Nowy numer 2/2021 Archiwum

Trzeci raz jestem krzyżowany

– Wreszcie zrozumiałam, jak Jezus musiał cierpieć – mówi Elżbieta Telęga, pielęgniarka na chirurgii w szpitalu w Piekarach Śląskich. – Nikt, jak u nas na oddziale, nie podał Mu środków przeciwbólowych ani kroplówki.

Wtym roku po raz trzeci pójdzie z ponaddziesięciotysięcznym tłumem wiernych, uczestnicząc w misterium Męki Pańskiej w Piekarach Śląskich. Tydzień wcześniej z Anną Buchenfeld sprząta Wieczernik na kalwarii przy maryjnym sanktuarium. Po zimie panie przygotowują pomieszczenie do odegrania sceny z ostatniej wieczerzy. Najstarszy syn z pięciorga dzieci pani Elżbiety ma 28 lat. Jest młodszy od Chrystusa o 5 lat. – Wyobrażam sobie, co by było, gdyby to on szedł z tym krzyżem, i ogarnia mnie rozpacz – mówi. – Co musiała czuć Matka Boska? Większość matek ma pewnie takie myśli.

Podkreśla, że to nie przedstawienie, ale prawdziwa, głęboka modlitwa. Z ks. Adamem Zgodzajem, opiekunem przedsięwzięcia, idziemy na szczyt Golgoty, gdzie odbywa się próba krzyżowania. W rzędzie leżą trzy krzyże przypominające ten, na którym umarł Zbawiciel. Kilku mężczyzn przywiązuje do nich linami dłonie i złączone stopy aktorów, wcielających się w Jezusa i łotrów. Potem z wysiłkiem stawiają krzyże do pionu na wysokość smukłych drzew. Przez chwilę ogarnia mnie przerażenie, że coś złego stanie się zawieszonym na nich aktorom. To nie żarty, ale bardzo realistyczny powrót do chwili męki Chrystusa. – Zawsze przychodzę na próby krzyżowania, bo to bardzo niebezpieczny moment, muszę nad nim czuwać – mówi ksiądz. – Bartek, czyli Jezus, po biczowaniu i dźwiganiu krzyża ma na swoim ciele niejeden siniec.

– Ale adrenalina – słyszę, co mówi na wysokości Daniel, Zły Łotr. Jeszcze wczoraj marzył, by zawisnąć na krzyżu, i nagle ktoś zwolnił mu tę rolę.

Nie jesteście gwiazdami

Trzy lata temu ks. Zgodzaj po ponad stu latach reaktywował wystawiane w trzech odsłonach: „Ecce Homo. Chwalebne misterium Męki Pańskiej”. Jego akcja rozgrywa się przy bazylice Najświętszej Maryi Panny w Piekarach Śląskich w Niedzielę Palmową, Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Tuż po powstaniu piekarskiej kalwarii odbywały się tutaj misteria pasyjne, podobne do tych z Kalwarii Zebrzydowskiej, nazywane po śląsku Żywo Męka. Schodzili się na nie w Wielki Czwartek mieszkańcy okolicznych miejscowości: Bytomia, Tarnowskich Gór, Chorzowa i Katowic. Najstarsze zdjęcie dokumentujące ten zwyczaj pochodzi z 1900 r. Tradycja była kontynuowana w międzywojniu, a potem zaniknęła. Od czasu do czasu odzywały się głosy, że warto byłoby ją wskrzesić, ale dopiero wikary ks. Adam Zgodzaj przystąpił do działania. Został zainspirowany przez parafian, proszących go o to przy okazji 90. rocznicy koronacji Matki Bożej Piekarskiej.

Na początku w misterium brało udział 70 aktorów. W tym roku razem ze statystami jest ich 140. – Między aktorami powstają więzi, a oni sami przywiązują się do swoich ról i nie chcą z nich rezygnować – mówi ksiądz. – Choć ostatnio straciliśmy aktora: grający Piłata poszedł do seminarium.

Jest przekonany, że to miejsce powstało właśnie po to, żeby odbywały się tu takie misteria. Przy kolejnych kapliczkach tworzą się naturalne amfiteatry, gdzie dobrze niesie się głos. – Człowiek ma potrzebę przeżycia tajemnicy swojej wiary, a my chcemy mu w tym pomóc – opowiada. – Żyjemy w kulturze obrazu, dlatego obraz najbardziej dziś do nas przemawia i dobrze służy ewangelizacji – podkreśla. Przypomina występującym, że nie robią megawidowiska, ale biorą udział w wielkiej modlitwie. – Nie jesteście gwiazdami, macie pomóc innym się modlić – powtarza. Przygotowania zaczynają się od świąt Bożego Narodzenia, a próby trwają od połowy lutego. Przez kolejne czwartki uczestnicy spotykają się w bazylice na modlitwie, żeby Duch Święty dał im swoje światło.

Popatrz, Chrystus

Bartłomiej Drobczyk jest na drugim roku automatyki i robotyki na Politechnice Śląskiej. Zaczął odtwarzać Jezusa w klasie maturalnej. Mówi, że wciela się w tę postać, nie gra jej. – To dla mnie, jak pisał o swoim powołaniu Jan Paweł II – dar i tajemnica – opowiada. – Czuję, że nie zasłużyłem sobie na tę rolę. Może dostałem ją dlatego, że noszę długie włosy? – uśmiecha się. – Mimo że już trzeci raz jestem krzyżowany, nie przybliżyłem się do tej tajemnicy. Choć jestem przekonany, że to wielkie szczęście – móc tak bardzo zbliżyć się do Jezusa.

Bardzo osobiście przeżywa moment modlitwy w Ogrójcu: – Powierzam wtedy Bogu wszystkie moje problemy, takie jakie ma młody człowiek – studia, przyszłość, plany związane z założeniem rodziny – wylicza. Wszystkie uciążliwości, których doświadcza w trakcie misterium, ofiaruje za swoje słabości i grzechy. To, że kiedy kilkanaście minut wisi na krzyżu, cierpną mu ręce, albo że dostaje razy podczas sceny biczowania. Ręce i stopy ma przywiązane linami, z dłoni sterczą przyklejone gwoździe, a w sercu ma trwogę, czując, w jakich mękach umierał za niego Chrystus. Podkreśla, że misterium to bardzo ważne doświadczenie duchowe. – Z roku na rok, chcąc nie chcąc, jestem tą rolą zobowiązany do bycia lepszym – mówi. – Raz wchodzę do autobusu i słyszę, jak dwie dziewczyny z gimnazjum pokazują na mnie: „Popatrz, Chrystus!”. Kiedyś pod cmentarzem spotkałem dwie starsze panie, które mi dziękowały za rolę.

Opowiada, że jego mama co roku idzie w zgromadzeniu podążającym za Jezusem i przez prawie całe misterium płacze. – Boi się o mnie i wszystko przeżywa – przyznaje. Podbudowują go też podziękowania uczestników, które ks. Zgodzaj dostaje w e-mai- lach. W zeszłym roku pisali, że to realistyczne misterium wzbudziło w nich przerażenie, boleść, strach, ból. „Zrozumiałam, jak Chrystus za nas strasznie cierpiał” – zwierzyła się jedna z pań. Inna napisała, że ma ciężko chorego męża i po przeżyciu naszej pasji łatwiej jej z nim cierpieć.

Matka Boska z uczniami

Magdalena Ślęzak, nauczycielka angielskiego w Zespole Szkół Katolickich, jest Matką Boską. Ma czworo dzieci i tylko najmłodsze, 4-letni Adaś, nie bierze udziału w misterium. Kiedy widzi mamę, natychmiast się do niej wyrywa i pewnie by tak było, gdyby tu przyszedł. Córki Marta i Małgosia w Niedzielę Palmową występują w rolach płaczących niewiast. Pani Magdalena zachęca do udziału w statystowaniu swoich uczniów, którzy chętnie przychodzą z rodzicami, żeby wspólnie przeżyć misterium. Nie zgłosiła się do tej roli sama, ale przyszedł do niej wikary ks. Dawid Majka z propozycją od drugiej reżyserki Wandy Kowalewskiej. – „Dlaczego ja?” – zapytałam siebie – wspomina. – Najpierw poczułam się doceniona i dumna, a później zobaczyłam, jak wielka odpowiedzialność na mnie ciąży.

Po próbie generalnej pierwszego misterium wróciła do domu ogromnie wyczerpana, choć przecież nie wypowiada w nim ani słowa. – Jestem matką i uświadomiłam sobie, co przeżywała Maryja – wyjaśnia. – Targały mną wtedy ogromne emocje, które z roku na rok nie opadają, tylko rosną. W zeszłym roku na widok podchodzącego Chrystusa zaczęły mi z oczu lecieć łzy. Zapomniałam, że to Bartek, widziałam tylko Zbawiciela.

Anna Buchenfeld opowiada, jak mocno działa na nią realistyczne przedstawienie Jezusowego cierpienia i bólu Jego Matki. – Sama mam dwoje dzieci i patrzę na Maryję, która widziała śmierć swojego dziecka. Trudno to sobie wyobrazić.

Zamysłem reżysera Dominika Piórkowskiego, który skończył reżyserię filmową w Zabrzu, jest powrót do tradycji, kiedy to prosty lud odgrywał tajemnice męki Pańskiej. W reżyserowanym przez niego misterium też zwyczajni ludzie, nie aktorzy, dotykają przedstawianej tajemnicy. Pisząc scenariusz, bazował nie tylko na Ewangelii, bo tam opis wydarzeń pasyjnych jest zbyt zwięzły, jak na trzygodzinny spektakl. Dodał do niej fragmenty apokryfów i objawień bł. Katarzyny Emmerich. – W świecie, gdzie nikt nie ma czasu, nasi aktorzy przez kilka miesięcy znajdują go na kilkugodzinne próby – mówi ks. Zgodzaj. – Przychodzą na nie z zapałem, bez narzekań. To znak czasu, że wracamy do tradycji sprzed setek lat i odnajdujemy w niej siłę wiary. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama