Nowy numer 2/2021 Archiwum

Skorzysta trzeci

Na „pomnikowej wojnie” między Polską a Ukrainą korzysta wyłącznie Rosja

Po serii prowokacji ze zniszczonymi polskimi pomnikami na Ukrainie, gdzie niestety ukraińskie służby nie zdołały złapać ani jednego ze sprawców dewastacji, mamy do czynienia z kolejną odsłoną „wojny pomnikowej” między Polską a Ukrainą. Tym razem poszło o demontaż nielegalnego pomnika poświęconego żołnierzom UPA na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach pod Przemyślem. Pomnik został wzniesiony w 1994 r. bez stosownych uzgodnień i pozwoleń. Umieszczono na nim napis: „Bohaterom UPA. Chwała bojownikom za wolną Ukrainę”. Powinno się więc go zdemontować już wiele lat temu. Pytanie, czy należało to robić akurat w przededniu 70. rocznicy deportacji tysięcy ukraińskich rodzin w ramach akcji „Wisła”.

Operacji, którą demokratyczne państwo musi potępić, gdyż w istocie była czystką etniczną. Otwarte jest także pytanie, dlaczego przy demontażu zamiast wynająć specjalistyczną firmę pozwolono, aby dokonali tego aktywiści z Młodzieży Wszechpolskiej przedstawiający swój czyn, jako patriotyczną akcję antyukraińską. Sytuację zaogniło oświadczenie kierownictwa IPN w Kijowie, które zapowiedziało, że w odwecie zainicjuje wstrzymanie wydawania pozwoleń na prace poszukiwawcze pochówków i porządkowanie polskich miejsc pamięci na Ukrainie. W sposób oczywisty uderzy to przede wszystkim w możliwość upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Nie pierwszy raz ukraiński IPN, kierowany przez bezkrytycznych apologetów UPA, swymi działaniami dolewa oliwy do ognia w skomplikowanych polsko-ukraińskich relacjach historycznych.

Bojownicy UPA mają prawo do godnego pochówku, ale nie do napisu gloryfikującego formację, odpowiedzialną za straszliwe zbrodnie na Polakach. Skoro w przeszłości udało się wynegocjować status położonych u nas cmentarzy niemieckich i sowieckich z okresu II wojny światowej, nie widzę powodu dla którego nie można byłoby znaleźć rozsądnego kompromisu w podobnej sprawie ze stroną ukraińską. Jest on tym bardziej potrzebny, że „wojnę pomnikową” z wielką uwagą obserwuje Rosja, skrzętnie i z nie ukrywaną satysfakcją odnotowując każdy incydent polsko-ukraiński. Podobnie było w przypadku demontażu pomnika w Hruszowicach.

Historia to obszar wrażliwy, na którym łatwo wywołać emocje, odwołując się do różnych resentymentów. W sytuacji, gdy Ukraina toczy dramatyczną walkę z rosyjską agresją na Wschodzie, a wynik tej rozgrywki będzie miał bezpośredni wpływ także na nasze bezpieczeństwo, dialog w sprawach polityki pamięci powinien być priorytetem w naszych wzajemnych relacjach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się