Nowy numer 44/2020 Archiwum

Życie po życiu

O życiu – paradoksalnie – można się wiele dowiedzieć, badając śmierć. Okazuje się bowiem, że po śmierci… nie wszystko zamiera.

Poeta mówi: „Nie wszystek umrę”. I to prawda, nawet jeśli pominiemy aspekt metafizyczny. Jak twierdzą ostatnio amerykańscy genetycy, niektóre nasze geny „ożyją” bowiem dopiero wtedy, gdy nasz mózg przestanie wykazywać jakąkolwiek aktywność. Inne będą jeszcze długo po naszej śmierci kontynuować swoje działanie. Zastosowana przez Amerykanów metoda badawcza pozwala ustalić, jak długo trwa okres post mortem, gdy organizm zwierząt na poziomie molekularnym nadal żyje, choć innym życiem.

Wirusy nie żyją

Filozofowie i teologowie poświęcili życiu po śmierci całe tomy. Niestety, sama definicja życia dostarcza nam pewnych problemów, albowiem natura materii jest złożona. Zasadniczo fenomen życia na Ziemi jest formą istnienia białka. A przynajmniej uważano tak jeszcze ćwierć wieku temu, gdy odkryto rybozymy, czyli cząsteczki kwasów nukleinowych, w tym wypadku RNA, zdolne do działania enzymatycznego. Takie działanie, ułatwiające zachodzenie procesów biochemicznych, przypisywano dotąd tylko białkom. W każdej naszej komórce funkcjonują tysiące rybozymów pod postacią tzw. rybosomów, czyli „budowniczych” wszelkich naszych białek.

Życie zatem nabrało nieco innego charakteru. Nie jest już „mechanizmem”białkowym, tylko mechanizmem, w którym białka są budowane w wyniku działania kwasów nukleinowych (w tym DNA czy RNA). Dlaczego to takie ważne? Kwasy nukleinowe, w przeciwieństwie do białek, zdolne są do procesu replikacji, czyli powielania swej kopii. Ta cecha – czyli rozmnażanie – jest niezbędna do rozwoju życia. Gdy zdolność do rozmnażania się komórek mija – następuje ich śmierć. Przykładem są tu bakterie, które ani się nie rodzą, ani nie umierają – chyba że pękną. Na ogół w stosownym momencie jedna komórka dzieli się na dwie, w ten sposób domykając jeden cykl komórkowy, a zaczynając kolejny. Znamy co prawda byty, które jako żywo replikują, nie posiadając struktury komórkowej ani własnej przemiany materii, jak choćby wirusy, ale potrzebują do tego żywego organizmu. Jeszcze raz – żywego – znaczy takiego, który potrafi się replikować (a dokładniej: którego komórki potrafią replikować).

Co dzieje się po śmierci?

Amerykańscy badacze z Seattle i Montgomery kierowani przez Petera A. Nobleʼa badali aktywność poszczególnych genów w różnych fazach życia komórki. Najbardziej interesowało ich jednak, co dzieje się z genami po tym, gdy komórka utraci zdolność do replikacji, czyli przestanie żyć. Choć badania prowadzono na laboratoryjnych myszach i rybkach, są one przydatne m.in. do oceniania dokładnego czasu zgonu u ludzi. A to miewa kolosalne znaczenie w kryminalistyce. W pewnym sensie skutkiem ubocznym wspomnianych badań może być opracowanie nowej metody na przechowywanie ludzkich organów do transplantacji. Okazało się bowiem, że niektóre geny, włączające się wyłącznie po śmierci, należałoby powstrzymać. Ich aktywność może warunkować zjawiska szkodliwe dla biorcy organów czy procesy rozkładu. À propos procesów rozkładu – ta sama grupa badawcza kilka lat temu określiła powszechną obecność mikroorganizmów w tkankach ludzkich po śmierci. Już wtedy zaobserwowano aktywność kilku genów ludzkich post mortem, co stanowiło dobry przyczynek do obecnych badań ponad tysiąca genów.

Setki owych badanych genów podniosły znamiennie swoją aktywność w pierwszej dobie po zgonie, by następnie zgasnąć. U rybki danio niektóre z nich były nadal aktywne nawet cztery dni po zgonie. A powiadają, że ryby szybko się psują! Analiza jakościowa owych genów pozwoliła ustalić, że trudnią się one w organizmie reakcjami na stres i sytuacje ekstremalne. Co jednak bardziej zaskakujące (szef grupy badawczej określił rzecz jako „opad szczęki”), to aktywacja post mortem genów odpowiedzialnych wyłącznie za procesy rozwoju embrionalnego! Geny te pozostają po zakończeniu tego procesu całkowicie uśpione. Aż do śmierci, jak się dziś okazuje. Jakie to ma znaczenie? Pozwala zrozumieć, dlaczego osoby otrzymujące przeszczepy organów od świeżo zmarłych osób wykazują zwiększone ryzyko zapadnięcia na nowotwory. Skoro komórki przeszczepianych organów właśnie odzyskują swój stan embrionalnego wigoru, niewiele im brak, by zacząć się niekontrolowanie dzielić i rozprzestrzeniać po organizmie biorcy.

Co o tym myśleć?

Choć zatem maleńka rybka danio w żaden sposób nie odnosi korzyści z pośmiertnej aktywacji tych, a nie innych genów – jak była martwa i rozkładająca się, taką pozostała – to cały ten proces musi mieć znaczenie ewolucyjne. Czego uczymy się zatem z owej analizy o życiu, poza nabieraniem większej pokory wobec tajemnicy śmierci? Jedne geny zaczynają „mówić” dlatego, że inne, normalnie rozgadane, zamilkły. Badanie sieci takich powiązań stanowi materię nowej nauki, zwanej biologią systemów. Mamy więc nową dziedzinę nauki, mamy przekonanie, że nawet na poziomie prostej komórki sprawy są bardziej zagmatwane, niż nam się wydawało, i mamy przekonanie, że to, co do niedawna było jednoznaczne (śmierć), wcale takie być nie musi. Przy tak przełomowych wynikach nie dziwi, że autorzy postanowili upublicznić wyniki badań, mimo że jeszcze nie został zakończony proces oceny przez recenzentów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się