedzi twierdzące ich nie interesowały. Dopiero gdy ktoś zaprzeczył, kiwali głowami jak pluszowe pieski za tylną szybą trabanta. Dzisiaj mogą się wymądrzać do woli, rzucając obelgi na zmarłych bohaterów. Kilka lat temu zapowiedzieli nawet symboliczny „proces pokazowy” architektów powstania. Rozumiem, że chcieli skazać gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”, bo większość jego współpracowników dostała już wyroki. Chociażby w moskiewskim „procesie szesnastu”. Gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” i delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski zostali później zamordowani w sowieckich więzieniach. Szczególnie znienawidzony przez krytyków powstania Antoni Chruściel „Monter” miał więcej szczęścia, bo pozostał na emigracji. Komuniści odebrali mu „tylko” polskie obywatelstwo.

Komunistyczna praktyka przeciwstawiania „bohaterskiego ludu Warszawy” „zbrodniczym” dowódcom powstania ma swoją historyczną logikę. Wrogowie polskości zawsze dążyli do odcięcia narodowi głowy, co w Katyniu i – prawdopodobnie – w Smoleńsku zrealizowano fizycznie, z chirurgiczną precyzją. Chłopom wmawiano, że zła jest patriotycznie nastawiona szlachta, robotnikom – że „polscy panowie”, obywatelom PRL-u – że „prowodyrzy” z „Solidarności”. Do odnowienia takiej perspektywy przyczynia się obecna, egocentryczna kultura, która neguje wartość zbiorowego heroizmu, rozdrapując indywidualne rany. Stąd wśród krytyków powstania są nie tylko „prawicowi” ultrapragmatycy, którzy odreagowują swój żałosny brak skuteczności w polityce, czy celebryci zatroskani o wygodę własnych dzieci, ale i ci wnukowie powstańców, którzy dali sobie wmówić, że rodzinna trauma jest krzywdą, a nie ceną świadomego patriotyzmu.

Jednak powstanie warszawskie było wspólnotową emanacją niepodległego ducha, polskim żywiołem, w którym dowódcy, żołnierze i cywile tworzyli jedność. Wystarczy poczytać o nastrojach panujących w Warszawie przed walkami, w ich trakcie i po walkach. Jak wiele pogardy dla powstańców trzeba mieć, by traktować ich jako owce prowadzone na rzeź przez uświadomionych politycznie pasterzy. Przecież olbrzymia większość z nich wiedziała, o co walczy. Woleli Rzeczpospolitą powstańczą, z nikłą nadzieją przeżycia i odzyskania państwa, od fizycznej bądź cywilnej śmierci pod sowiecką okupacją. Oddając dziś cześć i chwałę bohaterom, nie róbmy tego ze współczucia. Infantylna litość byłaby dla nich policzkiem. Podziękujmy za ten mężny wybór, który sprawia, że – jak prorokował Tadeusz Gajcy – wciąż odradzamy się wolni, z ich bronią w naszych spokojnych snach. •

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    03.08.2017 22:08
    Kiedy czytam publikacje patriotyczne - tak, tak - podważające militarny i polityczny sens Powstania Warszawskiego oraz ich streszczenie przez p. Wenzla, którego skądinąd cenię, mam wrażenie, że czytam coś innego. Ale nic to, może nie rozumiem jednych lub drugich. Niemniej jednak: na jakiej podstawie i jakim prawem pan Wencel stwierdza, że autorzy Ci jedynie UDAJĄ patriotyzm? Skąd wie, że nie jest tak, iż po prostu się mylą? Skąd to przeświadczenie o ich złej woli i - co najmniej - obojętności na sprawę Polski? Bowiem udawać można, moim zdaniem, jedynie w złej woli, świadomie. Pan Wencel wie, co jest w ich sercach? Skąd? A może ma jakieś dowody zdrady? Samo pisanie rzeczy sprzecznych ze stanowiskiem Autora takim dowodem nie jest.
    doceń 3
  • Maluczki
    04.08.2017 09:15
    Po pierwsze- trauma JEST krzywdą, sama nazwa na to wskazuje. Po drugie, skoro tak gloryfikujecie wszelkie zrywy przeciw władzy, to czemu tak nieprzychylnie (delikatnie mówiąc) wyrażacie się o KODzie i reszcie opozycji (i proszę nie wyjeżdżać z alimentami Kijowskiego, bo po pierwsze, on już nie jest tam szefem, po drugie, prezes waszej ulubionej TVP zalega z jeszcze większą kwotą z tego tytułu)?
    doceń 2
  • panax
    04.08.2017 10:27
    Jakoś nikt nie mówi o ostrzeżeniu zawartym w objawieniach Maryi w Siekierkach. W 1920 roku naród się modlił o ocalenie. W latach trzydziestych i podczas wojny kościoły wcale nie pękały w szwach, a bardzo popularne były praktyki okultystyczne. 31 lipca 1943 - "Módlcie się, bo idzie na was wielka kara, ciężki krzyż. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo się lud nie nawraca".
    Dla mnie, wychowanym na etosie walki z okupantem, taki opis rzeczywistości okupacji był szokiem. Więc jak było naprawdę?

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji