Nowy numer 29/2021 Archiwum

Niemcy zmieniają zdanie

Dziewięciu na dziesięciu Niemców opowiada się za ograniczeniem liczby imigrantów . To zasadnicza zmiana w stanowisku naszych zachodnich sąsiadów, która ma wielkie znaczenie także dla nas.

Większość Niemców domaga się natychmiastowego wstrzymania przyjmowania uchodźców – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych.

Od zjednoczenia Niemiec upłynęło już ponad 25 lat i wyrosło nowe pokolenie, które nie zna granicy dzielącej kraj na część wschodnią i zachodnią. Jednak różnice między tymi częściami, jak w żadnej innej sprawie, są widoczne w kwestii oceny polityki migracyjnej. Postulat natychmiastowego wstrzymania przyjmowania uchodźców jest znacznie popularniejszy we wschodnich Niemczech (79 proc.) niż na zachodzie kraju (67 proc.). Zamknięcia granicy domaga się aż 86 proc. mieszkańców Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Brandenburgii i Saksonii-Anhalt, czyli landów położonych w byłej NRD. Na zachodzie ludzie są bardziej otwarci i skłonni do pomocy uchodźcom i migrantom, natomiast w landach wschodnich poziom tej akceptacji jest mniejszy, choć uchodźców było tam niewielu.

Kac po  Kolonii

– Ludzie są zmęczeni przedłużającym się kryzysem wywołanym falą uchodźców, którzy w ubiegłym roku przyjechali do Niemiec – mówi niemiecki ekspert Cornelius Ochmann, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. – Pamiętajmy, że w ciągu kilku miesięcy pojawiło się u nas ponad milion ludzi. Nikt nie był przygotowany na przyjęcie takiej fali, a jednak udało się im wszystkim w miarę sprawnie zapewnić podstawową opiekę, zorganizować naukę języka niemieckiego oraz zacząć przystosowywać ich do zawodu – dodaje.

Niemieckie badania wskazują, że najlepiej pod względem przygotowania zawodowego prezentują się Syryjczycy, z których wielu ma solidne wykształcenie zawodowe, nierzadko także wyższe. Zdecydowanie większy problem jest z migrantami z Afryki. Tutaj nawet różnice mentalne, by nie powiedzieć cywilizacyjne, są naprawdę ogromne i ich integracja będzie rzeczywiście dużym wyzwaniem dla społeczeństwa i państwa. Oczywiście wpływ na zmianę podejścia do uchodźców miały także wydarzenia z ubiegłego sylwestra w Kolonii (napaści i molestowanie kobiet przez ludzi z imigranckimi korzeniami) oraz zamachy terrorystyczne, do których doszło w tym roku.

Dyrektor Ochmann zwraca jednak uwagę, że wśród sprawców tamtych przestępstw migranci stanowili zaledwie niewielki procent. – Większość to byli ludzie pochodzący wprawdzie z różnych regionów świata, ale mieszkający w Niemczech od dawna, czasem od pokoleń. W społecznym odbiorze jednak wszystko kładzie się na karb uchodźców i migrantów – podkreśla. – Ale społeczeństwo wie, że Niemcy potrzebują nowych obywateli – kontynuuje Ochmann. – W latach 90. udało się bez większych problemów zaadaptować ponad 350 tys. migrantów z Bałkanów, którzy dzisiaj dobrze u nas funkcjonują. Tym razem skala wyzwań jest większa, ale nic nie wskazuje na to, abyśmy nie potrafili sobie z tym poradzić.

Z opinią o tym, że wydarzenia w Kolonii były ważną cezurą dla niemieckiego społeczeństwa, zgadza się także Tomasz Kycia, dziennikarz rozgłośni Rundfunk Berlin-Brandenburg. Dotyczyło to nie tylko ludzi, ale także mediów, które na nowo musiały zdefiniować sposób relacjonowania kryzysu uchodźczego. – Tamto doświadczenie – mówi Kycia – kiedy niemiecka opinia publiczna ze sporym opóźnieniem dowiedziała się o tym, co wydarzyło się w Kolonii, było bezlitośnie wykorzystane przez opozycję. Mam wrażenie, że w ważniejszych mediach od tego czasu pojawiło się więcej krytycznych uwag, wskazujących na problemy wynikające z napływu tak ogromnej masy ludzi.

Zmiany polityczne

Migracja zmieniła nie tylko społeczeństwo, ale także krajobraz polityczny Niemiec. Na jedną z głównych sił politycznych wyrosła Alternatywa dla Niemiec (AfD), dotąd partia marginalna, domagająca się natychmiastowego zamknięcia granic przed uchodźcami. Wybory do parlamentów krajowych (landtagów) pokazały, że zarówno w części zachodniej, jak przede wszystkim wschodniej Alternatywa weszła do grona głównych niemieckich partii. W krótkim czasie zdołała zbudować aparat partyjny i zdobyć fundusze na kolejne kampanie wyborcze. Teraz zaś będzie jej łatwiej, gdyż wchodząc do parlamentów krajowych, otrzyma także spore subwencje państwowe. Z całą pewnością w przyszłym roku Alternatywa wejdzie także do Bundestagu, a niektórzy prorokują, że może zająć w wyborach nawet trzecie miejsce, po chadecji i socjaldemokracji. Jej siłą jest to, że na Alternatywę głosują wyborcy z różnych części niemieckiej sceny politycznej. Zbiera więc głosy zarówno prawicowych wyborców, rozczarowanych polityką Merkel w sprawie uchodźców, jak i lewicowych, poirytowanych z tego samego powodu postępowaniem socjaldemokratów.

Warto dodać, że polityka migracyjna stała się przyczyną kontrowersji w łonie samej chadecji. Lider CSU, a zarazem premier Bawarii Horst Seehofer występował przeciwko dalszemu przyjmowaniu uchodźców nie mniej radykalnie jak przebojowa i demagogiczna Frauke Petry, liderka Alternatywy i nowa gwiazda na firmamencie niemieckiej polityki. Sukcesy Alternatywy nie biorą się jednak wyłącznie z antyemigracyjnych haseł. – W Niemczech mamy do czynienia z wieloma zjawiskami podobnymi do tych w Stanach Zjednoczonych oraz w innych krajach Zachodu, gdzie wyborcy odrzucają przedstawicieli dotychczasowego establishmentu, a kwestia migracyjna jest jedynie symbolem tego niezadowolenia – zwraca uwagę dyr. Ochmann.

Granice uszczelniono

Z pewnością rząd federalny wyciągnął wnioski z tego, jak zmieniają się nastroje społeczne i dzisiaj granice Niemiec są znacznie bardziej szczelne aniżeli przed rokiem. Wprawdzie pod względem statystycznym liczba uchodźców rośnie, ale związane jest to także z tym, że wielu z nich zostało zarejestrowanych dopiero na początku roku 2016. Natomiast wielkie obozy przygraniczne na południu Niemiec, które pod koniec ubiegłego roku pękały w szwach, dzisiaj stoją puste lub zostały już zamknięte. Także w wielu miastach sytuacja powróciła do normalności. – Obecnie w Berlinie, który ze swej natury jest kosmopolityczny i kolorowy, uchodźców i migrantów właściwie się nie dostrzega – mówi Tomasz Kycia. – Inaczej jest na prowincji, gdzie są oni widoczni w pejzażu wiosek czy małych miejscowości, co może rodzić także frustracje i lęki. Mam jednak wrażenie, że lęków jest więcej w Polsce, gdzie uchodźców nie ma, aniżeli tu, w Niemczech, gdzie jest ich blisko milion. Inaczej było jesienią ubiegłego roku. Mieszkam w dzielnicy, gdzie wówczas w ciągu kilku tygodni w parkach wyrosły miasteczka namiotowe z koczującymi ludźmi. Powstał tam duży obóz tzw. pierwszego kontaktu. Bywało, że w sklepach częściej słyszało się arabski aniżeli niemiecki, ale to minęło. Uchodźcy zostali rozlokowani w innych regionach kraju. Niewątpliwie jednak także w dyskusji publicznej częściej pojawiają się głosy, aby proces przyjmowania uchodźców i migrantów uregulować i ograniczyć – przekonuje Tomasz Kycia.

Pytanie, jakie będą długofalowe skutki niemieckiej polityki migracyjnej, jest otwarte. Nikt nie wie, w jakim kierunku będzie przebiegała asymilacja tak wielkiej liczby ludzi wywodzących się z kręgu zupełnie innej kultury oraz religii. Tym bardziej że niemieckie siły porządkowe mają coraz więcej problemów z radykalnym islamem, o czym świadczą policyjne naloty na komórki salafitów, werbujących ochotników na dżihad do Syrii.

Angela Merkel, choć nie przyznała się do błędu w sprawie otwarcia granic jesienią ubiegłego roku, faktycznie zrewidowała swoją politykę w tej kwestii, co zresztą odpowiada ewolucji poglądów niemieckiego społeczeństwa. Z polskiego punktu widzenia to dobrze. W naszym interesie są Niemcy stabilne, rządzone przez elity, które z właściwym sobie pragmatyzmem będą umiały porozumieć się z Polską. Kwestia migracyjna zaś mocno nasze wzajemne relacje obciążała. Z perspektywy ostatnich miesięcy wielu Niemców jednak z większych zrozumieniem odnosi się do polskich obaw w sprawie przyjmowania migrantów aniżeli przed rokiem. Dlatego reelekcja kanclerz Merkel byłaby dla nas korzystna. Z pewnością kolejnych uchodźców do Niemiec sprowadzać nie będzie chciała, a w innych sprawach może być solidnym partnerem, zwłaszcza w kontekście zagrożeń rysujących się na Wschodzie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się