Nowy numer 42/2019 Archiwum

Ta walka się nie kończy

Czy modlitwa różańcowa może zmienić bieg historii i ludzkie życie? Odpowiedź na to pytanie zawierają wszystkie historie opowiedziane w filmie „Teraz i w godzinę śmierci”.

Przejmujący kadr, jaki widzimy w pierwszych scenach, mówi o filmie wszystko. Historia, która go rozpoczyna, znajdzie rozwinięcie dopiero pod koniec tego prawie dwugodzinnego dokumentu Mariusza Pilisa i Dariusza Walusiaka. Film jest długi. Takich dokumentów w Polsce właściwie się nie realizuje. Zapewniam jednak, że przeznaczona dla kin produkcja nie pozwoli widzowi odetchnąć nawet na chwilę. Nie tylko dlatego, że każda z tych historii jest mało znana, dramatyczna, a nawet sensacyjna. Podziwiać należy bogaty materiał archiwalny i zrealizowane przez twórców zdjęcia będące owocem wypraw w odległe czasem miejsca, gdzie spotykają się z bohaterami przedstawionych w filmie wydarzeń. Na uwagę zasługuje także płynny montaż, który pomaga zrozumieć, co kryje się poza bezpośrednio przedstawioną na ekranie rzeczywistością.

To nie może być sprint

Film ma ponadtrzyletnią historię. – Pomysł powstania rodził się długo. Kiedy rozmawialiśmy z ludźmi z wydawnictwa Rafael o Różańcu i realizacji tego projektu, zdaliśmy sobie sprawę, że nie powstał dotychczas film, który pokazywałby siłę Różańca z perspektywy modlitwy i czynu. To był punkt wyjścia – mówi Mariusz Pilis, współreżyser dokumentu. – Szukaliśmy obecności Różańca w życiu ludzi i narodów. Okazała się bardzo bogata, ale były to rzeczy historyczne. A ja wolę przyglądać się temu, co dzieje się tu i teraz, co dotyczy rzeczywistości, której mogę dotknąć. Można opowiedzieć masę innych historii o współczesnej obecności Różańca w świecie właśnie z tej perspektywy.

Pierwszą filmową opowieść zainspirowało pewne zdjęcie. Widzimy na nim leżącego żołnierza, który w jednej ręce trzyma różaniec. Właściwie wydaje się, że to raczej żołnierz trzyma się różańca, który nie pozwala mu upaść. Nie wiemy, czy to znak zwycięstwa, czy też ostatni moment jego życia. Patrząc na zdjęcie, zastanawiamy się, co się wydarzyło i kim jest ten człowiek. Okazuje się, że to Blas Trevino, starszy szeregowy marines. Walczył w Afganistanie. 11 czerwca 2011 r. jego oddział wpadł w zasadzkę. W czasie odwrotu, kiedy osłaniał swoich kolegów, został postrzelony w brzuch. Z otwartą raną i pod ostrzałem talibów musiał przebiec ponad 200 m, by dotrzeć do helikoptera medycznego. Autorką zdjęcia była niemiecka fotoreporterka Anja Niedringhaus, która zginęła w Afganistanie trzy lata później. Poruszeni zdjęciem Pilis i Walusiak skontaktowali się z Blasem Trevino, który zaprosił ich do rodzinnego miasteczka w Teksasie. Tu czekała ich niespodzianka.

– W pewnym momencie dowiedzieliśmy się, że z naszym bohaterem jest pewien problem – wspomina Mariusz Pilis. – Będąc w Teksasie, otrzymaliśmy ważniejszą historię. Historię jego babci, która całe życie poświęciła walce ze złem. W różnych wymiarach. Społecznym, politycznym, ale przede wszystkim duchowym i religijnym. Zrozumieliśmy, że to właśnie babcia Blasa jest spoiwem, które trzyma całą rodzinę. I że to w nią zło będzie biło najmocniej. Babcia naszego głównego bohatera mówi, że jej wnuk ocalał dzięki Różańcowi. Też mamy takie przekonanie. Kiedy ten człowiek czekał na helikopter, już drugi, bo pierwszy został strącony, dziesięć razy tracił przytomność. Był wyczerpany, miał otwartą ranę brzucha, nie mógł się podnieść, ale jednak wstał i pobiegł kilkaset metrów do helikoptera. Tego nie można racjonalnie wytłumaczyć. To sytuacja, w której każdy człowiek, nawet wątpiący, musi zastanowić się nad tym, z czym ma do czynienia. Z perspektywy tej kobiety i tego, czego doświadcza, próbujemy przyjrzeć się wszystkim innym historiom, których dotknęliśmy w filmie. Dla mnie ta historia jest historią walki, ciągłym zmaganiem się ze złem. Właściwie wszystkie są takie same. Mają moment chwały i tego, co możemy nazwać cudami różańcowymi. Musimy pamiętać, że ta walka się nie kończy. Że jest to tylko bitwa. Musimy być, jak powiedział nam jeden z bohaterów filmu, długodystansowcami, to nie może być sprint. Ta walka będzie trwała do ponownego przyjścia Chrystusa na ziemię – opowiada.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji