Nowy numer 3/2021 Archiwum

Miarka się przebrała?

Napięcie na Półwyspie Koreańskim osiągnęło najwyższy poziom od lat. Kolejne testy rakietowe w wykonaniu Korei Północnej spotkały się z wyjątkowo ostrą odpowiedzią USA, które nie wykluczają siłowego rozwiązania.

Skończył się czas cierpliwości USA względem Korei Północnej (…) Lepiej, żeby nie testowała ona siły naszych wojsk w regionie – oświadczył wiceprezydent USA Mike Pence podczas wizyty 15 kwietnia w strefie zdemilitaryzowanej, rozgraniczającej Koreę Północną i Południową. „Prewencyjna akcja militarna to jedna z możliwych opcji” – to z kolei słowa sekretarza stanu Rexa Tillersona. Już dawno wysokiej rangi amerykańscy politycy nie kierowali tak ostrych gróźb do komunistycznego reżimu Kim Dzong Una. Twardej retoryce towarzyszą groźby użycia operującej na Pacyfiku grupy uderzeniowej, z lotniskowcem USS Carl Vinson na czele, oraz zestrzelenia następnych rakiet balistycznych testowanych przez Pjongjang. Korea Północna nie pozostaje dłużna. Wiceminister spraw zagranicznych Han Song Ryol w jednym z nielicznych wywiadów dla zachodnich mediów (dla brytyjskiego BBC) ostrzegł: „Jeśli USA będą naruszać naszą suwerenność, zareagujemy prewencyjnym uderzeniem nuklearnym”. 15 kwietnia, w rocznicę urodzin Kim Ir-Sena, odbyły się kolejna próba rakietowa oraz projekcja filmu przedstawiającego „artystyczną wizję” ataku bronią masowego rażenia na USA. Czy powinniśmy liczyć się z groźbą wojny jądrowej?

Dlaczego może dojść do wojny

To nie pierwszy raz, gdy świat obawia się wojny na Półwyspie Koreańskim. Zbrojny konflikt wydawał się bardzo bliski chociażby w sierpniu 2015 r. Ale tym razem istnieje kilka przesłanek każących wyjątkowo poważnie brać pod uwagę ryzyko konfrontacji. Najważniejsza z nich to zmiana w amerykańskiej polityce zagranicznej. Prezydent Trump i jego administracja nie unikają siłowych rozwiązań, czego dowodem był nalot na Syrię w odwecie za kolejny przypadek użycia gazu wobec ludności cywilnej, a także użycie w Afganistanie, po raz pierwszy w historii GBU-43, największej konwencjonalnej bomby w amerykańskim arsenale (nazwanej „matką wszystkich bomb”). Kolejnym celem ofensywnej polityki Białego Domu może być właśnie Korea Północna.

Pierwszym ostrzeżeniem było wypłynięcie na początku kwietnia na Pacyfik lotniskowca USS Carl Vinson. Okręt skierował się ostatecznie ku Australii. Rzekomy rejs w kierunku Korei najprawdopodobniej był blefem, ale efekt psychologiczny został osiągnięty. Biały Dom zapowiada też koniec biernego przyglądania się rozbudowie północnokoreańskiego arsenału nuklearnego. Otwarcie rozważana jest opcja zestrzelenia kolejnych testowanych pocisków. Oprócz tego 17 kwietnia Donald Trump wydał rozkaz przeprowadzenia przez Pentagon oficjalnego przeglądu amerykańskiego arsenału broni masowego rażenia pod względem gotowości jej użycia.

Przekonanie o konieczności użycia siły narasta z powodu konsekwentnego rozwoju północnokoreańskiego programu zbrojeń. Komunistyczny reżim ponad wszelką wątpliwość jest już w posiadaniu broni atomowej, najprawdopodobniej opanował także technologię miniaturyzacji ładunku i przenoszenia go za pomocą rakiet. W zasięgu uderzenia są Korea Południowa i Japonia. Zwolennicy konfrontacji militarnej alarmują, że wystarczy 5–10 lat, by Korea Północna pomyślnie ukończyła prace nad międzykontynentalnym pociskiem Taepodong 2, o polu rażenia 8 tys. kilometrów. Mógłby on dolecieć zarówno do zachodniego wybrzeża USA, jak i do Europy.

Kim Dzong Un prowadzi coraz bardziej konfrontacyjną i nieprzewidywalną politykę. Nigdy za rządów „dynastii Kimów” kraj nie znalazł się w tak głębokiej izolacji. Północnokoreański przywódca nie odbył jeszcze żadnej zagranicznej podróży, w 2016 r. definitywnie zamknął strefę ekonomiczną Keasong, gdzie inwestowała Korea Południowa. Tym samym przerwane zostały ostatnie więzi ze światem zachodnim. Ochłodziły się także relacje z Chinami, szczególnie od momentu egzekucji w 2013 r. Jang-Song Thaeka – ważnej figury za czasów Kim Dzong Ila – firmującego strategię intensyfikacji współpracy ekonomicznej z Państwem Środka. Symbolem agresywnej i zuchwałej polityki Kima było zabójstwo przyrodniego brata – przebywającego na wygnaniu Kim Jong Nama. Został on otruty 13 lutego 2017 r. na lotnisku w Kuala Lumpur.

Mimo tych wszystkich posunięć błędem wydaje się częsta wśród amerykańskich polityków tendencja do określania Kima mianem niezrównoważonego (senator John McCain nazwał go ostatnio „grubym szalonym dzieciakiem”). Przywódca KRLD na swój sposób działa racjonalnie. Jest świadomy tego, że wyłącznie permanentne czystki i wojenna mobilizacja kraju umożliwiają stabilne rządy, zaś w kontynuowaniu programu nuklearnego utwierdza go choćby przypadek Libii, gdzie po wyrzeczeniu się zbrojeń atomowych płk Kadafi został obalony i stracony w trakcie arabskiej wiosny.

Zbyt duże ryzyko?

Ostatnie interwencje USA w Syrii i Afganistanie były znaczącą demonstracją siły i zdecydowania, lecz nijak mają się do ewentualnego ataku na Koreę Północną. W obu przypadkach amerykańskie wojsko działało w państwach upadłych, a przeciwnicy nie mieli żadnych możliwości zbrojnej odpowiedzi. Tymczasem Korea Północna dysponuje piątą najliczniejszą armią świata (690 tys. żołnierzy i zdolność mobilizacji kolejnych 3,5 mln ludzi). Sprawność techniczna czołgów czy myśliwców stoi pod dużym znakiem zapytania, ale największym zagrożeniem jest oczywiście broń chemiczna i atomowa. Jedynym możliwym początkiem amerykańskiego ataku musiałoby być natychmiastowe zniszczenie wszystkich nuklearnych instalacji, ale są one dobrze zamaskowane i rozlokowane w kraju. W lutym 2016 r., po przeprowadzonej przez Phenian próbie bomby wodorowej, amerykańscy wojskowi sami przyznali, że pocisk został wystrzelony z miejsca, którego się nie spodziewali.

Trudna do przewidzenia może być skala militarnej odpowiedzi Korei Północnej, ale również zachowanie Chin. Choć ich relacje z KRLD są najgorsze od wielu dekad, Pekin z pewnością nie zgodzi się na upadek reżimu Kima. Zarówno ze względu na spodziewaną wówczas gigantyczną falę uchodźców, jak i diametralną zmianę układu sił na Dalekim Wschodzie. Po drugiej stronie chińskiej granicy pojawiłaby się silna zjednoczona Korea, a wraz z nią także amerykańskie wojska.

Uderzyć w chińskie banki

Jeżeli nie dojdzie do bezpośredniego starcia, najbardziej prawdopodobnym wariantem jest kontynuacja międzynarodowej presji na Pjongjang w celu zastopowania programu zbrojeń atomowych. W ostatnich miesiącach do grona zwolenników sankcji dołączyli Chińczycy, przez lata blokujący podobne inicjatywy. W listopadzie 2016 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła kolejne kary, tym razem o 60 proc. zmniejszono ilość węgla kamiennego z Korei Północnej dopuszczonego do sprzedaży na rynku zagranicznym.

Tego typu ograniczenia jeszcze bardziej osłabią gospodarkę KRLD, zubożą jej mieszkańców, ale nie powstrzymają rozbudowy potencjału atomowego, na który Kim Dzong Un będzie przerzucał wszystkie dostępne środki. Jedynym rozwiązaniem mogącym realnie uderzyć w komunistyczny reżim byłoby nałożenie sankcji na grupę chińskich banków zaopatrujących Koreę Północną w twardą walutę. Podobne posunięcie w 2005 r. (sankcje na obsługujący Kim Dzong Ila Banco Delta of Macau) na kilka lat skutecznie przyhamowało atomowe zbrojenia na Półwyspie Koreańskim. Jak podaje portal Politico, administracja USA ma pełne zestawienie chińskich instytucji i osób przeznaczonych do objęcia restrykcjami. Pozostaje tylko kwestia zielonego światła z Białego Domu. Lecz w tym wypadku dochodzi do kolejnej niespodzianki – Donald Trump, bardzo ostro atakujący Chiny w kampanii wyborczej, podczas kwietniowego spotkania z przewodniczącym Xi Jinpingiem w ogóle nie poruszył tego tematu.

Na Półwyspie Koreańskim szykują się wyjątkowo gorące tygodnie. Mając na uwadze militarny potencjał i atomowe zasoby KRLD, wypada mieć nadzieję, że uda się uniknąć wojny, a twarda polityka USA to jedynie narzędzie wywarcia silniejszej presji na Pjongjang i zmobilizowania społeczności międzynarodowej do zaostrzenia sankcji. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama