Nowy numer 43/2020 Archiwum

A więc wojna

Kiedy Bóg idzie na wojnę, nie należy się wtrącać. Zwłaszcza jeśli sami dotąd przegrywaliśmy wszystkie bitwy.

Lech Dokowicz i Maciej Bodasiński, twórcy znakomitych dokumentów, pokazujących konkretne działanie żywego Boga w świecie, opowiadali tydzień temu o świadectwie pewnego księdza z USA. Zapalony obrońca życia, oddany sprawie, od dekad uczestniczył w organizowaniu protestów, marszów, pikiet pod klinikami aborcyjnymi. Po latach takiego ciągłego ludzkiego napisania mięśni przyszła refleksja: to wszystko nie przynosi skutku. Nie wiedział dlaczego. Jego ludzie angażowali w sprawę profesjonalistów, wszystkie kampanie pro-life były organizowane na najwyższym poziomie, uwzględniającym wszelkie możliwe techniki PR. Bez rezultatu. Spektakularne akcje nie zmieniły mentalności na tyle znaczącej części społeczeństwa, by można było walczyć o zmianę prawa z silnym poparciem społecznym. I gdy tak pytał samego siebie, w czym jest problem i „o co właściwie kaman?”, usłyszał odpowiedź: „Bo się nie modlisz”. To odkrycie zmieniło wszystko: zamiast masowych demonstracji pod kliniką aborcyjną, w pobliskim budynku zorganizował całodobową adorację Najświętszego Sakramentu. Ludzie zmieniają się co dwie godziny. Całą dobę, przez cały tydzień. Pod kliniką stoją tylko dwie osoby: jedna z różańcem w ręku, druga podchodzi do kobiet, które idą na „zabieg”. Nie ma na razie danych o efektach. Ale niemożliwe, by TO nie przyniosło efektu. Prędzej czy później.

"Nieraz przychodzi czas, kiedy Bóg przystępuje do bitwy z wrogiem rodzaju ludzkiego i błędem jest zaciągać się do armii. Kiedy Bóg idzie na wojnę, nie należy się wtrącać, nie należy angażować się do tych czy innych oddziałów, nie należy dzielić świata na złych i dobrych. W takich chwilach prosi nas tylko o opiekę nad pszenicą, a nie o wyrywanie kąkolu”. To słowa abp. Jorge Mario Bergoglio, dzisiejszego papieża Franciszka. Nie są wezwaniem do dezercji, do bierności. Nie jest to propozycja złożenia broni i nieangażowania się w politykę, rezygnacji z zabiegania o lepsze ustawodawstwo. To raczej wezwanie do tego, do czego doszedł wspomniany ksiądz z USA: jest taki moment, kiedy nasze środki się kończą, kiedy przegraliśmy wszystkie stoczone bitwy. Jest taki rodzaj bitwy, którą musi stoczyć sam Bóg. Trzeba tylko pozwolić Mu stoczyć tę bitwę. Nie wtrącać się – także poprzez stosowanie metod, które nie są Mu w tej wojnie potrzebne. Zwłaszcza jeśli sami już wiemy, że nic nimi nie zwojowaliśmy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także