Nowy numer 25/2018 Archiwum

Podzielona opozycja

Publicyści sympatyzujący z opozycją, którzy wzywali, by „siedzieć w tej sali do oporu albo dać się wyprowadzić siłą” nie wyrażali zdania mas ludowych, tylko bronili własnych interesów. A nie są one do końca zbieżne z interesami działaczy Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.

Słabość opozycji nie bierze się tylko stąd, że jej liderzy nie mają porywających osobowości i zaliczają spektakularne wtopy. Jej problemem jest też to, że czego innego chcą przeciętni zwolennicy opozycji, a czego innego grupy, stanowiące jej bezpośrednie zaplecze.

Statystyczny wyborca Nowoczesnej czy Platformy Obywatelskiej nie cierpi, rzecz jasna, PiS, ale to nie znaczy, że życzy sobie wielkiej rozróby, a już tym bardziej, że sam w takiej rozróbie weźmie udział. Publicyści sympatyzujący z opozycją, którzy wzywali, by „siedzieć w tej sali do oporu albo dać się wyprowadzić siłą”, nie wyrażali zdania mas ludowych, tylko bronili własnych interesów. A nie są one do końca zbieżne z interesami działaczy Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.

Posłowie opozycji mogliby jakoś przetrwać najbliższe 3 lata, spokojnie budować, albo odbudowywać partie, punktować wpadki rządu. W przeciwieństwie do nich lewicowo-liberalne media są pod presją czasu. Z powodu zmiany władzy w 2015 r. ponoszą konkretne finansowe straty, bo nie mają państwowych reklam. Niektóre gazety są przez to w naprawdę trudnej sytuacji, więc obalenie rządu to dla nich kwestia życia i śmierci. Tak samo jak dla organizacji pozarządowych, które przyzwyczaiły się do obfitych dotacji czy dla ponadnarodowych korporacji, którym nie na rękę mogą być ustawy forsowane przez PiS. Także ludzie, którzy – powiedzmy – nie są i nie będą fanklubem Centralnego Biura Antykorupcyjnego, chcieliby zapewne wymiany ekipy rządzącej teraz, zaraz, bez względu na koszty. Tyle tylko, że te koszty ponosili politycy sabotujący obrady parlamentu. To oni coraz bardziej irytowali wyborców, może poza najbardziej zagorzałymi antypisowskimi szalikowcami. Dobitnie pokazała to frekwencja podczas demonstracji na ul. Wiejskiej. W pierwszych dniach okupacji sali plenarnej liczba protestujących z trudem dobijała do 2 tys. 11 stycznia – na przygotowanie tej manifestacji był miesiąc – przed sejm przyszło 300 osób. W tej sytuacji Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru kilka razy zmieniali zdanie i taktykę, lawirując między sprzecznymi oczekiwaniami.

Dziennikarze „Wyborczej” mogli domagać się walki do upadłego, ale to Petru i Schetyna świecili za nich oczami, bo to oni wpakowali się w protest i musieli jakoś z niego wybrnąć. Wybrnęli tak, że opozycyjne media będą chyba musiały znaleźć nowego lidera walki z reżimem.

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    12.01.2017 17:45
    wybrnęli? raczej strzelili sobie w łeb i dali się pogrzebać:) jeśli można to nazwać wybrnięciem, to faktycznie -wybrnęli:)
    doceń 7
  • Gość
    12.01.2017 20:45
    Hmm, gdyby redaktorzy Gościa Niedzielnego mieli tyle "oleju" w głowie co ci z GW to poziom GN byłby wyższy. A tak tylko robicie co PIS każe.
    doceń 9
  • pixpixble
    12.01.2017 21:23
    "Hmm, gdyby redaktorzy Gościa Niedzielnego mieli tyle "oleju" w głowie co ci z GW to poziom GN byłby wyższy. A tak tylko robicie co PIS każe."
    Ale FANTASTA...
    Polecam pisanie książek sf - sukces murowany.

    Chyba ze masz jakieś dowody? Może o czymś nie wiem... ale chętnie się dowiem...
    doceń 10

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji