Nowy numer 24/2018 Archiwum

Joga. Dlaczego nie?

– To nie jest gimnastyka. To nie jest tak, że jest jogging, fitness i joga. Klub Sportowy „Sokół” może organizować zajęcia relaksacyjne, ale nie jogę! – nie ma wątpliwości Maciej Sikorski, który w tych praktykach zanurzony był przez kilkanaście lat. I doprowadziły go one do skrajnych wyborów.

Plan dnia: jogging, Msza, joga. Coś zgrzyta w tej układance? – pytam Maćka Sikorskiego, człowieka zajmującego się teatrem, ojca siedmiorga dzieci (jedno w niebie), który wydał właśnie autobiograficzną książkę „Byłem w piekle. Nie polecam”. Posłuchajcie jego opowieści.

– Oczywiście, że zgrzyta. Joga kompletnie do niej nie pasuje. Nie da się ułożyć z tych puzzli żadnego obrazka. Gdybyś hinduskiemu joginowi powiedział, że nad Wisłą joga jest techniką relaksacyjną czy rodzajem ćwiczeń gimnastycznych, to facet umarłby ze śmiechu. Gdyby ten człowiek usłyszał: „Chodzę na jogę, bo chcę się zrelaksować albo mam krzywy kręgosłup”, złapałby się za głowę.

Jasne, to również ćwiczenia, ale nie ma takiej możliwości, by stosując praktykę duchową, która pracuje z czakramami (ośrodkami energetycznymi w ciele człowieka), jakimś cudem ominąć tę rzeczywistość. Bo to by oznaczało, że te ćwiczenia wykonujemy źle, nieprawidłowo. Ale jeśli wykonujemy je dobrze, to one muszą w pewnym momencie zacząć pracować na poziomie duchowym, z którego Jan Kowalski przychodzący na zajęcia jogi nie zdaje sobie początkowo sprawy. Dlaczego muszą zacząć pracować w tych rejonach? Bo po to są. Po to jest joga.

Popkulturowa papka

Nie mogę bawić się w śledczego i sprawdzać, czym są „kursy jogi” organizowane w klubie seniora w Trzebini czy w przedszkolu w Bytomiu. Czy to już wejście w duchowość, czy zwykłe ćwiczenia rozluźniające. Nie jestem w stanie sprawdzić każdego z tych kursów, dlatego opowiadam o tym, czym jest prawdziwa joga, i nie odpowiadam za to, że tym słowem opakowujemy dziś niemal wszystko. Nie ma jogi gimnastycznej. Nie ma i koniec. Joga jest u swych podstaw całkowicie sprzeczna z chrześcijaństwem. Popkultura łyka bezkrytycznie pewne elementy wschodniej duchowości, ale czy fakt, że karty tarota znajdziesz w kolorowym piśmie dla pań, świadczy o tym, że są one czym innym niż praktyka, w której siedziałem intensywnie przez wiele lat? Nie! Zmienia się jedynie opakowanie. To, że jogę nazwiesz „gimnastyką”, nie oznacza, że ona stanie się gimnastyką. Bóg stwarzający świat, nazywał te rzeczywistości. Dziś boimy się nazywania zła złem, bo a nuż ktoś, nie daj Boże, nie zaliczy nas do „Kościoła otwartego” i przypnie łatkę oszołoma?

Zobaczmy, co oznacza samo słowo „joga”. Zjednoczenie. Jej opisaną w upaniszadach istotą jest zniknięcie, rozpuszczenie się, zespolenie się ze wszechświatem, unicestwienie, zjednoczenie z Brahmanem (bezosobowym aspektem Absolutu, który przenika się z naturą, kosmosem) w procesie, który nazywa się samadhi. Tu nie ma mowy o żadnej relacji, bo „po drugiej stronie” nie ma żywej osoby. Nie ma Boga. Jest bezosobowy Brahman.

Patanjali – jogin i filozof – wyodrębnił osiem kroków jogi. Pozycje ciała (asany) i praktyki oddechowe (pranayama) to dopiero trzeci i czwarty punkt! Nie zaczyna się od tego! Ważniejsza jest jama (samokontrola) i nijama (praktyki duchowe), a dopiero potem jest to, co jest tak popularne nad Wisłą: praktyka oddychania czy ćwiczenia fizyczne. Ostatecznym krokiem jest samadhi, czyli rozpłynięcie się, unicestwienie osoby ludzkiej. I tu powinno zapalić się w nas czerwone światełko. To już powinno wystarczyć chrześcijaninowi, bo jest absolutnie sprzeczne z tym, w co wierzy.

  Budda odchodzi z tego świata, siedząc w pozycji medytacyjnej. To najbardziej skupiony na sobie gest, jaki zna mowa ciała. Jezus umiera z rozpostartymi ramionami. Nie ma gestu, który podkreślałby większe otwarcie.
Jan Graczyński /East News

Co jest złego w gimnastyce?

Co chwilę słyszę: „Co może być złego w gimnastyce? Nie wchodzę w żadną duchowość”. Cały szwindel ze wschodnimi duchowościami tak bezkrytycznie przyjmowanymi przez Zachód polega na tym, że nie da się ich odkroić od ich duchowej istoty. Choć za wszelką cenę usiłuje się ją ukrywać i tuszować. Świetnym przykładem na łykanie takiej papki jest rozwój ruchu Świadomości Kriszny, który przecież w samym hinduizmie uznawany jest za sektę! Jego założyciel Bhaktiwedanta Swami Prabhupada okroił historię Kriszny z aspektów, które byłyby trudne do przełknięcia dla wychowanej w duchu chrześcijańskim Europy czy Ameryki. Wykastrował tę historię, pociął ją tak, że nie znajdziesz opowieści o tym, że Kriszna był wielokrotnym gwałcicielem czy mordercą. Prabhupada wiedział, że takiej prawdy zachodnie społeczeństwo nie kupi, i zaserwował mu lekkostrawną papkę, a Kriszna w swym miłosierdziu przypomina niemal Jezusa.

Na popularyzację jogi ogromny wpływ miał rok 1968, rewolucja dzieci kwiatów. Hipisi bezkrytycznie przyjmowali elementy hinduizmu. Joga trafiła do Europy, a ludziom starano się wcisnąć kit, że to zwykłe ćwiczenia. Niestety większość kupiła tę bajkę. Sam intensywnie zajmowałem się jogą przez kilkanaście lat. Mieszkałem przez wiele miesięcy na farmie ruchu Ananda Marga, gdzie każdego dnia przez wiele godzin praktykowałem jogę pod okiem dady, czyli nauczyciela. Dla nas było oczywiste, że nie chodzimy na fitness, ale zgłębiamy pewną duchowość. Byłem na intensywnym kursie jogi w Szwecji, studiowałem w szkole ezoterycznej, gdzie była ona jednym z obowiązkowych przedmiotów. Co więcej, jestem dziś pewien, że najgorsze doświadczenie mojego życia, czyli próba samobójcza, było związane z praktykowaniem medytacji.

Kiedy przestraszyłem się po raz pierwszy? W pewnym momencie pod wpływem bardzo intensywnych praktyk oddechowych (Sudarshan Kriya) nagle straciłem świadomość i przestałem oddychać. Na szczęście ktoś krzyknął: „Maciek, oddychaj”. Wróciłem. Dostałem namiastkę tego, do czego może doprowadzić joga: do destrukcji człowieka. Pewnego dnia, gdy siedziałem w pozycji lotosu, miałem bardzo nieprzyjemne doświadczenie: poczułem chłód. Ktoś obok mnie przechodził. Nie widziałem nikogo. Na szyi miałem metalowe korale indyjskie, które nagle zaczęły się same poruszać. Byłem przerażony. Poczułem się przymuszony przez to „coś” lub tego „kogoś” do tego, by odebrać sobie życie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wanna, gorąca woda, podcięcie żył. I cudowne odratowanie. Przejście przez Morze Czerwone. Dziś jestem pewny, że była to ingerencja samego Chrystusa. Tydzień wcześniej do domu, w którym mieszkałem z dziewczyną, przyszła jej babcia. Dała mi obrazek Jezusa Miłosiernego. Pamiętam, że całymi godzinami wpatrywałem się w Niego, ale jak to w hinduizmie, zachwycałem się Nim jako jednym z wielu mistrzów duchowych. To nie był mój Bóg. I wtedy, gdy broczyłem krwią w wannie i byłem bliski śmierci, wrócili moi znajomi. Próbowali otworzyć solidne antywłamaniowe drzwi, ale nie potrafili. Były zamknięte od środka. W pewnym momencie moja dziewczyna popchnęła klamkę, a drzwi się otwarły. Wierzę, że upomniał się o mnie Jezus Chrystus.

Co za tym stoi?

Myślę, że prawdziwy problem polega na tym, że osoby, które praktykują jogę, nigdy nie zaznały mocy Boga. Gdyby poznały relację, w której można do Niego mówić „Tato”, nie chciałyby już osiągnąć rozpłynięcia się, unicestwienia. Nigdy by tego nie wybrały! Bycie kropką we wszechświecie to nie to samo co siedzenie na kolanach Ojca. Jest mi strasznie przykro, gdy widzę chrześcijan zamieniających szczerozłote klejnoty na odpustowe newage’owe pierścionki. Co mogę im powiedzieć? Jakiego użyć argumentu? Że zdarzają się osoby, które doświadczyły opętania przez wejście w tę rzeczywistość? Porozmawiajmy szczerze z egzorcystami…

Powołać się na autorytety, które na własnej skórze doświadczyły tego, czym jest joga? Zacytować o. Jamesa Manjackala (Hindusa z krwi i kości, który nazywa jogę „duchowością Antychrysta”)? Powiedzieć, co o jodze opowiada jej „wieloletni praktyk” o. Jacques Verlinde, który mówi, że otwieranie czakramów powoduje otwarcie się na duchy, które lepiej pozostawić za drzwiami? Nie uwierzą. A w jodze chodzi o otwieranie czakramów, a nie o ćwiczenia gimnastyczne. Pozycje jogi prowadzą do zmian biochemicznych w mózgu. To na Wschodzie całkowicie zrozumiałe. To nie jest praktyka relaksacyjna.

Ktoś pomyśli: „Skoro tylu ludzi tę jogę ćwiczy, to pewnie każdy po tygodniu byłby opętany”. Nie. To nie tak. Ktoś może ćwiczyć dziesięć lat i nic się nie wydarzy, a inny po tygodniu może mieć duchowe problemy. Słyszę często: „Dlaczego chrześcijanom to »szkodzi«, a dla hinduistów to normalna ścieżka?”. Pytam się: „Co to znaczy normalna ścieżka?”. Dla nas, a nie dla hinduisty, który nie zna Jezusa jako Syna Boga i czeka na reinkarnację. Joga doprowadza do przewartościowania pewnych potencjałów, prowadzi do rozwoju paranormalnych zjawisk. Mamy lewitujących czy odpornych na ból joginów. Też doświadczałem podobnych stanów, w pewnym momencie słyszałem myśli innych ludzi. Przerażające. Prowadziło mnie to do ogromnej pychy. Czułem się lepszy. Jeśli krisznowcy przez kilka godzin powtarzają swą mantrę, a do tego dochodzi radykalna wegetariańska dieta z zastosowaniem sporej ilości przypraw (na przykład gałki muszkatołowej), to taki codzienny rytm powoduje na tyle duże zmiany w mózgu czy w świadomości, że następuje totalne odejście od kierowania się wolą i rozumem. Zaczynasz pielęgnować różne stany paranormalne. Kirtan (taniec połączony z nieustannym mantrowaniem) trwa po osiem godzin. Wchodzisz w rzeczywistość transu. Dla tych ludzi to silne przeżycie: rodzaj odlotu, haju, ale wola i rozum tak cenione przez chrześcijaństwo zostają odstawione na boczny tor. Wszystko ulega przewartościowaniu: zaczynasz mówić o delfinach czy małpach, a zapominasz o drugim człowieku, nie wspominając już o dzieciach nienarodzonych.

Pytanie, czy instruktorzy prowadzący kursy jogi mają świadomość tego, o czym opowiadam, tylko zatajają to przed adeptami? Część z nich może zwyczajnie nie zdawać sobie z tego sprawy, bo w tym środowisku (żyłem w nim przez lata) panuje zupełny bezkrytycyzm wobec zjawiska medytacji. Są szczerzy, ponieważ nie mają doświadczenia żywego Boga, wydaje im się, że to, co proponują, wystarczy, że niosą ludziom szczęście. To powoduje, że są „po drugiej stronie lustra”, że widzą świat w inny sposób. Nasze argumenty do nich nie trafiają. Dopóki nie spotkałem Jezusa, myślałem podobnie. Joga to doświadczenie duchowe i narzędzia rozumowe w pewnym momencie nie wystarczają. Gdy w liceum przeczytałem potężny tom Bhagawadgity, również wydawało mi się, że mam wszystko poukładane na poziomie intelektualnym. Są planety świata materialnego, antymaterialnego… Moglibyśmy gadać godzinami i nie przekonałbyś mnie. Wspólnota między ludźmi powstaje wtedy, gdy wspólnie definiują dobro i zło. Tylko wtedy, gdy razem uznamy, że coś jest dla nas dobre albo złe, możemy się dogadać. Jeśli tak nie jest, nasze światy się rozjeżdżają. Mnie nie zmieniło intelektualne rozważanie, zmieniło mnie doświadczenie: spotkanie żywego Boga. Opowiadam o tym w mojej książce. Wiesz, jak długo płakałem, gdy odkryłem, że On jest? Że żyje, kocha? Że moim celem nie jest unicestwienie, rozpłynięcie się we wszechświecie, ale relacja z Ojcem? Ksiądz Andrzej Siemieniewski (dziś biskup) powtarzał mi: „Przylgnij do osoby Jezusa Chrystusa”. To było lekarstwo.

Podsumowaniem tej opowieści może być pewien obraz. Jeśli posłuchasz ekspertów w dziedzinie mowy ciała, dowiesz się ciekawej rzeczy. Budda odchodzi z tego świata, siedząc pod drzewem w pozycji medytacyjnej. To najbardziej skupiony na sobie gest, jaki zna mowa ciała. Jezus umiera na krzyżu z rozpostartymi ramionami. Nie ma gestu, który podkreślałby większe otwarcie. 

  roman koszowski /foto gość

 

« 1 »
oceń artykuł
  • Szarak
    21.02.2018 11:11
    Przepraszam zabrzmi to jak atak i może, mimo że tego nie chcę, nim jest, ale zgrzyta mi jak ludzie swoje czyny usprawiedliwiają uprawianiem jogi. Autor podjął decyzję o próbie samobójczej, popełnił grzech. Według mnie to autor popełnił grzech i drogą do przebaczenia nie jest krytyka zewnętrznych czynników tylko sakrament pojednania i pokuty. Wierzę, że autor tego dokonał.
    doceń 6
  • Xxx
    04.03.2018 14:21
    Skoro wierzę w Boga to nie wierzę w nic innego poza Nim, skoro nie ma innego Boga to żadna joga czy cokolwiek innego nie jest żadnym utożsamieniem z inną religią, bo dla mnie one nie istnieją
    doceń 8
  • Wojciech
    10.04.2018 13:32
    Jesli odwoluje sie w cwiczeniach do czakramow, czy medytacji, to nawet nie wierzac w to, ze to otwiera na dzialanie nieznanych (czytaj zlych) sil, to i tak tak sie dzieje. Jesli chcemy korzystac z jakis energii, to zreszta wlasnie odwracamy sie od Boga. Zastanawiam sie natomiast, czy nie ma czasem kursow, gdzie sa tylko proste cwiczenia wywodzace sie z jogi, ale bez cienia medytacji itp. Kolejne pytanie, czy same pozycje jogi, te cwiczenia, nie sa juz powiazane same przez sie z prawdziwa, zla jogą na zasadzie znaku, jak np takim znakiem sa pewne ksztalty, przedmioty-talizmany, bo przeciez sa przypadki przedmiotow, czy miejsc "zakazonych" dzialaniem zlych duchow.
  • Magdalena
    29.05.2018 16:21
    Każdy ma swoje doświadczenia. Ja również. Jogę praktykuję ok 12 lat, jestem nauczycielem. Trafiłam na jogę w bardzo trudnym momencie swojego życia, w wielkiej depresji. Lekarze przepisywali mi psychotropy ale nie chciałam tego brać. Chodziłam na zajęcia prawie codziennie, z dnia na dzień moja głowa stawała się spokojniejsza, a ciało bez bólu barków, kolan czy kręgosłupa. Moje zatwardziałe serce zaczęło otwierać się i poszukiwać dalej. W efekcie narzędzie to doprowadziło mnie do Boga. Obecnie jestem chrześcijanką, w kwietniu przyjęłam chrzest. Wierzę w Jezusa Chrystusa, zbawiciela naszego, syna Bożego. Zgodzę się z tym, że nie ma nic wspanialszego jak przebywać w obecności Boga, jak duch święty prowadzi nas. Ale jeśli chodzi o jogę, to jestem wdzięczna Bogu, że dał mi takie narzędzie. Joga uspokoiła mój rozszalały umysł. Otworzyła serce. Joga to zjednoczenie ciała, duszy i umysłu, powstrzymanie poruszeń umysłu, właśnie po to, by wyjść ze swojego egoistycznego świata i zauważyć, że jest Bóg, który nas kocha i opiekuje się nami. Że my tylko jesteśmy taką małą trzódką. Miłość Boga jest najwspanialszym doświadczeniem, które do tej pory doznałam. Bóg znał moje niepokorne serce i wiedział doskonale, jakie narzedzie będzi mi potrzebne, by poskromić mnie trochę. A Kto do jakiego Boga chce się udać, to każdego indywidualna sprawa, czy ktoś zainteresuje się religiami wschodu, czy prawdziwym Bogiem. Nie rozumię tylko dlaczego Napisane jest, że Jezus umarł z rękoma rozpostartymi a Budda w siadzie, co w ogóle Budda ma do jogi. Znam nauczycieli, którzy są katolikami, chrześijanami, też buddystami, to każdego indywidualna sprawa. Jedno jest pewne dla mnie, to moje świadectwo, że dzięki temu, że praktykuję jogę, zbliżyłam się do Boga. Poznaję Boga i kocham Boga całym sercem. Wszystko chcecie wrzucić do jednego worka. Jedni wykorzystują nóż do krojenia chleba, inni do zabijania. Jedni głoszą ewngelię, inni zabijają niby w imię Jezusa, by narwacać. Myślę, że każdy powinien spróbować jak i co działa i szukać Boga. Bo kto szuka, ten znajdzie, a jeśli ktoś potrzebuje wyciszyć głowę, niech pójdzie na jogę. Są nauczyciele i nauczyciele, są pastorzy i pastorzy, księża i księża. Ja dziękuję Bogu, że dał mi to narzędzie i dziękuję, że miałam ta łaskę by go poznać. Jeśli kiedyś Bóg powie, że mam przestać uczyć jogi, a ewangelizować ludzi, to to zrobię. Nie mam z tym problemu. Narazie kocham Jezusa Chrystusa, kocham Boga i jego obecność i bardzo lubię wykonywać swoją pracę i praktykować z ludźmi jogę. Pozdrawiam
    doceń 6

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji