Nowy numer 12/2019 Archiwum

Mamomoda

Własna kolekcja ubrań pani biotechnolog? Tylko wtedy, gdy zostaje aktywną mamą.

Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział Karolinie Kurzeli, że będzie szczęśliwą mężatką, mamą dwojga dzieci i w dodatku projektantką mody dla matek, nie uwierzyłaby. Ale życie płata i dobre figle.

Kolekcja z życia codziennego

Pani Karolina mieszka w Warszawie. Jest mamą ponadtrzyletniej Tamary i półtorarocznego Mateuszka. Z wykształcenia i zawodu jest biotechnologiem (obecnie na studiach podyplomowych z analityki medycznej). Od kilku miesięcy jest też… projektantką mody. Dla mam. – Wszystko zaczęło się od tego, że sama zostałam matką. Więc kolekcja to pomysł ze zwyczajnego życia – mówi pani Karolina, karmiąc Mateuszka. – Gdy urodziłam pierwsze dziecko, nagle musiałam zrezygnować z ulubionych sukienek. Po prostu okazały się niepraktyczne – każda karmiąca mama wie, o co chodzi. Wciąż chodziłam w rozpinanych bluzkach, z rozciągniętymi dekoltami. I bardzo mi to przeszkadzało, bo nie było zbyt estetyczne.

Przy drugiej ciąży pani Karolina zaczęła się zastanawiać, co z tym ubraniowym fantem zrobić. Bo sukienek na wieszak odwieszać już nie chciała. – Postanowiłam kupić sobie sukienki dostosowane do karmienia, ale okazało się, że te dostępne w sklepach są bardzo drogie. Niewspółmiernie do jakości. Wymyśliłam więc projekt sama, rozrysowałam, przemyślałam. I projekt poszedł do znajomej krawcowej, która sukienkę skroiła. Dobrałam suwak, materiał. Okazało się, że można ładną i praktyczną sukienkę uszyć za rozsądne pieniądze.

Jednocześnie pani Karolina wraz z koleżanką założyła Klub dla Rodziców przy jednej z warszawskich parafii. W spotkaniach uczestniczyły głównie młode mamy. – Przychodziłam na spotkania we własnych sukienkach, które bardzo podobały się koleżankom. I zaczęły prosić, bym rozwinęła działalność – mówi pani Karolina. – Mamy doceniają komfort, ale i styl, bo mama w sukience czuje się pewniej i bardziej kobieco.

A ponieważ tata pani Karoliny jest związany z branżą odzieżową – z produkcją ubranek dziecięcych – chyba w genach odziedziczyła talent do szycia oraz projektowania. I ubierania innych. – Tata pożyczył mi pieniądze na pierwszą próbną serię. Sam nie chciał pomysłem się zająć, ale w niego uwierzył. Więc zaczęłam pracować nad własną kolekcją, choć było trudno: dwoje małych dzieci, obowiązki domowe… Samo życie.

Na prace projektowe czasem pozostawały noce. – To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Musiałam nauczyć się współpracy ze szwalnią, wybrać materiały, dodatki, przebrnąć przez fachowy język dotyczący kroju i szycia. Ale powoli, powoli kolekcja powstawała.

Na materiał pani Karolina wybrała dzianinę dresową – obecnie bardzo modną i lubianą przez młode kobiety. Materiał jest dobrej jakości, elastyczny, więc sukienka, jeśli jest nieco luźniejsza, zmieści też ciążowy brzuszek. – Ważne jest dla mnie, że szyjemy z polskich dzianin, używamy polskich dodatków i korzystamy z polskich szwalni. To produkt polski, wysokiej jakości, który nie spierze się po kilku praniach i nie rozciągnie.

Prototypy, noszone przez panią Karolinę i jej koleżanki, wytrzymały wiele prań. I wszystkie testerki – znajome matki – są jak dotąd zadowolone.

Milk & Love, czyli szycie z misją

– Powiem wprost: zachwyciłam się macierzyństwem. Kiedyś, z dziesięć lat temu, nie chciałam mieć dzieci, macierzyństwo było dla mnie czymś oderwanym od rzeczywistości – mówi szczerze pani Karolina. – Jednocześnie byłam w zasadzie niewierząca, a przynajmniej niepraktykująca, żyłam poza Kościołem.

Wydarzenia życiowe pchnęły ją jednak do spowiedzi. Trafiła na mądrego księdza, który zadał kilka poważnych pytań. Te pytania i przemyślenia przyprowadziły Karolinę z powrotem do Kościoła. – Zaczęłam chodzić na Msze św. W końcu trafiłam do wspólnoty neokatechumenalnej. Tam odkryłam wartość, piękno rodziny.

We wspólnocie poznała też męża. Wzięli ślub. Urodziło się pierwsze dziecko… – Jednocześnie, mimo ogromnej miłości do dziecka, a potem do dwojga dzieci, czułam, że chciałabym czegoś jeszcze. Z jednej strony chciałam być z nimi w domu jak najdłużej, z drugiej – nie odpowiadało mi wyłącznie skupianie się na codzienności typu zupki i spacerki.

Chyba z tej tęsknoty powstało szycie. I firma, która ku zaskoczeniu wszystkich, a zwłaszcza samej pani Karoliny, zaczyna odnosić sukcesy.

Ale to nie wszystko. – Zawodowo jestem związana z biologią człowieka. Dlatego mam świadomość ogromu korzyści, które wynikają z karmienia naturalnego. Od początku szycia dla mam włączyłam się więc także w promocję karmienia piersią. Współpracuję m.in. z fundacją, która podejmuje takie działania.

Firmę nazwała Milk & Love. – Mleko i Miłość, bo jestem zdania, że karmienie piersią umożliwia nawiązanie z dzieckiem bliskich i dobrych relacji. Jednocześnie wiem, że czasem kobiety mają problemy z karmieniem naturalnym, więc chciałabym im pomóc: są miejsca, gdzie można wesprzeć prawidłową laktację. Warto też odczarować szkodliwe mity na temat karmienia, np. warunkujące ilość pokarmu budową matki.

Mamy w roli modelek

Za panią Karoliną również pierwszy profesjonalny (no, prawie) pokaz mody. – To był pomysł wspólny, który wyszedł od Stowarzyszenia na rzecz Naturalnego Karmienia. W trakcie seminarium rodzicielskiego miałam swoje pięć minut i zrobiłam pokaz mody. Modelkami były mamy z maluszkami na ręku lub w brzuchu.

„Modelki” zgłosiły się same, w ogromnej liczbie, przez portale społecznościowe. – Wybrałam według kolejności zgłoszeń. Nie wybierałam pod kątem urody czy figury, bo uważam, że wszystkie mamy są przepiękne. Macierzyństwo kobietę wzbogaca i pozytywnie zmienia. Pokaz się udał, ku wielkiej radości samych modelek i ich małych pomocników, dzięki rodzinnej atmosferze.

Pani Karolina twierdzi, że po urodzeniu dziecka część kobiet zapomina o swojej kobiecości i swoich potrzebach. Za codzienny strój wystarcza dres (bo wygodnie). Przestają dbać o siebie i własne piękno. – A to jest błąd! Warto dbać o siebie, bo to pozwala odkrywać uroki macierzyństwa, pozwala na lepsze relacje z mężem. Kwestia znalezienia proporcji i priorytetów – mówi pani Karolina, pokazując stosy posegregowanych i zapakowanych sukienek. W różnych kolorach, nieco innych fasonach.

Co będzie z Milk & Love za kilka lat? – Widzę to jako firmę wielką, międzynarodową – śmieje się pani Karolina. – A poważnie: myślę o wejściu na rynek brytyjski. Choć zdaję sobie sprawę, że to trudne zadanie. I będę poszerzać asortyment o inne sukienki czy też bluzki (do karmienia), bo są po prostu potrzebne. Wszystko dzieje się powoli, choć skutecznie. Małymi kroczkami, bo co zarobię – to inwestuję. Ale dzięki temu się uczę. Podobno idzie boom dzieciowy. Więc może i „macierzyńskie” sukienki – kobiece, ale praktyczne – będą na topie?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji