Nowy numer 08/2020 Archiwum

Służba zdrowia

Czy Bóg chce uzdrawiać, a jeśli tak, to dlaczego nie uzdrawia wszystkich, wyjaśnia o. Remigiusz Recław SJ.

Marcin Jakimowicz: Bóg chce uzdrawiać?

Remigiusz Recław: Wierzę, że tak.

Ludzie raz słyszą, że „w Jego ranach jest nasze zdrowie”, że Jezus nie powiedział uczniom „módlcie się za chorych”, ale „uzdrawiajcie ich”, a raz o „przyjęciu cierpienia”. I głupieją. Jak to jest? To pęknięcie, z którym nie radzi sobie wiele osób.

To niezwykle ważny problem, nad którym musi zastanowić się dziś Kościół. Księża często boją się teologii uzdrowienia. Mówią: po co te Msze z modlitwą o uzdrowienie. A jednocześnie, cóż za paradoks, przyjmują intencje o uzdrowienie. „O błogosławieństwo i zdrowie dla rodziny Kowalskich” albo „o uzdrowienie z raka”. Coś jest nie tak. Bo za pieniądze mogę modlić się o zdrowie na Mszy św., a za darmo już nie? Możemy powiedzieć krótko na Mszy św.: „o uzdrowienie z raka. Ciebie prosimy. Wysłuchaj nas, Panie”. A jeśli ta modlitwa ma trwać pół godziny, to już jest problem? Może to brzmi brutalnie, ale jeśli mamy takie wewnętrzne opory przed modlitwą uzdrowienia, to może uczciwiej będzie zaproponować intencję: „o przyjęcie nowotworu w rodzinie Kowalskich”.

Nie przejdzie.

Spójrzmy to na bez emocji, z punktu widzenia logiki. Pojawiło się hasło „teologia sukcesu”. Ciekawe, że zamiast kojarzyć ją z dobrymi samochodami, wakacjami w ciepłych krajach i przepychem na stołach, łączy się to hasło z ogłaszaniem w imieniu Jezusa uwolnienia czy uzdrowienia. Po drugiej stronie teologii sukcesu stawia się teologię krzyża. Dlaczego zatem krzyż utożsamia się z chorobą, a nie z biedą? Jezus nie mówi: „błogosławieni chorzy”, ale mówi: „błogosławieni ubodzy”. Teologia krzyża to przyjęcie ubóstwa. A teologia sukcesu to życie w bogactwie.

Czym w takim razie jest krzyż, który Jezus kazał wziąć na siebie?

Miłością i miłosierdziem. Oddaniem siebie do końca. Do końca kochać i do końca być miłosiernym – to podstawowy komunikat krzyża. Zbyt łatwo zamieniliśmy miłosierdzie na chorobę, a to oznacza, że tylko ci, którzy chorują, mają okazję wziąć krzyż. Jezus do końca niósł krzyż, a nie do końca za nas chorował. Mam propozycję dla tych, którzy natychmiast mówią o krzyżu, gdy tylko słyszą o uzdrowieniach – zacznijcie żyć tak, jak najbiedniejszy człowiek z waszej parafii. Jak przyjmiesz krzyż, o którym mówi Jezus, przestaniesz tworzyć krzyże urojone.

Czy zatem cierpienie jest krzyżem?

Oczywiście. Cierpienie fizyczne, choroby mogą nas doprowadzić do nawrócenia. Ileż razy to widziałem. Tak jak wielokrotnie widziałem ludzi, którzy padali na kolana dopiero po doświadczeniu rozpadu małżeństwa czy utraty pracy. Czy to znaczy, że Bóg „dał im rozwód” albo „zwolnił ich z pracy”? Że tego od nich oczekiwał? Nie! On jest w stanie posłużyć się nawet złem, które nas spotkało. Ale nie stwarza tych rzeczywistości. Nie daje ich! Wielu ludziom potrzebny jest zimny prysznic. Inaczej się nie ockną. Jeśli choroba jest – jak słyszę czasami – „wolą Bożą”, to idąc do lekarza z tą chorobą, postępujemy wbrew woli samego Boga. Jeśli uważamy, że prawdziwa jest „teologia dobrej choroby”, to bądźmy do końca konsekwentni i nie chodźmy do lekarzy. Bo jak to wygląda? Umawiam się do specjalisty, a odmawiam wspólnocie modlitwy?

„Jan Paweł II przyjmował cierpienie. Chciał być chory” – usłyszałem. – Dlaczego w takim razie do samego końca korzystał z pomocy lekarzy? – zapytałem. – Nie lepiej było wywiesić kartkę: „Służbie zdrowia wstęp wzbroniony”?

Dokładnie o tym mówię. Dochodzimy w naszych dyskusjach do jakiegoś absurdu, tworzenia nielogicznych koncepcji.

W Wielki Piątek (dzień największego cierpienia, jakie widział świat) Kościół modli się „do Boga Ojca Wszechmogącego, aby oczyścił świat z wszelkich błędów, odwrócił od nas choroby (…), raczył dać zdrowie chorym”. W jednym zdaniu dwukrotnie jest mowa o zdrowiu.

Powiem o tym, co jest w moim sercu. Modlę się o uzdrowienie. Proszę Pana Jezusa o uzdrowienie. Widziałem wielokrotnie, że Bóg uzdrawia. Pytanie, które sobie stawiamy, brzmi: „Czy zawsze będzie uzdrowienie?”. Nie zawsze. Widziałem ludzi, którzy mimo modlitw umierali. Ojciec Józef Kozłowski SJ, który założył wspólnotę Mocni w Duchu i zapoczątkował Msze o uzdrowienie w wielu miastach Polski, zmarł na ostre zapalenie trzustki. Po kilku miesiącach śpiączki. Miał jedynie 52 lata. Nikt wtedy tego nie rozumiał, a dziś widać ogromne owoce jego śmierci. Nie chodzi o to, by zafiksować się na uzdrowieniu za wszelką cenę. Nie! Spójrzmy na Ewangelie: Jezus, nasz mistrz, uzdrawiał. Jego celem nie było zniszczenie choroby na świecie, nie odwiedzał szpitali. Ale uzdrawiał tych, którzy do Niego przychodzili. Nieustannie spotykam ludzi, którzy po doświadczeniu uzdrowienia wracają do Kościoła…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Michalek z Oslo
    12.06.2017 22:58
    Chwala Panu!!!
    doceń 4
  • socha
    13.06.2017 08:55
    Problemem nie jest modlitwa o zdrowie i trochę fałszywie zostało to ustawione, że jeśli księża mają opór to dlatego. I rzekomo są niespójni, bo biorą intencje o zdrowie, a się krzywią na takie modlitwy. Sprawa jest inna, którą nieco zdradza mowa powyższa. My się modlimy extra a wy za pieniądze. Takie uproszczenie, ale wynikające z wywiadu i coś mówiące. I bardziej niż o kasę chodzi o podejście do formy, że niby zwiewność, ulotność, uniesienie są bardziej wartościowe niż suchość, zwykłość i beznamiętność... w liturgii przecież. Bo ostrożność i dystans nie wynikają koniecznie z zamknięcia na Ducha, tylko z niepewnością co do efektów w pobożności i praktyce wyznawania wiary katolickiej.
    doceń 2
  • Gość
    13.06.2017 19:57
    "Jeśli choroba jest – jak słyszę czasami – „wolą Bożą”, to idąc do lekarza z tą chorobą, postępujemy wbrew woli samego Boga. Jeśli uważamy, że prawdziwa jest „teologia dobrej choroby”, to bądźmy do końca konsekwentni i nie chodźmy do lekarzy." Co za głupoty ten człowiek opowiada!
    doceń 3
  • fusi
    11.02.2020 19:05
    W Piśmie Świętym nacisk jest położony na modlitwę z wiarą. Ja nieraz myślę czy możliwe jest posiadanie wiary jak ziarnko gorczycy, bo gdyby jakikolwiek człowiek taką posiadał, kazałby górze rzucić się w morze, i tak by się stało. Żaden człowiek żyjący w historii świata takiej wiary nie miał. Jezus w Biblii mówił nieraz "twoja wiara cię uzdrowiła", ale na ile te uleczenia były wynikiem wiary osób, a na ile tym by na tych ludziach objawiła się moc jak mówił Jezus nie wiem. Moim zdaniem żaden człowiek nie ma wiary w uzdrowienie. "Cuda" które się zdarzają, wynikają z naszej ograniczonej wiedzy medycznej, a nie są wynikiem wiary, modlitw. Sama się zatem nasuwa myśl, "po co się modlić"?, skoro Bóg i tak wie co do nas najlepsze, i nawet wyzdrowienie może być dla człowieka niekorzystne. Dlaczego?, jestem w stanie sobie wyobrazić że człowiek stający z wózka, zaczyna "żyć pełnią życia", i grzeszy na przykład cudzołóstwem, choć będąc niepełnosprawnym unikał kontaktów z ludźmi. Czy dla niego uzdrowienie byłoby dobre?, nie. Skąd człowiek wie czy o to, o co się modli w konsekwencji nie przyniesie mu straty a nie korzyści?. Nie lepiej zatem wszystko pozostawić Bogu, i się nie modlić o nic?.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji